var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: Mateusz Czarnecki

Jak zwiększyć siłę rażenia i zyskać czas, a jak tego nie robić? Najwięksi wygrani i przegrani ostatniego zgrupowania według 2x45

Autor: Mariusz Bielski
2019-06-12 13:07:38

No i cyk, właśnie nastąpił definitywny koniec sezonu. Można rozjechać albo do domów, albo na urlopy, albo połączyć przyjemne z pożytecznym. Dla nas natomiast to jeszcze jeden moment na podsumowania, tym razem ostatniego zgrupowania reprezentacji. Kto rzutem na taśmę poprawił swoje reprezentacyjne notowania, a kto wręcz przeciwnie?

WYGRANI:

1. Krzysztof Piątek

Wybaczcie nam głupie porównanie, ale gdyby ten facet był pociągiem, robiłby za TGV – taką prędkość nabrała jego kariera. Rok temu kończył sezon w Cracovii jako wonderkid. Dziś to najlepszy strzelec Milanu, topowy napastnik w Serie A, a do tego zawodnik aspirujący do pierwszego składu reprezentacji Polski.

No i my byśmy mu to miejsce dali bez dłuższego zastanawiania się, wszak mówimy o gościu, który mając pół sytuacji potrafi sypnąć dwa gole. Tak tak, wiemy, matematycznie to się nie zgadza kompletnie, celowo hiperbolizujemy, chociaż… Coś w tym jest, wystarczy zobaczyć jego gola z Macedonią. Ktokolwiek inny dotknąłby futbolówkę jak wówczas on – nic by z tego nie było. A tu bramka! Z Izraelem też co miał, to wykończył, wcześniej zaś dał nam 3 punkty z Austrią, gdy męczyliśmy bułę niemiłosiernie. 3 bramki w 4 spotkaniach przy zaledwie 2 Lewego w ostatnich 11 meczach – to mówi samo za siebie.

Z takim zmysłem obficie podlewanym szczęściem Arkadiusz Milik może mieć problemy z powrotem do pierwszego składu na dłużej i nie ma się co temu dziwić. Zwłaszcza w dobie tego, iż Piątek oraz Lewandowski udowodnili również, że mogą się uzupełniać w pełnionych na boisku rolach, tym samym odpierając główny argument przeciwko wystawianiu ich razem. 

Powiedzmy więc sobie otwarcie – głupotą byłoby nie korzystać z obu supersnajperów przy najbliższych okazjach. Zwłaszcza w grupie, w której to my powinniśmy straszyć rywali samymi nazwiskami.

***

2. Tomasz Kędziora

Prawdę powiedziawszy po spotkaniu z Macedonią zaczynaliśmy się zastanawiać czy zawodnik Dynama Kijów nie powinien być zdegradowany co najwyżej do roli statysty, o ile oczywiście przeciwległą stronę powróciłby Rybus. Dotychczasowe występy ex-Lechity w kadrze były w najlepszych przypadkach na alibi, co na poziomie reprezentacyjnym zadowalać zwyczajnie nie może. 

Nawet z Macedończykami miewał problemy, a przecież wcale nie mierzył się z najlepszą wersją Gorana Pandeva z czasów Interu. Fartownie nic groźnego z tego nie wyszło, jednak to żadne usprawiedliwienie. Z tego tytułu tym bardziej więc Tomkowi należy się pochwała za reakcję, czyli to jak zaprezentował się przeciwko Izraelowi. Jasne, podopieczni Herzoga byli znacznie gorzej zorganizowan, ale to też trzeba było potrafić wykorzystać, co zresztą wydarzyło się przy udziale jego i Piotrka Zielińskiego, którzy doskonale ze sobą współpracowali. Przytomna asysta do Piątka przy golu na 1:0 zamiast ładowania na pałę tylko spuentowała dobry występ prawego obrońcy „zarówno w defenzywie jak i w ofenzywie”.

A skoro tak, wygląda na to, iż Robert Gumny jeszcze przez jakiś czas będzie musiał wykazać się cierpliwością względem awansu w reprezentacyjnej hierarchii.

***

3. Jerzy Brzęczek

Okej, trochę naginamy zasady, bo przeważnie tego typu zestawienia powinny zamykać się wśród samych zawodników. Tym razem jednak musicie nam wybaczyć wyjątek, bo ostatecznie nie da się przejść obojętnie obok naszego selekcjonera.

