var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: własne

Żuraw: Wciąż nie wiem, na czym stoję. Udovicić na celowniku czterech kolejnych klubów. Kołba: Czasami wyglądam komicznie

Autor: zebrał Bartosz Adamski
2019-05-09 11:33:28

Czwartkowa prasa jest naprawdę niezła. Skupia się oczywiście na niesamowitych półfinałach Ligi Mistrzów, ale tematów z naszej rodzimej piłki nie brakuje. Jest kilka ciekawych informacji i rozmów, m.in. z Dariuszem Żurawiem i Michałem Kołbą w Przeglądzie Sportowym. Ogółem wybraliśmy 31 artykułów z sześciu źródeł.

"PRZEGLĄD SPORTOWY"

"Żuraw: Wciąż nie wiem, na czym stoję"

"Wie pan od osób zarządzających Lechem już coś konkretnego na temat swojej przyszłości?
Moja sytuacja się nie wyjaśniła. Cały czas rozmawiamy, ale wiem tyle, że do końca sezonu jestem trenerem pierwszego zespołu. Nie ukrywam, że wolałbym wiedzieć, na czym stoję. Myślę, że wszystkim byłoby łatwiej, gdyby sytuacja była jasna. Nie mielibyśmy ciągłych spekulacji, zrobiłoby się spokojniej. Gdy zawodnicy z komunikatu klubu dowiedzieli się, z kim nie zostaną przedłużone kontrakty, sytuacja w drużynie trochę się poprawiła.

Z naszych informacji wynika, że działacze Lecha ciągle szukają trenera w Polsce i za granicą. Niedawno np. dwa razy lecieli na Bałkany.
Nie mam takich informacji. To, że klub sonduje różne rozwiązania, jest dla mnie oczywiste. Jestem świadomy, że władze Lecha mają w głowie kilka rozwiązań i ja jestem jednym z nich.

Powiedział pan w jednym z wywiadów, że w Poznaniu są duże oczekiwania, a kadra Lecha jest niekoniecznie na tyle mocna, by im sprostać. Tymczasem dyrektor sportowy Tomasz Rząsa jeszcze w grudniu przekonywał, że Lech jest wystarczająco silny, by sięgnąć po tytuł.
Nie dziwię się dyrektorowi Rząsie, bo gdyby ktoś spojrzał wtedy tylko na nazwiska zawodników, miałby prawo stwierdzić, że oni mogą powalczyć o najwyższe cele. Tylko że na boisku nazwiska nie grają. Finansowo dziś na najwyższym poziomie w lidze jest Legia Warszawa, ale nie ma pewnego mistrzostwa. Spójrzcie panowie, jak świetnie prezentuje się teraz Piast Gliwice. Znam to jeszcze z boiska – czasami jest tak, że w drużynie pozbawionej gwiazd tworzy się wyjątkowa grupa. Zespół wygrywa dwa, trzy mecze i reszta dzieje się z rozpędu."

Więcej TUTAJ

***

"Kołba: Wiem, że czasami wyglądam komicznie"

"Był moment, w którym bał się pan, że zostanie skreślony?
Nie, raczej nie. Ale to też dlatego, że zmieniłem wiele rzeczy w podejściu do piłki. Zacząłem lepiej się odżywiać, więcej ćwiczyć. Gdyby nie to, pewnie skończyłbym jak wielu chłopaków, którzy byli z nami w ŁKS, a dziś już ich nie ma.

Kiedy się pan zmienił?
Po awansie z trzeciej do drugiej ligi.

Michał Kołba z mentalnością trzecioligowca awansowałby do ekstraklasy?
Nie.

A pewność siebie wzrosła?
Myślę, że tak. Ale też bez przesady. Nie jestem bramkarzem, który będzie biegał po polu karnym i krzyczał na wszystkich dookoła. Nie będę też robił efektownych parad, kiedy nie ma takiej potrzeby. Wiem, że moje interwencje czasem wyglądają wręcz komicznie, ale szczerze mówiąc, w ogóle mnie to nie interesuje. Ważne, żeby piłka nie wpadła do bramki."

Więcej TUTAJ

***

"Marcin Żewłakow nowym dyrektorem sportowym Wisły Płock?"

"Według naszych informacji prowadzone są już wstępne rozmowy z kandydatami i jedną z opcji jest Marcin Żewłakow. Były reprezentant Polski ostatnio jest ekspertem w TVP. Ma za sobą również epizod w dziale skautingu Legii Warszawa.

– Nie będę ukrywał, że jest to nazwisko, o którym myśleliśmy – potwierdza Kruszewski."

Więcej TUTAJ

***

"Co z Rafałem Janickim w Lechii Gdańsk?"

"Sezon jeszcze się nie skończył, ale już dziś wiadomo, że piłkarz na tę pozycję w Gdańsku może się zjawić. Do Lechii ma wrócić Rafał Janicki, który dwa sezony spędził na wypożyczeniu w Lechu. W połowie kwietnia klub z Poznania oficjalnie ogłosił, że jest jednym z dziesięciu zawodników, z którymi rozstanie się po sezonie. A że jego kontrakt z Gdańskiem jest ważny do 30 czerwca 2020, to będzie miał szansę pokazać się Piotrowi Stokowcowi. Czy zostanie? Nie wiadomo. – Uważam, że powinien poszukać sobie innego klubu niż Lechia, ponieważ moim zdaniem niewiele da już tej drużynie. Wpadł w Gdańsku w rutynę, potrzebne byłoby mu nowe wyzwanie, nowe otoczenie. A poza tym moim zdaniem on nie pasuje do tego zespołu – twierdzi Jóźwiak."

