var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: własne

Dziekanowski: Legia szamocze się, brakuje wizji. Szef LaLiga odpowiada na zarzuty Mioduskiego. Ojrzyński: Presja będzie ogromna

Autor: zebrał Bartosz Adamski
2019-05-17 11:31:20

Piątkowa prasa jest tradycyjnie dobra, mamy sporo ciekawych rozmów, m.in. z trenerem Leszkiem Ojrzyńskim, Dariuszem Dziekanowskim czy Jasminem Buriciem. Ogółem wybraliśmy 31 artykułów z czterech źródeł.

"PRZEGLĄD SPORTOWY"

"Ojrzyński: Presja będzie ogromna"

"MACIEJ WĄSOWSKI: Po ponad miesiącu pracy w Płocku przybyło panu siwych włosów?
LESZEK OJRZYŃSKI (TRENER WISŁY PŁOCK):
Jeżeli chodzi o siwiznę, to jeszcze tak źle u mnie nie jest, ale pewnie kilka nowych białych włosów pojawiło się. Został nam jeszcze jeden, najważniejszy mecz. Od niego zależy ligowy byt i po nim ocenimy wszystkie zyski i straty.

Do utrzymania brakuje wam punktu. To trudna sytuacja. Na zawodnikach będzie duża presja?
Presja będzie ogromna, ale mierzyliśmy się z nią także w Zabrzu. Tym razem może być o tyle trudniej, że zagramy u siebie. Chciałbym, żebyśmy wystąpili przy komplecie publiczności. Nie wiem, czy tak się stanie, ale mam nadzieję, że kilka tysięcy osób nas wesprze. Doping w takich sytuacjach może dodać energii. Niektórym się wydaje, że my tę ekstraklasę już utrzymaliśmy, a tak nie jest. W sobotę zmierzymy się z Zagłębiem Sosnowiec, które na pewno zagra w innym składzie niż w ostatnim spotkaniu z Koroną (2:4 – przyp. red.). Z tego co wiem, rywale mają wyjść w najmocniejszym zestawieniu, żeby godnie i z honorem pożegnać się z ligą, z której spadają. Będą chcieli wygrać. Zagrają bez żadnych obciążeń – na luzie, a w ich składzie jest kilku bardzo ciekawych zawodników. Dlatego musimy stanąć na wysokości zadania. Trzeba grać o zwycięstwo, bo jeśli nastawimy się na remis, możemy się przeliczyć. Zresztą w ostatnich meczach się o tym przekonaliśmy. W końcówkach spotkań z Arką (1:1) i Śląskiem (1:2) straciliśmy trzy punkty, wypuszczając z rąk wygraną i remis. Musimy być czujni i grać o wygraną."

Więcej TUTAJ

***

"Javier Tebas: Mioduski się myli, wspieram biednych"

"Dominik Piechota: Dopiero co Dariusz Mioduski, prezes Legii, napisał otwarty list, w którym skrytykował pana. Twierdzi, że Europa dzieli się na biednych i bogatych. A pan stoi tylko po stronie najsilniejszych lig.
Javier Tebas:
To dla mnie dziwne, bo jestem tym, który krytykuje zmiany, jakie chce wprowadzić UEFA. Myślę, że prezes Legii popełnił mnóstwo błędów w liście, który wysłał. Pierwszym jest oskarżenie mnie o bronienie interesów największych lig. Akurat ja jestem tym, jeśli mówimy o historii ligi hiszpańskiej, który stawał w obronie klubów małych i średnich. Dzięki mojej polityce zyskali ci bardziej potrzebujący. Ten nowy format może bardzo zaboleć średnie ligi europejskie takie jak polska. Będą mieli mniej możliwości, by dostać się do Ligi Mistrzów. Walczę, by tak się nie stało. Kolejna sprawa to podejście pana Mioduskiego. Kiedy mówi tyle o interesie mniejszych lig, ma tak naprawdę na myśli interes Legii. A akurat Legia jest klubem o wielkim potencjale. To Real i Barcelona waszego kraju. Musi pomyśleć też o reszcie klubów. Ten system nie skrzywdziłby Legii, tylko najbardziej pozostałe zespoły ligi polskiej.

Mioduski chciałby przede wszystkim zmienić podział pieniędzy, by dać szansę mniejszym doskoczyć do poziomu najsilniejszych zespołów.
Jestem w stanie zgodzić się z pierwszą częścią zdania, bo ta reforma Champions League doprowadzi do stworzenia zamkniętych rozgrywek dla najlepszych klubów świata, które wygenerują więcej zysków, ale kosztem lig krajowych. Stracą wszyscy, od Polski po Hiszpanię. Legia musi zdać sobie sprawę, że nawet jeżeli zarobi w Europie, to straci na polskim rynku. Ona jeszcze w takim układzie mogłaby wypaść korzystnie, ale reszta? Pozostałe zespoły z ligi stracą najwięcej. Wytworzą się podziały, które mocno zmienią piłkę."

Więcej TUTAJ

***

"W Wiśle Kraków chcą mieć spokojne lato"

"30 czerwca kończą się umowy Łukasza Burligi, Mateja Palčiča, Rafała Pietrzaka, Marcina Wasilewskiego, Jakuba Bartosza, Jakuba Błaszczykowskiego, Rafała Boguskiego, Sławomira Peszki, Wojciecha Słomki i Pawła Brożka. W każdym z przypadków sytuacja wygląda różnie. Najgorętszą kwestią jest oczywiście to, czy Błaszczykowski zdecyduje się na dalszą grę w zespole Białej Gwiazdy. Zależy to wyłącznie od niego, bo klub jest zainteresowany dalszą współpracą. Do konkretnych ustaleń jeszcze nie doszło, ale – jak poinformował sport.tvp.pl – po meczu z Koroną Kielce (1:0) reprezentant Polski złożył obecnym w stadionowej loży VIP gościom deklarację, że zostanie w Krakowie.

