var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: Własne

Czas zacząć doceniać jakie możliwości dla klubu i miasta stanowi nowiutki stadion

Autor: Mariusz Bielski
2019-06-06 16:00:00

Nic tak nie hartuje kibica ŁKS-u jak docinki na temat stadionu, zwłaszcza ze strony kumpli, którzy wspierają Widzew.

A że stoję właśnie po biało-czerwono-białej stronie barykady, dość często przyjmuję te szpileczki. Odpowiadam wtedy, że nie słyszę ich tam z dołu, z II ligi, no ale z pewnymi faktami trudno dyskutować w obie strony. O ile bowiem RTS drużynę rzeczywiście miał kiepską i na niektóre mecze wręcz nie dało się patrzeć, tak kibicowsko, przynajmniej na tyle ile udało mi się zaobserwować, to jest ekstraklasa.

Tego naprawdę można im zazdrościć, w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Oczywiście i w amfiteatrze (ekhm) przy al. Unii atmosfera wokół meczu oraz podczas niego jest świetna, lecz mimo wszystko ten widok na pobliski dworzec czy siedzibę poczty i park potrafią zdeprymować. Dlatego nie ukrywam, że wczorajsza wiadomość o ostatecznym podpisaniu umowy dotyczącej budowy pozostałych trybun – pisaliśmy o tym tutaj – sprawiła mi ulgę. 18 tysięcy miejsc powinno pozwolić na wykorzystanie tutejszego potencjału ludzkiego, być może nawet z nawiązką. Chociaż oczywiście lepiej byłoby, gdyby komplety okazały się czymś stałym w dłuższej perspektywie.

Wiadomo, że fajnie będzie krzyczeć „druga strona odpowiada” do ludzi zebranych naprzeciwko, zamiast z lewej do prawej i odwrotnie, ale w całej tej historii jeszcze ważniejszy jest według mnie aspekt wizerunkowy. W chwili gdy Rycerze Wiosny awansowali do Ekstraklasy siłą rzeczy duża uwaga skupiła się niekoniecznie stricte na futbolu, tylko właśnie na wybrakowanym obiekcie. No nie było się z czego cieszyć pod tym względem, to jakiś negatywny element w skali… pewnie całej Europy, bo w sumie nie kojarzę podobnego przypadku w równie dużych krajach z takimi samymi lub większymi tradycjami piłkarskimi.

Boję się tylko, że przez opóźnienie powstania pełnego stadionu o te 2-3 lata ŁKS ominie „efekt wow”. Wtedy koniunktura może się kompletnie zmienić, choć z dzisiejszej perspektywy trudno kryć optymizm, skoro w mało którym mieście, tak jak teraz w Łodzi, jest większa moda na piłkę. Moda, która – już patrząc na oba miejscowe kluby – pewnie nie rozwinęłaby się tak nawet w połowie, gdyby przy Piłsudskiego nie stanął nowoczesny stadion, z którego korzysta dziś także nasza młodzieżowa reprezentacja. 

Widzicie, już chociażby przez ten pryzmat można dostrzec dwie rzeczy – że Łódź jest głodna poważnej piłki i że jest godna poważnej piłki. Powstanie drugiego takiego obiektu powinno spotęgować ten efekt, a także idealnie wpisać się w rozwój całego miasta w ostatnim czasie. To już zdecydowanie nie jest „polskie Detroit”, proszę mi wierzyć. I piszę tak bynajmniej nie dlatego, że kieruje mną lokalny patriotyzm, lecz ze względu na fakt, iż ten rozwój naprawdę się dzieje.

Proszę spojrzeć na Manufakturę czy okolice Sukcesji. Proszę zobaczyć nowe biurowce przy Ogrodowej. Proszę zobaczyć Piotrkowską i przejść się nią od Zielonej do centrum. Proszę zobaczyć te lokale pełne ludzi nawet w środowy wieczór. Proszę zobaczyć woonerfy utworzone w centrum, które może i delikatnie utrudniają przejazd samochodem przez niektóre uliczki, ale przynajmniej teraz człowiek nie boi się przejść na przykład przez Pogonowskiego. Proszę zobaczyć trasę W-Z. Proszę zobaczyć jak po budowie mają wyglądać Ogrody Geyera niedaleko placu Reymonta. Proszę zobaczyć jak w przyszłości będą prezentowały się okolice ulicy Włókienniczej… No, mógłbym tak wymieniać do jutra.

Wybaczcie tę dygresję, chciałem po prostu z jednej strony pokazać tę wspólną linię rozwojową miejscowych klubów oraz Łodzi. Z drugiej zaś wspomnieć miasto, w którym kontrast w tychże kwestiach ostatnio dość mocno mnie uderzył.

Olsztyn.

Jak nie jestem człowiekiem wrażliwym na piękno architektury, tak byłem zachwycony tym miejscem. Jasne, nie poznałem każdego zakątku, pewnie parę brzydszych lokalizacji też bym znalazł, jednak ogólne wrażenie odniosłem bardzo pozytywne. Aż się chciało spacerować. Nie ukrywam, przyjemna to była odmiana po uprzedniej wizycie na stadionie Stomilu.

Starym, sypiącym się, prowizorycznie odnowionym, aby ktokolwiek mógł na nim oglądać mecze. W większości jednak zamkniętym, bo spędzanie czasu na trybunach od strony ul. Leonharda byłoby raczej jak całowanie tygrysa w tyłek – przyjemność wątpliwa, a ryzyko duże.

