var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Adrian Mielczarski / PGE GKS Bełchatów

II liga: Elana w hicie wygrywa z PGE GKS-em, Widzew przerywa serię remisów. Ruch, Rozwój i ROW o krok od spadku (video)

Autor: Łukasz Kościelniak
2019-05-08 13:00:43

Za nami 32. kolejka II ligi. Coraz ciekawiej zapowiada się walka o awans – w hicie kolejki Elana Toruń pokonała PGE GKS Bełchatów 4:2 i nie dość, że awansowała na pozycję wicelidera to jeszcze wypchnęła ekipę Artura Derbina poza podium. Passę remisów z rzędu przerwał Widzew Łódź, który wygrał z Ruchem Chorzów 3:0 i tym samym prawdopodobnie zdegradował śląską drużynę do III ligi. W pechowy sposób trzy punkty stracił Radomiak Radom, który po bramce straconej w doliczonym czasie gry zremisował z Pogonią Siedlce 1:1. Nie mniej interesująco wygląda walka o utrzymanie.

Jako pierwsi na murawę w tej kolejce wybiegli piłkarze w Stargardzie – miejscowi Błękitni podejmowali Skrę Częstochowa. W przypadku zwycięstwa gospodarze praktycznie zapewniliby sobie utrzymanie w II lidze. Gospodarze od samego początku ruszyli do ataku. W 11. minucie groźnie sprzed pola karnego uderzył Piotr Kurbiel, ale piłkę na rzut rożny zdołał sparować Mikołaj Biegański. Kilka minut później na podobną próbę zdecydował się Mateusz Kwiatkowski, ale znów górą był golkiper Skry. W 36. minucie dość przypadkowo po rzucie wolnym gola mógł zdobyć Grzegorz Rogala, ale młody golkiper beniaminka zdołał sparować futbolówkę na poprzeczkę. Cztery minuty później Biegański wygrał pojedynek sam na sam z Kurbielem. 

Druga połowa świetnie rozpoczęła się dla gospodarzy. W 49. minucie po rzucie wolnym do siatki trafił Przemysław Brzeziański. Dwa kwadranse później ten sam zawodnik mógł podwyższyć wynik, ale uderzył wprost w Biegańskiego. W 83. minucie piękną bramkę sprzed szesnastki mógł zdobyć Rogala, ale trafił jedynie w poprzeczkę. 180 sekund później po wrzutce Michała Cywińskiego do siatki trafił Adrian Kwiatkowski. Wynik w doliczonym czasie gry ustalił Filip Karmański. Błękitni zwyciężyli i tym samym zapewnili sobie utrzymanie na szczeblu centralnym. 

Błękitni Stargard – Skra Częstochowa 3:0 (0:0)

Przemysław Brzeziański 49’, Adrian Kwiatkowski 86’, Filip Karmański 90’. 

Błękitni: Rzepecki – Szrek, Błyszko, Baranowski, Rogala – M. Kwiatkowski (90’ Ostrowski), Cywiński, Shimmura, Kurbiel (72’ Karmański), A. Kwiatkowski (90’ Sitkowski) – Brzeziański (89’ Starzycki). 

Skra: Biegański – Skowron (80’ Niedbała), Poprawa, Błaszkiewicz, Obuchowski – Kieca (68’ Napora), Zalewski (75’ Siwek), Olejnik, Nocoń, Marek – Nowak. 

***

Grająca w roli gospodarza w Boguchwale Stal Stalowa Wola podejmowała Znicz Pruszków. Już w 6. minucie groźną sytuację stworzyli goście, ale dobrze w bramce spisał się Maciej Siudak. Kilka chwil później minimalnie przestrzelił Adam Waszkiewicz. W 26. minucie Michał Kitliński zagrał do Piotra Mrozińskiego, ale jego strzał trafił w słupek. Dziesięć minut później w sytuacji sam na sam Sebastian Łętocha też uderzył w słupek. Chwilę później świetną okazję miał Arkadiusz Pyrka, ale jego strzał wylądował na poprzeczce. 

Worek z bramkami otworzył się w drugiej części gry. W 54. minucie zespołową akcję Znicza wykończył Marcin Bochenek. Kilka chwil później do wyrównania mógł doprowadzić Wiktor Stępniowski, ale bardzo dobrą interwencją popisał się Bartłomiej Gradecki. W 65. minucie znów świetnie między słupkami spisał się Siudak. Gospodarze wyrównali w 71. minucie, gdy rzut karny na gola zamienił Michał Trąbka. Osiem minut później Znicz znów wyszedł na prowadzenie. Piłkę przed polem karnym dostał Patryk Czarnowski, wpadł w pole karne i precyzyjnym strzałem pokonał Siudaka. W końcówce spotkania szanse na wyrównanie mieli Trąbka czy Andrzej Trubeha, ale nie zdołali ich wykorzystać i ostatecznie komplet punktów pojechał do Pruszkowa. 

