var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: własne

Andre Martins: Pokochałem Warszawę i Legię. Jacek Grembocki wspomina triumf z '83 roku. Mamrot: To moje największe wyzwanie

Autor: zebrał Bartosz Adamski
2019-05-02 11:38:42

Czwartkowa prasa jest bardzo obszerna, ponieważ w piątek mamy kolejne święto. Oczywiście najwięcej miejsca poświęca się finałowi Pucharu Polski, ale są także tematy ekstraklasowe i z Ligi Mistrzów. Mamy kilka naprawdę interesujących rozmów. Ogółem wybraliśmy aż 41 artykułów z pięciu źródeł.

"PRZEGLĄD SPORTOWY"

"Mamrot: To moje największe wyzwanie"

"Finał Pucharu Polski – najważniejszy z dotychczasowych meczów trenera Ireneusza Mamrota. Co do tego nie ma wątpliwości.
Pogdybam momencik... Gdyby ostatni, wygrany mecz ubiegłego sezonu z Wisłą Płock, dał nam mistrzostwo Polski, sprawa byłaby jasna. Ale nie dał, więc potwierdzam – finał z Lechią to najważniejsze wzywanie na mojej trenerskiej drodze. Poza tym liga jest ciągiem wielu meczów. Na sukces pracujesz miesiącami. Puchar jest drogą znacznie krótszą. No i finał. W Białymstoku mocno czuć klimat tego meczu. Wspominałem panu, że maszerując do fryzjera wielu mieszkańców pytało o spotkanie z Lechią. Wiem, jaka to ważna rzecz dla białostoczan. Obejmując Jagę, na pierwszym spotkaniu z kibicami usłyszałem, by Pucharu Polski nie traktować jako rozgrywek drugiej kategorii. Do głowy mi to nie przyszło, ale było ważnym sygnałem. Proszę opatrzyć słowo „skończyła” cudzysłowem, lecz po dwóch wicemistrzostwach z rzędu i bez szans na powtórzenie tego, liga się „skończyła”, więc puchar wzbudza ogromne emocje. Z mojej perspektywy, poprowadzić zespół na wypełnionym Stadionie Narodowym jest piękną sprawą. Pomysł z tym, by finał odbywał się na nim był znakomity. Większość drużyn, kibice dziś zupełnie inaczej podchodzą do tych rozgrywek, wiedząc, że na końcu pucharowej drogi kapitalną nagrodą jest udział w finale na Narodowym. Przeżycie, prestiż rozgrywek – dwa w jednym. Puchar przestał być traktowany, jak piąte koło u wozu.

Wymieni pan kilku jagiellończyków, triumfatorów Pucharu Polski z 2010 roku?
Tomasz Frankowski, Kamil Grosicki, Rafał Grzyb. Jeśli się nie mylę jedynego, zwycięskiego gola strzelił Andrej Skerla. „Grzybek” dziś człowiek mojego sztabu sporo opowiadał mi o tamtym meczu, o wielu sytuacjach stworzonych przez Jagiellonię...

A o sytuacji, gdy masażysta zgubił się, świętując po finale i teleportował z Bydgoszczy do Torunia?
(śmiech). O tej historii, Marcin sam mi opowiedział. Kupa śmiechu.

Proszę powspominać Puchar Polski. Ireneusz Mamrot piłkarz, kibic, trener.
Piłkarsko nie ma czym się chwalić, bo grałem w lokalnych, dolnośląskich klubach. W roli trenera Polonii Trzebnica moja drużyna zagrała w finale pucharu na szczeblu województwa. Przegraliśmy z Pogonią Oleśnica, błyskawicznie tracąc zawodnika po czerwonej kartce. Wynik 0:2, choć wtedy puchar musieliśmy godzić z rozgrywkami ligowymi, do ostatniej kolejki walcząc o awans do drugiej ligi. A już poważniejsze, pucharowe granie w roli trenera zaczęło się w Chrobrym Głogów."

Więcej TUTAJ

***

"Stokowiec nie potyka się o zapałki"

"Porządek dla trenera Lechii to rzecz święta. I ciężka praca. Sam nigdy się jej nie bał. Jako student na treningach AZS przed meczami często wieszał siatki lub brał do rąk wózek z wapnem i malował linie. Później miał obawy, czy pogodzi studia dzienne na AWF z grą w Dominecie Piaseczno, ale tak zorganizował sobie czas, że przepisywanie na studia zaoczne nie było konieczne. Pracował i nie narzekał. Nigdy. Dlatego tego samego oczekuje teraz od piłkarzy. Ulubione powiedzenie Stokowca w szatni to „Nie potykamy się o zapałki”.

– I jeszcze „Uciekamy w pracę”. Kiedy jeździliśmy na kiepskie boiska albo pojawiały się narzekania na zmęczenie, często powtarzał te hasła. Trenowaliśmy u niego bardzo mocno, ale były efekty. Jeśli drużyna „łyknie” zasady trenera, jest w stanie zrobić dla niego wszystko. I tak było ze Stokowcem. Skoro na obozie zimowym nad morzem wstawaliśmy o 7.15 na bieganie i robiliśmy brzuszki na kostce brukowej, a później mieliśmy trzy naprawdę wymagające treningi i nikt się nie buntował, to o czymś to świadczy. Zaufaliśmy mu – wspomina Daniel Gołębiewski, były napastnik Polonii Warszawa. Wiedzą coś o tym w Wigrach Suwałki, w których Stokowiec debiutował jako samodzielny trener (III liga). Tam również bieganie o 7 rano dookoła stawu było normą. – Nie marudziliśmy, tylko wykonywaliśmy polecenia – przyznają dziś zgodnie Łukasz Stasiak i Paweł Baranowski, wtedy piłkarze Wigier, a Dawid Plizga, były zawodnik Jagiellonii Białystok, dodaje: – W sposobie podejścia do pracy porównałbym go do Adama Nawałki. Wszystko musiało funkcjonować jak w zegarku. Minimalne spóźnienie na posiłek? Nie było dyskusji, od razu dostawałeś karę."