Wisła chciałaby też zatrzymać Wasilewskiego, który mimo 39 lat na karku pełni ważną rolę w zespole zarówno na boisku, jak i poza nim. Trener Stolarczyk już kilka tygodni temu zapowiedział, że nadal widzi dla stopera miejsce w zespole. A że były zawodnik Leicester City też nie ma jeszcze ochoty kończyć kariery, rozmowy o nowym kontrakcie trwają. By nie było to dla klubu zbyt dużym obciążeniem finansowym, Wisła zwróciła się do stowarzyszenia Socios Wisła z prośbą o wsparcie kwotą 300 tys. złotych, która miałaby pokryć część rocznego kontraktu Wasilewskiego. Kibice Białej Gwiazdy należący do stowarzyszenia dopiero podejmą decyzję, czy udzielą wsparcia na ten cel. Głosować mogą do piątku."

Więcej TUTAJ

***

"Cracovii do Europy pozostał już tylko krok"

"Dla Cracovii byłby to drugi awans do eliminacji Ligi Europy w ostatnich trzech latach. W 2016 roku ta sztuka udała się Jackowi Zielińskiemu, który doprowadził zespół do czwartego miejsca. Taki sam wynik w tym roku byłby wyrównaniem najlepszego rezultatu w erze Janusza Filipiaka. Krakowianie zajmowali czwartą pozycję także w 2007 roku za czasów Stefana Majewskiego. Wtedy dało to jednak tylko występ w Pucharze Intertoto. Na podium Pasów nie było ich 1952 roku."

Więcej TUTAJ

***

"Marek Majka: Oby ten sukces zmienił postrzeganie Piasta"

"Spójrzmy też na ostatnie mecze obu drużyn. Piast zdecydowanie zasłużył na ten tytuł. Przez lata gliwicki klub był postrzegany jako Kopciuszek, nawet w 2016 roku, kiedy zdobył wicemistrzostwo. Przy Okrzei pracowałem wtedy jako skaut i niektórzy eksperci z uśmieszkiem oceniali drużynę. Mam nadzieję, że ten triumf zmieni postrzeganie Piasta. Słyszę już też głosy: „Piast nic nie zrobi w eliminacjach Ligi Mistrzów”, a przecież żadna polska drużyna nie gwarantuje dobrych wyników. Nasza piłka klubowa odstaje od średniaków europejskich. Obawiam się jedynie trochę, co będzie po sezonie, bo wielu graczy wypromowało się i są pod obserwacją bogatszych klubów. Podobno Patrykiem Dziczkiem interesują się zespoły Serie A, ale może lepiej byłoby dla niego, aby pograł jeszcze w Polsce."

Więcej TUTAJ

***

"Legioniści są winni sami sobie"

"Latem dojdzie do kolejnej rewolucji. Odejdą m.in. Malarz, Radović, Hloušek, Hämäläinen, Carlitos, Astiz i Medeiros. Jeśli wpłyną odpowiednie oferty, prezes bez żalu sprzeda Nagy’a, Cafu, Szymańskiego i Wieteskę. Nie wiadomo, czy umowę przedłuży Kucharczyk. Tym, który przebuduje zespół będzie Aleksandar Vuković. Gdyby obecna drużyna miała charakter swojego szkoleniowca, Piast raczej nie byłby liderem przed ostatnią kolejką obecnego sezonu."

Więcej TUTAJ

***

"Król zostanie w Sosnowcu?"

"Bardzo możliwe, że w klubie zostanie natomiast gruziński napastnik. Latem w kadrze Zagłębia dojdzie do rewolucji, m.in. w rozsypkę pójdzie atak. Vamara Sanogo po wypożyczeniu wraca do Legii Warszawa i jak przyznawał na naszych łamach, nie wyobraża sobie gry w I lidze. Odchodzi także Olaf Nowak, który ma za sobą udaną rundę. Młody gracz wraca do Zagłębia Lubin, gdzie będzie rywalizował o miejsce w wyjściowym składzie. W tej sytuacji przy Kresowej wiążą największe nadzieje z Szymonem Pawłowskim oraz właśnie Gabedawą. Gruzin zimą podpisał umowę do końca sezonu. Przyjechał do Zagłębia jako król strzelców ligi gruzińskiej oraz najlepszy zawodnik tych rozgrywek."

Więcej TUTAJ

***

"Z ziemi włoskiej do Polski"

"Nicola Zalewski jest największym zaskoczeniem wśród powołań Jacka Magiery na młodzieżowy mundial. 17-letni Polak coraz śmielej radzi sobie w juniorach AS Roma.

Spośród 504 piłkarzy powołanych na mistrzostwa świata do lat 20 tylko ośmiu jest młodszych od niego: po trzech Tahitańczyków i Senegalczyków oraz dwóch Japończyków. Obecność Zalewskiego na liście Jacka Magiery to spora niespodzianka. Pomocnik Romy do tej pory nie miał styczności z drużyną prowadzoną przez byłego szkoleniowca Legii Warszawa. Czy błyśnie w mundialu tak, jak w 2007 roku zrobił to młodszy trzy lata od większości kolegów Grzegorz Krychowiak?"

Więcej TUTAJ

***

"W Widzewie sami ranni"

"Budowę trzeba zacząć od rozbiórki. I to gruntownej. Z zespołem już pożegnało się siedmiu zawodników, a z sześcioma kolejnymi rozpoczęto rozmowy w sprawie rozwiązania obowiązujących kontraktów. Na razie żaden z piłkarzy nie zgodził się na proponowane warunki. Druga tura negocjacji odbędzie się w najbliższych dniach.