Więcej TUTAJ

***

"Fabiański wyróżniony. Polak najlepszym piłkarzem West Ham"

"Dla Fabiańskiego jest to dopiero pierwszy sezon w barwach londyńskiej ekipy. Nasz rodak błyskawicznie zaaklimatyzował się jednak w nowym zespole, od razu wywalczył miejsce w podstawowej jedenastce i stał się jednym z mocniejszych punktów Młotów. Teraz został doceniony za swoje występy. Kibice West Hamu wybrali go najlepszym zawodnikiem klubu w tym sezonie.

– Oczywiście jestem bardzo szczęśliwy i wdzięczny za oddane na mnie głosy. To dla mnie coś wyjątkowego. Tym bardziej, że jestem tu tylko rok. Bardzo doceniam wsparcie, które zostało mi okazane – mówił Fabiański. – Po prostu cieszę się, że byłem w stanie grać na takim poziomie, że ludzie postrzegali mnie jako dobrego bramkarza – dodał reprezentant Polski."

Więcej TUTAJ

***

"Pieniądze to nie wszystko"

"Na każdy klub jest nałożony obowiązek publikacji sprawozdania finansowego spółki za ostatni rok obrotowy. Postanowiliśmy je zebrać i porównać. Są to możliwie najbardziej aktualne dane, choć siłą rzeczy muszą dotyczyć zamkniętego bilansu. W zależności od klubu obejmują albo poprzedni rok kalendarzowy albo poprzedni sezon ligowy. W zestawieniu nie jest miarodajne porównywanie 14 klubów z Miedzią Legnica i Zagłębiem Sosnowiec, które sześć miesięcy 2018 roku grały w I lidze i oczywiście miały znacznie mniejsze przychody i wydatki.

W bilansie finansowym na dużym minusie jest Legia, bo różnica między przychodami a kosztami wynosi minus 44 mln zł. Nikt w tym okresie nie miał tak dużej straty, ale pamiętajmy o specyfice Legii – dużo wydała, lecz szybko może też dużo zarobić. To również pokazuje, ile dla warszawskiego klubu znaczył brak awansu do fazy grupowej europejskich pucharów. Teraz również musi optymistycznie zakładać, że od września do grudnia rozegra sześć meczów przynajmniej w Lidze Europy. Wówczas zarobi dodatkowo kilkadziesiąt milionów i wynik finansowy będzie dodatni."

Więcej TUTAJ

***

"Nieskuteczne stałe fragmenty gry Legii"

"W 22. minucie spotkania z zespołem trenera Dominika Nowaka Sebastian Szymański dośrodkował z rożnego, na skraju pola bramkowego stał Carlitos, który przyjął piłkę i strzałem przy słupku wpakował ją do siatki. To była 24. kolejka. W dziesięciu następnych Legia strzeliła 15 goli: trzy z karnych i 12 z akcji. Rzuty rożne i wolne nie przynoszą goli.

A przecież długo był to jeden z głównych atutów drużyny. Ricardo Sa Pinto, który przejął Legię po czwartej serii spotkań, postawił na organizację gry, poprawił przygotowanie motoryczne, zakuł zawodników w ryzy taktyczne, dla niego liczył się pragmatyzm i punkty. Długo działało – gol Carlitosa z Miedzią był 16. trafieniem Legii ze stałego fragmentu (licząc także karne). W poprzednim sezonie taki wynik legioniści osiągnęli po ostatniej serii spotkań. Od spotkania z Miedzią licznik bramek po stałych fragmentach przesuwa się tylko, kiedy Legia ma rzut karny."

Więcej TUTAJ

***

"Ofensywni: Tym razem o znikaniu"

"WOŁOSIK: Przyjacielu, chciałbym pogadać dziś o znikaniu. Znikaniu piłkarzy. Nie chodzi mi o znikanie wielu naszych ekstraklasowych piłkarzy (ponoć) biegających po boisku w trakcie ligowych meczów, bo tych nawet Michał Fajbusiewicz i jego pomagierzy z programu „997” mieliby kłopot odnaleźć... Lub autorzy innego programu „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”...

Pomysł z gadką o znikaniu przyszedł mi do głowy przed finałem Pucharu Polski. W przeddzień meczu, w autokarze Jagiellonii sunącym na finał do stolicy na pokładzie zabrakło obrońcy – Nemanji Mitrovicia. Tu i ówdzie przyłożyłem ucho... Słoweniec, obrażony, że w Warszawie jego miejsce będzie tam, gdzie zwykle ostatnio, czyli na ławce rezerwowych, nie pofatygował się na wyjazd. Dopiero ochrzan od szefa klubu sprawił, że do stołecznego hotelu jednak dojechał. Klub wydał niezdarne oświadczenie, snując bajkę o nagłej chorobie zawodnika, przy okazji plącząc się w opowieści. Raz Mitrović miał dojechać w środę, w innym miejscu dotarł do kolegów w dniu finału. Tak czy siak głupio wyszło, głównie z winy zawodnika. Po cudownym ozdrowieniu był gotowy do gry w poniedziałkowym spotkaniu przeciwko Pogoni, lecz – choć zdrowy jak rydz – znalazł się poza kadrą meczową. Nie chcę już się znęcać nad obrońcą, z mojej strony kończę temat, ale do profesjonalizmu to mu daleko, jak z Białegostoku na Alaskę..."