Więcej TUTAJ

***

"Gra o spełnienie marzeń"

"Do tego zdążyliśmy się już przyzwyczaić. 1 maja, przez dziesięciolecia, centralnymi ulicami miast i miasteczek przemierzały tłumy z biało-czerwonymi flagami. Sęk w tym, iż lud pracujący często był przymuszany do „spontanicznego” wzięcia udziału w obchodach Święta Pracy. W środę, właśnie 1 maja, w centrum Białegostoku znowu pojawiły się setki mieszkańców z flagami. Z tą różnicą, że ludzie przybyli dobrowolnie, a flagi zamiast barw narodowych miały kolor żółto-czerwony. Świętować nie było jeszcze czego, lecz białostoczanie, żegnający piłkarzy Jagi wyjeżdżających na finał do stolicy, gorąco zapewniali o swoim wsparciu i wierze, że następnego dnia ich ulubieńcy przywiozą puchar."

Więcej TUTAJ

***

"Lechia nie odpuszcza Legii"

"Chodzi o zakulisową reakcję Legii na sytuację z meczu Lechia – Piast (0:2), w której Filip Mladenović miał scysję z Tomem Hateley'em. Serb wykonał gest, który mógł się kojarzyć z opluciem rywala, ale nie potwierdziła tego żadna z powtórek telewizyjnych, nie odnotował tego w protokole również sędzia meczu Szymon Marciniak.

Na tym historia miałaby swój koniec, lecz według podanych przez nas w poniedziałek informacji, po tamtym spotkaniu ludzie reprezentujący Legię kontaktowali się z działaczami Piasta, zachęcając do złożenia skargi do Komisji Ligi na rzekome oplucie Hateley'a przez Mladenovicia."

Więcej TUTAJ

***

"Przeżyć to jeszcze raz"

"Michał Probierz zastał Jagiellonię drewnianą, a zostawił murowaną – mawiano po pierwszej kadencji szkoleniowca. Po finale w Bydgoszczy pykając cygaro, nie bez satysfakcji spoglądał na roześmianych, roztańczonych podopiecznych. Puchar Polski po wygranej w 2010 roku ze szczecińską Pogonią był pierwszym trofeum w historii białostockiego klubu. Od tamtej chwili nazwa „Duma Podlasia” nabrała właściwego uzasadnienia, a w siedzibie klubu można było montować gablotę, wszak do momentu wygranego finału nie była potrzebna. Spoglądając na skład żółto–czerwonych sprzed dziewięciu lat, nasuwa się pewna refleksja. Wtedy połowę podstawowej jedenastki stanowili Polacy. Ba, Tomasz Frankowski oraz Igor Lewczuk za piłką uganiali się na białostockich podwórzach. Dziś nie ma śladu wychowanka, a o sile stanowią obcokrajowcy. Cóż, taki mamy klimat, ale jeżeli cudzoziemski zaciąg Jagi sprawi, że puchar pojedzie z nim do Białegostoku, radości w żaden sposób to nie zmąci."

Więcej TUTAJ

***

"Ważniejsza niż tytuł jest lechijna przyjaźń"

"Kibicowanie Lechii uczy cierpliwości. W latach 70. mój klub nazywano wiecznym drugoligowcem. Już wydawało się, że dostanie się do ekstraklasy, awans był na wyciągnięcie ręki, a coś stawało na przeszkodzie. Trzy razy Lechia kończyła na drugim miejscu, które awansu akurat nie zapewniało. Krążył nawet żart o odkopanej mumii, której pierwsze pytanie brzmiało: Lechia wciąż jest w drugiej lidze? – zaczyna opowieść Zbigniew Zalewski, kustosz muzeum gdańskiego klubu.

Teraz w finale Pucharu Polski spróbujemy ograć Jagiellonię, wciąż liczymy się w walce o mistrzostwo. Przez lata ekstraklasa była dla mnie czymś nierealnym. Pamiętam rok 1984. Lechia zbliżała się do towarzystwa najlepszych drużyn w Polsce po 21 latach nieobecności. W końcówce sezonu na jej drodze stanęło Zagłębie Lubin. Potrzebowała zwycięstwa. W niedzielę, kilka godzin przed meczem, pojechałem na poranną mszę do Kościoła Mariackiego na Starówce, żeby prosić Najwyższego, by w tym szczególnym dniu pamiętał o Lechii. Kościół dzielnicowy wydał mi się zbyt mały, zbyt mało okazały, żeby tam zwracać się do Boga z tak istotną prośbą. Chciałem dopilnować wszystkiego, żeby nie mieć później do siebie pretensji. Ku swojemu zdziwieniu zobaczyłem, że połowa zebranych na mszy jest w biało-zielonych szalikach. Przyjechali z różnych dzielnic Gdańska. Podobnie jak ja uznali, że tak poważna sprawa wymaga szczególnego traktowania. Nasze modlitwy zostały wysłuchane."