W następnym sezonie kadra ma być znacznie uszczuplona. Zamiast 33 zawodników trener będzie miał do dyspozycji 25. Oszczędności obejmą też piłkarzy, którzy zostaną w klubie. Kilku z nich dostało oferty nowych kontraktów, ale z obniżoną pensją. Ci, którzy dołączą do Widzewa w najbliższych dniach, też nie powinni liczyć na zarobki na poziomie pierwszoligowej czołówki. A tak było do tej pory. Nie wiadomo też, kto poprowadzi czterokrotnych mistrzów Polski w następnym sezonie. – Decyzję podejmiemy na początku czerwca – stwierdził Masłowski."

Więcej TUTAJ

***

"Michał Nalepa pisał maturę w dniu meczu z Zagłębiem"

"Dla obrońcy Lechii środa była wyjątkowo trudnym dniem. Rano w Szczecinie Nalepa zdawał maturę, a już wieczorem rozgrywał bardzo ważny mecz w Poznaniu, ostatecznie przegrany 1:2.

– Michał miał na głowie dwie ważne rzeczy. Bardzo się cieszę, że zdążył do nas dołączyć na mecz i pomóc tam w tak istotnym spotkaniu – powiedział po meczu Maciej Kalkowski, asystent Piotra Stokowca."

Więcej TUTAJ

***

"Utrzymanie Śląska jest, ale niesmak pozostał"

"Odkąd w 2013 roku wprowadzono formułę ESA 37, Śląsk zgromadził między 31., a 37. kolejką 84 punkty. To o jeden więcej niż Legia, dużo więcej niż Jagiellonia (70), nie mówiąc o reszcie. Wrocławianie wypracowali ten dorobek, ponieważ od paru lat po zakończeniu sezonu zasadniczego rozgrywają w zdecydowanej większości po prostu łatwe mecze. Notorycznie biją jeszcze słabszych od siebie w grupie spadkowej. Odkąd obowiązuje regulamin ESA 37, nieprzerwanie w ekstraklasie występuje dziesięć drużyn, w tym Śląsk. Z tej dziesiątki klub z Oporowskiej jest najgorszy pod względem liczby awansów do grupy walczącej o miejsca 1-8. Na sześć prób wszedł do niej tylko jeden raz. Za to zdążył mieć w tym czasie pięciu prezesów, trzech dyrektorów sportowych i ośmiu trenerów. Czasem reprezentujących zupełnie inną filozofię, taktykę i metody pracy niż poprzednik, tylko nikt z armii decydentów i podpowiadaczy, chowających się pod zbiorowym hasłem „ludzie z ratusza” o tym nawet nie wiedział, bo i gdzie miałby tę wiedzę nabyć. Aż w końcu przyszły rozgrywki 2018/19, podczas których drużyna, będąca końcowym efektem wieloletniego miotania się od ściany do ściany z rozmaitymi koncepcjami jak w ogóle budować klub, wróciła z siódmego kręgu piekieł."

Więcej TUTAJ

***

"Stomil powstał z martwych"

"W grudniu cała piłkarska Polska żyła problemami Wisły Kraków i jej ratowaniem. Losy Białej Gwiazdy to gotowy scenariusz na film. Tymczasem na zapleczu ekstraklasy wydarzyła się podobna historia.

Trzy dni przed startem rundy wiosennej kadra Stomilu liczyła zaledwie 13 piłkarzy. Duma Warmii mogła z dnia na dzień zniknąć z piłkarskiej mapy Polski. Finalnie zespół z Piłsudskiego nie tylko utrzymał się w I lidze, ale też z powodzeniem stawił czoła najlepszym. – Impulsem i najważniejszym wydarzeniem było wejście do klubu i wsparcie Michała Brańskiego. Od tamtego czasu przestaliśmy tonąć i zaczęliśmy wypływać na powierzchnię – mówi prezes olsztynian Maciej Radkiewicz."

Więcej TUTAJ

***

"Finiszowa kolejka I ligi"

"Największe szanse na utrzymanie mają katowiczanie, którzy podejmą przy Bukowej Bytovię i wystarczy im remis. Ekipa z Bytowa wcale nie jest jednak w beznadziejnej sytuacji, bo w tym sezonie na własnym boisku Gieksa spisuje się fatalnie (odniosła tylko jedno zwycięstwo!). Najsłabsze widoki na pozostanie w I lidze mają Wigry, które na wyjeździe zmierzą się z już ekstraklasowym Rakowem Częstochowa."

Więcej TUTAJ

***

"Pol: Polskie Leicester City"

"Jeśli nie gratuluję jeszcze Piastowi Gliwice historycznego mistrzostwa Polski, to tylko dlatego, że tegoroczna edycja Ligi Mistrzów nauczyła mnie pokory i przypomniała, że w futbolu absolutnie każde rozwiązanie jest możliwe i nic nie jest przesądzone z góry. Jednak trenerowi Waldemarowi Fornalikowi można gratulować już teraz. Stworzenia autorskiego projektu, który kolejkę przed końcem sezonu ma wszystko w swoich rękach. Nie musi rzucać żadnych zaklęć, apelować o cokolwiek do rywali. Wystarczy, że wygra u siebie i ma zapewniony mistrzowski tytuł.