Więcej TUTAJ

***

"Wisła i Cracovia poszerzają zaplecze"

"W tym samym momencie w Wiśle Kraków i w Cracovii dojrzeli do decyzji o przywróceniu drużyny rezerw. Oba krakowskie kluby dostały już zgodę od Małopolskiego Związku Piłki Nożnej na wystawienie ich w przyszłym sezonie IV ligi. To powrót do stanu sprzed kilku lat.

W obu klubach przyczyny likwidacji rezerw były różne. Wisła wycofała drugi zespół z rozgrywek III-ligowych na początku sezonu 2016/17 ze względu na trudną sytuację finansową. Po sprzedaży klubu przez Bogusława Cupiała i przejęciu władzy przez TS Wisła nowi szefowie szukali oszczędności właśnie na tym polu. Zawodnicy, którzy stanowili zaplecze pierwszej drużyny, rozjechali się już w trakcie sezonu w różnych kierunkach i w większości przepadli."

Więcej TUTAJ

***

"Parfjanowicz: You will never walk alone"

"Wolę mieć jedenastu piłkarzy popełniających ten sam błąd, niż jedenastu robiących wszystko po swojemu. Wolę po prostu mieć zespół – powiedział kiedyś facet, który sam lubi i potrafi się do błędów przyznawać. Czy tym zbudował swoją wiarygodność i autentyczność? Nie wiem. Wiem, że gdybym miał szansę pogadać przy piwie z jednym człowiekiem ze świata piłki, wybrałbym właśnie Jürgena Kloppa. Bez chwili zastanowienia.

Trzy cytaty z dwumeczu Liverpool – Barcelona zachęcają do łatwej refleksji, że ojcem tego sukcesu jest bardziej przypadek niż Klopp. W pierwszym meczu, na Camp Nou niemiecki menedżer zrezygnował z kreatywnego Trenta Alexandra-Arnolda, wystawiając na prawej obronie wracającego po długiej kontuzji Joe Gomeza. Poprawność ważniejsza od nieprzewidywalności. W rewanżu na Anfield Georginio Wijnaldum wstał z ławki być może tylko dlatego, że Luis Suarez spowodował uraz Andrewa Robertsona. A Divocka Origiego w pierwszym składzie nie byłoby na sto procent, gdyby pełnią sił dysponowali Mo Salah i Roberto Firmino. Belg wciąż gra ogony, mimo że strzela niezwykle ważne gole."

Więcej TUTAJ

***

"Kibicowska krótka pamięć. Co dalej z Valverde w Barcelonie?"

"Kibice już wskazali kozła ofiarnego – jest nim Ernesto Valverde. I zarazem potwierdzili, jak prawdziwe są słowa Billa Shankly’ego, zresztą trenerskiej legendy Liverpoolu: „Jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz”. Tydzień temu w stolicy Katalonii trener był bohaterem prowadzącym do sukcesów, teraz uchodzi za człowieka, który odcina ich od triumfu w Europie. Przez dwa lata pracy w Barcelonie Valverde nie wyszły tylko dwa naprawdę ważne mecze. Pewnie wygrał dwa mistrzostwa, zmierza po drugi Puchar Króla, zdystansował przeciwników, ale nie poradził sobie w Europie. Znów nie wystarczyły trzy gole przewagi.

– Najbardziej boli, że powtórzyliśmy to samo co przed rokiem z Romą – stwierdził Valverde."

Więcej TUTAJ

***

"Liverpool to magiczna drużyna"

"Nie wierzysz, że kibice są dwunastym zawodnikiem drużyny? Spójrz na Liverpool. Bill Shankly, były menedżer Liverpoolu, powiedział kiedyś, że słynna trybuna The Kop na Anfield robi taką atmosferę, że potrafi wessać piłkę do bramki. Dlatego właśnie trzy z czterech goli The Reds przeciwko Katalończykom padły na bramkę, za którą siedzą najbardziej zagorzali fani klubu 18-krotnego mistrza Anglii. Dlatego właśnie po tamtej stronie boiska w marcowym meczu przeciwko Tottenhamowi (2:1) bramkarz gości Hugo Lloris w ostatniej minucie nie utrzymał w rękach łatwej do złapania piłki, a Toby Alderweireld wpakował ją do własnej bramki. I dlatego właśnie dokładnie w tym samym miejscu w derbach miasta przeciwko Evertonowi (1:0) też w ostatniej minucie Jordan Pickford interweniował tak dziwacznie, że umożliwił Divockowi Origiemu trafić do siatki.