Więcej TUTAJ

***

"Finał z fantazją osiemnastolatka"

"Gdy wygrywaliśmy finał z Piastem Gliwice (2:1), tak naprawdę chyba nie docierało wtedy do młodszych piłkarzy, a więc właśnie do mnie, do mojego rówieśnika Darka Wójtowicza czy do tylko rok starszego Andrzeja Marchela, że dzieje się coś wyjątkowego. W fantazji osiemnastolatka zdawało mi się, że co roku będę zdobywał Puchar Polski. Po dziewięciu latach zagrałem w barwach Górnika Zabrze z Miedzią i przegraliśmy po karnych. Wtedy jeszcze bardziej doceniłem, co osiągnąłem z Lechią. Finał w Piotrkowie transmitowała telewizja, dla nas było to prawdziwe święto, no bo ile meczów dało się zobaczyć w telewizji? Dobrze wiedzieliśmy, że rywal jest mocny. Zresztą potem przegraliśmy z nim w drugiej lidze w Gliwicach. Ich gwiazdą był Marek Majka. Spotkałem się z nim później w Górniku i mimo że spędziliśmy razem wiele czasu, mieszkaliśmy klatka w klatkę, to w naszych rozmowach nie było w ogóle tematu tego finału, brakowało klimatu nawet do jakichś docinków, najwyżej napomknięcie i wątek się urywał. Widać, że ta porażka ciągle w nim siedziała i chyba bolała.

Miałem jednak wrażenie, że ten nasz sukces był odbierany w całej Polsce przede wszystkim w kategoriach niespodzianki, pewnej ciekawostki. Śmiali się potem, że pogonił nas w Pucharze Zdobywców Pucharów Juventus 0:7. A ja pamiętam, że siedem lat później z Juve w pucharach grał Górnik i w Turynie już po sześciu minutach było 3:0 dla gospodarzy."

Więcej TUTAJ

***

"W nagrodę Balaton"

"Jerzy Jastrzębowski trenerem pierwszej drużyny został po tym, jak gdańszczanie spadli do trzeciej ligi. Może dalej prowadziłby zespół juniorów, gdyby nie to, że kasa klubu była pusta i Lechii nie stać było na zatrudnienie szkoleniowca z nazwiskiem. Jak się okazało, zaangażowanie wychowanka klubu było strzałem w dziesiątkę. Do pomocy wziął byłego obrońcę Lechii Józefa Gładysza.

– Tworzyliśmy udany tandem. Uzupełnialiśmy się charakterologicznie. Będąc cholerykiem, miałem duże wsparcie w spokojnym Józku – wspomina Jastrzębowski. – Początki były trudne. Z zespołem pożegnało się kilku doświadczonych piłkarzy. Na przykład Krzysztof Gawara przeniósł się do Ruchu Chorzów, a Andrzej Bikiewicz do Bałtyku. Mieliśmy jednak w klubie duże grono utalentowanych zawodników. Kilku z nich grało w reprezentacji Polski juniorów, jak Bolesław Błaszczyk, Dariusz Wójtowicz, Marek Kowalczyk, Jacek Grembocki, Andrzej Marchel i Andrzej Wydrowski. Głównym zadaniem, które przed nami postawiono, to powrót do II ligi (w tamtym czasie I liga była najwyższą klasą rozgrywkową – przyp. red.). Rozgrywki o Puchar Polski traktowaliśmy jako drogę do budowy drużyny, do której stopniowo wprowadzaliśmy naszą młodzież – dodaje trener."

Więcej TUTAJ

***

"Czas na Polskę"

"Filip Mladenović ma szansę trzeci raz w karierze wywalczyć krajowy puchar. W 2012 roku zdobył Puchar Serbii z Crveną Zvezdą Belgrad, a trzy lata później – Puchar Białorusi jako zawodnik BATE Borysów.

– Triumf z Crveną był wyjątkowy. W półfinale graliśmy z Partizanem, naszym odwiecznym wrogiem i dwukrotnie pokonaliśmy go 2:0. Nasi kibice byli wniebowzięci – opowiada Mladenović."

Więcej TUTAJ

***

"Ojrzyński bez sentymentów"

"Wszystko działo się zimą 2018 roku. Ojrzyński miał zapewnienia, że gdyńscy działacze sprowadzą do klubu konkretnych zawodników. Wśród nich miał być m.in. Tomasz Jodłowiec. Na obietnicach się jednak skończyło. – Mogłem wtedy odejść, gdy nasze ustalenia nie zostały spełnione. Ogólnie uważam, że jak się na coś umawiamy, to wszystko trzeba zrobić, żeby tak było. Deklaracje były, ale nie zostały zrealizowane – mówił Ojrzyński kilka tygodni temu.

Szkoleniowiec teraz w kluczowym meczu o utrzymanie zarówno dla Wisły Płock, jak i Arki, będzie mógł zrewanżować się tym, którzy najpierw nie dotrzymali danego słowa, a później nie przedłużyli z nim umowy. Trener nie wyklucza jednak, że kiedyś jeszcze wróci do Gdyni. – Jakby kiedyś była propozycja z tego klubu, to na pewno bym ją rozważył. Mostów nie palę, drzwi przed nikim nie zamykam. Trzeba mieć do siebie wzajemny szacunek, a tego w pewnym momencie w Arce zabrakło – mówił w niedawnej rozmowie z „PS”."

Więcej TUTAJ

***

"Bez utrzymania stracą umowy?"

"Gracze Śląska walczą w tej chwili nie tylko o utrzymanie klubu i własny honor, ale też o swoje kontrakty. Ci, którzy mają ważne umowy na kolejny sezon, szczególnie należący przy Oporowskiej do finansowej czołówki, nigdzie już nie dostaną tak lukratywnych umów jak we Wrocławiu. A Śląsk, gdyby spadł, mógłby łatwo wyplątać się z ich aktualnych umów."

Więcej TUTAJ

***

"Hiszpanie na setkę"

"Niektórzy trafili tu, by walczyć z demonami przeszłości i udowodnić sobie, że jeszcze potrafią grać. Dla innych to jedyna szansa, by zdobyć trofeum w karierze. Z 19 Hiszpanów, którzy aktualnie grają w naszej lidze, mamy zawodników o zupełnie różnych historiach, ale łączy ich jedno – pracodawcy nie żałują, że zdecydowali się ich zatrudnić. Jako pierwsi w historii przekroczyli granicę 100 bramek zdobytych w ekstraklasie w jednym sezonie przez obcokrajowców z jednego kraju. Ich zachodni sąsiedzi, Portugalczycy, mają 39 trafień, ale jakiekolwiek inne osiągnięcia wyglądają przy nich blado."

