var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: własne

Żurawski: Tym razem było widać ochotę do gry. Zadziwiająca metamorfoza kadry. Wieteska: Lecimy na Euro z podniesionymi głowami

Autor: zebrał Bartosz Adamski
2019-06-11 11:33:13

Wtorkowa prasa w zdecydowanej mierze poświęcona jest oczywiście meczowi reprezentacji Polski z Izraelem. Innych tematów wiele nie ma. Ogółem wybraliśmy 18 artykułów z pięciu źródeł.

"PRZEGLĄD SPORTOWY"

"Wieteska: Lecimy na Euro z podniesionymi głowami"

"W młodzieżowych kadrach jest pan weteranem. Z obecnej grupy nikt nie rozegrał w nich więcej spotkań od pana.
Mateusz Wieteska:
Swego czasu menedżer Piotrek Jóźwiak zwrócił mi uwagę, że na zgrupowania przyjeżdżam już od tak dawna, że na bank jestem rekordzistą. I rzeczywiście, okazało się, że mam 72 występy w reprezentacjach. Pewnie po drodze przydarzyło mi się kilka kontuzji, ale i tak uważam, że to bardzo dobry wynik.

Czuje się pan jednym z liderów obecnej drużyny?
Mateusz Wieteska:
Na pewno jestem osobą, która może pomóc chłopakom. Czuję, że cieszę się sympatią z ich strony, mam dobry kontakt z trenerem. Kiedy mam coś do powiedzenia, to mówię, nie unikam dialogu ani odpowiedzialności. Wychodzę z założenia, że trzeba mówić prosto z mostu, jeśli coś jest nie tak. Chcę to wykorzystywać dla dobra zespołu. Mam wrażenie, że obecna kadra jest takim zwieńczeniem tych wszystkich lat. W poprzednich reprezentacjach spotykałem się z Dawidem Kownackim, Filipem Jagiełłą, Robertem Gumnym, Kamilem Jóźwiakiem. Z roku na rok ktoś do nas dołączał. Poznawaliśmy się, docieraliśmy i jednocześnie rozwijaliśmy piłkarsko po to, byśmy dzisiaj spotkali się w tym miejscu i zrealizowali cel."

Więcej TUTAJ

***

"Żurawski: Tym razem było widać ochotę do gry"

"To były dwa skrajnie różne spotkania. Z Macedonią na terenie rywala było widać, że nie mieliśmy większej ochoty do gry, za bardzo nic nam nie wychodziło, nie było pomysłu na konstruowanie akcji. Poszczególni zawodnicy zawiedli, to ustawienie też nie wypaliło. Zmiana ustawienia na pewno pomogła, ale przede wszystkim było widać sporą ochotę do gry wszystkich zawodników. Był pomysł i współpraca między formacjami, zupełnie inny sposób poruszania się po boisku. Wszystko było bardzo dobrze poukładane. Trzeba też wspomnieć o linii obrony, bo gra cały czas na zero z tyłu nie jest łatwa, a nasza defensywa jest bardzo skonsolidowana.

Patrząc z perspektywy piłkarza to mecze z teoretycznie silniejszym rywalem wyzwalają dużo więcej cech wolicjonalnych, ochoty do gry. Tym bardziej, gdy jest to spotkanie po nieudanym meczu. To było na ostrzu noża jeśli chodzi o opinię. Kiedy się gra z takim rywalem jak Macedonia to czasami trudno jest się do końca skoncentrować. Żaden zawodnik tego nie przyzna, ale to jest trochę tak: „spokojnie, zagramy, pogramy i wygramy”. Faktycznie, zwycięstwo było, ale mimo tego pewnie wszyscy zawodnicy chcieliby o nim jak najszybciej zapomnieć. Dla trenera Brzęczka mecz z Izraelem powinien być bazą wyjściową jeśli chodzi o sposób gry naszej drużyny."