Apel właściciela Legii Dariusza Mioduskiego do Lecha Poznań o postawę fair jawi się jako krzyk rozpaczy przed katastrofą. Nie tylko dlatego, że Legia powinna była sama pokonać u siebie Piasta (i Jagiellonię, i Lecha, itd). Nie tylko dlatego, że trudno wyobrazić sobie wyjątkową determinację w grze piłkarzy Kolejorza w Gliwicach (Twitter obiegły mniej i bardziej śmieszne scenariusze, w których to np. Vujadinović strzela w doliczonym czasie gola przesądzającego o mistrzostwie Legii i biegnie celebrować bramkę pod sektor swoich kibiców). Kibice Lecha w ankietach na swoich stronach i komentarzach w mediach społecznościowych dają wyraz wprost, że wygrana z Piastem nie wchodzi w grę."

Więcej TUTAJ

***

"Ćwiąkała: Kownacki w klasie robotniczej"

"Pomyliłem się. Kiedy Fortuna Düsseldorf ogłosiła wypożyczenie Dawida Kownackiego, mocno się zdziwiłem. Obawiałem się, że wychowanek Lecha wpakuje się na minę. Tym bardziej że chęć pozyskania go wyraziło też Schalke, co w sumie do dziś wydaje mi się zdecydowanie bardziej logiczne. Klub pogrążony w kryzysie sportowym, ale znacznie bogatszy, bardziej renomowany i lepiej budujący młodych zawodników. Przede wszystkim – klub, który bez większego problemu wyciągnie z sakiewki te żądane przez Sampdorię sześć czy osiem milionów euro. Przeciwieństwo Fortuny, której cel na każdy sezon jest prosty. Sztuka przetrwania. Walka o to, by nie być klubem jo-jo, balansującym między pierwszą a drugą Bundesligą.

Decyzja Kownackiego zaskakiwała mnie z wielu względów. Dawid wkraczał na niepewny grunt. Fortuna od ósmej do czternastej kolejki tkwiła w strefie spadkowej. Z typowym oldschoolowym niemieckim trenerem Friedhelmem Funkelem, którego pomysł na futbol jest prosty: uprzykrzyć życie rywalom. Nawet kosztem „brudnej” gry. Zero wyrafinowanego stylu. Rzadziej przy piłce utrzymuje się jedynie Norymberga. A przy tym wszystkim „Kownasia” czekała spora rywalizacja. W Schalke, gdzie najskuteczniejszym piłkarzem do dziś pozostaje prawy obrońca, mógłby liczyć na występy prosto po wyjściu z samolotu. W Düsseldorfie o miejsce w ataku walczy teoretycznie sześciu ludzi. I żaden, nawet najlepszy występ, nie daje nikomu gwarancji na podstawową jedenastkę w najbliższej kolejce. W Fortunie panuje mocno specyficzna atmosfera. Do lat 90. brakuje tylko fryzur na czeskiego hokeistę. Jeżeli uważasz się za wirtuoza, lepiej szukaj innego miejsca. Chyba że dostosujesz się jak Benito Raman, który z gwiazdorka narzekającego na bieganie, zamienił się w jednego z najlepiej kontrujących piłkarzy Bundesligi. Nikt nie zalicza tam tylu sprintów, co człowiek, który w poprzednim sezonie miał siły na 60 minut. W drugiej Bundeslidze, nie w pierwszej."

Więcej TUTAJ

***

"W Madrycie nadszedł czas na sprzątanie"

"Jak wyliczyli dziennikarze „Marki”, Madryt tego lata ma opuścić aż czternastu piłkarzy na kontraktach. Mają nieco odciążyć budżet, ale przede wszystkim zrobić miejsce dla nowych twarzy. Wiąże się to z przykrymi pożegnaniami, bo za takie należy uznać rozstanie z Keylorem Navasem. Kostarykanin wygrał trzy razy z rzędu Ligę Mistrzów z Realem, ale skoro w klubie postawiono na sześć lat młodszego Thibaut Courtois, nie może być miejsca na sentymenty. Zidane miał też zakomunikować Garethowi Bale’owi, Daniemu Ceballosowi i Marcosowi Llorente, że nie widnieją w jego planach na kolejny sezon.

Z tych bardziej uznanych nazwisk Francuz nie znajdzie również miejsca dla wypożyczonych do innych klubów Jamesa Rodrigueza, Mateo Kovacicia, Raula de Tomasa czy jednego z najlepszych w ostatnich miesiącach Sergio Reguilona. W kadrze mają pozostać tylko ci, którzy mogą grać na najwyższym poziomie i będą napędzać drużynę umiejętnościami oraz optymizmem. Dla zgniłych jabłek – jak w przypadku Bale’a – nie było już kolejnej szansy."

Więcej TUTAJ

***

"Czas ważnych decyzji w Monachium"

"Od wyniku sobotniego spotkania z Eintrachtem zależeć będzie, czy przyszłość Kovača poznamy od razu, czy jednak dopiero kilkanaście dni później. Brak tytułu dla Bayernu oznaczać będzie gigantyczne trzęsienie ziemi, które zmiecie z ławki niemal cały trenerski sztab. Tytuł wywalczony dzięki bezbramkowemu remisowi w ostatniej kolejce z całą pewnością zostanie potraktowany jako wstydliwy. Dlatego Chorwat gra o trofeum i o zachowanie szansy na kolejny sezon pracy w największym niemieckim klubie.

– Każdy, kto pracuje w Bayernie, musi zasuwać i jest surowo rozliczany. Dotyczy to piłkarzy, ale też trenerów – powtarza od kilku miesięcy prezes zarządu bawarskiego klubu Karl-Heinz Rummenigge. To właśnie on ma największe zastrzeżenia do pracy Chorwata i to on jest zwolennikiem zatrudnienia „kogoś z wielkim nazwiskiem”. W sobotę najważniejsze będą oczywiście rozstrzygnięcia na boisku, ale równie istotne jest, jak piłkarze będą, i czy w ogóle, świętować sukces z trenerem."