Więcej TUTAJ

***

"Pogoń planuje kadrę na przyszły sezon"

"Przed wyjazdem do Białegostoku sztab szkoleniowy czeka spotkanie w zamkniętym gronie. – Tak, niebawem spotkamy się z naszym teamem trenerskim. Będziemy mieli blisko dwa dnii na rozmowę o kadrze i planach na następny sezon. Bardzo wiele tematów przed nami, w tym budowa nowego stadionie. Postaramy się maksymalnie wykorzystać ten czas. W przyszłym tygodniu być może będziemy mogli ogłosić informacje na temat stanu naszej kadry – zadeklarował opiekun Portowców."

Więcej TUTAJ

***

"Ogromny komfort Vukovicia"

"Do gry jest zdolny Mateusz Wieteska, który już w Gdańsku wystąpił w specjalnej masce ochronnej. Nie będzie mu jednak łatwo wygrać rywalizację z Williamem Remym. Inna wątpliwość dotyczy obsady drugiej linii, gdzie jest aż nadmiar kandydatów do gry i na ławce może usiąść Michał Kucharczyk.

Takiego wyboru w roli szkoleniowca Vuko jeszcze nie miał, ale to oznacza, że kilku znanych zawodników – jak Radović, Adam Hloušek i Malarz lub Radosław Majecki – musi powędrować na trybuny."

Więcej TUTAJ

***

"Wielki czas Fina"

"Hämäläinena docenia trener reprezentacji Finlandii Markku Kanerva, który przesadnie nie radował się z tego trafienia. – Cieszę się, że strzelił gola i miał asystę, tyle że była ona nieco przypadkowa. Przyznaję, że nie oglądałem tego meczu, ale widziałem statystyki Kaspra. Analizuję program Instat. 74 procent dokładnych podań, to w miarę dobry wynik, ale niepokoi mnie, że wygrał zaledwie 18 procent pojedynków. Muszę obejrzeć spore fragmenty meczu, by sprawdzić, dlaczego miał tak niski wynik – mówi nam Kanerva."

Więcej TUTAJ

***

"Klemenz chce uciec przed piętnem rasizmu"

"Szczególnie mocno dało się to odczuć na prowincji, gdy trwała wspinaczka środkowego obrońcy na szczebel ekstraklasy. – Powiem szczerze, że w Bełchatowie czy w Grudziądzu zamykałem się w domu. To mniejsze miejscowości. Wolałem nie wychodzić, jeśli nie musiałem. Teraz nie możemy się zamykać, bo mamy małe dziecko. Wychodzimy z nim. Musimy być na to coraz bardziej odporni – zaznacza zawodnik krakowskiego klubu, który nie ukrywa, że podobnych codziennych zmagań chce oszczędzić swojemu synowi, dlatego pragnie, by dorastał za granicą. – Na razie jest bardzo mały i nie ma tego problemu. Ja jednak wychowałem się w Polsce i moje życie w podstawówce oraz w gimnazjum było pod tym względem trudne. Nie wiem, jak mój syn będzie na to gotowy. Ja nie byłem. Może dlatego, że wychowałem się bez ojca, który też był ciemnoskóry, dotykały mnie te wszystkie wyzwiska. Wydaje mi się, że lepiej, by mój syn dorastał z dala od nich we Francji czy w Niemczech, gdzie kultura człowieka jest na innym poziomie, a ludzie są bardziej tolerancyjni – podkreśla."

Więcej TUTAJ

***

"Słowacka szkoła bramkarska"

"Przed ponad dekadą, gdy nagle w dobrych zachodnich klubach zaroiło się od bramkarzy znad Wisły, ukuto termin „Polska Szkoła Bramkarska”. Choć w rzeczywistości żadnej jednej szkoły nie ma, a każdy z wybijających się golkiperów przeszedł inną drogę, nadal bramka to jedna z najmocniej obsadzonych pozycji w polskim futbolu, zaś naszych zawodników, zarówno młodych, jak i doświadczonych, ceni się za granicą. W ekstraklasie aktualnie panuje jednak pod tym względem posucha. Najzdolniejsi młodzi wyjechali na Zachód jeszcze jako juniorzy, a w najwyższej lidze próżno szukać w tym sezonie Polaków wśród czołowych fachowców. Chlubnym wyjątkiem był przez jakiś czas Radosław Majecki z Legii, którego jednak zatrzymała kontuzja. Z pozostałych klubów jeszcze tylko Wisła Kraków stawiała na względnie młodego polskiego bramkarza. 22-letni Mateusz Lis w tym sezonie furory jednak nie zrobił."

Więcej TUTAJ

***

"Piast chce wygrać pierwszy raz"

"Stołeczny klub to bardzo niewygodny rywal dla Ślązaków. Przy Łazienkowskiej Piast zremisował dwa spotkania i aż osiem przegrał. – Jeśli chcemy walczyć o złoto, a każdy z nas ma takie aspiracje, to zwycięstwo w Warszawie jest obowiązkiem. Nie chcemy remisu. Musimy wygrać cztery mecze, aby marzyć o zdobyciu mistrzostwa Polski – mówił napastnik Paweł Tomczyk, który zimą został wypożyczony do Piasta z Lecha Poznań.

W Gliwicach snajper zagrał w dwóch spotkaniach. Z Koroną (4:0) i Cracovią (3:1) spędził na murawie niecałe 20 minut, ale w obu starciach zdobył po bramce. W rundzie jesiennej miał okazję grać przy Łazienkowskiej. Lech przegrał wtedy 0:1. – Teraz każdy z nas chce udowodnić, że jesteśmy lepsi od Legii – dodaje Tomczyk, który staje się superrezerwowym gliwiczan."

