var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: juventus.com

Pół dekady efektywności. Allegri zostawia Juventus z opasłą gablotą, ale bez zwieńczenia dzieła

Autor: Marcin Długosz
2019-05-17 19:06:00

Wisienka na wspaniałym torcie, jaki trener Massimiliano Allegri upiekł w Juventusie, nie zostanie już postawiona. Włoch nie spróbuje ponownie doprowadzić Bianconerich do finału Ligi Mistrzów i tym razem poszukać w nim szczęśliwego zakończenia. Klub i szkoleniowiec podjęli decyzję o rozstaniu wraz z zakończeniem obecnego sezonu. Tak dla mistrzów Italii, jak i dla całej włoskiej piłki zakończyła się pewna epoka, która trwała aż pół dekady.

 

 

 

Taktyk pochodzący z Livorno objął Juventus zupełnie niespodziewanie, by nie powiedzieć dosadniej – z przypadku, latem 2014 roku. Wówczas przygotowania do nowego sezonu już wystartowały, ale Antonio Conte stwierdził, że nudzi go rozbijanie Serie A, a na powalczenie w Champions League z turyńczykami w takim składzie personalnym nie ma żadnych szans.

Kilka miesięcy wcześniej późniejszy selekcjoner reprezentacji Włoch odpadł z elity już w fazie grupowej po pamiętnym meczu z Galatasaray Stambuł, przerwanym i dogranym na następnym dzień, na totalnym kartoflisku. Na pocieszenie pozostała Liga Europy, której finał dodatkowo był rozgrywany akurat w Turynie, ale i na tym polu nie wyszło, gdyż w półfinale Stara Dama nie strzeliła ani jednego gola Benfice Lizbona.

- W restauracji, w której posiłek kosztuje 100 euro, nie zjesz, kiedy masz 10 euro – powiedział Conte na odchodne i pożegnał się z klubem z Turynu, który w 2012 roku wyciągnął z niebytu i doprowadził do pierwszego mistrzostwa Włoch, które zapoczątkowało całą falę tytułów.

Były trener Chelsea jest znany ze swojego wybuchowego charakteru. Możemy się tylko domyślać, jak burzliwe były jego rozmowy z zarządem turyńczyków, skoro zdecydował się porzucić okręt w lipcu, już po rozpoczęciu okresu przygotowawczego. Klub ratował się naprędce zatrudnieniem Allegriego, który kilka miesięcy wcześniej został zwolniony z upadającego już wówczas Milanu.

Z jednej strony wybór ten był logiczny – postawiono na szkoleniowca, który nabył już doświadczenie w prowadzeniu wielkiego klubu, miał pod opieką bardzo istotnych zawodników, poznał smak triumfów na krajowym podwórku. Z drugiej jednak kibice mieli wtedy świeżo w pamięci niepowodzenia, jakie Allegri odnosił pod koniec swej kadencji na San Siro.

Dziś już wiemy, że to popadający w ruinę klub, a nie obniżka umiejętności szkoleniowych Toskańczyka doprowadził do tego, że przygoda Włocha w Milanie zakończyła się w taki a nie inny sposób. Już jednak z opisanego przed chwilą powodu szkoleniowiec nie miał w Piemoncie łatwych początków. Musiał wszystkich przekonać do siebie krok po kroku, a dobrze wiemy, jak silna potrafi być nostalgia, gdy niespodziewanie pożegnano się z trenerem, któremu Juventus zawdzięczał tak wiele.

Allegri zakasał jednak rękawy i pracował krok po kroku, nie przejmując się opiniami powtarzanymi za jego plecami. Wszyscy wiemy, o co powiększył gablotę Starej Damy – pięć mistrzostw Włoch, cztery Puchary Włoch, trzy Superpuchary Włoch. Zabrakło najważniejszego – Ligi Mistrzów.

 

 

 

W ostatnich miesiącach dało się słyszeć opinie, że być może oglądamy najlepszy Juventus w jego historii. Trudno jednak o pełną zgodę, skoro na tych wszystkich osiągnięciach nie pojawiła się klamra. A mówimy o klubie, który zna smak europejskiego triumfu – w swoich dziejach turyńczycy triumfowali w Champions League dwukrotnie.

W Allegrim najbardziej imponować mogły kompetencje, z jakimi zarządzał zmienianiem się składu. W różnych momentach wyjmowano mu z talii takich asów jak Andrea Pirlo, Paul Pogba, Arturo Vidal, Carlos Tevez czy Leonardo Bonucci, ale za każdym razem Toskańczyk potrafił to wszystko poukładać tak, że nie widać było śladu pokiereszowania gładkiej twarzy.

Kibice turyńczyków najmilej z kadencji Włocha mogą wspominać mistrzostwa 2016 i 2018. W tym pierwszym przypadku drużynę jesienią dopadł spory kryzys, przez który wydawało się, że tym razem najwyższe aspiracje trzeba odłożyć w kąt. Tymczasem co uczynił zespół? Od 11. do 38. kolejki zanotował remis, porażkę oraz… 26 zwycięstw. Cóż to było za włączenie piątego biegu!

Przed rokiem natomiast Bianconeri do samego końca walczyli z Napoli i w pewnym momencie, gdy pod koniec kwietnia przegrywali z Interem w Mediolanie 1:2 wydawało się, że tym razem tytuł powędruje do Neapolu. Triumf wyszarpali jednak w samej końcówce, neapolitańczycy ugięli się pod presją i po raz kolejny Max mógł triumfować.

Na pięć edycji Ligi Mistrzów pod wodzą Allegriego, najsłabiej wypadła chyba ta ostatnia. Porażki w dwumeczu z Ajaxem nikt się nie spodziewał, choć rundę wcześniej i tak udało się napisać fantastyczną historię w postaci odrobienia strat i odprawienia z kwitkiem Atletico Madryt.

  • 2015? Porażka w finale z Barceloną.
  • 2016? Awans w Monachium w 1/8 stracony w ostatnich sekundach i porażka po dogrywce.
  • 2017? Ulegnięcie w finale Realowi.
  • 2018? Pamiętny rzut karny po trzybramkowym comebacku na Santiago Bernabeu.
  • 2019? Wpadka z Holendrami…

Największy zarzutem krytyków włoskiego trenera w jego kierunku była kwestia stylu. Nawet jeśli Juventus wygrywał mecze masowo i całą krajową piłkę miał schowaną pod swoją podeszwą, to po prostu nie zachwycał. Był do bólu pragmatyczny, praktyczny, ale nie potrafił porwać tłumów i cieszyć oczu. Pytanie, czy za efektywnością Allegriego wkrótce w Turynie jednak nie zatęsknią…

Koniec końców Cristiano Ronaldo sprowadzono na Allianz Stadium w jednym celu – aby w końcu odzyskać prymat w Europie. To w tym roku ponownie się nie udało, a do kolejnej próby dojdzie już pod wodzą nowego trenera. Obecnie trudno powiedzieć którego, ale jedno jest pewne: poprzeczkę będzie miał zawieszoną bardzo wysoko, bo choć Massimiliano Allegri swoim pięcioleciem w stolicy Piemontu nie napisał historii najefektowniejszej, to na pewno nieprawdopodobnie efektywną.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się