Więcej TUTAJ

***

"AS Monaco tuż nad przepaścią"

"Do zarzutów o niezbyt sportowy tryb życia zawodników odniósł nawet książę Albert II. – Powinni być bardziej uważni i myśleć o tym, że cały czas są obserwowani. Jeśli pozwalają sobie na to, by pokazywać się w miejscach publicznych późno w nocy, to wiadomo, że ktoś ich zauważy. Muszą brać za to odpowiedzialność – powiedział w rozmowie z „Monaco-Matin”.

Wściekłość kibiców nie może dziwić. Na dwie kolejki przed końcem Monaco znalazło się tuż nad przepaścią. Ekipa z księstwa zajmuje 17. miejsce w tabeli, ale wyprzedza Caen tylko dzięki minimalnie lepszemu bilansowi bramek. Nawet dwa zwycięstwa nie muszą zapewnić mistrzom z 2017 roku utrzymania. Wizja dwóch triumfów z rzędu jest jednak bardzo odległa – ostatnią ligową wygraną Monaco odniosło 15 marca (1:0 z Lille). Tamten mecz był końcem działania efektu nowej miotły. Leonardo Jardim po powrocie na Stadion Ludwika II nie przegrał siedmiu meczów z rzędu, pokonując m.in. Olympique Lyon (2:0). Zespół wydostał się ze strefy spadkowej i wydawało się, że groźba relegacji została skutecznie oddalona."

Więcej TUTAJ

***

"Dani Parejo, czyli co znaczy kapitan"

"Dziś kapitan klubu z Estadio Mestalla jest o krok od wprowadzenia zespołu do Ligi Mistrzów drugi rok z rzędu. By utrzymać czwarte miejsce, potrzebne jest zwycięstwo w Valladolid. Tam akurat planują wielką imprezę z okazji utrzymania zapewnionego tydzień wcześniej. I mimo że trener Sergio Gonzalez w euforii dał zawodnikom cztery dni wolnego, zamierzają walczyć do końca, bo awans o pozycję wyżej może oznaczać 1,5 miliona euro więcej z praw telewizyjnych. A przecież Getafe i Sevilla tylko czyhają na wpadkę Valencii, by zająć jej miejsce. Tydzień po tym meczu piłkarze Marcelino zagrają jeszcze o Puchar Króla w finale z Barceloną. To pokazuje, jak udany był ten rok, mimo że niewiele na to liczyło. Jeszcze w grudniu, po 16 kolejkach, klub z Walencji zajmował 15. pozycję i był blisko strefy spadkowej.

– Nie zgadzam się, żeby w styczniu uznawać ten sezon za przegrany. To nie jest zgodne z duszą tego zespołu. Tu nikt się nie poddaje – powtarzał wtedy Parejo. I to on poprowadził drużynę do odwrócenia tej sytuacji. Będąc dobrą duszą zespołu i motywatorem, ale także człowiekiem, który w trudnych momentach wszystkich uspokajał. 30-letni Hiszpan zresztą jest symbolem spokoju, co widać po jego z pozoru niemrawych ruchach i często kamiennej twarzy. Nie jest demonem szybkości, ale myśli najszybciej ze wszystkich. Nawet jeśli jego rolą nie jest strzelanie goli, z 9 trafieniami jest też najskuteczniejszym zawodnikiem klubu, choć to akurat za sprawą stałych fragmentów."

Więcej TUTAJ

***

"Finał Bundesligi jak marzenie"

"Siedem lat fani Bundesligi na całym świecie narzekali na brak emocji. Bayern Monachium nie zaczął słabnąć w trwającym sezonie, ale trzy lata temu, gdy do Manchesteru przeprowadził się Pep Guardiola. Już za czasów Carla Ancelottiego Bawarczycy nie mieli wyraźnego stylu, a mecze wygrywali głównie dzięki temu, że mieli lepszych piłkarzy niż rywale. W trakcie ostatnim jak dotąd pobycie Juppa Heynckesa w Monachium Bayern też nie był już naddrużyną, jak w 2013 roku, gdy sięgał po trofea we wszystkich możliwych rozgrywkach. A jednak w lidze nikt nie potrafił się nawet do niego zbliżyć. Narzekano na Bayern, który dominacji na krajowym podwórku nie potrafił potwierdzić w Europie, narzekano na resztę ligi, że nawet nie próbuje strącić hegemona z tronu."

Więcej TUTAJ

***

"Brakujący skalp Guardioli"

"Liga Mistrzów, mistrzostwa Hiszpanii, Niemiec i Anglii, wszelkie możliwe krajowe puchary, Klubowe Mistrzostwa Świata... – każde z tych trofeów szkoleniowiec The Citizens zdobył przynajmniej raz. Gdyby na siłę szukać rys na tym perfekcyjnym obrazie 48-latka, można by wypomnieć, że nie udało mu się sięgnąć po Superpuchar Niemiec, ale po pierwsze – nie jest to prestiżowe trofeum, a po drugie – to pojedynczy mecz, a nie całe rozgrywki. W rzeczywistości z sukcesów, które naprawdę mają znaczenie, Guardioli brakuje już tylko jednego: triumfu w Pucharze Anglii. W dwóch pierwszych podejściach nie przebił się do finału. Przed rokiem Manchester City odpadł w 1/8 finału z trzecioligowcem z Wigan (0:1), a przed dwoma laty doszedł do półfinału i tam uznał wyższość późniejszego triumfatora – Arsenalu (1:2 po dogrywce). Teraz Sergio Agüero i spółka zagrają w upragnionym decydującym meczu i można być pewnym, że po zdobyciu mistrzostwa Anglii nie potraktują spotkania z Watfordem ulgowo. Guardiola chce wygrywać wszystko i zawsze.

