var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: @Arsenal

To już jest koniec, Aaron Ramsey oficjalnie pożegna się z kibicami na Emirates Stadium

Autor: Sebastian Czarnecki
2019-05-05 13:00:17

To już jest koniec pewnej ery w Arsenalu. Po odejściu Arsene’a Wengera z klubem żegna się Aaron Ramsey – piłkarz, który reprezentował barwy „Kanonierów” przez 11 lat z drobnymi przerwami. Londyńczycy rozegrają dzisiaj ostatnie domowe spotkanie w tym sezonie i będzie to idealna okazja, żeby podziękować Walijczykowi za wszystko, co zrobił dla tego klubu.

I szkoda tylko, że Ramsey nabawił się kontuzji, która wyeliminowała go z gry do końca sezonu. Ten mecz byłby idealną okazją, żeby podziękować kibicom za wsparcie, którym obdarowywali go nawet po ogłoszeniu swojej decyzji o transferze do Juventusu. Walijczyk nie zagra swojego pożegnalnego meczu w barwach Arsenalu, nie będzie miał okazji do strzelenia swojej ostatniej bramki przed własną publicznością, ale z pewnością będzie mógł liczyć na należyte podziękowanie po ostatnim gwizdku sędziego.

O krok od United

Co ciekawe, gdyby historia potoczyła się nieco inaczej, Ramsey wcale by nie trafił do Arsenalu, tylko do Manchesteru United. „Czerwone Diabły” były tak pewne transferu młodego Walijczyka, że na swojej stronie internetowej zamieściły informację o porozumieniu z Cardiff. Klub poinformował, że Ramsey zgodził się już na warunki kontraktu i przeszedł testy medyczne, więc wydawało się, że wszystko jest już dopięte na ostatni guzik.

 

 

Okazało się jednak, że Cardiff negocjowało jeszcze z dwoma innymi klubami – Evertonem oraz Arsenalem, do którego ostatecznie trafił młody pomocnik. Ogromną rolę przy tym transferze odegrał Arsene Wenger, który osobiście przekonał go do przenosin na Emirates Stadium. Londyńczycy zapłacili za niego 4,8 miliona funtów.

- Poszedłem obejrzeć obiekty treningowe Arsenalu i chciałem zobaczyć się z Arsenem Wengerem. Wiele zrobił, żeby przekonać mnie do tego transferu i poczułem, że ten klub chce mnie najbardziej ze wszystkich – mówił Aaron Ramsey.

Udany początek i… bolesna kontuzja

Początek kariery Ramseya w Arsenalu należał do bardzo udanych. Już w swoim pierwszym sezonie otrzymywał od Arsene’a Wengera szansę na grę, co było niezwykle ważne dla 17-letniego piłkarza, który dopiero zaczyna swoją przygodę z profesjonalną piłką. Swojego debiutu doczekał się 13 sierpnia w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów przeciwko Twente i już wtedy rozegrał pełne 90 minut w wygranym 2:0 meczu. Walijczyk zebrał bardzo dobre noty i już wtedy wszyscy wiedzieli, że któregoś dnia może wskoczyć na bardzo wysoki poziom.

W swoim pierwszym sezonie rozegrał łącznie 22 mecze, w których strzelił jedną bramkę i zaliczył trzy asysty. Każdy zawodnik w jego wieku marzyłby, żeby tak szybko przebić się do kadry meczowej zespołu z Top 4. W drugim sezonie było jeszcze lepiej. Ramsey zaczął regularnie grać w Premier League i otrzymywał coraz więcej minut od Arsene’a Wengera. Wychowanek Cardiff przestał być tylko rezerwowym, a rozgrywał coraz więcej spotkań w wyjściowej jedenastce.

Ramsey rozwijał się tak szybko, że było to po prostu za piękne. Niestety na ziemię został sprowadzony przez brutalny faul Ryana Shawcrossa, który wyeliminował go z gry na kilka miesięcy. Dla 19-letniego wówczas piłkarza to był dramat. Otwarte złamanie, które mogło zakończyć jego karierę. Wielu zawodników nie wracało po podobnych wejściach do swojej dyspozycji, nie wspominając już o kondycji psychicznej.