Nie wierzysz, że niemożliwe nie istnieje? Spójrz na Liverpool. The Reds przystępowali do rewanżu półfinału z trzybramkową stratą. Na boisko nie mogli wypuścić pierwszego (Mohamed Salah) i trzeciego (Roberto Firmino) strzelca zespołu. Rywal wystąpił za to w najbardziej eleganckim garniturze, z Leo Messim, najlepszym piłkarzem świata na czele. Mimo to piłkarze Kloppa wygrali 4:0, a strzelanie zaczął i skończył regularny rezerwowy Origi, który na Anfield gra tylko dlatego, że latem zeszłego roku odmówił pójścia do Wolverhampton."

Więcej TUTAJ

***

"Wielkie powroty w historii piłki nożnej"

"Dla Barcelony to drugi rok z rzędu, kiedy odpada z Ligi Mistrzów, pozwalając rywalom odrobić trzy bramki straty z pierwszego meczu. Rok temu w ćwierćfinale uległa Romie (4:1 i 0:3). Z kolei dwa lata temu to piłkarze z Katalonii dokonali niemożliwego i wyrzucili za burtę Champions League PSG, z którym w pierwszym meczu przegrali 0:4. W rewanżu na Camp Nou było 6:1. Tamten wyczyn usunął nieco w cień to, czego dokonali w 2004 roku piłkarze Deportivo. Ich ćwierćfinałowy pościg za Milanem był przez ponad dekadę rekordem rozgrywek i przykładem dla tych, których w połowie dwumeczu skazywano na pożarcie. Na San Siro było 4:1 dla gospodarzy, tymczasem w rewanżu w La Corunii padł wynik 4:0 dla Hiszpanów.

To tylko kilka przykładów z dwumeczów, ale historia futbolu uczy, że 90 minut to aż nadto czasu, by odrobić wielkie straty. Da się to zrobić nawet szybciej i nie trzeba do tego ani rewanżowego spotkania, ani wsparcia własnych kibiców. 20 lat temu w Arabii Saudyjskiej w mistrzostwach świata U-20 ZSRR lał Nigerię 4:0 pół godziny przed końcem, by zremisować 4:4 i przegrać w karnych. Mecz, w którym pierwszy raz w historii MŚ w jakiejkolwiek kategorii wiekowej odrobiono cztery bramki, przeszedł do historii jako „Cud z Ad-Dammam”. Jeszcze później niż Nigeria do roboty wzięło się Mali w 2010 roku w meczu otwarcia Pucharu Narodów Afryki. Przegrywając z gospodarzami z Angoli 0:4 do 79. minuty, Malijczycy zremisowali."

Więcej TUTAJ

***

"Ich sukcesy to nie tylko kasa. Co stoi za angielskim finałem LM?"

"Co w głównej mierze stoi za sukcesami brytyjskiego futbolu? Najprostsza odpowiedź to pieniądze. Na przepaść finansową zwracał uwagę już przed pierwszym spotkaniem półfinałowym szkoleniowiec Ajaksu Erik ten Hag, którego sprowokował Mauricio Pochettino. Menedżer Tottenhamu podczas konferencji prasowej narzekał, że to niesprawiedliwe, że Holendrzy będą mieli więcej czasu na odpoczynek, bo ich spotkanie w lidze zostało przełożone. – Gramy w Eredivisie i z tytułu praw telewizyjnych otrzymujemy 10 milionów euro. Oni grają w Premier League, gdzie dostają 200 milionów. To jest sprawiedliwe? – skontrował Ten Hag.

Angielskie kluby dzięki temu mogą liczyć na ogromny zastrzyk gotówki, ale co ciekawe, w tegorocznym finale Ligi Mistrzów zagrają zespoły, które nie robią tego zbyt chętnie. Spośród drużyn z TOP 6 Premier League w ostatnich trzech sezonach, Tottenham wydał zdecydowanie najmniej pieniędzy (nieco ponad 200 mln euro), a w ostatnich dwóch oknach transferowych nie sprowadził żadnego nowego piłkarza, co w dzisiejszych realiach jest czymś naprawdę niezwykłym. Szefowie Liverpoolu na wzmocnienia przeznaczyli 435 mln (trzecie miejsce, na drugim jest Arsenal z 348 mln). Dużo, ale jeśli dodamy, że Chelsea i Manchester City ponad 600 mln, to okazuje się kwota wydana przez The Reds nie szokuje aż tak bardzo."

Więcej TUTAJ


"SPORT"

"Udovicić na celowniku czterech kolejnych klubów"

"Rzeczywiście, o zawodnika starają się nie tylko gdańszczanie. O jego względy zabiegają również przedstawiciele Jagiellonii Białystok i Lecha Poznań. – Słyszałem też o Wiśle Kraków i Miedzi Legnica – dodaje Żarko. – ale mogę otwarcie powiedzieć, że do tej pory rozmowy podjąłem tylko z przedstawicielami Lechii. Gdzie zagram w nowym sezonie? Nic nie jest jeszcze przesądzone. Na pewno zostanę w ekstraklasie. I na pewno w Polsce. Dobrze mi się tutaj mieszka, nauczyłem się waszego języka i nie zamierzam szukać szczęścia gdzie indziej.