Głównie ze względu na jego wyniki w eliminacjach do Euro, które wcześniej wręcz przeczyły logice. 3/3 wygrane, kiedy 3/3 razy graliśmy absolutną kaszanę… Absurd, ale taki, którego w sumie można zazdrościć. Do tego jeszcze ani razu nie straciliśmy bramki. Dopiero przeciwko Izraelowi widzieliśmy wszystko to, za czym tęskniliśmy – sportowa złość, wyższa intensywność, odpowiednie próby wykorzystania umiejętności poszczególnych zawodników. Nie wiemy na ile ta odmiana wynikała z tego co na treningach zrobił Brzęczek, a na ile po prostu z wkurzenia samych piłkarzy, które powoli zaczęli się z nich wylewać w mediach.

Ostatecznie jednak także wszystko to dobre, co nam się przydarza, również idzie na jego konto. – Na ładną grę jeszcze przyjdzie czas – mówił parę dni temu. No i cóż, wymęczonym, lecz wciąż zwycięstwem z Macedonią, oraz przekonującym triumfem nad Izraelem selekcjoner faktycznie wywalczył sobie trochę czasu. A jak jeżeli masz czas, to masz też najważniejsze narzędzie do pracy. Oby Brzęczek potrafił dobrze je wykorzystać.

 

PRZEGRANI:

1. Maciej Rybus

– Trudno określić jaki jest pomysł selekcjonera na tę drużynę – mówił Rybus po meczu z Macedonią, co daje do myślenia. Nie chcemy tworzyć teorii spiskowych, po prostu chcielibyśmy nieco przemodelować to spostrzeżenie. Może Brzęczek nie ma pomysłu na samego Maćka? 

Poniekąd już pisaliśmy o tym przy okazji tekstu dotyczącego wniosków: „Nawet argument dotyczący zdrowia piłkarza Brzęczek sobie odebrał, skoro parę dni wcześniej posłał Maćka do boju w drugiej połowie spotkania z Macedonią. A zatem musiał być gotowy do gry.”

Dlaczego zatem w starciach, w których wszyscy są od nas znacznie słabsi, czasem wielokrotnie, Jerzy Brzęczek decyduje się na tak asekuranckie rozwiązanie, jak wystawianie prawonożnego Bereszyńskiego na lewej obronie? No bo chyba nie chce nam powiedzieć, że to ze strachu przed potężną Macedonią i jeszcze potężniejszym Izraelem? To się przecież kupy nie trzyma, jeśli potrzebujesz, powinieneś i nie ryzykujesz zbytnio zwiększeniem siły rażenia z przodu. 

Rozłóżmy to na czynniki pierwsze. Lewonożny Rybus może dośrodkować w pełnym biegu wzdłuż boiska, prawonożny Bereszyński nie. Lewonożny Rybus może iść na obieg za plecy Grosickiego, prawonożny Bereszyński… Niby też, tylko po co? Lewonożny Rybus będzie mniej przewidywalny dla rywala w małej grze pod przeciwnym polem karnym, prawonożny Bereszyński zawsze będzie łatwiej odczytywany. Lewonożny Rybus łatwiej poradzi sobie z pressingiem przeciwnika, prawonożny Bereszyński stanie się łatwym celem.

Zresztą, wiele w tej kwestii mówi też to, że ponoć Lewandowski był mocno sfrustrowany faktem braku zawodnika Lokomotivu w wyjściowym składzie na Izrael. Mając w pamięci w jaki sposób wcześniej pokonał Steinborsa z Łotwy… Cóż, nie dziwimy się w ogóle.

Stety-niestety jednak ostatnie wyniki bronią decyzji personalnych Brzęczka, więc wcale nie bylibyśmy zdziwieni, gdyby w przyszłości selekcjoner równie ochoczo stawiał na Beresia na lewej obronie.

***

2. Przemysław Frankowski

Od początku eliminacji do Euro 2020 Jerzy Brzęczek w sposób miarodajny skorzystał z usług 14 piłkarzy i wygląda na to, że póki co Przemysław Frankowski zmierza po nagrodę w stylu Złotej Maliny. Nikt nie wykręcił od niego gorszej średniej ocen – 2,00 w dwóch starciach, w skali 1-6, gdzie wyjściówka to 2,5.

