var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: własne

Śląsk utrzymany, ale niech ten sezon będzie ostatecznym ostrzeżeniem

Autor: Bartosz Adamski
2019-05-15 19:03:30

Śląsk Wrocław rzutem na taśmę zdołał utrzymać się w lidze, ale powodów do świętowania żadnych być nawet nie może. Z takim budżetem, tak drogimi w utrzymaniu zawodnikami degradacja byłaby totalnym blamażem. Oby we Wrocławiu potrafili wreszcie wyciągnąć te mityczne wnioski, bo jeśli klub dalej będzie funkcjonował tak jak obecnie, to wniosek o spadek zostanie po prostu odroczony, a nie oddalony.

Śląsk ligowym potentatem już nie jest, i to w dodatku od kilku lat, choć mam wrażenie, że we Wrocławiu ciągle próbują zakłamywać rzeczywistość. Głównie z powodu umiejscowienia klubu w jednym z największych polskich miast i z racji posiadania ogromnego stadionu, innego wytłumaczenia nie ma. Marki "Śląsk Wrocław" już nikt się jednak nie boi, o Śląsku z lat 2011-2013 pozostało tylko wspomnienie i bieżący sezon dobitnie to udowodnił.

Nie było grama przypadku w tym, że WKS znów praktycznie do samego końca musiał bić się o utrzymanie. Powiem nawet więcej: jako klub, który od wprowadzenia ESA-37 tylko raz nie zagrał w grupie spadkowej, musiał być wymieniany w gronie potencjalnych spadkowiczów. Nie ma znaczenia, że są tu uznane w naszej lidze nazwiska jak Robak, Mączyński, Chrapek, Słowik, Piech, Broź, Celeban, Pich, Cotra czy Golla. Teoretycznie nie mieli oni prawa do przedostatniej kolejki bić się o utrzymanie. W mojej opinii to jest zespół, który powinien awansować do pierwszej ósemki.

Przede wszystkim problemem Śląska jest bardzo źle zbilansowana kadra. Nie ma w Ekstraklasie drugiego tak starego zespołu, tylko Miedź oprócz wrocławian przekroczyła średnią 28 lat. Następne w kolejności jest Zagłębie Sosnowiec, dalej Arka Gdynia. Czy to przypadek, że wszystkie te drużyny zajmują miejsca w dole tabeli, a dwie z nich nawet (najprawdopodobniej) spadną? Moim zdaniem nie. Trochę na tej podstawie prysł mit mówiący o tym, że z wieloma młodzieżowcami w składzie możesz co najwyżej walczyć o uniknięcie spadku. Bieżący sezon pokazał, że jest zupełnie odwrotnie - doświadczenie nie gwarantuje ci utrzymania.

Ale w kwestii budowania składu Śląsk za jedną rzecz można pochwalić: oprócz wrocławian tylko Zagłębie Lubin wystawiało w każdym spotkaniu przynajmniej siedmiu Polaków. WKS ma jednak najwyższą średnią - 8,49 (dane za ekstrastats.pl) - występów rodzimych zawodników w podstawowym składzie. I to jest droga, którą trzeba podążać. Mam nadzieję, że będzie ona kontynuowana. Ale bez wydawania grubych pieniędzy za podstarzałych, "najedzonych" zawodników, a za graczy na dorobku. Bo myślę, że jeśli Śląsk w kolejnych sezonach dalej ma być skazany na grę w grupie spadkowej, to każdy wolałby, aby wprowadzał przy tym jak największą liczbę młodych graczy.

Uważam też teraz z perspektywy czasu, że dużym błędem po uratowaniu poprzedniego sezonu było pozostawienie na ławce trenerskiej Tadeusza Pawłowskiego. W jednej z przedsezonowych ankiet - bodajże na Footrollu - mówiłem, że Pawłowski przepracuje cały sezon. Moja opinia była podyktowana tym, że dyrektor sportowy Dariusz Sztylka stworzył mu wówczas znakomite warunki. Jako jedyny szkoleniowiec w lidze miał skompletowaną kadrę jeszcze przed startem sezonu, dostał komfort przygotowań. Uznałem wtedy, że nawet on nie jest w stanie tego spieprzyć. Nastuka trochę punktów, wystarczy na pierwszą ósemkę i każdy będzie ukontentowany. Tymczasem Śląsk grał często widowiskowo, jak z Miedzią w Legnicy czy Jagiellonią w Białymstoku, a nawet z Piastem we Wrocławiu. Można napisać, że był to ofensywy futbol, ale raczej po prostu wesoły. Taktycznie ten zespół nie był jednak poukładany.