Stal Stalowa Wola – Znicz Pruszków 1:2 (0:0)

Michał Trąbka 71’ (k) – Marcin Bochenek 54’, Patryk Czarnowski 79’. 

Stal: Siudak – Waszkiewicz, Janiszewski, Stasiak, Sobotka – Kitliński (56’ Trąbka), Śpiewak (46’ Jopek), Stelmach, Mroziński, Dadok (61’ Stępniowski) – Łętocha (56’ Trubeha). 

Znicz: Gradecki – Bochenek, Rybak, Wrześniewski, Smoleń – Tarnowski, Faliszewski, Stromecki (73’ Kinast), Pyrka, Czarnowski – Szymański. 

***

Bardzo interesująco zapowiadało się starcie w Siedlcach, gdzie świetnie spisująca się wiosną Pogoń mierzyła się z liderem, Radomiakiem Radom, który chciał zrehabilitować się za ubiegłotygodniową wpadkę z Błękitnymi Stargard. Początek spotkania należał do gości, którzy już w 6. minucie udokumentowali swoją przewagę. Po krótko rozegranym rzucie rożnym piłkę w pole karne dośrodkował Rafał Makowski, a głową do siatki trafił Patryk Mikita. Minuty upływały, a Radomiak nadal groźnie atakowali. Strzałów z dystansu próbowali Meik Karwot, Michał Kaput czy Makowski, ale żaden z nich nie znalazł drogi do bramki. 

W drugiej połowie niespodziewanie goście zaczęli bronić wyniku co automatycznie zwiększyło liczbę sytuacji podbramkowych pod polem karnym Artura Halucha. W 63. minucie po błędzie golkipera Radomiaka piłkę z linii bramkowej wybił Jakub Wawszczyk. Chwilę później groźnie z dystansu uderzył Kaput, ale trafił w poprzeczkę. W 84. minucie w pole karne wpadł Kamil Walków, ale uderzył wprost w golkipera zielonych. Pogoń wyrównała w doliczonym czasie gry. Z boku boiska dośrodkował były gracz Radomiaka – Dariusz Brągiel, a strzałem głową Halucha przelobował Paweł Łydkowski. Tuż po tej sytuacji piłkę meczową miał jeszcze Piotr Marciniec, ale świetnie na linii zachował się Haluch i tym samym uratował swojej ekipie jeden punkt. 

Pogoń Siedlce – Radomiak Radom 1:1 (0:1)

Paweł Łydkowski 90’ – Patryk Mikita 6’. 

Pogoń: Smołuch – Pazio, Margol, Mesjasz, Olszewski (83’ Brągiel) – Bochnak (69’ Pociecha), Marciniec, Szymankiewicz (53’ Wiktoruk), Rybski (88’ Łydkowski), Mójta – Walków. 

Radomiak: Haluch – Banasiak, Grudniewski, Klabnik, Wawszczyk – Leandro (89’ Winsztal), Kaput, Karwot (80’ Filipowicz), Makowski, Mikita (82’ Luz) – Sokół (63’ Rolinc). 

***

Bardzo ważny mecz w kontekście utrzymania rozegrano w Rybniku – miejscowy ROW 1964 mierzył się z Olimpią Elbląg. Spotkanie świetnie rozpoczęło się dla gospodarzy, którzy już w 8. minucie objęli prowadzenie. W polu karnym faulowany był Mateusz Mazurek, a rzut karny na gola zamienił Jan Janik. Kilka minut później wynik mógł podwyższyć Przemysław Brychlik, ale świetnie na linii spisał się Sebastian Madejski. W końcówce pierwszej połowy gospodarze znów dwukrotnie mieli szansę na gola – najpierw fatalne pudło zanotował Mazurek, a w doliczonym czasie gry minimalnie pomylił się Szymon Jary. 

Pierwszą dogodną sytuację w drugiej połowie znów mieli rybniczanie. W 51. minucie znów piłkę nad poprzeczką przeniósł Mazurek. Potem przebudzili się goście, którzy z minuty na minutę coraz odważniej atakowali. W 58. minucie na bramkę Aleksandra Łubika uderzył Michał Fidziukiewicz, a siedem minut później szczęścia zabrakło Kamilowi Wengerowi. Napędzona Olimpia atakowała coraz odważniej i w 76. minucie wyrównała. Po wrzucie z autu piłka trafiła do Michała Kuczałka, który wpakował piłkę do siatki. Chwilę później znów ten sam zawodnik zdobył gola po stałym fragmencie gry, który ostatecznie zapewnił gościom trzy punkty.  

