var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: mainz05.de

Tanio kupię, drożej sprzedam – jak to robią w Moguncji

Autor: Maciej Zaremba
2019-05-01 15:07:08

1. FSV Mainz 05 nie jest klubem, który wzbudza w kibicach piłki nożnej wiele emocji. Wielu kojarzy Moguncję przede wszystkim z Jürgenem Kloppem i Thomasem Tuchelem, którzy wypłynęli na szerokie wody z tego niewielkiego jak na niemieckie warunki miasta. Bardziej zagłębieni w bundesligowe realia wiedzą też pewnie, że w 1. FSV Mainz 05 duże granie rozpoczynali m.in. André Schürrle czy Neven Subotić. Klub z Moguncji jest uznawany w Niemczech jednak za typowego średniaka, którego nie wyróżnia specjalnie ani historia czy nadzwyczajni kibice. Mimo to 1. FSV Mainz 05 w Bundeslidze jest od lat i jak na swoje możliwości radzi sobie w niej bardzo dobrze. Klucz? Mądra polityka personalna.

Za twórcę siły 1. FSV Mainz 05 uważa się przede wszystkim dyrektora sportowego Christiana Heidela, który w tej roli pracował w Moguncji od 1992 do 2016 roku. Na przełomie XX i XXI wieku FSV było klubem, który kojarzony tylko z drugą Bundesligą, w której grał nieprzerwanie przez czternaście lat. Ambicje i możliwości Mainz zmieniły się wraz z zatrudnieniem w roli trenera Jürgena Kloppa, który wcześniej przez dwanaście lat (1990-2002) występował w FSV w roli piłkarza. Historia trenerska Kloppa rozpoczęła się nietypowo, bo przejął on funkcję trenera w momencie, kiedy w klubie był jeszcze zatrudniony, jako piłkarz. Obecny trener Liverpoolu FC nie posiadał odpowiednych trenerskich, ale swoją wielką karierę na ławce rozpoczął w lutym 2001 roku. Wówczas rozpoczął się też kapitalny i stopniowy rozwój 1. FSV Mainz 05, który na dobrą sprawę na wielu płaszczyznach trwa do dzisiaj.

 

 

 

Jesteśmy „Ausbildungsverein” i się tego nie wstydzimy

Klopp i Heidel wprowadzili Mainz do Bundesligi po raz pierwszy w historii klubu w 2004 roku. Pierwsza przygoda Moguncji w najwyższej klasie rozgrywkowej trwała trzy lata i zakończyła się spadkiem. Dwa lata później w 2009 roku 1. FSV Mainz 05 wróciło jednak do Bundesligi i gra w niej nieprzerwanie do dzisiaj. W tym okresie FSV prowadzone było zaledwie przez czterech trenerów – Thomasa Tuchela (2009-2014), Kaspera Hjulmanda (2014-2015), Martina Schmidta (2015-2017) i Sandro Schwarza (2017-do dzisiaj). Za ich plecami najpierw do 2016 roku pracował dyrektor sportowy Christian Heidel, z kolei jego następcą został wykonujący ostatnio świetną robotę Rouven Schröder.  To, co się rzuca w oczy przy tych personaliach to przede wszystkim kontynuacja filozofii klubu, która jest stała od lat. Mainz pogodziło się z rolą „Ausbildungsverein”, czyli klubu, który nigdy nie dobije się do niemieckiej czołówki, a będzie umiejętnie stawiał i promował młodych piłkarzy i trenerów.

Rola takiego klubu jest oczywiście niewdzięczna. Jeden udany sezon oznacza wyprzedaż najlepszych piłkarzy, zainteresowanie większych i bogatszych klubów trenerem czy dyrektorem sportowym (Schröder jest na celowniku m.in. Gladbach, gdzie miałby współpracować z Maxem Eberlem). Z drugiej strony ciągłe zmiany w klubie mogą prowadzić do znacznego spadku jakości kadry, co zagraża ewentualnym spadkiem. Na szczęście dla Mainz tego udaje się unikać, chociaż ostatnie dwa lata były pod tym względzie nerwowe niemal do ostatnich kolejek (14. i 15. pozycje w lidze). W tym roku wielu przepowiadało Mainz podobne problemy, ale bardzo dobra runda jesienna rozwiała wątpliwości i FSV może grać wiosną na dużym luzie. Był moment, że ekipa Sandro Schwarza mogła nawet podłączyć się do walki o europejskie puchary, ale go nie wykorzystała. Ogólnie 2019 rok nie jest udany dla Mainz, ale wspomniana jesień pozwala nie myśleć o walce o utrzymanie, a skupić się na spokojnym planowaniu kolejnego sezonu.


