var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: Twitter @ManCity

Bayern marzy o Sane. Czy młody Niemiec rozwiąże problemy Bayernu?

Autor: Maciej Zaremba
2019-06-09 13:00:40

Pożegnanie z Franckiem Riberym i Arjenem Robbenem było dla fanów i bossów Bayernu Monachium bardzo ważnym i symbolicznym wydarzeniem. Koniec ery legendarnego duetu skrzydłowych „Robbery” był przesądzony co najmniej od pół roku, więc przynajmniej w teorii mistrzowie Niemiec mieli naprawdę dużo czasu na znalezienie odpowiednich następców. W praktyce widzimy jednak, że transfer chociaż jednego zawodnika godnego schedy po Francuzie i Holendrze jest dla Bayernu bardzo trudny. Czy rozwiązaniem problemu okaże się Leroy Sane?

Franck Ribery i Arjen Robben to dla bawarskich kibiców postacie kultowe. Francusko-holenderskie skrzydła były dla Bayernu symbolem przemiany, która dokonała się w klubie za kadencji Louisa van Gaala. Rekordowi mistrzowie Niemiec po latach posuchy wrócili do gry na najwyższym poziomie w Lidze Mistrzów i wskoczyli na półkę regularnego półfinalisty tych rozgrywek. Nieocenioną rolę w tym rozwoju całego klubu mieli właśnie Ribery i Robben, którzy w swoim prime time tworzyli najlepszy duet skrzydłowych w Europie i byli w stanie przełamać każdą defensywę. Obaj oczywiście mieli liczne problemy ze zdrowiem, które często wykluczały ich z najważniejszych meczów sezonu, ale to właśnie dwójkowa akcja Francuza i Holendra dała Bayernowi decydującego gola w finale Ligi Mistrzów z Borussią Dortmund w 2013 roku na Wembley. Historyczna potrójna korona Bayernu to w dużej mierze zasługa skrzydłowych, którzy kilka tygodni temu ze łzami w oczach razem żegnali się z Allianz Areną. Piękna karta „Robbery” dobiegła końca, a dla Bayernu oznacza to duży problem, ponieważ znalezienie następców o klasie Robbena i Ribery’ego wydaje się być wręcz niemożliwe.

 

 

 

Pierwsze próby nieudane

Dalsze dyskusje o tym, czy Robben i Ribery powinni pożegnać się z Bayernem rok lub dwa lata wcześniej, nie mają już większego znaczenia. Sytuacji w Monachium nie da się już zmienić, więc trzeba uznać, że Uli Hoeness i spółka świadomie wybrali 2019 rok na pożegnanie się ze swoimi legendarnymi skrzydłowymi. Bossowie bawarskiego klubu mieli zatem naprawdę dużo czasu na znalezienie odpowiednych następców. Nie możemy odmówić im jednak, że nie próbowali już wcześniej zabezpieczyć się przed odejściem Robbena i Ribery’ego. Pierwsze próby z Xherdanem Shaqirim i Douglasem Costą okazały się jednak nieporozumieniem. Szwajcar nie był w stanie przekonać do siebie Pepa Guardiolę, z kolei Brazylijczyk miał kapitalne pół roku, a potem kompletnie zgasł i bardzo szybko stracił dobrą opinię u bossów, którzy przy pierwszej okazji sprzedali go do Juventusu FC.