Więcej TUTAJ

***

"Kreatywni pomocnicy. Z Izraelem odpowiedzieli na zarzuty"

"W kreacji najmniej wniósł do gry Mateusz Klich, który szukał bezpiecznych rozwiązań. Najczęściej odgrywał od razu piłkę albo szukał zagrania do najbliższego kolegi. Często zmieniał przy tym jednak stronę rozegrania, zmuszając rywali do biegania. Rzadko kiedy jednak napędzał akcję czy przenosił piłkę do przodu. Być może takie były założenia Jerzego Brzęczka, ale niezbyt często oglądaliśmy Klicha odwracającego się z piłką czy wbiegającego do przodu. Ten obraz zmienił się po przerwie na jego korzyść, rozkręcił się w ofensywie wraz z korzystnym wynikiem. Wtedy już mogliśmy oglądać go rozgrywającego piłkę wysoko z Zielińskim, Bereszyńskim czy Lewandowskim. To był dobry występ pomocnika Leeds, bo gwarantował bezpieczeństwo i kontrolę. Głównie uczestniczył w pierwszej fazie rozegrania piłki blisko środkowych obrońców. Na odważniejsze ruchy częściej decydował się Grzegorz Krychowiak, który chętniej podejmował ryzyko. To poskutkowało m.in. przy drugim golu, gdy dalekim zagraniem napędził atak Grosickiego. Zawodnik Lokomotiwu Moskwa zarówno w destrukcji, jak i rozegraniu mógł się podobać. Chętnie pokazywał się do gry, brał na siebie odpowiedzialność, a skuteczność jego wyborów była wysoka."

Więcej TUTAJ

***

"Izrael dał oddech. Brzęczkowi po meczu, jego piłkarzom w trakcie"

"Rzadko spotyka się w dzisiejszym futbolu międzynarodowym drużyny z takim podejściem, z jakim Izrael przyjechał na Stadion Narodowy. Zwykle, jeśli ktoś grać odważnie, to dlatego, że potrafi. Jeśli nie potrafi, gra mniej odważnie, starając się tuszować braki. Nawet marcowy mecz z Łotwą był dla Polaków znacznie trudniejszy, bo przeciwnicy przyjechali do Warszawy ze świadomością, że są słabsi i muszą to nadrobić w inny sposób. Izraelczycy przyjechali bez tej świadomości, więc nie starali się niczego nadrabiać. Gdy drużyna gra trójką stoperów, zwykle oznacza to, że gra piątką obrońców, bo po stracie piłki wahadłowi błyskawicznie wchodzą w linię obronną. Zawodnicy Andreasa Herzoga tak nie robili. Oni naprawdę długimi fragmentami grali trójką obrońców na Krzysztofa Piątka i Roberta Lewandowskiego. Środkowi pomocnicy niespecjalnie byli zainteresowani wspieraniem wahadłowych, co oznaczało, że Polacy z samego ustawienia mieli na skrzydłach przewagę liczebną. Izraelczycy nie starali się grać kompaktowo. Już w pierwszej połowie przy bezbramkowym wyniku dochodziło notorycznie do sytuacji, w których przeciwnicy byli rozciągnięci na kilkudziesięciu metrach, a nawet czterech zawodników zostawało za linią piłki, gdy Polacy rozpoczynali akcje. Przy stałych fragmentach gry dla gospodarzy rywale zostawiali często po dwóch zawodników na kontrataki. Nie byli nastawieni na bronienie. A tak odważny futbol, gdy ma się słabszych piłkarzy od przeciwnika, zwykle kończy się fatalnie. Izraelowi mogło się udać tylko w przypadku, gdyby jedna z jego groźnych akcji w pierwszej połowie skończyła się golem. Polscy stoperzy znów poprawnie radzili sobie jednak w pojedynkach z dobrymi technicznie piłkarzami ofensywnymi rywali."

Więcej TUTAJ

***

"Zadziwiająca metamorfoza"

"Na Stadionie Narodowym zobaczyliśmy piłkarzy grających z werwą, żwawych i pomysłowych. Będę się przychylał do tego drugiego oblicza. Kadrowicze zagrali najlepszy mecz za kadencji Jerzego Brzęczka i dali sobie nieco wytchnienia przed kolejnymi, wrześniowymi meczami. Metamorfoza, jaką przeszli w ciągu trzech dni jest trudna do wytłumaczenia, bo przecież w tym czasie nie odbył się żaden normalny trening, więc nie mieli okazji poprawiać niedoskonałości na boisku. Więcej roboty wykonali w rozmowach, wyczyścili głowy i wyszli, jak po swoje."