ROW 1964 Rybnik – Olimpia Elbląg 1:2 (1:0)

Jan Janik 8’ (k) – Michał Kuczałek 76’, 81’. 

ROW 1964: Łubik – Janik, Krotofil (35’ Bukowiec), Bojdys, Szkatuła – Tkocz (89’ Rostkowski), Jary, Zawadzki, Giełażyn (61’ Okuniewicz), Mazurek – Brychlik (76’ Spratek). 

Olimpia: Madejski – Jurek, Lewandowski, Wenger, Balewski – Demianiuk (75’ Prytulak), Nowicki, Kuczałek, Szuprytowski, Bojas – Fidziukiewicz. 

***

Do walki o awans mogła jeszcze włączyć się Olimpia Grudziądz. Jedynym warunkiem było zwycięstwo w Rzeszowie z miejscową Resovią. W 15. minucie prowadzenie gospodarzom mógł dać Mateusz Świechowski, ale oddał niecelny strzał na bramkę Wojciecha Muzyka. Chwilę później gola zdobyli goście. Szybką akcję Olimpii skutecznym uderzeniem sfinalizował Mateusz Marzec. W 27. minucie minimalnie pomylił się Szymon Feret. Dziesięć minut później Mateusz Geniec sfaulował w polu karnym Aghwana Papikjana. Sam poszkodowany podszedł do jedenastki i nie dał szans Wojciechowi Danielowi. W doliczonym czasie gry drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę obejrzał Świechowski. 

Mimo gry w osłabieniu Resovia w 55. minucie mogła doprowadzić do wyrównania. W polu karnym faulowany był Karol Twardowski, ale rzutu karnego nie wykorzystał Dariusz Frankiewicz – jego strzał odbił Muzyk. To w zasadzie zamknęło emocje w tym spotkaniu – goście spokojnie kontrolowali wynik, a Resovia nie była w stanie przełamać szczelnej defensywy ekipy Mariusza Pawlaka. 

Resovia Rzeszów – Olimpia Grudziądz 0:2 (0:2)

Mateusz Marzec 21’, Aghwan Papikjan 38’ (k). 

Resovia: Daniel – Geniec, Domoń, Zalepa, Kantor – Feret, Świechowski, Frankiewicz (58’ Makowski), Buczek (46’ Kwiek), Hajduk (78’ Hass) – Twardowski. 

Olimpia: Muzyk – Ciechanowski, Ocenas, Zitko, Wawszczyk – Marzec, Kona, Handzlik (79’ Poręba), Ruiz (48’ Ziętarski), Papikjan (62’ Kaczmarek) – Alves (86’ Skibicki). 

***

Mecz przyjaźni rozegrano w Łodzi, gdzie Widzew podejmował Ruch Chorzów. Przyjaźń była jednak wyłącznie na trybunach, bo na boisku obydwie drużyny walczyły o komplet punktów. Już w 2. minucie gola mógł zdobyć Przemysław Banaszak, ale górą była defensywa gości. Kolejne minuty to typowy mecz walki, choć bardziej widoczną przewagę mieli łodzianie. W 30. minucie fatalny błąd przy rozegraniu piłki popełnił jeden z obrońców Ruchu, piłkę przejął Rafał Wolsztyński, wbiegł z nią w pole karne i podał do Mateusza Michalskiego, który z bliska nie dał szans Dawidowi Smugowi. 

Dziesięć minut po przerwie na strzał sprzed pola karnego zdecydował się Łukasz Turzyniecki, ale piłkę na korner sparował Smug. Potem chwilowo zaatakowali chorzowianie, choć większego zagrożenia pod bramką Patryka Wolańskiego nie spowodowali. W 60. minucie łodzianie znów strzelili gola. Kolejny fatalny błąd defensywy wykorzystał Banaszak, który uprzedził obrońców i nie pomylił się w sytuacji sam na sam. W 77. minucie z dystansu uderzył Tomasz Podgórski, ale dobrą interwencją popisał się Wolański. Sześć minut przed końcem gospodarze strzelili trzeciego gola. Po dośrodkowaniu Turzynieckiego kolejną niepewną interwencję zaliczyła defensywa, a do bezpańsko wybitej piłki dopadł Wolsztyński, który mocnym strzałem pod poprzeczkę pokonał Smuga. Tym samym Widzew przerwał serię dziesięciu remisów z rzędu i zanotował bardzo cenne zwycięstwo, dzięki któremu nadal liczy się w walce o awans na zaplecze ekstraklasy. 