No ale też nie ma co ukrywać, że za występ przeciwko Macedonii zasługuje na wyraźną krytykę. Zwykle zarzucaliśmy mu robienie wiatru bez dawania konkretów w postaci goli czy asyst, a tym razem zamiast huraganu nie stworzył chociażby letniej bryzy. Zaledwie 1 udany drybling, 0 celnych dośrodkowań, tylko 10 podań… Przesada, nawet jak na fakt, iż rozegrał wyłącznie pierwszą połowę. Nie może być przy tym zły na decyzję Brzęczka o zastąpieniu go Piątkiem w przerwie, wszak wyglądał, jakby jeszcze odczuwał skutki jetlagu po locie z USA.

Gdyby to od nas zależało, w najbliższej przyszłości raczej niezbyt chętnie korzystalibyśmy z usług Przemka, a już na pewno nie w pierwszym składzie. Jasne, gdzieś w odwodzie powinien pozostać, bo kłopotu bogactwa to my na skrzydłach zdecydowanie nie mamy, aczkolwiek nawet w takiej sytuacji Frankowski powinien wylądować gdzieś na 4. miejscu. Za Zielińskim, Grosickim i Kądziorem. Ten ostatni bowiem ma za sobą wyjątkowo udany sezon w barwach Dinama Zagrzeb, a do tego wystarczyło mu zaledwie 7 minut, by wpisać się na listę strzelców z Izraelem. Cóż, póki co Frankowski nie ma zbyt wielu argumentów, by nawiązać równorzędną walkę z kimkolwiek z przytoczonego tria.

***

3. Karol Linetty

Broń boże nie życzymy mu źle, ale… Ten chłopak spokojnie mógłby zostać bohaterem jednego z odcinków kultowego programu „997”. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie? Zaczynamy się martwić! Zawodnik Sampdorii ostatnie spotkanie w barwach Biało-Czerwonych rozegrał 14/10/2018 z Włochami, a potem praktycznie słuch o nim zaginął. 

Z jednej strony trudno się dziwić, ponieważ cierpiał na ten sam przypadek, co Zieliński, czyli nijak nie potrafił przełożyć formy z Sampdorii, gdzie pełni kluczową rolę w zespole, na występy w kadrze narodowej. Tu się momentalnie spalał. Wychodził na boisko i totalnie nie było z niego pożytku.

Z drugiej, czy akurat Klich – który po 4 meczach eliminacyjnych może pochwalić się u nas średnią ocen 2,13 (13. na 14 miejsc) – wydaje się być gościem nie do wygryzienia? Wręcz przeciwnie. Brzęczek chyba próbuje zrobić sobie z niego takiego żołnierza, jakim był Mączyński u Nawałki, tylko że póki co osiąga efekt daleki od oczekiwanego. Ponadto wychowanek Lecha zwyczajnie zdaje się przerastać piłkarza Leeds umiejętnościami, co też poniekąd potwierdza to, w jakich klubach występują i jaką przyszłość się przed nimi maluje. Karola co chwilę łączy się z Milanem, Romą, Interem. Mateusza łączy się co najwyżej międzymiastową z Brzęczkiem. Mało tego, selekcjoner zarówno przeciwko Macedonii jak i z Izraelem wolał posłać na boisko Jacka Góralskiego, bo uznał, że to dzięki niemu drużyna uzyska większą kontrolę nad końcówkami meczów.

Jeśli nie stanie się jakiś kataklizm, a Krychowiaka, Klicha oraz Góralskiego nie złapią groźne urazy (odpukać) to Linetty raczej prędko sobie w seniorskiej kadrze nie pogra. Chociaż nie zdziwilibyśmy się, gdyby nawet wtedy Brzęczek bardziej ochoczo postawił na Damiana Szymańskiego, albo… Aż strach drążyć głębiej. No i cóż, jeśli nawet po 3 tak beznadziejnych spotkaniach (Austria, Łotwa, Macedonia) szkoleniowiec nawet nie pomyślał, o szansie dla Karola, to chyba na dłużej powinien pogodzić się z rolą piłkarza treningowego.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się