Więcej TUTAJ

***

"Lewczuk bliski powrotu do Legii. W grę wchodzą jeszcze Grecja i Cypr"

"Zawodnik występował przy Łazienkowskiej w latach 2014–16. Teraz obie strony w dużym stopniu uzgodniły już warunki nowej umowy, zawodnik musi jeszcze przejść tylko testy medyczne. Piłkarza chciał też Raków Częstochowa, ale teraz Legia jest bardziej prawdopodobną opcją.

W grę wchodzi jednak jeszcze kierunek zagraniczny – Grecja lub Cypr. Zawodnik jest związany z mającą siedzibę w Atenach firmą menedżerską Proactive Sport Management, więc to zwiększa prawdopodobieństwo przeprowadzki na południe. Były też zapytania z Turcji, ale Lewczuk nie chciał tam grać. Najbliżej podpisania umowy jest z Legią."

Więcej TUTAJ

***

"Debiut Haraslina jak marzenie"

"Słowak potrzebował tylko pięciu minut, by trafić do siatki. Popisał się piękną indywidualną akcją, minął w pełnym biegu kilku bezradnych rywali i nie dał szans bramkarzowi. Słowackie media są zgodne – był bohaterem spotkania. „Ten debiut był jak grom!” – napisał dziennik „Sport”. – Przed wejściem na boisko trener Pavel Hapal powiedział mi: „Bierz piłkę i biegnij z nią do przodu. Podawaj i strzelaj na bramkę. Rób, to, co potrafisz najlepiej”. Myślę, że właśnie tak zagrałem. Jestem zadowolony ze swojego występu – opowiada Haraslin.

Piłkarz Lechii czuł jednak przed meczem presję. Wiązała się z tym, że przeciwko Jordanii miał wystąpić z numerem 17, który ma na plecach, grając dla zespołu z Gdańska. Na Słowacji to jednak numer szczególny, bo nosi go piłkarz z tego kraju Marek Hamšík. – On jest wybitnym zawodnikiem, jednym z moich idoli. Trochę się tego obawiałem, ale rozmawiałem z Markiem i powiedział mi, by nie przejmować się presją, związaną z tym numerem. Żeby robić to, co umiem najlepiej – opowiada Haraslin."

Więcej TUTAJ

***

"Ukraińcy wysłali samolot po Łunina"

"Utalentowany golkiper wystąpił w czterech pierwszych meczach reprezentacji Ukrainy podczas mistrzostw świata do lat 20, ale po starciu z Panamą (4:1) w 1/8 finału musiał opuścić kolegów z młodzieżówki. Jest bowiem rezerwowym bramkarzem dorosłej reprezentacji i selekcjoner Andrij Szewczenko wezwał go na zgrupowanie dorosłej kadry przed meczami z Serbią i Luksemburgiem w eliminacjach mistrzostw Europy. W ćwierćfinale z Kolumbią (1:0) nie zagrał i według pierwotnego planu miał już nie wracać do Polski, ale plan jednak uległ zmianie. Bezpośrednio po zakończeniu wczorajszego spotkania z Luksemburgiem we Lwowie po zawodnika podstawiono samolot, który przetransportował go znowu do Polski. Dziś ma stanąć między słupkami w starciu z Włochami."

Więcej TUTAJ

***

"Szachy, lektury i język angielski - Celico zrewolucjonizuje ekwadorski futbol?"

"Dziewiętnaście lat temu argentyński trener był bliski porzucenia zawodu z powodów finansowych. Nie miał pieniędzy, żeby opłacić podstawowe rachunki, a poświęcał się szkoleniu młodzieży. Z nieba spadła więc propozycja z uniwersytetu w New Jersey. Zaproponowali mu trzymiesięczną pracę w roli profesora za okazałą pensję. Nauczał o futbolu, a zarobione pieniądze przeznaczył na książki dla trenerów i dalszą edukację.