Będą zyski

Moguncja jest oderwana od finansowej rzeczywistości nie tylko najbogatszych klubów w Europie, ale nawet od tych mniej zamożnych z drugiego czy trzeciego rzędu. Najwyższy transfer w historii FSV miał miejsce podczas ostatniego okienka transferowego. Wówczas włodarze Mainz pobili takowy rekord trzykrotnie – wykupy Pierre’a Malonga za 7,5 mln. Jeana-Philippe’a Matety z Lyonu za 8 mln i Aaróna  Martína z Espanyolu z 9 mln euro więcej stały się największymi inwestycjami klubu. Kwoty na tle Europy śmieszne, ale jednak dla klubu o budżecie około 115 milionów euro bardzo istotne.

 

 

 

Większe kwoty pojawiają się już z kolei, jeśli przejdziemy do przeglądu najwyższych sprzedaży. Rekordzistą jest Abdou Diallo, który rok temu przeniósł się do Dortmundu za 28 milionów euro. Drugie miejsce to Yunus Malli, który w Moguncji zapowiadał się na świetnego piłkarza, ale w swoim nowym klubie w Wolfsburgu kompletnie zgasł. Na Turku FSV zarobiło ponad 17 milionów euro. Wysoko znajdują się też tacy piłkarze, jak Shinji Okazaki, Yoshinori Muto, Johannes Geis czy Suat Serdar. Transfer każdego z nich przyniósł do kasy Mainz około 10 milionów euro. Kolejnych rekordowych sprzedaży możemy spodziewać się już podczas najbliższego okienka transferowego.

Na pierwszy plan wysuwa się postać Jeana-Philippe’a Gbamina, który w 2016 roku trafił do FSV z Lens za 5 milionów euro. Defensywny pomocnik od wielu miesięcy pokazuje się w Bundeslidze z bardzo dobrej strony i jest łączony z kilkoma angielskimi klubami. Niemieckie media są pewne, że Mainz zarobi na 23-latku znacznie więcej niż na Diallo. Duże zainteresowanie większych klubów wzbudza też drugi z Francuzów wspomniany wcześniej Mateta. Rosły napastnik zdobył w swoim debiutanckim sezonie w Niemczech dotychczas 12 goli i zanotował 2 asysty. Wynik jak na 21-latka świetny. Bardzo możliwe, że Francuz pozostanie w Mainz na kolejny sezon, ale już dzisiaj można być pewnym, że jego sprzedaż przyniesie FSV ogromny zysk.  Kandydatem na duży transfer jest też sprowadzony zaledwie rok temu Aarón Martín. Lewy obrońca gra świetnie i już jest łączony m.in. z Atletico Madryt. Gdyby FSV zdecydowało się sprzedać całą trójkę, to przychód z ich transferów mógłby sięgnąć nawet ponad 70 milionów euro. Dla Mainz byłby to gigantyczny przypływ gotówki.


Być dumnym z transferów

W Moguncji nikt nie ukrywa, że zainteresowanie dużych klubów piłkarzami FSV jest powodem do domu, a nie niepokoju. Transfer Diallo do BVB był potwierdzeniem, że Mainz jest odpowiednim klubem dla młodych piłkarzy, którzy chcą rozpocząć wielką karierę. Tego typu ruchy będą kontynuowane. - Jeśli Gbamin odejdzie, to tylko do topowego klubu, a nie średniaka. Chcemy być dumni z tego transferu - przekonywał w listopadzie podczas konferencji prasowej, na której potwierdzono przedłużenie umowy z Francuem, Rouven Schröder. Niemiec dodał również: - Musimy myśleć pod kątem biznesowy. Przedłużyliśmy z nim umowę, bo po pierwsze chcieliśmy uhonorować jego rozwój, a po drugie po prostu zrobić go jeszcze droższym na rynku. Proste? Bardzo.

Schröder nie chce ułatwiać zadania zainteresowanym i stara się minimalizować liczbę klauzul wykupu w kontraktach jego piłkarzy: - Chcemy być wolni w negocjacjach, dlatego nie zawieramy w naszych kontraktach klauzul. Podobnie jest w przypadku Gbamina, który ma stać się nowym najdrożej sprzedany piłkarzem w historii klubu. Pieniądze z jego transferu zostaną, zgodnie z filozofią, zainwestowane w kolejnych młodych piłkarzy, którzy w Moguncji najpierw mają się rozwinąć, a potem przejść za grube miliony do dużego klubu. Prosty mechanizm, który nie jest łatwy do realizacji. Taki plan prowadzenia klubu sprawdza się jednak w FSV w 100%.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się