var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: @BlackYellow

W Dortmundzie mogą pluć sobie w brodę – sami wypuścili mistrzostwo z rąk

Autor: Maciej Zaremba
2019-05-08 22:00:18

Cztery punkty przewagi Bayernu Monachium nad Borussią Dortmund na dwie kolejki do zakończenia sezonu stawiają Bawarczyków w doskonałej sytuacji na finiszu Bundesligi. Drużynie z Zagłębia Ruhry pozostały marzenia, że liderzy z Monachium potkną się w dwóch ostatnich meczach sezonu w Lipsku i na Allianz Arena z Eintrachtem Frankfurt. BVB nie ma jednak nic we własnych rękach i jest temu sama sobie winna. Mistrzostwo było dla dortmundczyków bardzo realne, jednak rzeczywistość w końcówce rozgrywek okazała się dla ekipy Favre’a wyjątkowo brutalna.

Przed rozpoczęciem rundy rewanżowej Borussia Dortmund miała przewagę sześciu punktów nad Bayernem Monachium i dodatkowo lepszy bilans bramkowy o osiem bramek. Dziennikarze i kibice wskazywali drużynę Luciena Favre’a na faworyta wyścigu o mistrzostwo Niemiec i takim prognozom nie można było się dziwić. Oprócz wypracowanej przewagi BVB grała przecież naprawdę dobrze i prezentowała się zdecydowanie lepiej od krytykowanego ze wszystkich stron Bayernu Monachium. Borussia była chwalona i zachwycała obserwatorów w całej Europie. W Niemczech wreszcie pojawiła się nadzieja, że ktoś zatrzyma seryjne zdobywanie mistrzostwa przez Bawarczyków.

Jeszcze lepiej sytuacja BVB wyglądała po trzech pierwszych kolejkach rundy rewanżowej. Jeśli przypomnimy sobie początek roku w Bundeslidze, to wielu ekspertów wskazywało, że pierwsze trzy ligowe weekendy mogą mieć decydujący wpływ na dalszą część sezonu. Borussia rozpoczęła od dwóch bardzo trudnych wyjazdów do Lipska i Frankfurtu (w między czasie jeszcze mecz z Hannoverem 96 u siebie), z kolei Bayern grał w Sinsheim i Leverkusen (i u siebie ze Stuttgartem). W tej korespondencyjnej walce lepiej wypadła BVB, która zdobyła w pierwszych trzech meczach siedem punktów (remis we Frankfurcie), zaś Bayern sześć (porażka w Leverkusen), co zwiększyło przewagę dortmundczyków nad FCB do siedmiu oczek. Wówczas wydawało się, że bardziej prawdopodobne jest to, że Borussia tę różnice będzie regularnie powiększać na swoją korzyść niż Bayern ją zmniejszał. Nikt nie spodziewał się jednak, że przed Borussią tydzień, który wywróci wszystko do góry nogami.

Problemy zdrowotne

Zanim jednak o feralnym tygodniu warto zwrócić uwagę na problemy ze zdrowotne czołowych piłkarzy BVB, które ciągną się za tą drużyną od stycznia do dzisiaj. W pierwszych pięciu kolejkach Favre musiał radzić sobie bez swoich dwóch podstawowych środkowych obrońców z rundy jesiennej – Manuela Akanjiego i Dana-Axela Zagadou. Cały sezon problemy ma tez Oemer Toprak, który nie stanowi żadnej realnej alternatywy. Z tego powodu szwajcarski trener zaczął stawiać w defensywie na Juliana Weigla, który ze swoich nowych zadań wywiązuje się poprawnie, ale często widać, że nie jest naturalnym obrońcą. Brak stabilności w defensywie to problem, który dotyka Borussię przez cała rundę rewanżową.

Niezwykle bolesną stratą dla BVB była też kontuzja Łukasza Piszczka, którego problemy ze stopą wyłączyły z gry od 22. kolejki. Polak od tego czasu zagrał tylko z Bayernem Monachium, gdzie po prostu nieprzygotowany został rzucony na pożarcie Bawarczykom, którzy zdemolowali BVB aż 5:0. Były reprezentant Polski usiadł w ostatni weekend na ławce w meczu z Werderem i być może będzie do dyspozycji Favre’a w ostatnich dwóch kolejkach. Brak Piszczka w dziewięciu meczach Bundesligi w tym roku to była jednak ogromna i bardzo widoczna strata. Dodatkowo boki obrony zostały osłabione kontuzją Hakimiego, który nie jest do dyspozycji od 28. kolejki i na pewno w tym sezonie już nie zagra.