Zaskakiwać może nieco zainteresowanie ze strony legniczan, skoro Miedź nadal drży o ekstraklasowy byt. Nie dziwi natomiast poruszenie wśród piłkarskich menedżerów. Udoviczić nie ma agenta i o swoje interesy dba sam. Nawiązanie współpracy z pożądanym piłkarzem, w dodatku mającym na ręku kartę zawodniczą, to perspektywa co najmniej kusząca."

Więcej TUTAJ

***

"Gwilia z dalszą szansą na grę w Zabrzu?"

"Co dalej z jego przyszłością? Do Zabrza jest wypożyczony do końca sezonu. FC Luzern, którego jest zawodnikiem, walczy o europejskie puchary. Na razie jest na piątym miejscu w tabeli szwajcarskiej Super League. Niewykluczone jednak, że piłkarz nie wróci pod Alpy, a dalej będzie grał w górniczej jedenastce. – Na razie koncentrujemy się na tym, co jest przed nami, czyli zapewnieniu sobie utrzymania. To jest priorytetem, a na temat innych spraw nie chcę się wypowiadać. Co do Gwilii, to jest duża szansa, że dalej będzie grał w Górniku. Rozmawiamy – mówi krótko Artur Płatek, który odpowiada w zabrzańskim klubie za transfery.

Zatrzymanie Gwilii w Górniku będzie czy jest z pewnością jednym z priorytetów sztabu szkoleniowego i działaczy. Latem z Zabrza odchodzi przecież Żurkowski, który zimą związał się umową z włoską Fiorentiną. W tej sytuacji zatrzymanie w środku pola kogoś takiego, jak Gruzin, kogoś, kto kreuje grę, a i sam potrafi zaskoczyć bramkarza rywala, będzie zadaniem numer 1."

Więcej TUTAJ

***

"Ryszard Sadłoń: Silny Ruch jest potrzebny, by Chorzów był szczęśliwym miastem"

"Ruch Chorzów spada na czwarty szczebel rozgrywkowy. I co pan na to?
Ryszard SADŁOŃ:
– Kilka lat temu często powtarzałem, że Chorzów jest najbiedniejszym miastem ekstraklasowym. Dlaczego Polacy chcieli, żeby tak długo żył papież? Między innymi dlatego, że lubili się tym na świecie chwalić. W Chorzowie wielu mieszkańców odnajdywało dumę przede wszystkim w Ruchu i jego sukcesach. Tym potrafiło się chwalić. Nigdy nie umiałem wytłumaczyć radnym, że Ruch jest potrzebny, by to miasto było szczęśliwe.

Kiedyś jedna pani zapytała mnie: „Ale co mnie to obchodzi?”. Odparłem, że facet, który jest dumny ze swojego klubu, swoje szczęście i siłę przenosi na rodzinę. Jeśli nie utrzymamy wielkiego Ruchu, ograniczamy szansę na to, by miasto się rozwijało. Gdy ludzie myślą, że Chorzów zawsze będzie Chorzowem, to jest to głupota.

?!
Ryszard SADŁOŃ:
– Tak kiedyś myśleli mieszkańcy Szopienic, Janowa, Halemby, Michałkowic. Można by wymieniać długo. Swego czasu były Wielkie Hajduki, Królewska Huta, Chorzów Stary. Nikt nie wyobrażał sobie, że może być inaczej, a powstało z tego jedno miasto. Wszystko się zmienia.

Teraz wiele dzieje się wokół Metropolii Silesia. Dzieje się powoli, bo na razie każdy dba o swoje pięć groszy w tym interesie, lecz pewne sygnały już płyną. Problemy mają Świętochłowice. Gdy Chorzów zacznie budować stadion, to zadłużenie sięgnie niemalże wysokości budżetu. W którym – przypomnę – nie ma wolnych środków!"

Więcej TUTAJ

***

"Zimowy zaciąg w Górniku się sprawdził"

"I choć na razie w Zabrzu są skoncentrowani na walce o bezpieczny byt, to już toczą się rozmowy, odnoście przyszłości. Żeby było dobrze, to trzeba się utrzymać w najwyższej klasie rozgrywkowej. Jednym z priorytetów będzie zatrzymanie Gwilii. Jak mówi odpowiedzialny w Górniku za transfery Artur Płatek, takie rozmowy już się toczą i jest spora szansa na to, że 24-letni pomocnik, wypożyczony zimą ze szwajcarskiego FC Luzern, dalej będzie grał w zabrzańskiej jedenastce. Utrzymanie sprawi, że dalej w Górniku będzie też grał Mateusz Matras, zimą wypożyczony z Zagłębia Lubin. Dokłada swoje do niezłej gry i wyników Górnika wiosną, który pod względem punktów w tabeli uwzględniającej tylko tegoroczne mecze, jest na wysokim 5 miejscu z 23 punktami na koncie. Matras na koncie ma 3 ważne bramki i dwie asysty."