Więcej TUTAJ

***

"Górnik ciągle idzie jak burza"

"Górnik Zabrze jest jedyną drużyną w grupie spadkowej, która w tym sezonie wygrała wszystkie dotychczasowe mecze. Teraz piłkarze Marcina Brosza zagrają u siebie z Wisłą Kraków, która w sześciu ostatnich spotkaniach zdobyła tylko dwa punkty.

Trzy wygrane w rundzie finałowej, łącznie cztery z rzędu. Ostatni raz taką serię graczom z Roosevelta udało się osiągnąć za kadencji Adama Nawałki. Wówczas Górnik przerwał ją na piątym spotkaniu, z Cracovią. Tym razem może popsuć mu plany druga drużyna z Krakowa."

Więcej TUTAJ

***

"Bez Romana nie ma grania"

"Wystarczyły zaledwie dwa tygodnie, by Joan Roman (trzy gole w tym sezonie, na zdjęciu), który dołączył do Miedzi w przerwie zimowej, został drugim najlepszym strzelcem drużyny po Petterim Forsellu (Hiszpan dzierży to miano ex aequo z pracującymi na swój dorobek od prawie roku Henrikiem Ojamą i Mateuszem Szczepaniakiem). Trudno o mocniejszy dowód, jak bardzo legniczanie byli do tej pory uzależnieni od tego, czy swój dzień ma wspomniany Forsell.

Roman strzelił w 30. kolejce ważnego gola w Gdyni, dającego Miedzi remis 1:1 i cztery mecze u siebie w grupie spadkowej. W poprzedniej kolejce dołożył kolejne dwa trafienia z Wisłą Płock (3:2). Wystarczyło, by móc chwalić się, że więcej trafień w zespole ma tylko Fin."

Więcej TUTAJ

***

"Etat zamiast emerytury"

"Doświadczony stoper już przed rokiem zdążył odesłać swoją najbliższą rodzinę na Słowację. Sam przeniósł się z wynajmowanego domu do mieszkania, powoli zamykał lubińskie sprawy. Teraz już wiadomo, że to zamykanie jeszcze trochę potrwa, bo Zagłębie (stawiające na młodych polskich piłkarzy) przedłużyło kontrakt z zagranicznym weteranem (36 lat) na kolejny sezon. To tylko pozorna niekonsekwencja. – Nasz zespół bardzo potrzebuje takiego piłkarza – przyznaje dyrektor sportowy Michał Żewłakow."

Więcej TUTAJ

***

"Jeden powód Lecha do radości"

"20-latek jest jedynym zawodnikiem Kolejorza, który od dłuższego czasu utrzymuje solidną formę, a w Szczecinie był zdecydowanie najlepszy w poznańskim zespole. Najbliższe dni będą dla niego niemal na pewno ostatnimi w Lechu, bo obrońca jest obserwowany przez wiele europejskich klubów i latem Kolejorz będzie chciał wypuścić go w świat, zgarniając przy okazji niemałą kwotę liczoną w milionach euro. Chociaż sam Gumny do kwestii swojego transferu podchodzi bardzo spokojnie. – Na razie skupiam się na końcówce sezonu i młodzieżowych mistrzostwach Europy, które będą później. Muszę wciąż pokazywać umiejętności na boisku, bo jak nie będę dobrze grał, to nikt mnie przecież nie kupi – podsumowuje."

Więcej TUTAJ

***

"Poprawia się sytuacja kadrowa Wisły"

"Sytuacja kadrowa Wisły Kraków nadal jest trudna, ale poprawiła się w porównaniu do poprzednich meczów. Aktualnie na liście nieobecnych znajduje się już „tylko” siedem nazwisk, a więc o cztery mniej niż tydzień temu."

Więcej TUTAJ

***

"Bugajski: Sędzia Laguna by się uśmiał"

"Janusz Zaorski powiedział mi niedawno, że jego „Piłkarski poker” szlachetnieje z upływem lat, bo nabiera nowych znaczeń. Jakże szybko ligowe życie potwierdziło jego ocenę. Jestem daleki od podejrzewania kogokolwiek z uczestników starcia Lechia – Legia o korupcyjne zagrywki rodem z „Piłkarskiego pokera”, ale klimat filmu unosił się nad tym meczem – pisze Antoni Bugajski."

Więcej TUTAJ

***

"Katarczycy rozważają wycofanie się z finansowania PSG"

"Osiem lat po zainwestowaniu w PSG u Katarczyków entuzjazm powoli zamienia się w sceptycyzm. Pompując w klub grube pieniądze oczekiwali przede wszystkim sukcesów w Europie, które miały im pomóc w poprawie ich wizerunku. Jednak jak się okazuje to nie porażki w Champions League mają w głównej mierze wpływ na to, że rozważają oni wycofanie się z finansowania PSG.

Nie chodzi również o klęski na arenie krajowej. Kompromitujące wpadki w finale Pucharu Francji z Rennes i ostatnia w lidze z Montpellier oczywiście są nie do zaakceptowania, ale akurat one nie miały większego wpływu na nastroje panujące wśród rządzących. Problem leży gdzie indziej. Katarczycy mają bowiem duże pretensje o to, jak są traktowani nad Sekwaną. Są na tym punkcie bardzo wrażliwi, bo według nich ich postrzeganie jest bardzo niesprawiedliwe."