Dziś jego biuro jest przepełnione dronami, nagraniami z meczów, piłkami, sprzętem treningowym, a nawet dmuchanymi piłkarzami. 57-latek poświęca się całkowicie pracy, dlatego dwa lata temu, jako obcokrajowiec, został poproszony przez ekwadorską federację, by zrewolucjonizował podejście do młodzieżowej piłki. Efekty widzimy na polskich boiskach. Jako mistrzowie Ameryki Południowej, lepsi w eliminacjach m.in. od Argentyny, Brazylii i Urugwaju, przystąpią do półfinału mundialu z Koreą Południową. Zostały im tylko dwa kroki od tytułu. I choć to niespodzianka, bo dotychczas najdalej Ekwadorczycy dotarli do 1/8 finału, to już przed turniejem Celico zapowiadał grę o trofeum."

Więcej TUTAJ


"SPORT"

"Ile i za co? Oceny za mecz z Izraelem"

"Łukasz FABIAŃSKI – 6
Pierwszy strzał, na rozgrzewkę, łapał na raty, ale zagrożenia po uderzeniu Kayala nie było żadnego. Później rywale zbyt często go nie nękali, a jeżeli próbowali strzałów z dystansu nasz golkiper radził sobie z nimi bardzo pewnie. Kiedy prowadziliśmy 3:0, pozwolił sobie na drybling w polu karnym. Nie zawsze chwalimy takie zabawy, ale tym razem świadczyło to o ogromnej pewności siebie, którą nasz golkiper zachował do końca spotkania. I swój 50. występ w narodowych barwach okrasił czystym kontem.

Tomasz KĘDZIORA – 6
Brawa za przytomność umysłu po podaniu Lewandowskiego w pole karne. Obrońca Dynama Kijów nie spanikował, tylko w idealnym momencie odegrał piłkę do Piątka. Nieźle układała się też jego współpraca z Zielińskim, co powodowało, że nasza prawa strona długo wyglądała dużo lepiej od lewej. W drugiej połowie był już mniej aktywny, ale za to w tyłach był jednym z tych, którzy nie pozwolili rywalowi na rozwinięcie skrzydeł."

Więcej TUTAJ

***

"Coś drgnęło"

"Krytyczne uwagi do gry muszą jednak pozostać, bo nie sposób nie pamiętać, że dopóki wynik nie był pewny, dopóty nie brakowało banalnych, a przez to irytujących i niebezpiecznych dla nas błędów, w tym często wynikających ze swego rodzaju niechlujstwa.

Co nie zmienia faktu, że piłkarze, selekcjoner – może zwłaszcza on – i oczywiście kibice wejdą w okres urlopowy o wiele spokojniejsi, już nie tylko dlatego, że został zrobiony kolejny, znaczący krok ku finałom Euro 2020, i nie tylko dlatego, że to rywale muszą się martwić bardzo dużym już dystansem do Polski, lecz również dlatego, że trudno komukolwiek będzie powiedzieć, że to już tylko kwestia nieustających przypadków, niskiej klasy rywali, czy też owych czarów-marów z przeszłości, z którymi Jerzy Brzęczek się zmagał. I z odcieniem ulgi możemy (wreszcie) powiedzieć: coś drgnęło."

Więcej TUTAJ

***

"Unikalne miejsce pamięci"

"Reprezentacja Izraela przybyła do naszego kraju dopiero po raz czwarty w historii. Premierowa wizyta miała miejsce w 1992 roku i w towarzyskim meczu na stadionie w Mielcu padł remis 1:1. Trzy lata później, w ramach eliminacji Euro 1996, zmierzyliśmy się z Izraelczykami w Zabrzu i po zaciętym spotkaniu wygraliśmy 4:3. Po raz ostatni zagraliśmy z tym rywalem przed własną publicznością 21 lat temu. W Krakowie, po bramkach Mirosława Trzeciaka i Rafała Siadaczki, wygraliśmy 2:0. Tamto spotkanie zbiegło się w czasie z niefortunnymi wydarzeniami natury społeczno-politycznej, które wówczas rozgrywały się wokół niemieckiego obozu koncentracyjnego KL Auschwitz. Działacz społeczny pochodzący z Katowic, Kazimierz Świtoń, zaprotestował wówczas przeciwko usunięciu z terenu żwirowiska obozu krzyża, który upamiętniał wizytę Jana Pawła II. Protest trwał kilka miesięcy i wywołał szereg napięć w stosunkach polsko-izraelskich.