„Synek Wengera” zamknął usta krytyków

Jego powrót po kontuzji bardzo się dłużył, jednak ostatecznie udało mu się wrócić do pełni sił. W kolejnym sezonie trafił na dwa wypożyczenia do Championship, żeby złapał kilka minut, przypomniał sobie jak się gra w piłkę i przede wszystkim odzyskał pewność siebie. Walijczyk najpierw trafił do Nottingham Forest, a następnie wrócił do Cardiff. Dopiero w barwach „Bluebirds” zaczął rozgrywać spotkania w pełnym wymiarze czasowym i spisywał się na tyle dobrze, że „Kanonierzy” zdecydowali się ściągnąć go z wypożyczenia na końcówkę sezonu.

Od tego czasu Ramsey zaczął być podstawowym piłkarzem Arsenalu, co niekoniecznie podobało się wszystkim kibicom. Co prawda ludzie darzyli go sporą sympatią i szanowali go za powrót po tak skomplikowanej kontuzji, ale niekoniecznie uważali, że nadaje się do gry w wyjściowej jedenastce. Arsene Wenger na siłę starał się znajdować mu miejsce w kadrze i często wystawiał go na innych pozycjach, byle tylko Walijczyk otrzymał kilka minut. To właśnie stąd kibice zaczęli ironicznie nazywać go „synkiem Wengera” – piłkarzem, który jest ponad wszelkimi podziałami i może liczyć na wsparcie nawet pomimo słabszej formy.

Prawda jest taka, że takie granie co tydzień też nie do końca służyło Ramseyowi w ustabilizowaniu formy. Zamiast skupić się na powrocie do swojej najwyższej dyspozycji, często był rzucany na głęboką wodę i musiał operować na skrzydle, mimo że nie za bardzo to potrafił. Walijczyk był wówczas jednym z najbardziej krytykowanych „Kanonierów”, co też mu nie pomagało. Ramsey stał się jeszcze bardziej chimeryczny i dobre występy przeplatał słabymi.

Przełomem okazał się jednak sezon 2013/2014, kiedy Aaron Ramsey wystrzelił z formą. Walijczyk spisywał się tak dobrze, że sprowadzony za rekordową kwotę Mesut Özil musiał przez niego grać na skrzydle. Obaj zawodnicy świetnie się ze sobą uzupełniali, często wymieniali pozycjami i zapewniali Arsenalowi bramki, jednak to właśnie wychowanek Cardiff zbierał zewsząd pochwały.

- Jeśli Arsenal wygra ligę, to tylko dzięki Aaronowi Ramseyowi. Od początku sezonu jest najlepszym piłkarzem w całej lidze. Jest niesamowity - mówił Patrick Vieira, który komentował szanse swojego byłego klubu na mistrzostwo Anglii, które wówczas wcale nie było takie nierealne.

- Byłem kiedyś pomocnikiem i chciałbym mieć wtedy takie umiejętności jak Ramsey. Potrafi bronić, atakować, strzelać bramki i ciągle chcesz od niego czegoś więcej. Jest bardzo młody i niezwykle jakościowy, a w dalszym ciągu się rozwija. Skoro w ciągu dwóch lat wskoczył na tak wysoki poziom, to dlaczego ma nie wskoczyć jeszcze wyżej? – mówił Arsene Wenger.

Człowiek od finałów

Aaron Ramsey stał się swego rodzaju talizmanem w północnym Londynie. To właśnie jego bramka w finale Pucharu Anglii zapewniła „Kanonierom” pierwsze trofeum od dziewięciu lat. Kibice przez wiele sezonów wypominali Arsenalowi, że nie potrafią zapełnić gabloty z trofeami, ale w końcu otrzymali to, na co tak bardzo czekali.