Więcej TUTAJ

***

"Leo Messi skrytykował kibiców Barçy po meczu z Liverpoolem"

"Piłkarz z Rosario wypowiedział się też na temat Philippe Coutinho. Brazylijczyk został wygwizdany przez część kibiców na Camp Nou, co nie spodobało się Messiemu. Argentyńczyk gestem palcem pokazywał fanom, by zaprzestali ubliżania byłemu graczowi Liverpoolu, a w rozmowie ze stacją Movistar+ kolejny raz dał dowód swojemu niezadowoleniu. – To kluczowy moment sezonu. W nim trzeba być zjednoczonym bardziej, niż kiedykolwiek. Nie jest to chwila, by kogokolwiek krytykować. Trzeba się wspierać i być razem w finałach, jakie pozostały nam do końca sezonu. Taki sposób żegnania Coutinho jest brzydki. Nie chcę oceniać, czy grał dobrze, czy nie, ale w kluczowym momencie sezonu musimy być zjednoczeni – skrytykował Messi."

Więcej TUTAJ

***

"To oni zagrają na PGE Narodowym"

"Dwa dni emocjonujących rozgrywek na obiektach Legii i Agrykoli wyłoniły finalistów XIX edycji największego Turnieju piłki nożnej dziecięcej w Europie. W czwartek 2 maja na PGE Narodowym, na kilka godzin przed finałem Totolotek Pucharu Polski, w obecności kibiców i Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Andrzeja Dudy, o miano najlepszych drużyn w kraju i spełnienie sportowych marzeń powalczy 8 drużyn chłopców i dziewczynek w kategoriach do lat 10 i 12."

Więcej TUTAJ


"SPORT"

"Debiutanci w teatrze marzeń"

"Gdyby faworyta finałowej potyczki szukać w prostej retrospekcji ligowej należałoby bez wahania wskazać na Lechię. W bojach o punkty gdańszczanie dwukrotnie byli w tym sezonie górą (3:2 u siebie i 1:0 w gościnie). Dziś obie strony przystąpią jednak do rywalizacji z czystą kartą. Poziom determinacji i sportowe potencjały wydają się doskonale równe.

Biletów na tę konfrontację nie ma w sprzedaży od połowy kwietnia. Na trybunach – uwzględniając puste sektory buforowe – zasiądzie komplet publiczności. Oznacza to, że ostatni akord rywalizacji o krajowy puchar zobaczy bezpośrednio blisko 50 tys. widzów."

Więcej TUTAJ

***

"Czy powstanie nowy Ruch Chorzów?"

"Czy w przyszłym sezonie fanatykom „Niebieskich” przyjdzie emocjonować się zmaganiami… klasy B? Choć brzmi to nieprawdopodobnie w kontekście klubu, który w 99. roku istnienia zaliczył dopiero pierwszy sezon na trzecim szczeblu rozgrywkowym, trudno dziś z pełną mocą wykluczyć taki scenariusz. Kibice Ruchu mają już dość fatalnego zarządzania, beznadziei, problemów finansowych, indolencji sportowej i kolejnych spadków. Dziś wiele wskazuje na to, że po trzeciej z rzędu degradacji, która najpewniej niebawem stanie się faktem (na utrzymanie w II lidze fachowy portal 90minut.pl daje dziś chorzowianom mniej niż 10 procent szans), fani powiedzą dość i w przyszłym sezonie nie będą już wspierać obecnej spółki – niezależnie od tego, czy będzie istnieć w trzeciej, czwartej albo też żadnej lidze."

Więcej TUTAJ

***

"Co dalej z Błaszczykowskim?"

"Teraz nie gra z powodu kontuzji. Nie wiadomo czy w kolejnym sezonie 33-letni skrzydłowy dalej będzie reprezentował „Białą Gwiazdę” czy jednak poszuka szczęścia ponownie za granicą. Pod Wawel mają oczywiście nadzieję, że dalej będzie grał w Wiśle."

Więcej TUTAJ

***

"Kwietniowa zapaść Śląska"

"W kwietniu rozpoczęła się czarna seria wrocławian, którzy w sześciu kolejnych potyczkach ligowych powiększyli swoje konto zaledwie o dwa „oczka”. Ten zjazd w dół był tym bardziej zaskakujący, że w zespole Śląska występuje jeden z najlepszych snajperów ekstraklasy, Marcin Robak. Snajper wyborowy wrocławskiej drużyny odzyskał skuteczność dopiero w dwóch ostatnich kolejkach, zdobywając gole w spotkaniach z Górnikiem Zabrze i Wisłą Kraków. Sęk w tym, że jego trafienia przysporzyły Śląskowi zaledwie punkt. Konsekwencje kwietniowej zapaści są bardzo bolesne dla ekipy Vitezslava Laviczki. Zajmuje ona przedostatnie miejsce w tabeli LOTTO Ekstraklasy, tracąc trzy punkty do Arki oraz cztery do „Miedzianki” i „Nafciarzy” z Płocka. Za panowania czeskiego szkoleniowca Śląsk zdobył 14 punktów w trzynastu pojedynkach, gorszym bilansem w analogicznym okresie legitymują się tylko Korona Kielce (12 pkt.) i Arka (10 pkt.)."

Więcej TUTAJ

***

"Grzeszczyk: Gramy konsekwentnie"

"Teraz wasza forma jest fantastyczna, ale mamy już końcówkę sezonu. Dlaczego nie graliście tak wcześniej?
Łukasz GRZESZCZYK:
– Wcześniej graliśmy to samo, ale teraz są zwycięstwa. Nie wydaje mi się, żebyśmy poprawili styl gry, bo gramy konsekwentnie to samo, co graliśmy, gdy przegrywaliśmy. Gdy się wygrywa, odbiór jest taki, że gra jest fantastyczna, a gdy przegrywamy, tracimy bramki, można powiedzieć, że gra wygląda inaczej. Cały czas trenujemy tak samo, nic nie zmieniamy. Trudno powiedzieć, czemu teraz gramy tak, a nie inaczej, a czemu wtedy nie było tych wygranych. Czasem tak po prostu jest, ciężko to wytłumaczyć."

