var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: mancity.com

Anglia: Kompany ratuje Manchester City. Walka o TOP 4 dobiegła końca. Cardiff ostatnim spadkowiczem (video)

Autor: Sebastian Czarnecki
2019-05-07 09:33:47

W przedostatniej kolejce angielskiej Premier League doczekaliśmy się kilku rozwiązań. Znamy już wszystkie drużyny, które spadną do Championship a także końcowy skład Top 4. Pozostaje jeszcze jedna niewyjaśniona rzecz: kto na sam koniec okaże się mistrzem Anglii?

Zacznijmy jednak od dołu tabeli. Cardiff już od dłuższego czasu walczyło o swoje życie, ale w sobotę ostatecznie zakończyło tę walkę. Walijczycy po całkiem niezłym starcie sezonu stopniowo zaliczali zjazd, aż w końcu Crystal Palace zakończyło ich cierpienia. Beniaminem Premier League dołączył więc do innego beniaminka – Fulham – a także Huddersfield i ostatecznie pożegna się z ligą. Ich miejsce zajmą Norwich City i Sheffield United, a także jeden z czterech zespołów, które zmierzą się w barażach o awans.

Walka o miejsce w Top 4 od kilku kolejek wyglądała jak jakiś abstrakcyjny skecz żywcem wyjęty z Monty’ego Pythona. Cztery zespoły wałczyły o dwa miejsca i wszystko wskazywało na to, że nikt ich nie chce. Arsenal i Manchester United kolejny raz straciły punkty i oficjalnie wyeliminowały się z tej walki. A wystarczyło tylko wygrać z zespołami z dołu tabeli i wykorzystać potknięcie Tottenhamu, który przegrał z Bournemouth i mocno się wykrwawił przed ostatnią kolejką. Oczekiwania spełniła jedynie Chelsea, która pewnie pokonała Watford i przypieczętowała sobie start w następnej edycji Ligi Mistrzów.

Nie wiemy tylko jednego – kto zostanie mistrzem Anglii? Obrońca tytułu Manchester City, który drugi rok z rzędu utrzymuje fantastyczną formę, czy może Liverpool, który robił wszystko, żeby dorównać o wiele bogatszemu rywalowi w tej walce. Jedno jest pewne – kto na sam koniec zostanie z niczym, na pewno będzie niesamowicie sfrustrowany. Rzadko się zdarza, żeby wicemistrz kraju zdobył aż 97 punktów, a do takiej sytuacji może dojść, jeżeli obie drużyny wygrają w ostatniej kolejce.

Najlepsza bramka: A Manchester City mógł już wczoraj potknąć się na ostatniej prostej. Gdyby nie fantastyczne uderzenie Vincenta Kompany’ego, „Obywatele” prawdopodobnie zremisowaliby mecz z Leicesterem City i spadli w ligowej tabeli za Liverpool. Kapitan aktualnych mistrzów Anglii przymierzył z dużego dystansu w samo okienko bramki Schmeichela i nie dał mu żadnych szans. Co w tym wszystkim najśmieszniejsze, to że przed strzałem Belga jego koledzy z drużyny krzyczeli do niego, żeby nie strzelał. Może się okazać tak, że to właśnie ten gol zaważy o mistrzostwie, więc mimo wszystko warto było podjąć taką decyzję.

Najpiękniejsze pożegnanie: Choć Arsenal nie zdołał wygrać swojego ostatniego domowego meczu w tym sezonie, to mimo wszystko na Emirates Stadium mogło dojść do wzruszenia. Klub oficjalnie pożegnał się z Petrem Čechem, który po sezonie kończy karierę, a także Dannym Welbeckiem i przede wszystkim Aaronem Ramseyem, którzy odchodzą na zasadzie wolnego transferu. Oczywiście cała ceremonia kręciła się wokół Walijczyka, który spędził w Arsenalu aż 11 lat i przyczynił się do zdobycia trzech Pucharów Anglii. Ramsey nie ukrywał łez podczas swojej ostatniej wizyty na murawie Emirates Stadum, a kibice pięknie podziękowali mu za czas spędzony w północnym Londynie.

Największy dzban: Tym razem jest aż dwóch solidnych kandydatów, a obaj są z tej samej drużyny. Trudno jest opisać w słowach to, co stało się na Vitality Stadium w Bournemouth, ale Tottenham sam się podłożył. Wszystko zaczęło się od czerwonej kartki dla Heung-min Sona, który wyskoczył z rękami do Jeffersona Lermy po tym, jak ten nadepnął mu na stopę. I choć wejście Kolumbijczyka faktycznie było niebezpieczne, tak reakcja Koreańczyka była zdecydowanie przesadzona.

To, co wydarzyło się jednak po przerwie, przebiło nawet wyczyn Sona. Mauricio Pochettino na początku drugiej połowy wprowadził na boisko Juana Foytha, który po niespełna trzech minutach bandycko zaatakował Jacka Simpsona. To wejście było nie dość, że nieodpowiedzialne, to jeszcze idiotyczne, ponieważ w tamtym momencie Bournemouth nie stwarzało zagrożenia, a Argentyńczyk jedynie jeszcze bardziej osłabił swoją drużynę.


WSZYSTKIE WYNIKI:

Everton – Burnley 2:0 (2:0)
1:0 – Mee (sam.) 17’
2:0 – Coleman 20’

***

Bournemouth – Tottenham 1:0 (0:0)
1:0 – Ake 90+1’

***

West Ham – Southampton 3:0 (1:0)
1:0 – Arnautović 16’
2:0 – Arnautović 69’
3:0 – Fredericks 72’

***

Wolverhampton – Fulham 1:0 (0:0)
1:0 – Dendoncker 75’

***

Cardiff – Crystal Palace 2:3 (1:2)
0:1 – Zaha 28’
1:1 – Kelly (sam.) 31’
1:2 – Batshuayi 39’
1:3 – Townsend 70’
2:3 – Reid 90’

***

Newcastle – Liverpool 2:3 (1:2)
0:1 – Van Dijk 13’
1:1 – Atsu 20’
1:2 – Salah 28’
2:2 – Rondon 54’
2:3 – Origi 86’

***

Chelsea – Watford 3:0 (0:0)
1:0 – Loftus-Cheek 48’
2:0 – Luiz 51’
3:0 – Higuain 75’

***

Huddersfield – Manchester United 1:1 (0:1)
0:1 – McTominay 8’
1:1 – Mbenza 60’

***

Arsenal – Brighton 1:1 (1:0)
1:0 – Aubameyang (k.) 9’
1:1 – Murray (k.) 61’

***

Manchester City – Leicester City 1:0 (0:0)
1:0 – Kompany 70’


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się