Widzew Łódź – Ruch Chorzów 3:0 (1:0)

Mateusz Michalski 30’, Przemysław Banaszak 60’, Rafał Wolsztyński 84’. 

Widzew: Wolański – Turzyniecki, Zieleniecki, Tanżyna, Pięczek (90’ Stefaniak) – Banaszak (85’ Wełna), Kato, Ameyaw (68’ Kristo), Radwański, Michalski (78’ Gutowski) – Wolsztyński. 

Ruch: Smug – Lechowicz, Wiech, Kulejewski, Bartolewski – Mandrysz (70’ Zieliński), Walski, Mokrzycki, Foszmańczyk (75’ Kędziora), Podgórski – Idzik (85’ Giel). 

***

Hitem 32. kolejki było niedzielne spotkanie w Toruniu, gdzie miejscowa Elana grała z PGE GKS-em Bełchatów. Już w 6. minucie groźnie uderzył Marcin Grolik, ale jego strzał był niecelny. Chwilę później w polu karnym sfaulowany został Przemysław Zdybowicz, a rzut karny na gola zamienił Damian Michalski. Odpowiedź gospodarzy była jednak natychmiastowa. W 16. minucie błąd defensywy PGE GKS-u wykorzystał Krzysztof Wołkowicz. Dziesięć minut później przed dobrą szansą stanął Patryk Mularczyk, ale przeniósł piłkę nad poprzeczką. W 36. minucie Filip Kozłowski zainicjował akcję, po której do siatki trafił Kordian Górka. Trzy minuty później drugiego gola w tym meczu mógł zdobyć Wołkowicz, ale tym razem strzelił obok słupka. 

Drugą część lepiej rozpoczęli gospodarze, którzy w przeciągu 120 sekund stworzyli sobie dwie groźne sytuacje, ale ani Górka, ani Kozłowski nie oddali celnego strzału. To zemściło się w 63. minucie. Po rzucie wolnym piłka spadła pod nogi Zdybowicza, który z kilku metrów pokonał bezradnego Michała Nowaka. Odpowiedź Elany znów była jednak natychmiastowa. Z rzutu wolnego dośrodkował Wołkowicz, a tym razem w zamieszaniu podbramkowym najlepiej odnalazł się Wojciech Onsorge. W 69. minucie fatalnie w polu karnym zachował się Paweł Lenarcik, ale na jego szczęście jeden z kolegów wybił piłkę z linii bramkowej. Torunianie atakowali i w 80. minucie strzelili czwartego gola. Sprzed pola karnego uderzył Maciej Stefanowicz, futbolówka odbiła się jeszcze od nóg jednego z defensorów i wpadła do siatki kompletnie zmylonego Lenarcika. Tym samym gospodarze wygrali bardzo ważne spotkanie i dzięki temu awansowali na pozycję wicelidera tabeli. Porażka była bardzo kosztowna dla bełchatowian, którzy przed tą kolejką byli na 2. miejscu, a po niedzielnym spotkaniu spadli na 4. miejsce. 

Elana Toruń – PGE GKS Bełchatów 4:2 (2:1)

Krzysztof Wołkowicz 16’, Kordian Górka 37’, Wojciech Onsorge 64’, Maciej Stefanowicz 80’ – Damian Michalski 13’ (k), Przemysław Zdybowicz 63’. 

Elana: Nowak – Górka, Onsorge, Kołodziejski, Andrzejewski – Wołkowicz, Kryszak (86’ Errasti), Zagórski (46’ Lenartowski), Stefanowicz, Kościelniak (90’ Boniecki) – Kozłowski (81’ Lenkiewicz). 

PGE GKS: Lenarcik – Grzelak, Grolik, Michalski, Szymorek – Biel (71’ Tylec), Czajkowski, Ryszka, Mularczyk, Putin (78’ Thiakane) – Zdybowicz (68’ Bartosiak). 

***

W Łęcznej miejscowy Górnik podejmował broniącą się przed spadkiem Siarkę Tarnobrzeg. Goście byli mocno zdeterminowani i już w 6. minucie objęli prowadzenie. Szybką akcję ładnym strzałem zakończył Grzegorz Płatek. Sześć minut później gospodarze wyrównali. Skutecznym uderzeniem z dystansu popisał się Adrian Łuszkiewicz. W 16. minucie fatalnego błędu jednego z obrońców gospodarzy nie wykorzystali piłkarze Siarki. Kolejne minuty nie przyniosły większych emocji. 

