var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: własne

Wreszcie nie musieliśmy trzeć twarzą po żwirze podczas oglądania meczu kadry

Autor: Bartosz Adamski
2019-06-12 14:30:11

W dwie godziny w poniedziałek całkowicie zmieniło się postrzeganie reprezentacji Polski. Nagle zaczęliśmy w nią wierzyć, cieszyć się jej oglądaniem. To jednak dopiero początek drogi i bynajmniej nie chodzi tutaj o punkty. One już powoli stają się drugorzędne, mamy spory zapas. Teraz Jerzy Brzęczek musi udowodnić, że mecz z Izraelem nie był przypadkiem i jest w stanie zbudować zespół, który nauczy się ataku pozycyjnego.

Jerzy Brzęczek wygraną z Izraelem wreszcie dał sobie oddech, zapracował na kredyt zaufania. Daleki jestem od stwierdzenia, że to był mecz, który zbudował tę reprezentację, ale wreszcie było widać przynajmniej zalążki dobrej gry. W końcu potrafiliśmy dominować, grać w piłkę i przede wszystkim grać piłką. To było na pewno nasze najlepsze spotkanie za kadencji Brzęczka, co do tego nawet nikt nie ma wątpliwości. Ale to był mecz porównywalny ze starciami z Rumunią w eliminacjach do mistrzostw świata. Potrafiliśmy stłamsić napoczęty zespół, dobić go. I super, o to właśnie chodziło.

Po prostu takiego spotkania od początku tych eliminacji oczekiwaliśmy i potrzebowaliśmy. Meczu, w którym będziemy mogli uwolnić potencjał ofensywny, wyżyć się i postrzelać. Zademonstrować wreszcie siłę, którą na tle tak słabych reprezentacji niewątpliwie emanujemy.

Jednocześnie ten mecz ostudził nieco głosy mówiące o dymisji selekcjonera. Jasne było, że Brzęczek w tych eliminacjach może tylko stracić, do wygrania w zasadzie nic nie ma. Awans jest obligatoryjny, jego brak byłby kompletną kompromitacją, ale wiemy już w zasadzie po czterech spotkaniach, że nam ona nie grozi. Ba, moglibyśmy kręcić głową na stratę punktów w którymkolwiek meczu przed nami. Nie, to nie jest buta, a po prostu świadomość własnej siły. Jeśli będziemy grać na normalnym poziomie, nie zlekceważymy przeciwnika tak jak Łotwy, to naprawdę bardzo trudno będzie nam przegrać jakiekolwiek spotkanie.

Dlatego z obawą patrzyliśmy na pierwsze mecze, bo pojawiło się zbyt wiele arogancji i kompletnego niezrozumienia na linii piłkarze - trener. Niepokoić mogło, że nie mówiliśmy już przecież o pierwszym zgrupowaniu, a o dziewięciu miesiącach pracy Brzęczka. O ile styl w Austrii nie był istotny, tam liczyły się po prostu trzy punkty, o tyle z Łotwą czy Macedonią Północną mieliśmy pełne prawo wymagać dobrego futbolu. A graliśmy tak, że przyjemniejsze od oglądania tych poczynań byłoby tarcie twarzą po żwirze.

Zarzucaliśmy Jerzemu Brzęczkowi nadmierne asekuranctwo. To nawet nie była pamiętna Grecja z 2004 roku, to była jej marna kalka. Dlatego nie chcieliśmy wreszcie widzieć kunktatorstwa przeciwko Izraelowi. Mam wrażenie, że nasz selekcjoner podchodził do wcześniejszych rywali ze zbyt dużym szacunkiem, nadmiernie się asekurował. A przecież ci przeciwnicy nie mają ani jednego zawodnika, który straszyłby tak swoim nazwiskiem jak Lewandowski, Piątek czy nawet Milik albo Zieliński. Nie mieliśmy kogo szczególnie się obawiać, tu nie trzeba było bronić, tylko atakować, narzucić swoją wyższość.

To jest generalnie grupa śmiechu, ale żeby nie tylko krytykować, należy docenić również to, że potrafimy wykorzystywać mankamenty przeciwników nawet wtedy, gdy gramy słabo. Żeby nie było niedomówień - ta kadra była krytykowana zasłużenie, ale po takim meczu jak ten z Izraelem można zacząć doszukiwać się plusów także we wcześniejszych spotkaniach. I raczej nie będzie się to odbywać na siłę, bo przecież jesteśmy jedyną reprezentacją, która jeszcze nie tylko nie straciła punktów, ale nawet i gola. Wiele krajów nam po prostu tego zazdrości.

Z Izraelem wreszcie było widać, że to już nie jest droga donikąd, a wiodąca do jakiegoś celu. Tym celem jest zdefiniowanie stylu, jakim chce się posługiwać Brzęczek. Dotychczas gdyby kogoś zapytać o pomysł selekcjonera na kadrę, zapewne wzruszylibyśmy gremialnie ramionami. Ewentualnie napomknęlibyśmy coś o defensywie. Ale prawda jest taka, że stylu nie było żadnego, to była po prostu przypadkowość. W ofensywie nie mieliśmy żadnych schematów, nie można było znaleźć żadnego punktu zaczepienia.

Dlatego mam nadzieję, że poniedziałkowe spotkanie ostatecznie pokazało, iż jedynym właściwym rozwiązaniem jest gra ofensywna, na dwóch napastników, w której dominujemy rywala. Bo jeśli z takimi zespołami, podczas tych eliminacji nie nauczymy się ataku pozycyjnego, to już chyba na zawsze będziemy skazani na konterkę, stałe fragmenty i kunszt Lewandowskiego czy Piątka. Zbudowaliśmy sobie taki zapas punktowy, że można zacząć przestać martwić się za wszelką cenę o wynik, a zwracać większą uwagę na grę. Bo to jest myślenie bardziej długofalowe. Chodzi o zbudowanie podstaw, które dadzą nam podstawy, że na Euro 2020 nie musimy wcale skończyć na pierwszej przeszkodzie po wyjściu z grupy.

Niepokoi jednak, że Brzęczek nie wyklucza powrotu do gry z jednym napastnikiem. To przypomina syndrom sztokholmski. Niby wiesz, że była kaszana, że nie dało się tego oglądać, ale jednak masz do tego systemu sentyment i przekonujesz cały świat, że możesz grać dwoma taktykami. No nie, jednak nie możesz, bo tych minusów jest w nim po prostu za dużo - wyłączona kreatywność Zielińskiego, Lewandowski odcięty od gry, jeden skrzydłowy, który nic nie wnosi. Akurat w systemie z osamotnionym atakującym nie powinniśmy upatrywać swojej szansy, bo on już powodzenia nie przyniósł. Męczyliśmy się w nim, narzekali zawodnicy, fatalnie się to oglądało. Po prostu nie warto.

Dosłownie jedna korekta w składzie wystarczyła, by uwolnić tych graczy. Widać było, jak się wreszcie cieszyli, jak w zasadzie czuli się wolni. Niesamowita odmiana, której sedno tkwiło w dołożeniu tylko Krzysztofa Piątka kosztem wątpliwej jakości skrzydłowego. Tak niewiele trzeba było, żeby dać radość Polakom i sprawić, że znów można się tą reprezentacją delektować.

Dlatego nie kombinujmy, grajmy ofensywnie i uczmy się gry w piłkę. Kontry mamy w DNA. Trzeba nauczyć się atakować, a nie tylko kontrować. Lepszej okazji do tego po prostu nie będzie.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się