Więcej TUTAJ

***

"Dziczka wzywa praca i nie ma zmiłuj"

"Gdy wielokrotnie rozmawialiśmy z wychowankiem Piasta, ten nigdy ie narzekał na brak odpoczynku czy mecze co trzy dni. Czy więc ostatnia przymusowa absencja go zdenerwowała? –Taka jest po prostu piłka, że choćby się chciało, to wszystkim meczów w sezonie nie da się rozegrać. Zdarzają się kartki i trzeba pauzować, bo takie są przepisy. Myślę jednak, że ten przymusowy odpoczynek na trybunach w meczu z Cracovią dobrze mi zrobił, przypadło mi się to i mogłem wrócić do gry z Legią. Walka w grupie mistrzowskiej zaczęła się małym maratonem trzech spotkań w jednym tygodniu i czymś podobnym się zakończy, więc trzeba być gotowym i dać z siebie wszystko.

Najbardziej ucieszył mnie fakt, że drużyna poradziła sobie beze mnie i po raz kolejny pokazaliśmy, że mamy mocną i szeroką kadrę, co było widać w wielu spotkaniach tego sezonu – opowiada Patryk Dziczek, który miał najmniej dni wolnych od treningów czy meczów ze wszystkich zawodników z Okrzei. Wszystko przez regularne powołania do młodzieżowej reprezentacji Polski. – Wcześniej praktycznie nigdy nie miałem przerwy ligowych, bo gdy ekstraklasa nie grała ja jeździłem na zgrupowania reprezentacji młodzieżowej – potwierdza gliwiczanin z urodzenia."

Więcej TUTAJ

***

"Badia, czyli kapitan od ważnych goli"

"Katalończyk, który związany jest z gliwickim klubem od wiosny 2014 roku, przy Okrzei przeżył wiele, albo nawet bardzo wiele. Były łzy radości i łzy smutku. Była złość i była szalona radość. Trener Radoslav Latal swego czasu nie z pozwolił mu towarzyszyć przy narodzinach pierwszej córki i zabrał go na mecz, choć tak naprawdę nie skorzystał z jego usług. Badia strzelał najważniejsze bramki, w najważniejszych meczach lub momentach sezonu. Przeżywał kontuzję kolana i długi rozbrat z graniem. 29-latek tak bardzo związał się z klubem, utożsamił się z fanami, że… osiwiał, bo zespół częściej drżał o ligowy byt niż walczył o górną ósemkę."

Więcej TUTAJ

***

"Sosnowiecka trampolina dla Śląska"

"– Oczywiście, że Śląskowi grozi spadek, ale jestem przekonany, że wyjdą z tego – powiedział były szkoleniowiec wrocławskiej jedenastki, Romuald Szukiełowicz. – Na czym opieram swój optymizm? Jest kilka powodów i przesłanek skłaniających mnie do postawienia takiej tezy. W zespole Śląska jest wielu zawodników o wysokich umiejętnościach, w dodatku doświadczonych, co na finiszu rozgrywek nie jest bez znaczenia. Po prostu w drużynie drzemie duży potencjał. Mieli wprawdzie dosyć długą serię bez zwycięstwa, ale wygrana w Sosnowcu powinna być dla nich trampoliną przed decydującymi spotkaniami. To zwycięstwo i cztery zdobyte tam gole są na pewno wartością dodaną, mam na myśli przede wszystkim psychikę zawodników. Oprócz zdegradowanego już Zagłębia, w walkę o utrzymanie są zamieszane cztery zespoły – Arka, Miedź, Wisła Płock i Śląsk. Mój były klub gra jeszcze trzy mecze z nimi, w tym dwa u siebie (Płock i Arka). Mają zatem wszystko w swoich rekach, nie muszą oglądać się na innych. Zdobywając w tych spotkaniach komplet punktów, Śląsk ma gwarancję utrzymania w ekstraklasie. Wierzę w taki scenariusz, chociaż piłka nożna jest nieprzewidywalna. Każdy stracony punkt we wspomnianych pojedynkach będzie dużym krokiem w kierunku… pierwszej ligi."

Więcej TUTAJ

***

"Będzie rewolucja w Podbeskidziu?"

"Warto przyjrzeć się jednak temu, jak wyglądają sprawy kontraktowe w klubie. Zacznijmy od piłkarzy, który w przyszłym sezonie „górale” oglądać na pewno nie będą. Mowa o wypożyczonych zawodnikach, który obecnie w kadrze zespołu znajduje się czterech. Do Jagiellonii Białystok wróci Przemysław Mystkowski, a Dominik Jończy dołączy do Zagłębia Lubin. Piłkarzem Legii Warszawa zostanie Kacper Kostorz, a sytuacja Damiana Hilbrychta jest nieco inna. Zawodnik ten zimą został na pół roku wypożyczony do Podbeskidzia Bielsko-Biała z Rekordu Bielsko-Biała. Prezes Kłys przyznał – na łamach portalu bielsko-biała.pl – że pierwszoligowiec rozważa wykupienie zawodnika.

W klubie cały czas zastanawiają się też, z którymi zawodnikami warto przedłużać kontrakty. Umowy kończą się: Wojciechowi Fabisiakowi, Mavroudisowi Bougaidisowi, Filipowi Modelskiemu, Pawłowi Oleksemu, Adrianowi Gomezowi, Gudze Palawandiszwiliemu., Adrianowi Rakowskiemu, Roberto Gandarze, Miłoszowi Kozakowi i Valerijsowi Szabali. W przypadku tego ostatniego przypomnijmy, że klub postanowił nie korzystać z klauzuli przedłużenia umowy, bo takich ruch wiązałby się z podwyżką, a i tak Łotysz ma jeden z najwyższych kontraktów w zespole. Podbeskidzie wyraziło chęć rozmów z zawodnikiem i podpisania kontraktu na innych zasadach, ale na razie nic w tej sprawie się nie wydarzyło."

