var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: Mateusz Czarnecki

Oficjalnie: Lechia właśnie wypisała się z walki o majstra. Gol Jevticia dał zwycięstwo Kolejorzowi. Lech - Lechia 2:1

Autor: Mariusz Bielski
2019-05-15 23:14:47

Wiadomo było od dawna, że matematyka nie pozwala Lechowi, by w końcówce sezonu walczył o jakiś sensowny cel. Z kolei od niedawna wiadomo było, iż Lechia raczej nie wytrzyma wyścigu o majstra do samego końca. Po porażce zresztą ostatecznie straciła szansę na tytuł, chociaż podium ma już pewne. Czyli słodko-gorzki koniec.

Dobrze chociaż, że zobaczyliśmy jakieś bramki. Przede wszystkim trzeba wyróżnić duet Mladenović-Mak. Skrzydłowy idealnie złożył się do woleja i to słabszą nogą, miód malina! Serb oczywiście był tym, który mu dogrywał. Burić mógł zrobić w tej sytuacji tyle co my – patrzeć i podziwiać, co też uczynił. Gorzej dla Kolejorza, ze podobnie zachowali się Vujadinović oraz Tomasik.

Można więc powiedzieć, iż co lewy obrońca Lecha dał drużynie, to w powyższej sytuacji odebrał. Gdyby nie jego strzał – no dobra, kiks – to 11 minut wcześniej Augustyn nie zachowałby się jak rasowy lis pola karnego i nie dostawiłby swej nogi tak, że aż pokonał Alomerovicia. Cóż, typowy Błażej. Miał całe mnóstwo doskonałych występów w bieżących rozgrywkach, ale od czasu do czasu ukazywał tę gorszą, niefrasobliwą stronę. Gdańszczan pech, a poznaniaków szczęście, iż kolejny raz zdarzyło się to właśnie dzisiaj.

Przede wszystkim jednak tego wieczora najbardziej mógł podobać się Darko Jevtić. I to nie tylko ze względu na trafienie na 2:1 w doliczonym czasie, gdy urwał się spod krycia Nalepy, doszedł do podania Kołodzieja i delikatnie przelobował Alomerovicia. Pochwalmy Szwajcara także za napędzanie kolejnych akcji. Jeśli już Kolejorz stwarzał zagrożenie pod bramką gości, przeważnie Darko maczał w tym palce. Dobrze rozprowadzał kontry, przyspieszał akcje, rzucał otwierające podania… Dawno nie widzieliśmy go w tak dobrej dyspozycji.

No ale to wszystko działo się w ostatnich dwóch kwadransach. Wcześniej modliliśmy się o jakieś zmiany, które ożywiłyby nieco to towarzystwo. My bowiem do tej pory najchętniej zmienilibyśmy kanał, skoro równolegle lecieli „Milionerzy” oraz „Na dobre i na złe”, ale cóż, nie wszystkie marzenia da się spełnić. W końcu jednak szkoleniowcy zlitowali się, chociaż po czasie nie mają się czym chwalić. Nawet wejście Haraslina nie zmieniło obrazu meczu. No ale nie dziwota, skoro Słowak zwrócił na siebie uwagę zaledwie w momencie, kiedy łokciem uderzył Trałkę w twarz. Jakim cudem sędzia Frankowski nie pokazał Lukasowi czerwonej kartki (i to po VARze!), tego nie potrafimy zrozumieć. Facet ewidentnie powinien był wylecieć z boiska.

No ale wróćmy jeszcze na chwilę do Lecha. Szkoda, że przez większą część meczu koledzy nie wykazywali podobnej werwy co Jevtić. Kontrowali jakoś tak… Nieśmiało. Na przykład wówczas, kiedy do przodu poszli tylko Gytkjaer oraz Wasielewski i ten drugi zamotał się z piłką przy nodze po podaniu właśnie od Jevticia. Szli 3 na 3, więc mogło skończyć się ciekawie, a wyszedł klops. Później dwóch ostatnich z wymienionych ładnie sobie poklepało przed polem karnym, jednak Szwajcar uderzył niecelnie ze skraju szesnastki. Chociaż i tak zdecydowanie najbardziej dogodną okazję schrzanił Gytkjaer, gdy z paru metrów, kompletnie niekryty, uderzył głową parę metrów ponad poprzeczką. Kurde, chyba z litości.

No bo naprawdę, nie licząc tego trafienia Maka, aż żal było patrzeć na Lechię. W końcówce sezonu z uszła z niej energia jak z 80-letniego geriatryka, któremu zachciało się przebiec maraton. Przyczajona na własnej połowie, bez okazji, bez odwagi, bez Haraslina – wszedł w 57. minucie – bezjajeczna, bez glutenu… Chyba w ogóle bez wiary w cudowny comeback na finiszu sezonu. No trudno, choć liczyliśmy na więcej, mimo tego, iż byliśmy świadomi konsekwencji zbyt wąskiej kadry gdańszczan, na co zresztą narzekał niedawno sam Stokowiec.

Chociaż nie, wróć. Lechia miała jeszcze jedną bardzo groźną okazję, która de facto też doskonale oddaje jej ofensywną dyspozycję. Mladenović próbował posłać swoje n-te dośrodkowanie, lecz łupnął prosto w Gumnego. Burić zdążył już ruszyć się w głąb pola karnego, lecz rykoszet sprawił, iż piłka prawie wpadła mu za plecy. Prawie, ponieważ Bośniaka uratował słupek.

No i to wsio z przodu u biało-zielonych. Widać po nich, że jedyne o czym już marzą, to wakacje...

Lech Poznań - Lechia Gdańsk 2:1 (0:0)
1:0 - Augustyn 60’ (samobój) (asysta Tomasik)
1:1 - Mak 71’ (asysta Mladenović)
2:1 - Jevtić 90+3’ (asysta Kołodziej)

Lech: Burić (2,5) – Gumny (3); Janicki (2,5); Vujadinović (2); Tomasik (3) – Trałka (3,5); Skrzypczak (2) (85’ Marchwiński – bez oceny) – Wasielewski (2) (69’ Klupś – 2); Jevtić (3,5); Jóźwiak (3) – Gytkjaer (2) (63’ Kołodziej – 3)

Lechia: Alomerović (2,5) – Nunes (1,5); Nalepa (2); Augustyn (1,5); Mladenović (3) – Łukasik (2); Makowski (2); Lipski (2) (66’ Sopoćko – 2,5) – Mak (3) (82’ Vitoria – bez oceny); Flavio (1,5); Żukowski (1,5) (57’ Haraslin – 2)

Sędzia: Bartosz Frankowski (Toruń)
Nota: 3

Żółte kartki: Burić, Skrzypczak – Sopoćko, Mak, Haraslin
Widzów: 7516
Piłkarz meczu: Darko Jevtić


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się