Walijczyk rozegrał tak fantastyczny sezon, że został wybrany najlepszym graczem Arsenalu za sezon 2013/2014, a od kibiców otrzymał aż 58% głosów. Jest to o tyle imponujące, że przecież w drużynie byli tacy zawodnicy jak Mesut Özil czy Santi Cazorla. Kolejne sezony nie były już aż tak porywające w wykonaniu Ramseya, ale w dalszym ciągu utrzymywał wysoki poziom. Jego jedynym problemem były ciągłe wahania formy. Wychowanek Cardiff z jednej strony potrafił rozegrać fantastyczne spotkanie, by po tygodniu być jednym z najgorszych na boisku.

Nie można było odmówić mu jednak jednej rzeczy – drygu do zdobywania bramek w kluczowych momentach. W finale 2014/2015 z Aston Villą jego gole co prawda nie były potrzebne, bo Arsenal wygrał aż 4-0, ale dwa sezony później to właśnie Ramsey zapewnił „Kanonierom” zwycięstwo w finale z Chelsea. Tym samym Arsenal zdobył trzy Puchary Anglii w ciągu czterech sezonów.

Afera kontraktowa

Doszliśmy jednak do momentu, w którym Aaron Ramsey musi pożegnać się z Emirates Stadium i kolegami z szatni. Czy musiało jednak do tego dojść? Otóż nie, ponieważ jeszcze do niedawna wszyscy myśleli, że Walijczyk podpisze nowy kontrakt z Arsenalem i zostanie w północnym Londynie na kolejne lata. Było to o tyle logiczne, że sam zainteresowany był szczęśliwy z gry w tym klubie i chciał podpisać nową umowę. Ba, w pewnym momencie czekała na niego gotowa umowa, którą wystarczyło tylko podpisać.

Od tego momentu wszystko zaczęło się jednak sypać. David Ornstein, dziennikarz, który blisko współpracuje z Arsenalem, poinformował, że Arsenal wycofał ofertę kontraktową dla Aarona Ramseya i zawodnik po zakończeniu sezonu odejdzie na zasadzie wolnego transferu. Wszyscy byli w szoku. Dlaczego klub nagle zmienił swoje zdanie? Podobno taką decyzję podjął sam Unai Emery, który nie chciał, by Ramsey stał się drugim najlepiej zarabiającym piłkarzem w klubie. Hiszpański trener nie widział dla Walijczyka miejsca w wyjściowej jedenastce i uważał, że nie zasługuje on na tak wysoką pensję, skoro nie będzie kluczowym elementem w jego taktyce.

 

 

Kiedy Ramsey ogłosił, że po zakończeniu sezonu odejdzie od Juventusu, kibice Arsenalu poniekąd odetchnęli z ulgą. Usługami Walijczyka zainteresowane były kluby angielskie z Chelsea i Manchesterem United na czele i gdyby przeniósł się do ligowego rywala, prawdopodobnie nikt nie zaakceptowałby takiej decyzji. Unai Emery musi jednak żałować, że tak łatwo pozbył się Ramseya, bo ten w drugiej części sezonu był jednym z najlepszych zawodników Arsenalu. Jako wolny elektron operował za plecami dwójki napastników i miał więcej swobody niż kiedykolwiek. Strzelał i asystował w momentach, w których drużyna potrzebowała go najbardziej i dawał z siebie wszystko dla klubu, który ukształtował go piłkarsko.

Pożegnanie

Już dzisiaj Aaron Ramsey zostanie pożegnany przez kibiców zgromadzonych na Emirates Stadium. Oczywiście byłoby to piękniejsze, gdyby mógł zagrać w spotkaniu z Brighton, ale niestety uniemożliwiała mu to kontuzja, której nabawił się w spotkaniu Ligi Europy z Napoli, które było jego ostatnim w barwach Arsenalu.

Kibice „The Gunners” nie mają żalu do Aarona Ramseya. Walijczyk odchodzi, bo poniekąd został do tego zmuszony, a do samego końca wykazywał się ogromnym zaangażowaniem i robił wszystko, żeby nie zawieść klubu, swoich kolegów z drużyny i przede wszystkim wiernych fanów, którzy do samego końca go wspierali.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się