Na tej płaszczyźnie również, całkiem niedawno, kolejny raz zrobiło się nieciekawie, bo pełniący obowiązki ministra spraw zagranicznych Izraela, Israel Katz, powiedział, że Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki. Kilka miesięcy później doszło do słownego i fizycznego ataku na ambasadora RP w Izraelu, Marka Magierowskiego. Przedwczoraj szef naszej dyplomacji, minister Jacek Czaputowicz, przyznał, że strona polska nadal nie doczekała się przeprosin ze strony izraelskiej za słowa Israela Katza."

Więcej TUTAJ

***

"Górnicy wracają z wypożyczenia"

"Już za kilka dni treningi do nowego sezonu wznawiają piłkarze Górnika. W grupie tych, którzy mają się pojawić na pierwszym treningu będą Daniel Smuga i Marcin Urynowicz.

Obaj piłkarze poprzedni sezon zaczęli w podstawowym składzie górniczej jedenastki. W inaugurującym sezon 2018/2019 spotkaniu z Koroną zagrali od pierwszej minuty. Smuga „pomógł” sobie dobrymi występami w starciu z mołdawską Zarią Balti w eliminacjach Ligi Europy, kiedy to w końcówce wyjazdowego spotkania zdobył gola na wagę awansu."

Więcej TUTAJ

***

"Młodzież na początek w Sosnowcu"

"Zaczynamy dość wcześnie i tutaj małe wyjaśnienie, dlaczego już 10 czerwca. Chcemy ten tydzień poświęcić na przegląd nowych zawodników. Również tych, którzy byli na wypożyczeniach, by wspomnieć, chociażby Patryka Mularczyka, Konrada Budka czy też Michała Kiecę. Do tego dojdzie grupa naszych piłkarzy młodego pokolenia, czyli młodzieżowców – tłumaczy Radosław Mroczkowski."

Więcej TUTAJ


"GAZETA WYBORCZA"

"Antydepresant w ekspresie na Euro 2020. Czego dowiedzieliśmy się w meczu z Izraelem"

"Polacy wyglądali lepiej niż w piątek choćby dlatego, że wnieśli na boisko sporo energii. W Skopje ruszali się jak muchy w smole, zwłaszcza przed przerwą wydawało się, że zamierzają do końcowego gwizdka dodreptać. Na Stadionie Narodowym od początku przycisnęli rywala, biegali jak nakręceni – i to wystarczyło, by chwilami Izrael wręcz oblegać. Goście wyglądali bowiem na świadomych swojej niższości, grali w sposób sugerujący, że szczytem marzeń jest dla nich wybronienie remisu. A przy klasie polskich napastników należy zakładać, że jeśli piłka będzie notorycznie wpadać w pole karne, to wcześniej czy później musi wylądować w siatce.

Rzadko się zdarza, by do bramki reprezentacji Polski próbował dobrać się napastnik, którego można porównać do Lewandowskiego. Tymczasem jak nasz supersnajper ostatnio po założeniu biało-czerwonej koszulki smutniał, tak Eran Zahavi czerpał z gry dla kraju czystą radość. Renomą gwieździe Bayernu ustępuje i na co dzień kopie w lidze chińskiej (czyli na peryferiach futbolu), ale dla Izraela w trzech wiosennych meczach wbił siedem goli (więcej niż cała kadra Jerzego Brzęczka), został liderem klasyfikacji strzelców w eliminacjach Euro 2020 i w ogóle wszystko, czego dotknie, zamienia w złoto. Rodacy obwołują go nawet swoim najznakomitszym piłkarzem w historii."