 

 

 

Problemy Borussia miała też w ofensywie. Przede wszystkim przez absencje Christiana Pulisica i Maximiliana Philippa, czyli dwóch piłkarzy, którzy nie stanowią o sile pierwszego składu, ale na pewno mogliby być wartościowymi zmiennikami. Swoje problemy ma też Paco Alcacer, który najczęściej siada na ławce rezerwowych. Do końca nie wiadomo, czy Hiszpan nie znajduje uznania w oczach Luciena Favre’a czy może po prostu nie jest do końca gotowy do gry przez 90 minut. Krótka przerwa nie opuściła też kapitana Marca Reusa, którego zabrakło przede wszystkim podczas wspomnianego już feralnego tygodnia, który zmienił oblicze całej Borussii.

Przeklęty pierwszy tydzień lutego

Seria wypuszczonych pewnych zwycięstw z rąk i potknięć Borussii rozpoczęła się w lutowym meczu we Frankfurcie. Borussia grała kapitalnie przez pierwsze 30 minut, po których mogła spokojnie prowadzić dwoma lub trzema bramkami. Nieskuteczność spowodowała jednak, że jedyny gol Marco Reusa pozwolił nadal wierzyć gospodarzom w korzystny wynik. Eintracht wykorzystał nieporadność rywali i strzelił wyrównującego gola, a BVB straciła dwa punkty. Nikt się tym w Dortmundzie jednak nie przejmował, bo w ten sam weekend Bayern poległ w Leverkusen i BVB i tak zwiększyła swoją przewagę w tabeli. Remis na trudnym terenie we Frankfurcie przyjęto więc z satysfakcją.

Kilka dni później BVB przeżyła jednak szok. Dortmundczycy zmierzyli się w 1/8 finału Pucharu Niemiec z Werderem. Bremeńczycy doprowadzili na Signal Iduna Park do niespodziewanej dogrywki, w której BVB dwukrotnie obejmowała prowadzenia i za każdym razem je traciła. Później przyszła seria rzutów karnych, którą Borussia przegrała po pudłach Alcacera i Philippa. Nieprzyjemną porażkę z Werderem uznano jednak tylko za wypadek przy pracy i niewinną wpadkę na drodze po ważniejszy tytuł w lidze. Parę dni później koszmary Borussii przybrały jednak jeszcze większych rozmiarów.

BVB czekał trudny mecz z Hoffenheim, w którym gospodarze musieli radzić sobie bez kontuzjowanego Marco Reusa (Niemiec zszedł w przerwie meczu z Werderem z urazem). Ekipa Favre’a grała koncertowo do 73. minuty. Wówczas na tablicy wyników widniał wynik 3:0 dla BVB i wydawało się, że porażka z Werderem rzeczywiście była tylko małą i przypadkową rysą na wielkiej w tym sezonie Borussii. Mecz zakończył się jednak wynikiem 3:3, bo goście z Sinsheim odrobili straty w zaledwie dwanaście minut i odebrali punkty liderowi, który zanotował drugi remis z rzędu w lidze. Pierwszy tydzień lutego okazał się więc dla BVB wyjątkowo brutalny. Borussia zagrała w nim trzy mecze i w każdym z nich zaprzepaściła ogromne szanse na wygrane.

 

 

 

Zdecydowana obniżka formy

Po feralnym dla BVB tygodniu obserwatorzy i fani zaczęli znacznie bardziej krytycznie oceniać postawę ekipy Favre’a. Zwłaszcza, że po trzech wspomnianych spotkaniach BVB poległa w Londynie z Tottenhamem aż 3:0, mimo, że w pierwszej połowie była zdecydowanie lepszą drużyną i mogła prowadzić. Do tego doszła kolejna wpadka w Bundeslidze i remis z outsiderem ligi w Norymberdze 0:0. Borussia straciła lekkość i pewność w grze, co było widać nawet w zwycięskich spotkaniach z Bayerem Leverkusen i Wolfsburgiem u siebie czy z Herthą na wyjeździe. BVB zmieniła się z maszynki do seryjnego wygrywania w ociężałą machinę, która zalicza regularne potknięcia, jak te w Augsburgu (porażka z FCA) czy Monachium (blamaż w hicie sezonu).

Podsumowaniem słabości dortmundczyków w rundzie rewanżowej są dwa ostatnie spotkania. Najpierw niespodziewana porażka na własnym stadionie z beznadziejnym w tym sezonie Schalke 04 (2:4, mimo prowadzenia 1:0 po golu Goetzego), a w miniony weekend remis w Bremie mimo dwubramkowego prowadzenia. Łatwo więc policzyć, że Borussia w 2019 roku w samej Bundeslidze wypuściła z rąk aż cztery zwycięstwa w meczach, w których obejmowała prowadzenie. Gdyby BVB wygrała chociaż połowę z nich to teraz mogłaby patrzeć na Bayern z pozycji lidera, a nie modlić się o cud w dwóch ostatnich kolejkach. Dzisiaj można ocenić to tylko tak, że Borussia Dortmund przegrała wyścig o mistrzostwo Niemiec na własne życzenie.
 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się