Więcej TUTAJ

***

"Z drugiej strony. Cieszmy się majówką"

"Na szczęście w naszym kraju tendencja jest odwrotna i kolejne miasta podejmują się budowy nowoczesnych stadionów. Bo prędzej czy później, jestem o tym święcie przekonany, ich trybuny będą coraz pełniejsze. Świadczy o tym chociażby przykład dzisiejszego finału Pucharu Polski na Stadionie Narodowym. Obejrzy go bowiem komplet widzów. W Gdańsku pierwsza pula 6 tysięcy wejściówek na ten mecz została wykupiona w niecałą godzinę! Podobnie było w Białymstoku. A pamiętam, że po decyzji PZPN, iż finał krajowego pucharu corocznie będzie się odbywał na Narodowym były opinie, że trudno będzie zapełnić go blisko 50 tysiącami widzów. Jak widać, obawy były bezzasadne."

Więcej TUTAJ


"GAZETA WYBORCZA"

"Grembocki: Sukces rodził się w bólach"

"No i wreszcie wielki finał z Piastem Gliwice. 22 czerwca, Piotrków Trybunalski.
– Nie znaliśmy Piasta kompletnie, to był zespół II-ligowy. Nie mieliśmy ich zbyt dobrze rozpracowanych, dlatego nie wiedzieliśmy, czego się spodziewać. Przyjeżdżamy, cały stadion pełny, większość kibiców z Gdańska, rzesza ludzi w biało-zielonych barwach. Dobrze nam się ten mecz ułożył, 1:0, 2:0. Jednak tuż przed przerwą tracimy gola, robi się nerwowo. W drugiej połowie mój strzał obrońca blokuje ręką. Mamy rzut karny. Wytypowany byłem ja i Andrzej Salach. Ostatecznie piłkę wziął Andrzej i przestrzelił. Żałowałem, że to nie ja wykonywałem karnego, mogłem przejść do historii jako jeden z najmłodszych strzelców bramki w finale Pucharu Polski. Od tego momentu jadą z nami niemiłosiernie. Spychają nas do rozpaczliwej obrony, jednak udaje się dowieźć zwycięstwo do końca. Ogromna radość, niezapomniane chwile.

Dostałem Puchar prawie od razu do rąk. Ucieszyłem się, myślę sobie: doceniają młodego. Dopiero jak poczułem ten ciężar, zrozumiałem, że po prostu jako młody mam go tachać. Ciężki był jak cholera, nikt go nie chciał nieść. A z boiska do szatni kawał drogi na tych starych stadionach. W szatni odwiedził nas były bramkarz Lechii Leszek Kwaśniewicz, przywiózł z Łodzi [grał wówczas w ŁKS] karton szampanów. Piękny gest. Potem przeraźliwie długa podróż powrotna, chyba 12 godzin jechaliśmy. Zabawa, co chwila ktoś chciał siusiu, dziennikarze ze „zmęczenia” zasnęli na podłodze. Przyjechaliśmy do Gdańska nad ranem, a tam ludzie już do pracy idą.

Za taki wyczyn należały się sowite nagrody.
– Nie pamiętam, jakie były premie, ale na pewno w nagrodę pojechaliśmy na dwutygodniowe wczasy nad Balatonem. Dostaliśmy też tytuł zasłużeni dla miasta Gdańska. I złote medale „Zasłużony dla budownictwa” [Lechia była wówczas klubem budowlanym], dzięki czemu można było dostać mieszkanie poza kolejnością. Na nowe kilku kolegów się załapało, ja dostałem lokum po trenerze Jastrzębowskim. Też dobrze, w wieku 18 lat wprowadziłem się do swojego mieszkania, dwa pokoje na Żabiance. Podpisałem też profesjonalny kontrakt, za co dostałem 100 tys. zł. Starczyło na moje wesele, które wyprawiałem niedługo później."

Więcej TUTAJ

***

"Najważniejszy mecz sezonu dla Jagiellonii"

"- Przed nami najważniejszy mecz w tym sezonie - mówi Ireneusz Mamrot, trener Jagiellonii Białystok, która w czwartek (godz. 16) zmierzy się na Stadionie Narodowym w Warszawie z Lechią Gdańsk. Stawką pojedynku będzie Puchar Polski.

– Jesteśmy mocno skoncentrowani. Celem jest zwycięstwo, taki sam cel oczywiście będzie miał też przeciwnik. Cieszymy się, że trafiliśmy na Stadion Narodowy. Wbrew pozorom droga nie była łatwa, mimo że mieliśmy kilku przeciwników z niższych lig. Wiemy, w jakim miejscu się znaleźliśmy, gdzie jesteśmy, ale nie chcemy się tym zadowalać. Chcemy oczywiście jutro zwyciężyć – mówił podczas oficjalnej konferencji prasowej przed czwartkowym finałem Pucharu Polski Ireneusz Mamrot, trener Jagiellonii."

Więcej TUTAJ

***

"Lechia walczy o dublet, ale może zostać z niczym"

"Kibice Lechii powoli zaczęli się do takiego stanu przyzwyczajać. Nawet kiedy dwa lata temu zespół miał na wyciągnięcie ręki tytuł mistrza Polski – wystarczyło tylko wygrać ostatni mecz sezonu w Warszawie z Legią – ówczesny trener Piotr Nowak zaordynował skrajnie defensywną taktykę. Chciał dzięki temu zabezpieczyć równie długo oczekiwany awans do europejskich pucharów. Skończyło się na tym, że nie było ani mistrzostwa, ani pucharów.