Więcej TUTAJ

***

"Czy w szatni reprezentacji Polski wrze"

"Można powiedzieć: selekcjoner lekko oderwał się od ziemi. Dotychczas albo słyszał krytykę za niewygrywanie (jesienią), albo za niepokojący bałagan na boisku pomimo wygrywania (wiosną), a teraz można mu tylko gratulować perfekcyjnego startu w eliminacjach. Poczuł się mocny. I kiedy padło pytanie o awanturę, jaka według krążących pogłosek wybuchła po upiornym meczydle w Skopje – urządzili ją sami piłkarze, oczekiwali zmian w sposobie gry – zapewniał, że zgrupowanie przebiegało spokojnie jak nigdy, że od początku kadencji trzyma się tej samej koncepcji, że poniedziałkowa wiktoria potwierdziła jej słuszność i stanowiła efekt wszystkiego, co zostało przepracowane od września 2018 r.

Kilka pięter niżej od sali konferencyjnej na Stadionie Narodowym, na poziomie murawy, inną wersję wydarzeń przedstawiał Robert Lewandowski, który był bodaj najbardziej markotny i zarazem zirytowany po piątkowej udręce. – W Macedonii dużo nie funkcjonowało, myślę, że trochę zagubiliśmy się w tym, co mamy grać. A czasami musimy postawić na prostą piłkę, cierpliwą, to co potrafimy i co od paru lat funkcjonowało dobrze. Coś, co było dopasowane pod zawodników, a nie odwrotnie – pod taktykę. Zabłądziliśmy, ale dzisiaj wróciliśmy do tego, co powinniśmy grać – perorował kapitan reprezentacji (cytaty za pezetpeenowskim kanałem „Łączy nas piłka”). Wspomniał też, jak ważne jest, „by nie kombinować, nie szukać tego, co nam nie pasuje”."

Więcej TUTAJ


"RZECZPOSPOLITA"

"Szczepłek: Do jednej bramki"

"Wiary nam właśnie brakuje. To co powiedzieć teraz? Jesteśmy potęgą? Też nie. W Skopje się nie udało, w Warszawie Jerzy Brzęczek zrobił tylko jedną zmianę i gra od tego się polepszyła. Krzysztof Piątek delikatnie marudził, że powinien wyjść w pierwszym składzie. Brzęczek uznał, że może to zrobić. Para Robert Lewandowski - Piątek grała już od pierwszej minuty przeciw Łotwie, ale nie wychodziło to najlepiej. Teraz warto było powtórzyć ten wariant, choćby dla jednego prostopadłego podania Lewandowskiego, dzięki któremu (z udziałem Tomasza Kędziory po drodze) Piątek strzelił pierwszą bramkę."

Więcej TUTAJ


"FAKT"

"Brzęczek: Piątkowi nie uderzy sodówka do głowy"

"TOMASZ WŁODARCZYK: Wspólnie z Krzysztofem Piątkiem wszedł pan na statek „Reprezentacja Polski”. Pan zaczynał jako selekcjoner, on pierwszy raz otrzymał powołanie.
JERZY BRZĘCZEK:
To było naturalne. Przed mistrzostwami świata znalazł się na szerokiej liście kadrowiczów wytypowanych przez Adama Nawałkę na mistrzostwa świata. Ostatecznie na mundial nie pojechał. Ale to co wydarzyło się potem było scenariuszem napisanym przez największych optymistów. Jego kariera eksplodowała w Genui od pierwszego meczu.

Spadł panu z nieba?
Poszerzył moje opcje. Mam przyjemny ból głowy. To prawdziwy lis pola karnego. Ma instynkt. Czuje przestrzeń. Wie, gdzie się ustawić. Do tego świetny timing – wie kiedy wystartować, z której strony obiec przeciwnika, żeby go zaskoczyć. To cechy klasowego napastnika, które wdrożył w życie. Krzysiek nie urwał się z choinki. Zapracował sobie na to gdzie jest."

Więcej TUTAJ


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się