Tym bardziej że Hiszpan ma w ten weekend szansę przejść do historii. Jeszcze żadnemu menedżerowi w angielskim futbolu nie udało się sięgnąć po potrójną krajową koronę. Słowo „krajową” jest tu kluczowe, bo owszem, Alex Ferguson z Manchesterem United również zdobywał trzy puchary w jednym sezonie, ale jednym z nich był Puchar Mistrzów. Menedżer City w Lidze Mistrzów po raz kolejny zawiódł, ale w Anglii jego panowanie jest bezsprzeczne. Najpierw sięgnął po Puchar Ligi (pierwszy przypadek od 9 lat, że komuś udało się go obronić), potem po tytuł mistrzowski (pierwszy przypadek od 10 lat, że ktoś je wygrał rok po roku). Wygrana w finale FA Cup będzie pieczątką pod koronacją hiszpańskiego menedżera."

Więcej TUTAJ


"SPORT"

"Mroczkowski za Ivanauskasa?"

"W Sosnowcu żegnają się z ekstraklasą i przygotowują do gry w I lidze. W Płocku po raz ostatni zespół poprowadzi Valdas Ivanauskas. Po nim stery przejmie Radosław Mroczkowski, który w kwietniu rozstał się z Widzewem Łódź. Jak udało nam się ustalić, wszystkie szczegóły są już ustalone, brakuje tylko podpisu pod umową, ale ma to być tylko formalność.

W Sosnowcu liczą, że pobyt na zapleczu ekstraklasy będzie chwilowy, bo jak zauważa m.in.: prezydent miasta, które w głównej mierze finansuje klubu, gra w I lidze jest nieopłacalna. – Koszt utrzymania drużyny jest podobny, a przecież wpływy są mniejsze. Weźmy w pierwszej kolejności wpływy z transmisji telewizyjnych. Trudniej także o sponsorów, gdy gra się w I lidze, a nie w ekstraklasie. Dlatego też tam musi działać spółka, aby jak najszybciej wrócić do grona najlepszych, gdyż taki scenariusz jest po prostu bardziej opłacalny dla nas wszystkich. Chcemy osiągnąć ten cel maksymalnie w ciągu trzech lat. Wtedy powstanie także nowy stadion. Oczywiście, jeśli wszystko się tak poukłada, że już w przyszłym sezonie nadarzy się okazja do awansu to na pewno zrobimy wszystko, aby z niej skorzystać – podkreśla Arkadiusz Chęciński, prezydent Sosnowca."

Więcej TUTAJ

***

"Foszmańczyk: Jestem gotowy, by zostać przy Cichej"

"Zszokował pan trochę kibiców wypowiedzią w programie „Piłkarska Trójka”. Stwierdził pan: „Mam nadzieję, że działacze zbudują mocną drużynę, która utrzyma III ligę”. Jest pan aż takim pesymistą?
Tomasz FOSZMAŃCZYK:
– Chcąc awansować, najpierw trzeba się utrzymać. Rozbiórką kadry, do jakiej dochodziło po dwóch poprzednich spadkach, Ruch przegrywał. Dziś chodzi o to, by całkowicie nie demontować tej drużyny, a dokooptować do niej kilku ciekawych ludzi. Wtedy na pewno będziemy się liczyć. Nie twierdzę oczywiście, że ktoś w Chorzowie będzie się cieszył z utrzymania w III lidze. To słowa wyjęte z kontekstu. Hurraoptymizm jednak – to może z ust innych. Ja twardo stąpam po ziemi i wiem, jakie są realia.

W czym tkwił problem tej drużyny, który zaważył o kolejnym spadku?
Tomasz FOSZMAŃCZYK:
– Gdyby spojrzeć na nasz skład i porównać z innymi zespołami, był naprawdę silny. Tyle że zabrakło trochę doświadczenia w tyłach. Mamy fajnych zawodników, młodych chłopaków, z których Ruch jeszcze powinien mieć pociechę. Wydaje mi się jednak, że gdyby zapytano ich samych, to również powiedzieliby, że zabrakło w tyłach doświadczonego człowieka, który by ich poukładał, podpowiedział, krzyknął. Druga sprawa to skuteczność. W wielu meczach stwarzaliśmy sytuacje – wspomnę choćby o zmarnowanym przeze mnie karnym z Błękitnymi – a zawodziło wykończenie. Uczciwie powiedzmy sobie jednak, że jeśli po 33 kolejkach spadasz z ligi, to nie ma w tym przypadku. O braku szczęścia możesz mówić po jednym czy dwóch meczach, ale w naszym przypadku nie chodziło o szczęście, a o umiejętności."

Więcej TUTAJ

***

"Bagaż Piasta coraz cięższy"

"Gospodarze środowego meczu – mimo że grają już o nic, bo nie mają szans na miejsce w europejskich pucharach – mocno walczyli o zwycięstwo i wyglądali na niezwykle zmotywowanych. – Było widać, dlaczego Piast jest w tabeli na pierwszym miejscu. Bardzo trudno było go przejść, bo grał mocno i kompaktowo. Był też niebezpieczni przy kontratakach. Wycisnęliśmy wszystko, co się dało… Bardzo chcieliśmy wygrać ten mecz. Jestem zadowolony z mojej drużyny, bo pokazała dużo zaangażowania – przyznał trener „Portowców” Kosta Runjaić. Zawodnicy Pogoni w sumie przebiegli ponad 122 kilometry, przy 116 Piasta, co jest świetnym wynikiem. Dla porównania. w weekend szczecinianie w Warszawie uzbierali 115 kilometrów.