Więcej TUTAJ

***

"Pomysł Nicińskiego na rozstanie z Chrobrym"

"Dyrektor osobiście nie był zwolennikiem tego, by przed dwoma ostatnimi meczami informować oficjalnie, że Niciński odejdzie z Głogowa. – Nie chciałem tego, by nie lubię sensacji. To było życzenie trenera. Skoro ogłosił to zawodnikom w szatni, to słusznie uznał, że nie chce, by ta wieść rozeszła się po środowisku pocztą pantoflową. Nasz dział marketingu opracował komunikat, a trener w szatni zapewnił, że to nie jest żadna ucieczka czy tchórzostwo. Przeciwnie: wspólnie mobilizujemy się teraz, by przypieczętować utrzymanie, a potem szkoleniowiec zostanie jeszcze, by porozmawiać o przyszłości drużyny i przekazać władzę swojemu następcy. Nie będzie tu żadnej grubej krechy – zaznacza dyrektor Chrobrego.

W tym sezonie głogowianie zmierzą się jeszcze z Bytovią i Podbeskidziem. Paweł Mogielnicki z portalu 90minut.pl wyliczył, że ryzyko ich spadku wynosi ledwie 1,8 procent. – Dopóki nie zdobędziemy tego ostatniego punktu, nie będę w pełni spokojny. To był trudny sezon, nieprzyjemny. Nie sądziliśmy, że do samego końca będziemy walczyć o utrzymanie – przyznaje nasz rozmówca.

Kadencja Nicińskiego w Głogowie obejmie więc okres pełnych dwóch sezonów. Na Dolny Śląsk trafił krótko po rozstaniu z Arką Gdynia – a zastąpił Ireneusza Mamrota, po którego sięgnęła Jagiellonia Białystok. W pierwszym sezonie szkoleniowiec zajął z drużyną 10. miejsce, awansował też do 1/4 i 1/8 finału Pucharu Polski."

Więcej TUTAJ

***

"Dudek uważa, że liga jest szalona"

"Teraz na dobry finisz liczy też w Katowicach. Nie musi być on tak spektakularny, jak było to rok temu, byleby prowadzona przez niego drużyna utrzymała się w pierwszej lidze. Kiedy ten były piłkarz GieKSy, w połowie października zeszłego roku zostawał trenerem katowickiej jedenastki, ta po czternastu kolejkach zajmowała 16 miejsce.

– Kiedy przychodziłem, to mówiono, że jak się utrzymamy, to będzie to cud. Teraz jesteśmy nad kreską i wszystko zależy od nas, od naszej dyspozycji i gry. Przed tymi decydującymi meczami o utrzymanie się, jesteśmy w lepszej pozycji niż nasi rywale. Trzeba się jednak sprężyć i zmobilizować na te decydujące spotkania – zaznacza trener Dudek."

Więcej TUTAJ


"GAZETA WYBORCZA"

"Gol: Terminarz nam sprzyja"

"Jeszcze kilka miesięcy temu nikt by nie wymyślił, że do europejskich pucharów Gol mógłby wrócić właśnie z Cracovią. Jego przenosiny pod Wawel w ogóle zostały uznane za małą niespodziankę. Działacze i trener długo go namawiali, on długo odmawiał, bo flirtował z bogatszym klubem z ligi rosyjskiej. Kiedy w końcu złożył podpis pod kontraktem obowiązującym do czerwca 2020 r., jego nowa drużyna była na ostatnim miejscu w Ekstraklasie.

Z kolejki na kolejkę Cracovia zaczynała jednak stawać na nogi, a Gol był jednym z architektów jej przemiany. Nie strzela goli, ale haruje w środku pola. I dzięki temu do gry Cracovii wprowadza dużo spokoju. – Wiedziałem, na co się piszę, przychodząc do Cracovii, i co trzeba zrobić, by wyciągnąć drużynę z dołu tabeli. Wszystko poszło zgodnie z planem i mam nadzieję, że skończy się to awansem do eliminacji Ligi Europy – podkreśla dzisiaj. – Co się zmieniło po moim przyjściu? Chodziło o ułożenie gry w środku pola. Udało się i z każdym kolejnym meczem chłopaki nabierały pewności siebie."

Więcej TUTAJ

***

"Sędziowskie kuriozum w śląskiej okręgówce. "To się nie powinno zdarzyć""

"Być może sędzia Stefański tylko się pomylił, ale rzecz jasna znaleźli się i tacy, którzy uważają, że w jego błędnej decyzji nie było przypadku – właśnie z racji miejsca zamieszkania. A co powiecie na taką sytuację? Piłkarz, który jest równocześnie sędzią, rozstrzyga o wyniku meczu klubu, którego rywalizuje o awans z jego drużyną...