 

 

 

Nie możemy zapominać, że w klubie pozostaną na kolejny sezon Kingsley Coman i Serge Gnabry, którzy jednak nie dają pewności pod względem wysokiego poziomu w starciach z największymi w Lidze Mistrzów. Obaj maja również liczne problemy zdrowotne, które uniemożliwiają im regularną grę i zbudowanie wysokiej formy. Coman i Gnabry wydają się być świetnymi piłkarzami na Bundesligę, ale jeśli Bayern marzy o Lidze Mistrzów to nikt nie ma wątpliwości, że z takim duetem skrzydłowych może być o nią bardzo trudno. Francuza i Niemca nie można oczywiście skreślać, bo nadal są młodzi i w wielu meczach pokazują się z kapitalnej strony. Pytanie, czy klub z takimi ambicjami jak Bayern Monachium może zaufać piłkarzom, którzy nadal są dopiero potencjalnymi gwiazdami. Wydaje się, że nie, dlatego Karl-Heinz Rummenigge głośno zapowiedział, że Bayern musi dokonać letniego transferu, który wzmocni skrzydła zespołu Niko Kovaca.

Wymarzony transfer

Rynek transferowy jest niezwykle ograniczony pod względem dostępności i liczby światowej klasy skrzydłowych. Kylian Mbappe, Mohammed Salah, Sadio Mane czy Jadon Sancho to piłkarze, których kupno jest nieosiągalne w najbliższym okienku dla każdego klubu na świecie. Bawarczycy muszą szukać zatem okazji i spróbować zrealizować transfer, który jest chociaż w małym stopniu realnym. Wybór padł na Leroya Sane, który wśród kibiców Bayernu Monachium jest już od dawna jednym z wymarzonych kandydatów na następcę „Robbery”. Jeszcze niedawno transfer Niemca z Manchesteru City wydawał się równie nierealny, jak wspomnianych wcześniej Mbappe czy Salaha. Sytuacja Sane w zespole Pepa Guardioli w ostatnich miesiącach jednak zdecydowanie się pogorszyła, co daje Bawarczykom cień szansy na wykup reprezentanta Niemiec.

 

 

 

Brak regularnej gry, niezadowolenie Guardioli z podejścia Sane do swoich obowiązków i Financial Fair Play, które ogranicza ruchy na rynku Manchesteru City są sprzymierzeńcami Bayernu w walce o niemieckiego skrzydłowego, który spełnia wszystkie kryteria bossów. Po pierwsze 23 latek jest w stanie grać zarówno na prawej i lewej stronie boiska, co jest dla Bayernu bardzo ważne i mówił o tym niedawno Karl-Heinz Rummenigge. Niewątpliwym atutem dla FCB jest też narodowość Sane. Bayern  chce mieć najlepszych niemieckich piłkarzy w swoim klubie, a skrzydłowy City niewątpliwie do takich się zalicza. Podstawą są jednak oczywiście umiejętności i klasa Sane, który cieszy się w Europie na pewno znacznie lepszym statusem niż Coman i Gnabry. Wychowanek Schalke 04 to materiał na nową gwiazdę ligi i twarz odbudowującego się Bayernu Monachium.

Wydaje się więc, że bossowie Bayernu Monachium powinni zrobić dosłownie wszystko, aby ściągnąć do siebie Leroya Sane. Transfer Lucasa Hernandeza potwierdził, że Bawarczyków stać na ogromne transakcje, ale wszyscy nadal czekają na hitowe wzmocnienie w ofensywie. Ewentualny transfer niemieckiego skrzydłowego z Manchesteru City byłby pokazem siły bawarskiego klubu, w którą niektórzy po ostatnich miesiącach zaczęli wątpić. Jeśli do stolicy Bawarii mają wrócić optymistyczne myśli o walce w Lidze Mistrzów, to Bayern niewątpliwie potrzebuje takiego transferu jak Leroy Sane. Łatwo o to jednak nie będzie, bo jak stwierdził prezydent klubu Uli Hoeness „w grę wchodzą szalone kwoty”. Zawsze świetnie poinformowany w sprawach Bayernu dziennikarz SportBilda Christian Falk nie ma jednak wątpliwości, że słowa Hoenessa to jedno, a gra za kulisami to drugie. Kibice Bayernu mogą być pewni, że włodarze robią wszystko, aby zrealizować hitowy ruch i ogłosić prawdziwą transferową bombę.
 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się