Jednak w tym sezonie gdańscy fani zupełnie niespodziewanie znów mogą emocjonować się walką swojej ukochanej drużyny na szczytach polskiej piłki. Niespodziewanie, bo rok temu o tej porze zespół dramatycznie bronił się przed spadkiem z ekstraklasy. Teraz wciąż ma szansę na mistrzostwo Polski, ale wydaje się, że łatwiej będzie zdobyć Puchar Polski. To w końcu tylko jeden mecz, w którym można rzucić na szale wszystkie siły, odrzucić kalkulacje i po prostu odważnie pójść po zwycięstwo."

Więcej TUTAJ


"RZECZPOSPOLITA"

"Finał Pucharu Polski: Niech zagrają w spokoju"

"Lechia zajmuje w tabeli ekstraklasy miejsce drugie, a Jagiellonia – czwarte. W lipcu w Białymstoku Lechia odniosła zwycięstwo 1:0 po golu Flavia Paixao. W listopadowym rewanżu w Gdańsku lechiści wygrali 3:2. Tym razem Flavio Paixao zdobył bramkę z karnego, następne dodali: Jarosław Kubicki i Michał Nalepa. Dla Jagiellonii strzelali: Marko Poletanović i Arvydas Novikovas.

Trzeci raz w ekstraklasie drużyny te spotkają się w Gdańsku 19 maja, w ostatniej kolejce ligowej. Kto wie, czy dla Lechii nie będzie to mecz decydujący o tytule mistrza."

Więcej TUTAJ

***

"Finał Pucharu Polski: Klątwa szatni"

"Jagiellonia Białystok i Lechia Gdańsk grają 2 maja o Puchar Polski. Lechia wystąpiła w finale tylko raz, w roku 1983, ale to była jedna z najbardziej romantycznych historii naszej piłki. Lechia, jako drużyna trzecioligowa zaczynała rozgrywki od drugiej rundy, w której pokonała Start Radziejów po dogrywce. W 1/16 finału wyeliminowała Widzew w rzutach karnych. W 1/8 Śląsk Wrocław po dogrywce. W 1/4 Zagłębie Sosnowiec, w półfinale Ruch Chorzów rzutami karnymi."

Więcej TUTAJ


"SUPER EXPRESS"

"Andre Martins: Pokochałem Warszawę i Legię"

"- Znasz siebie najlepiej. To życiowa forma czy grałeś już na podobnym poziomie?
- Myślę, że zarówno w Sportingu, jak i na początku pobytu w Olympiakosie, też miałem bardzo dobre momenty. Natomiast zauważyłem, że bardzo mi pomaga zdobyte już doświadczenie. Mam 29 lat, wiele już widziałem, wiele się nauczyłem. Lepiej czytam grę. Nie straciłem wcześniejszych atutów, a doszły kolejne, związane z latami gry. Poza tym jest jeszcze jeden powód mojej dobrej gry w Legii.

- Mianowicie?
- Jestem tu bardzo szczęśliwy. Kocham to miasto, pokochałem ten klub. Czuję się tu znakomicie.

- To co konkretnego sprawia, że w Warszawie czujesz się taki szczęśliwy?
- Po prostu w tym mieście jest wszystko czego potrzeba. Chcesz iść do muzeum, proszę bardzo – wybór jest niesamowity. Sam zwiedziłem już na przykład Muzeum Neonów i Muzeum Powstania Warszawskiego. Chcesz iść na spacer – nie ma sprawy, pełno możliwości, jak choćby to fajne miejsce nad rzeką, nie mówiąc już o Starym Mieście, gdzie zawsze zabieram przyjaciół z Portugalii.… Warszawa robi na mnie duże, bardzo pozytywne wrażenie. No i klub. Zawsze grałem w zespołach, które biły się o tytuł. Legia oferuje to samo."

Więcej TUTAJ

***

"Kulesza: Najbardziej boję się Haraslina"

"- Był moment w tym sezonie, że zastanawiał się pan nad zwolnieniem trenera Ireneusza Mamrota?
- Z ręką na sercu mówię, że posada naszego szkoleniowca ani przez chwilę nie była zagrożona.

- Jakie są największe atuty Jagiellonii i Lechii?
- O naszych zaletach nie będę opowiadał. Po co ułatwiać zadanie rywalowi? Co do Lechii, to mają bardzo mocne skrzydła. I Lukas Haraslin i Konrad Michalak potrafią szybkim zrywem uciec obrońcom, a potem dograć piłkę do napastników. Najbardziej obawiam się Słowaka, który napędza grę Lechii."

Więcej TUTAJ

***

"Sobiech: Moc i kibice będą z nami"

"- Równo 10 lat temu przegrałeś w barwach Ruchu finał z Lechem. Tym bardziej motywacji ci chyba nie zabraknie?
- Graliśmy wtedy prawie w domu, bo na Stadionie Śląskim. Przegraliśmy 0:1 a bramkę strzelił Sławek Peszko. Nie chciałbym przegrać drugi raz i podobnie jak koledzy, dam z siebie wszystko, żeby teraz wygrać. Byłaby to wspaniała sprawa dla nas, dla całego klubu i kibiców z Gdańska.

- Na Narodowym będzie około 55 tys. widzów, ale dla ciebie to nie nowość.
- Nie. W Dortmundzie i w Monachium grałem przy 80 czy 70-tysięcznej widowni, a w Hanowerze bywało 49 tysięcy ludzi na trybunach. Może sporo kolegów z Lechii nie grało przy tak dużej publiczności, jaka będzie na Narodowym, ale to powinno być mobilizujące, bo aż 20 tys. ma być z Gdańska. Będzie też moją żona Bogna, która przyleci z Niemiec. Następnego dnia musi być już na treningu w swoim klubie, bo w weekend gra mecz. Więcej moich kibiców będzie z Chorzowa, bo przyjedzie mama, brat i kilku kolegów."

Więcej TUTAJ


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się