Zawodnicy śląskiej drużyny po meczu nie ukrywali, że Pogoń postawiła im niezwykle trudne warunki i musieli wykrzesać z siebie resztki sił, żeby nie przegrać tego meczu. – Pogoń była bardzo trudnym przeciwnikiem, zagrała naprawdę dobre zawody i dlatego myślę, że ten remis jest sprawiedliwy. Każdy z nas dał z siebie, ile tylko mógł. Wciąż mamy szansę i całą drużyną zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy w stanie wygrać tę ligę – stwierdził obrońca Piasta, Urosz Korun. W podobnym tonie wypowiadał się trener Waldemar Fornalik. – To był dla nas trudny mecz, bo Pogoń zagrała dobre spotkanie. To dobra drużyna, co pokazała w meczu z Legią Warszawa. Remis przyjmujemy z pokorą, bo jeśli nie można wygrać, to trzeba zremisować. W tym spotkaniu były sytuacje z obu stron – przyznał szkoleniowiec Piasta."

Więcej TUTAJ

***

"W co wierzy mistrz?"

"Stołeczny zespół miał sporą szansę, aby powrócić na fotel lidera ekstraklasy. Piast Gliwice zremisował w Szczecinie, ale jej nie wykorzystał. „Wojskowi” przegrali 0:1 z Jagiellonią, mimo iż w drugiej połowie dominowali na boisku. Po raz kolejny Legia słabo grała przed przerwą, a dużo lepiej po niej. Kolejny raz jednak nie wystarczyło to do odniesienia zwycięstwa. I cokolwiek wydarzy się w niedzielę, to już dziś można podkreślić, że mistrz Polski, w fazie finałowej, nie zrobił zbyt wiele, aby obronić tytuł. Dowód? W sześciu meczach po podziale tabeli na grupy mistrzowską i spadkową Legia zdobyła zaledwie 7 z 18 możliwych do zdobycia „oczek”, co stanowi zaledwie 39 procent. Mało tego. W trzech ostatnich spotkaniach, z Piastem, Pogonią i Jagiellonia, warszawski zespół wywalczył tylko jedno „oczko” i strzelił w tych meczach jednego gola."

Więcej TUTAJ

***

"Pomysł na Czecha w Katowicach"

"– Po meczu w Opolu mieliśmy dylemat – opowiada trener Dariusz Dudek. – Badania wykazały, że Radek musi przejść operację barku. Skonsultowałem się ze wszystkimi specjalistami, z którymi tylko mogłem. Stwierdziłem, że być może okaże się, że Radek będzie nam potrzebny na ostatnie dwa mecze sezonu. Zapowiedziałem zatem, że jeśli jest możliwość, to wolałbym, aby Radek tylko się rehabilitował, a na operację poszedł po sezonie. Należą się duże słowa uznania dla naszych fizjoterapeutów, Pawła Blauta i Pawła Widenki. Pracowali z nim indywidualnie, sprawiając, że mógł w przedostatniej kolejce wejść na boisko i nam pomóc. Wiedzieliśmy, że Rafał Remisz i Arek Jędrych są zagrożeni pauzą za kartki, a Radek to na tyle doświadczony i dobry piłkarz, by zająć miejsce któregoś z nich. Nasza decyzja okazała się słuszna, bo zagrał z Wartą supermecz – ocenia Dudek.

Rekonwalescencja po urazie barku okazała się na tyle skuteczna, że całkiem możliwe, iż nawet po sezonie operacja nie będzie potrzebna. – To była pierwsza w moim życiu kontuzja tego typu. Zrehabilitowałem się na tyle szybko, że zabieg nie wchodzi już w grę. Nawet wykluczam taką możliwość, bo to oznaczałoby, że stracę kilka miesięcy. Praca wykonana z fizjoterapeutami sprawiła, że czuję się dobrze. Muszę ją kontynuować, a wtedy będzie dobrze. Cieszę się, że w końcówce sezonu mogłem wrócić na boisko, bo taki był plan – opowiada Dejmek, a pytany przez nas, z którym barkiem miał problemy, odpowiada z uśmiechem: – A tego to akurat nie chcę zdradzać…"

Więcej TUTAJ

***

"Ostatni mecz Podbeskidzia"

"Spora grupa zawodników wystąpi w barwach bielskiego zespołu po raz ostatni. Kacper Kostorz, który odchodzi do Legii Warszawa, już pożegnał się z kibicami. – Chciałbym im podziękować za głośny doping i wszystkie serdeczne słowa. O naszym stadionie mogę powiedzieć, że to mój drugi dom, bo na nim się wychowałem – powiedział 20-letni piłkarz, który ostatecznie nie znalazł się w kadrze trenera Jacka Magiery na mundial do lat 20, który rozpocznie się w najbliższy czwartek."

Więcej TUTAJ

***

"Liga Mistrzów bez Obywateli?"

"Wszystko zaczęło się od artykułu, który pojawił się w poniedziałek na łamach New York Timesa. Amerykańscy dziennikarze, powołując się na źródła bardzo zbliżone do decyzyjnych w UEFA, odkryli, że europejska centrala bardzo poważnie rozważa możliwość wykluczenia Manchesteru City z Ligi Mistrzów. Początki śledztwa sięgają materiału, który swego czasu pojawił się na łamach „Der Spiegel”. Wówczas niemieccy dziennikarze dotarli do informacji portalu Football Leaks. Według których władze klubu z Etihad Stadium skutecznie omijają ograniczenia tzw. finansowego fair play i wkładają kolejne miliony funtów na rzecz funkcjonowania klubu.

