var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: @SpursOfficial

Jeden comeback zaliczony, Tottenham powalczy o angielski finał w Lidze Mistrzów

Autor: Sebastian Czarnecki
2019-05-08 17:30:26

Wczorajszego wieczora Liverpool udowodnił, że nic nie jest niemożliwe. I choć „The Reds” stali przed o wiele trudniejszym zadaniem, to Tottenham również musi odrobić straty z pierwszego meczu. W tym przypadku trudność będzie polegała na tym, że będzie musiał dokonać tego na stadionie rywala.

Fatalna seria wyjazdowa

Nie jest to najbardziej korzystna sytuacja dla Tottenhamu, ponieważ w ostatnich miesiącach nie spisują się najlepiej na wyjazdach. Ostatnich dziesięć spotkań „Kogutów” z dala od domu to dziewięć porażek i tylko jedno zwycięstwo. Pocieszający może być jednak fakt, że ta wygrana miała miejsce właśnie w rozgrywkach Ligi Mistrzów i to przeciwko Borussii Dortmund. Podopieczni Mauricio Pochettino wygrali wówczas w dwumeczu 4:0 i awansowali do ćwierćfinału, w którym wyeliminowali Manchester City.

Zbiega się to przy okazji z tym, że Ajax wcale nie gra tak dobrze na własnym stadionie, jak mogłoby się tego spodziewać. Amsterdamczycy w obu przypadkach przechodzili do kolejnej rundy właśnie po zwycięstwach na wyjeździe. Na Johan Cruijff Arena zremisowali 1:1 z Juventusem i przegrali 1:2 z Realem Madryt.

Warto tutaj przytoczyć jeszcze jedną statystykę. W historii półfinałów Ligi Mistrzów tylko raz w historii zdarzyło się, żeby do finału awansowała drużyna, która przegrała pierwszy mecz na własnym stadionie. Miało to miejsce w sezonie 1995/1996, a dokonał tego… Ajax Amsterdam. Holendrzy po porażce u siebie 0:1 z Panathinaikosem pojechali do Grecji, gdzie wygrali aż 3:0. Tottenham stoi więc przed trudnym, ale nie niemożliwym zadaniem do wykonania.

Son kluczem do zwycięstwa

Oczywiście Tottenham nie jest faworytem do wygrania tego pojedynku, ale podobnie było z Liverpoolem, który wczoraj dokonał niemożliwego i pokonał 4:0 Barcelonę mimo braku swoich największych gwiazd. „Koguty” najbardziej odczują nieobecność Harry’ego Kane’a – kapitana i najlepszego piłkarza swojego zespołu. I choć w tym sezonie nie spisywał się tak dobrze jak w poprzednich, to jednak drużyna zawsze mogła na niego liczyć w trudnych momentach.

Zastąpić będzie go musiał Heung-min Son. Wypoczęty, w pełni sił i przede wszystkim rozdrażniony czerwoną kartką z Bournemouth i porażką swojego zespołu. Koreańczyk nie mógł zagrać w pierwszym meczu, ponieważ był zawieszony, dlatego też dzisiaj będzie chciał zrobić wszystko, żeby tylko poprowadzić Tottenham do zwycięstwa. Son już niejednokrotnie potwierdzał, że jest jednym z liderów tego zespołu, a swoje najlepsze występy zaliczał wtedy, kiedy na boisku nie było Harry’ego Kane’a i to na nim spoczywała cała odpowiedzialność.

 

 

Koreańczyk strzelił w tym sezonie 20 bramek i zaliczył 10 asyst, a warto przypomnieć, że jest to dla niego bardzo wyczerpujący rok. Po powrocie z mundialu musiał wziąć udział w Asian Games, żeby uniknąć powołana do wojska, a w środku sezonu został jeszcze powołany na turniej Pucharu Azji. Son ma w tym sezonie za sobą wiele spotkań rozegranych na różnych kontynentach, długie i wyczerpujące podróże, a i tak potrafi w sobie znaleźć nakłady sił, żeby sprostać oczekiwaniom kibiców, mimo że nikt nie winiłby go za to, gdyby po takim roku po prostu nie wytrzymał jego trudów.

Angielski finał? Dlaczego nie

Jeżeli Tottenhamowi uda się odrobić straty, możemy być świadkami pierwszego angielskiego finału w Lidze Mistrzów od jedenastu lat, kiedy to na stadionie Łużniki w Moskwie zmierzyły się ze sobą drużyny Chelsea i Manchesteru United. „Czerwone Diabły” po wyrównanym meczu pokonały londyńczyków po serii rzutów karnych.

„Koguty” nie mają aż takiego doświadczenia w europejskich rozgrywkach, dlatego też jest to dla nich idealna okazja, by pierwszy raz awansować do samego finału. Wcześniej Tottenhamowi tylko raz udało się awansować do półfinału, a miało to miejsce aż 57 lat temu. Londyńczycy przegrali wówczas z Benficą 3-4 w dwumeczu.

Czy ten brak doświadczenia może się jednak okazać przeszkodą? Wręcz przeciwnie – Tottenham może być jeszcze bardziej zmotywowany, żeby w końcu sprawić swoim kibicom radość i awansować do samego finału. Do kadry wrócił już Son, po wstrząśnieniu mózgu wydobrzał już Jan Vertonghen, a kluczowi zawodnicy powinni być w pełni sił, żeby zagrać na pełnych obrotach. W Premier League już o nic nie muszą się martwić, bo mają zapewnione miejsce w Top 4 i teraz mogą się skupić wyłącznie na europejskich pucharach. 

- Jesteśmy w miejscu, gdzie wszystko może się zdarzyć. Musimy tylko uwierzyć i dać z siebie wszystko, walczyć do końca i spróbować awansować do finału – to jest nasz cel – mówił Mauricio Pochettino przed meczem z Ajaxem. – Nie możemy sobie pozwolić, by zacząć ten mecz w taki sam sposób jak to miało miejsce w pierwszym meczu u siebie. Musimy uniknąć błędów, które popełniliśmy w takim meczu i zacząć w innym stylu. Nie jest ważne to, czego możemy się nauczyć o Ajaxie i co Ajax może zrobić. Chodzi tylko o nas samych, to my musimy wywalczyć ten awans.

Liverpool przetarł szlak

Wczorajsze wydarzenia na Anfield udowodniły tylko, że w piłce nożnej wszystko jest możliwe. Dwumecz Liverpoolu z Barceloną będzie wspominany jeszcze przez wiele długich lat i przytaczany jako przykład na to, że przy odrobinie chęci i zaangażowania można dokonać niemożliwego. Tottenham nie musi odrabiać trzech bramek straty. Musi odrobić tylko jedną, ale musi to zrobić na stadionie rywala. Nie jest to tak bardzo skomplikowane jak wyczyn podopiecznych Jürgena Kloppa, ale nie oznacza to, że nie będzie to trudne.

Tottenham będzie musiał dać z siebie wszystko i uniknąć tych samych błędów, które popełnił w pierwszym spotkaniu. Ajax oczywiście nie jest aż tak bogatym i wpływowym klubem jak Tottenham, ale to on stoi na mocniejszej pozycji. Holendrzy w tym sezonie Ligi Mistrzów również dokonywali rzeczy niemożliwych i zdobyli serca niezależnych kibiców. Większość fanów będzie stało w tym dwumeczu za Ajaxem, żeby ta niesamowita przygoda trwała jak najdłużej. Właśnie dlatego „Koguty” muszą liczyć tylko na samych siebie. Na swoją wiarę, na swoje umiejętności i na swoich kibiców.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się