var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: stalmielec.com

Marzenia Stali Mielec o powrocie do Ekstraklasy przedłużone co najmniej do soboty

Autor: Mariusz Bielski
2019-05-03 22:53:38

– Ja jeszcze wierzę w nasz awans – stwierdził Artur Skowronek przed dzisiejszym meczem, choć szanse mielczan na wejście do Ekstraklasy obliczono na mniej niż 1%. Niepoprawny optymizm? Piłkarze Stali początkowo też chyba bardziej zaufali matematyce niż własnemu trenerowi. Dopiero w przerwie przekonał ich, że warto walczyć do końca.

Ale zanim to się stało, goście wyglądali jakby już dali sobie siana z realizowaniem tej „mission impossible”. Powiedzmy sobie szczerze, tak nie powinna wyglądać drużyna, która wierzy, że wciąż gra o coś więcej niż o pietruchę. Zliczylibyśmy naście przypadków, gdy zawodnicy Dariusza Dudka odbierali rywalom futbolówkę jeszcze na ich połowie. No ale tak to bywa, kiedy nad każdym podaniem myśli się zbyt długo, piłka chodzi od nogi do nogi z prędkością żółwia, a poszczególni piłkarze często nie poruszają się w ogóle. W tym względzie kamyczki do ogródków wrzucamy szczególnie Soljiciowi i Tomasiewiczowi. Bodaj najaktywniejszy pozostawał Prokić. Raz zresztą był bliski zanotowania asysty. Urwał się spod krycia na koniec pierwszej połowy i wyłożył patelnię do Janoszki, aczkolwiek ten kompromitująco skiksował.

Szczerze powiedziawszy, gdybyśmy ostatni rok spędzili zamrożeni w bryle lodu i na podstawie pierwszej połowy mieli ocenić kto tu walczy o awans, bez wahania wskazalibyśmy na katowiczan. Oczywiście wiemy jak jest, GKS walczy o utrzymanie, a to akurat dobrze tłumaczyłoby jego determinację. Praktycznie od samego początku spotkania trwała kanonada w kierunku bramki Kiełpina W trakcie pierwszych 10 minut GieKSa zdołała dojść do kilku sytuacji strzeleckich. Nie jakichś wybitnie klarownych, ale mimo wszystko sporo to mówi o postawie obu ekip. Bodaj najgroźniej uderzał Tymoteusz Puchacz, chociaż i on trafił w boczną siatkę tuż obok słupka. A próbowali jeszcze Woźniak oraz Bląd, za chwilę natomiast, z drugiej strony, petarda Rzoncy też była minimalnie niecelna. Nieco później znów dwukrotnie ładował Błąd, a raz Kiełpin musiał popisać się dobrym timingiem, interweniując na skraju szesnastki. W innym razie Anon wyszedłby z nim sam na sam.

Im dłużej trwało to starcie, tym bardziej nasuwało się pytanie – ile czasu gospodarze wytrzymają na tak wysokiej intensywności? Serio, patrząc na to co w środku pola robili Rzonca z Poczobutem i jak szybko ich kumple przechodzili do kolejnych ataków... Powszechnie mówi się na to „ADHD”, fachowo zaś „pressing”. – Przeciwnicy próbowali wykorzystać przeciwko nam naszą najgroźniejszą broń – zauważał już po spotkaniu Łukasz Janoszka.

No, tylko ta skuteczność. Jakby to powiedział Dariusz Szpakowski w Fifie – niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. Odpowiedzi na obie wyżej przytoczone kwestie przyszły mniej więcej po godzinie gry. Prokić bowiem w roli kata nie miał tyle litości co wcześniej jego kolega z drużyny. Błyskawiczna była ta akcja bramkowa – odbiór Bartosza Nowaka mniej więcej na połowie, za chwilę przejęcie futbolówki przez Tomasiewicza, prostopadłe podanie i za chwilę Kiełpin leżał na deskach. Gdyby Wawrzyniak nadążył za akcją, Lisowski nadążył z asekuracją, gdyby stoperzy byli na swoich miejscach, gdyby babcia miała wąsy…

To GieKSa nie musiałaby znowu martwić się aż tak bardzo o wyniki innych zespołów walczących o utrzymanie. Załóżmy najgorszy scenariusz – Stomil pokonuje Puszczę, Bytovia Odrę i ekipa Dariusza Dudka znów wyląduje pod czerwoną krechą oddzielającą bezpiecznych od potencjalnych spadochroniarzy. Nie jest sto scenariusz rodem z twórczości Stanisława Lema.

Być może też Katowiczanie będą mieli spore pretensje do Roberta Marciniaka, sędziującego ten mecz, ponieważ nie dał im karnego jakoś na kwadrans przed końcowym gwizdkiem. Trzeba jednak przyznać, że była to wyjątkowo trudna sytuacja do oceny. Tempo akcji spore, odległość między zawodnikami malutka… My stanęliśmy po stronie arbitra dopiero po powtórkach, nie było ręki Getingera. Gospodarze zaś stanęli (dosłownie) chwilę później, jakby w afekcie po utraconej szansie. Efekt był dla nich tragiczny, wszak Janoszka dołożył wówczas drugie tego wieczoru trafienie, wykorzystując płaskie dośrodkowanie. Już wcześniej z GieKSy uszło powietrze, ale utrata tego gola kompletnie ją dobiła.

Koniec końców zatem wypada pochwalić mielczan za wywieranie presji na ŁKS-ie tak długo jak tylko się da. Pytanie, czy ich starania i tak nie pójdą na marne jutro, gdy końca dobiegnie spotkanie łodzian z GKS-em Jastrzębie. Gdyby Rycerze Wiosny zwyciężyli, sny Stali o powrocie do Ekstraklasy trzeba byłoby przełożyć na kolejny sezon. A tak można jeszcze pomarzyć o awansie. Tylko tyle i aż tyle. Mimo wszystko bowiem trudno wierzyć w to, że zespół Kazimierza Moskala przegra wszystkie 3 mecze do końca sezonu.

GKS Katowice - Stal Mielec 0:2 (0:0)
0:1 - Prokić 61’
0:2 - Janoszka 80’


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się