Jak wyglądał najczęstszy sposób na omijanie obowiązujących przepisów? Otóż piłkarze podpisywali umowy sponsorskie z różnymi firmami, które tak naprawdę były finansowane przez arabskich właścicieli klubu. Np. dany zawodnik, który miał ważny kontrakt z klubem i według niego otrzymywał określoną ilość funtów, podpisywał następnie umowę, dajmy na to, z producentem masła. To, pod warunkiem płacenia ogromnych podatków, jest oczywiście dozwolone. Chodzi jednak o to, że ów producent nabiału otrzymywał pieniądze od klubu i w ten sposób realizował umowę, która była – rzecz jasna – konstruowana przez fachowców z Manchesteru City. UEFA, tworząc „financial fair play”, opowiedziała się zdecydowanie przeciwko takim praktykom i stąd całe, gigantyczne zamieszanie."

Więcej TUTAJ


"GAZETA WYBORCZA"

"Dziekanowski: Legia szamocze się, przerzuca z koncepcji w koncepcję"

"Po porażce z Jagiellonią w Białymstoku prezes Dariusz Mioduski powiedział, że nie ma żalu do piłkarzy Legii, bo walczyli do końca.
– Kolejna kuriozalna wypowiedź. Przecież najwięcej zarabiający i najdrożsi w ekstraklasie zawodnicy Legii to nie jest drużyna amatorska, którą rozlicza się wyłącznie z tego, z jakim zapałem porusza nogami. Piłkarze Aleksandara Vukovica są o krok od klęski, oceniam, że na zdobycie mistrzostwa zachowali jakieś 20 procent szans. I sami są sobie winni. Przy okazji większość z nich udowodniła, że nie jest warta kwoty, jaką na nich wydano. Nie chodzi przy tym wyłącznie o wyniki Legii, ale też o wartość jej kadry. Gdyby klub z Warszawy chciał dziś dobrze zarobić na transferach, to za kogo dostałby godziwe pieniądze? Za Sebastiana Szymańskiego? Lista nie jest więc długa. Legia szamocze się, przerzuca z koncepcji w koncepcję, miała być budowana według standardów chorwackich, nie wypaliło, portugalskie też nie. Zatrudniano trenerów, sprowadzano piłkarzy z tych krajów, którzy zostawili po sobie tylko złe wspomnienia. Prezes Mioduski się miota, wkłada w klub masę serca, ale biznes sportowy wymaga pomysłu. Nie trzeba głębokich analiz, każdy kibic gołym okiem widzi, że Legii brakuje wizji."

Więcej TUTAJ

***

"Burić: Chciałem w Lechu zakończyć karierę"

"Hanna Urbaniak: W jakim nastroju żegnasz się z kibicami i stadionem w Poznaniu?
Jasmin Burić:
Uważam, że mam fajną pamiątkę. Wygraliśmy z Lechią mecz pożegnalny przy Bułgarskiej. Było mi fajnie i miło. Szkoda, że ta przygoda się kończy, ale taka jest piłka i muszę to zaakceptować. Zabieram ze sobą tylko pozytywne wspomnienia, smutki wyrzucam z pamięci. Poznań będzie mi się kojarzył tylko dobrze.

Gdy kibice skandowali twoje nazwisko, to zakręciła ci się łezka w oku?
– W prywatnym życiu staram się nie okazywać emocji, więc niech to też będzie tajemnicą. Fajne uczucie, co mogę powiedzieć. Dla piłkarza to jest naprawdę coś, jak kibice skandują twoje nazwisko. Przez cały ten ostatni miesiąc czułem się rewelacyjnie. Otrzymałem fantastyczne wsparcie od kibiców. Mnóstwo telefonów, SMS-ów i wiadomości na Instagramie. Chciałbym im za to serdecznie podziękować, ale mam nadzieję, że jeszcze się kiedyś spotkamy."

Więcej TUTAJ


"POLSKA THE TIMES"

"Magiera: Spodziewam się wspaniałego turnieju"

"Mistrzostwa świata U-20 rozpoczną się w czwartek 23 marca. Czuje pan już dreszczyk emocji przez otwierającym grupowe zmagania naszej reprezentacji meczem z Kolumbią?
Jeszcze nie. Poczujemy go jednak na pewno, kiedy będziemy już całą drużyną w Łodzi. Czyli od poniedziałku. Wtedy zacznie się odliczanie do meczu. Dziś o nim myślimy i rozmawiamy. Ale prawdziwą atmosferę turnieju poczujemy dopiero wspólnie. Są zawodnicy, którzy mają do rozegrania jeszcze mecze ligowe. Na pewno myślą już o mistrzostwach, bo w poniedziałek dostali powołania. Mają jednak jeszcze do wykonania pracę w klubach.

Spodziewał się pan, że powołaniem 21-osobowej kadry na mundial wywoła tak wiele dyskusji?
Nawet nie wiem, czy pojawiły się dyskusje. Wybraliśmy ze sztabem najlepszych zawodników spośród tych, których mamy. Każdy był obserwowany i szczegółowo analizowany. Decyzje podjęliśmy na podstawie zgrupowań oraz obserwacji ich występów w ostatnich tygodniach. Kryterium była zasada pięciu palców: wytrzymałość, szybkość, technika, taktyka i mentalność. Liczyła się też aktualna dyspozycja, na temat każdego zawodnika sporządziliśmy raport. Każdy z moich współpracowników niezależnie przygotował kopertę z kadrą, która według niego powinna zostać powołana. Ostateczna decyzja należała do mnie, ale w 95 proc. nasze listy się pokrywały. Dyskusję prowadziliśmy przy dwóch czy trzech osobach. Wybraliśmy tak, by skorzystała na tym drużyna. Dla jednego zawodnika brak powołania to nieszczęście, dla innego bodziec do dalszej pracy. Wszyscy mają talent. Być może niektórzy mogą jednak dać z siebie więcej, by go w pełni wykorzystać."

Więcej TUTAJ


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się