Do takiego zdarzenia doszło w ostatniej kolejce pierwszej grupy katowickiej okręgówki. Na mecz Iskry Pszczyna z Piastem Bieruń Nowy został obsadzony sędzia Adrian Sopniewski. Na co dzień także piłkarz AKS-u Mikołów, który gra w tej samej grupie okręgówki i rywalizuje z Iskrą o awans o szczebel wyżej. Na sześć kolejek przed końcem AKS jest pierwszy i wyprzedza Iskrę aż o 11 punktów. Dużo, ale mogło być mniej. Tyle że Iskra ostatni mecz przegrała (1:2)."

Więcej TUTAJ


"RZECZPOSPOLITA"

"Chodziło o serce"

"– Ta remontada (odrobienie strat – red.) ma jedno imię: Juergen – mówił w studiu BeIN Sports Jose Mourinho, po czym wygłosił pean pochwalny na cześć Niemca. – W tym zwycięstwie nie chodziło o taktykę, o filozofię gry, a bardziej o serce, duszę i niesamowite więzi emocjonalne, jakie Jurgen tworzy z zawodnikami. Liverpool był blisko tego, by zakończyć sezon bez żadnych powodów do świętowania. A teraz jest o krok od zdobycia Pucharu Mistrzów. Juergen zasłużył na zwycięstwo w Champions League. Oczywiście w Liverpoolu wszyscy wykonują fantastyczną pracę, ale ten zespół to on, to odbicie jego osobowości – mówił Portugalczyk.

I faktycznie jakkolwiek by na wieczór na Anfield spojrzeć, wszystko zaczyna się i kończy na charyzmatycznym trenerze. To przecież postawiony pod ścianą Klopp, gdy dowiedział się, że w rewanżu nie będzie mógł skorzystać z Mohameda Salaha i Roberto Firmino (razem zdobyli 42 gole), nie zmienił taktyki, nie szukał nowych rozwiązań, tylko posłał do boju Origiego i Xherdana Shaqiriego (asysta)."

Więcej TUTAJ

***

"Ostra przecena akcji Ajaxu po porażce z Tottenhamem"

"Kurs akcji AFC Ajax spadł na początku notowań w Amsterdamie aż o 21 proc., niwecząc wzrost o takim samym rozmiarze po zwycięstwie w Londynie 1 – 0 w minionym tygodniu.

Tak znaczącą przeceną inwestorzy zareagowali na niespodziewaną i wyjątkowo bolesną porażkę 2 – 3 z Tottenhamem na własnym boisku, co odebrało holenderskiej drużynie szansę na pierwszy od 23 lat finał piłkarskiej Ligi Mistrzów. Ajax pogrążył Brazylijczyk Lucas Moura kompletując hat-tricka w 96 minucie meczu. W dwumeczu był remis 3 – 3, ale zdecydowały bramki zdobyte na wyjeździe."

Więcej TUTAJ

***

"Liga Europy: Angielski finał na horyzoncie"

"Derby Londynu w finale europejskich pucharów – tego jeszcze nie grali. Taki mecz byłby pasjonujący nie tylko ze względu na bogatą historię rywalizacji sąsiadów. O ile Chelsea zapewniła już sobie udział w przyszłorocznej Lidze Mistrzów, o tyle Arsenalowi nadzieję na powrót na salony daje tylko triumf w Lidze Europy, gdyż trudno sobie wyobrazić, że na finiszu wyprzedzi w tabeli Tottenham, który ma trzy punkty więcej i bilans lepszy o osiem bramek.

Kanonierzy skomplikowali sobie życie na własne życzenie. W czterech ostatnich spotkaniach zdobyli tylko punkt, tracąc przy tym aż dziesięć goli. Dużo lepiej radzą sobie w Lidze Europy, gdzie odnieśli cztery zwycięstwa z rzędu, tracąc zaledwie jedną bramkę. To trafienie sprawia jednak, że Valencia wciąż wierzy w grę w finale po 15 latach przerwy (wówczas jeszcze Pucharu UEFA)."

Więcej TUTAJ


"SUPER EXPRESS"

"Dwóch reprezentantów kraju trafi do łagru. Pobili państwowych funkcjonariuszy"

"Kokorin i Mamaev zakłócali porządek. Dwóch klientów kawiarni zostało zaatakowanych nie tylko pięściami, ale też... krzesłem. Problemem okazał się fakt, że obie ofiary zawodników były powiązane z państwowymi urzędami. Wysoko postawiony Denis Pak to szef wydziału w jednym z ministerstw.

Szef wydziału motoryzacji i kolei trafił do szpitala z połamanym żebrem. Jego kompan, niżej postawiony urzędnik i były szofer prezenterki państwowej telewizji również został pobity. Sprawa szybko trafiła na policję, a byli już reprezentanci kraju zostali zatrzymani i wsadzeni do aresztu."

Więcej TUTAJ


"FAKT"

"W Kielcach nadciąga czas rewolucji"

"Z klubu odejdzie dwóch bramkarzy – Matthias Hamrol (26 l.) i Michał Miśkiewicz (30 l.). Do tego z zespołem na pewno pożegnają się Ken Kallaste (31 l.) i Maciej Górski (29 l.)."

Więcej TUTAJ


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się