Myślę, że Pawłowskiego zawodnicy Śląska nie poważali w stu procentach. Sprawdził się jako strażak. Przyszedł, poklepał po ramieniu, uśmiechnął się, rzucił kilka żarcików - na tamtą chwilę to wystarczyło, ale żeby zbudować coś na dłużej, coś trwałego, już nie było szans. Nie przypominam sobie, żeby którykolwiek piłkarz powiedział, że to najlepszy trener, z którym pracował czy choćby publicznie pochwalił 65-letniego szkoleniowca. Wręcz przeciwnie - kiedyś w rozmowie ze mną przejechał się po nim Milos Lacny, a i tak część wyciąłem sam, a część odpadła w autoryzacji. Paweł Brożek mówił z kolei, że na jednym z pierwszych treningów dyktował im ćwiczenia z książki.

Trzeba było na te słabsze wyniki zareagować wcześniej, a tak czekano praktycznie aż do zimy, mimo że nie pojawiała się nadzieja na poprawę. Podkreślał to wczoraj po meczu Marcin Robak dla Canal+, że taka nerwówka w końcówce sezonu to w głównej mierze wina słabej gry jesienią.

Pod względem taktycznym poustawiał ten zespół Vitezslav Lavicka i tym Śląsk początkowo wygrywał mecze na początku roku. Czeskiemu szkoleniowcowi wiele można zarzucić, w tym nudną grę, ale nie to, że zawodnicy nie wiedzieli jak mają poruszać się po boisku. Trener Zagłębia Lubin Ben van Dael sam przyznał, że był bezsilny we Wrocławiu.

Winić Lavickę za ewentualny spadek byłoby można, ale z pewnością znalazłoby się kilka innych nazwisk, które na potępienie zasłużyłyby bardziej. Moim zdaniem Czech popełnił jeden kardynalny błąd, który potem rzutował na tak słabą dyspozycję w lidze - zbagatelizował znaczenie przygotowania fizycznego w Ekstraklasie. Aż dziw bierze, że nie podpowiedzieli mu tego asystenci, którzy byli już wcześniej wiele lat w klubie. Wiem z bardzo dobrego źródła, że zimą za dużo było zajęć z piłką, za mało motorycznych. Trzeba było braki w przygotowaniu fizycznym nadrabiać w trakcie rozgrywek, choć po prawdzie przez długi czas rezultatów tych treningów piłkarskich też nie było widać. Bez dwóch zdań - nawet sam o tym mówiłem - Śląsk pod koniec fazy zasadniczej grał najgorszą piłkę w lidze i trudno było dostrzec wyraźniejszego kandydata do spadku obok Zagłębia Sosnowiec.

Po 32. kolejce widmo spadku zajrzało Ślaskowi już bardzo głęboko w oczy, kibice sprawdzali gdzie przyjdzie im pojechać na mecze I ligi. Niepołomice, Nieciecza, Chojnice czy Jastrzębie Zdrój zamiast Warszawy, Poznania, Krakowa i Łodzi. Można było tylko załamać ręce, bo żadnego prognostyka, że będzie lepiej, nie dało się dostrzec.

Koniec końców udało się w miarę wyjść z twarzą, zachować Ekstraklasę, ale mam nadzieję, że nikomu we Wrocławiu nawet nie przyjdzie do głowy świętować utrzymania. Zbijcie sobie po piątce i tyle. Popadanie w zadowolenie po wykonaniu po prostu swojego obowiązku byłoby irracjonalne. Ten sezon jest stracony, a nie uratowany. Podobnie zresztą jak trzy poprzednie.

Oby bieżący sezon był dla wszystkich w stolicy Dolnego Śląska ostatecznym ostrzeżeniem, do czego doprowadzić może dalszy brak długoterminowego pomysłu na klub. Na naszych łamach prezes Piotr Waśniewski mówił, że obecne wyniki są wypadkową wdrażania kilku koncepcji naraz w ostatnich latach. W żadnym innym klubie prezesi nie zmieniali się bowiem tak często. A za każdym razem, gdy przychodził nowy zarządzający, wprowadzał własne pomysły. To musiało w końcu wybuchnąć.

Spadek klubu z takim zapleczem, budżetem płacowym, w obecnej sytuacji organizacyjno-finansowej byłby totalnym blamażem. Kompromitacją porównywalną z brakiem awansu Widzewa Łódź do I ligi. To nie był cud, że udało się uniknąć degradacji, to była absolutna powinność.

Myślę, że we Wrocławiu nie ma co znów śpiewać przed sezonem, że "mistrzostwa Polski nadszedł czas", tylko skupić się na systematycznym odbudowywaniu klubu krok po kroku. Doszło do tego, że sukcesem dla WKS-u będzie awans do grupy mistrzowskiej. Bo miano najlepszego zespołu grupy spadkowej od momentu wprowadzenia ESA-37 nikogo cieszyć nie powinno. A nawet nie może. Nikt bowiem nie rozegrał tak wiele spotkań w grupie B jak zespół z Wrocławia.

Sądzę, że w Śląsku woleliby być najgorsi wśród najlepszych niż najlepsi wśród najsłabszych. I akurat za takie myślenie nie ma co nikogo ganić. To byłby paradoksalnie znak, że klub po latach marazmu wreszcie wykonał jakiś krok do przodu.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się