Podobnie wyglądał początek drugiej połowy. Siarka atakowała, ale biła głową w mur. Aż do 68. minuty, gdzie fatalnie zachował się Tomasz Midzierski, który trafił do własnej siatki. Dwadzieścia minut później gola na wagę remisu mógł zdobyć Kacper Jodłowski, ale jego strzał z woleja dobrze odbił Hieronim Zoch. Ostatecznie wynik nie uległ już zmianie i ekipa Ryszarda Komornickiego wywiozła z Łęcznej zwycięstwo. Co prawda nie pozwoliło im to na wyjście ze strefy spadkowej, ale dzięki temu nadal mają szansę na utrzymanie w II lidze. 

Górnik Łęczna – Siarka Tarnobrzeg 1:2 (1:1)

Adrian Łuszkiewicz 12’ – Grzegorz Płatek 6’, Tomasz Midzierski 68’ (s). 

Górnik: Rojek – Kukułowicz, Borodaj, Midzierski, Klepacki – Dziegielewski (60’ Pisarczuk), Łuszkiewicz, Nakrosius (77’ Jodłowski), Korczakowski, Szewczyk (46’ Orłowski) – Stasiak. 

Siarka: Zoch – Głaz (90’ Wawrylak), Kubowicz, Duda, Wodecki – Janeczko (79’ Woźniak), Wełnicki, Płatek (85’ Maik), Radulj, Sitek (90’ Mróz) – Ropski. 

***

Ostatnim niedzielnym meczem było spotkanie Gryfu Wejherowo z Rozwojem Katowice. To spotkanie  - podobnie jak pojedynek ROW-u z Olimpią Elbląg – miało duże znaczenie w kontekście utrzymania. Dla zespołu z Katowic była to w zasadzie ostatnia szansa, żeby nadal liczyć się w walce o zachowanie ligowego bytu. Nic więc dziwnego, że zespół Marka Koniarka jako pierwszy mógł objąć prowadzenie. W 5. minucie w sytuacji sam na sam groźnie uderzył Daniel Kamiński, ale dobrą interwencją popisał się Dawid Leleń. Niestety potem tempo spadło i na ciekawe momenty musieliśmy czekać do ostatnich minut pierwszej części. W 45. minucie uderzenie Marcina Kowalskiego odbił Leleń, a w doliczonym czasie gry gospodarze wyprowadzili kontrę, którą na gola zamienił Piotr Kołc. 

W 51. minucie Gryf powinien podwyższyć wynik, ale Maciej Koziara pomylił się w sytuacji sam na sam. Kluczowy dla losów meczu był ostatni kwadrans. W 78. minucie pomylił Dawid Rogalski, a 60 sekund później do wyrównania doprowadził Daniel Paszek, który wykorzystał jedną z kontr swojego zespołu. Zdobyta bramka podziałała mobilizująco na tego gracza, bo sześć minut później po świetnej akcji indywidualnej nieznacznie przeniósł piłkę nad poprzeczką. Końcówka meczu należała do Gryfa. W 88. minucie z rzutu wolnego uderzył Maciej Koziara i dzięki fatalnemu zachowaniu golkipera Rozwoju trafił do siatki. Goście ruszyli do ataku i w doliczonym czasie gry zostali skontrowani. Ponownie Koziara dostał dobre podanie i bez problemu z bliska pokonał Bartosza Neugebauera. Tym samym gospodarze wywalczyli bardzo cenne trzy punkty, dzięki czemu nie tylko zrównali się punktami z Siarką Tarnobrzeg, ale wyprzedzili zespół z Podkarpacia dzięki lepszemu bilansowi meczów bezpośrednich.  

Gryf Wejherowo – Rozwój Katowice 3:1 (1:0)

Piotr Kołc 45’, Maciej Koziara 88’, 90’ – Daniel Paszek 79’. 

Gryf: Leleń – Pietroń, Ewertowski, Wicki, Goerke – Chwastek (87’ Ryk), Kołc, Sikorski, Koziara, Macierzyński (60’ Czychowski) – Rogalski. 

Rozwój: Soliński (46’ Neugebauer) – Mońka (62’ Musiolik), Kuliński, Gancarczyk, Łączek, Kowalski – Baranowicz (46’ Andrzejczak), Kurowski, Płonka, Kamiński (70’ Gembicki) – Paszek. 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się