Od razu przed oczami staje mi oświadczenie, które swego czasu wystosowali pracownicy klubu, kiedy jeszcze jego istnienie było zagrożone. Pisano w nim o oblepianiu okien taśmą, tak bardzo nieszczelne były; wyłączaniu się komputerów przy gotowaniu herbaty, bo tak kiepska była elektryka na obiekcie; zalane korytarze i tak dalej. Ekipa prezesa Radkiewicza na szczęście już wiele rzeczy naprawiła, ale innych nie przeskoczy. Na przykład nie przeskoczy budowy nowego stadionu lub gruntownego remontu obecnego. Tak, aby na meczach mogło stawiać się więcej niż 3100 kibiców (tyle jest ogółem dostępnych miejsc), a właściwie koło 2000, bo mniej więcej tyle wynosi średnia frekwencja.

„Bo w Olsztynie nie ma mody na futbol” – powiecie. Pewnie macie rację, idzie się z tym zgodzić. Nie jest to Białystok, gdzie stosunkowo często widzi się ludzi ubranych w barwy klubowe, spacerujących po mieście. Ale czy modę można stworzyć? Oczywiście! Nikt mi nie wmówi, że w takim razie nie ma w stolicy Warmii i Mazur potencjału ludzkiego, aby to zmienić. Zresztą, opowiadał mi o tym sam prezes Stomilu.

– Mamy tu mnóstwo młodych osób. Na niecałe 200 tysięcy mieszkańców, 30 tysięcy stanowią np. studenci. Sporo ludzi biega, chodzi na siłownię, pragnie uprawiać różne sporty na świeżym powietrzu, kiedy aura sprzyja. Natomiast skłamałbym, gdybym powiedział, że mamy ku temu odpowiednią infrastrukturę. Powiem więcej: nie mamy jej praktycznie wcale. W Olsztynie jest jedno pełnowymiarowe boisko ze sztuczną trawą. Jest co robić w tym względzie.

Tylko tamtejsza rada miasta może podjąć decyzję o dotyczącą obiektu Stomilu, ale klub ma wyjątkowo pod górę w tych relacjach, ponieważ władze Olsztyna nie za bardzo czują ducha sportu. Szkoda, tym bardziej że w swoim regionie Biało-Niebiescy praktycznie mogliby mieć kibicowski monopol. Dekady zaniedbań sprawiły jednak, iż Stomil po prostu był fatalnie kojarzony, ludzie wiązali z nim wszystko co złe – naturalnie, skoro mówiło się głównie o długach, zaległościach wobec piłkarzy, tragicznym stadionie. W efekcie olewcze podeście rady miasta do tematu doprowadziło do sytuacji, gdy klub zamiast promować Olsztyn, był dla niego antyreklamą. 

Ludzie podchodzili do Stomilu i ogólnie podchodzą do klubów niczym to studni bez dna. Zresztą, ten schemat powielany jest w wielu miastach, aczkolwiek prawdziwy pozostaje tylko w momencie, gdy po prostu źle zarządza się klubem. W tym kontekście bardziej poprawnym myśleniem byłoby takie o "inwesytcji". Umiejętnie dokonanej oczywiście, bo metaforycznie rzecz ujmując – jeśli na przykład w samochodzie schrzaniła się skrzynia biegów, to nie wydajesz pieniędzy na naprawę rozrządu silnika, licząc że to rozwiąże problem.

Natomiast przy odpowiednich ludziach na odpowiednich miejscach właściwe funkcjonowanie klubu może doskonale napędzać obie strony. Zarówno klub jak i miasto skorzystają. Da się przecież wykazać ile dana miejscowość zyska dzięki transmisjom meczów w telewizji, jak zwiększa się zainteresowanie regionem u ludzi, jeśli prasa, internet oraz radio wyrażają zainteresowanie dobrze działającym klubem. 

Za przykład niech posłuży duet Lechia i Gdańsk oraz ich wyniki finansowe. Na portalu trójmiasto.pl czytamy: – Tak zwany ekwiwalent medialny około ośmiokrotnie przewyższył w ubiegłym roku wydatkowane pieniądze (…) Według analizy efektywności promocji medialnej Miasta Gdańska przez kluby sportowe występujące w sezonie 2017/2018 w najwyższych klasach rozgrywkowych przygotowanej przez firmę Startit Corporate Finance Sp. z o.o. ekwiwalent medialny wygenerowany przez Lechię Gdańsk SA dla Miasta Gdańska osiągnął wartość ponad 63 miliony złotych netto.

Frytki to to nie są, prawda?

Jasne, Stomil to względem ŁKS-u zupełnie skrajny przykład, tak samo wspomniana chwilę temu Lechia. No ale to też pokazuje jak dużo możliwości tkwi w udanej współpracy klubów z miastem, która na pewno łatwa nie jest, lecz dobrze prowadzona przynosi wielkie korzyści obu stronom. 

Dlatego, reasumując wszystko powyższe, tak bardzo entuzjazmem napawa mnie wizja rozbudowy obiektu przy al. Unii. Dlatego tak bardzo cieszy mnie również fakt, że nie tylko w Łodzi czynione są podobne inwestycje w stadiony. Dla Rakowa co prawda nie buduje się zupełnie nowa arena, ale planowana modernizacja to też duży krok na przód. Co innego w Sosnowcu – tu rzeczywiście powstanie obiekt za 150 milionów, a jego tworzenie ma zająć 3 lata. Dla pewności tego, o jak ważnych inwestycjach mówimy, wspomnimy tylko, że oba stadiony otwarto odpowiednio w w 1955 i 1956 roku.

Aż chciałoby się krzyknąć – nareszcie coś się rusza! Im mniej tych pomników PRL-u, tym lepiej dla polskiej piłki i nie tylko. Im więcej nowoczesnych aren, które dodatkowo da się wielofunkcyjnie zagospodarować, tym lepiej dla polskiej piłki i nie tylko.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się