var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: acmilan.com

Suso może odejść z Milanu, czyli sytuacja win-win bez happy endu

Autor: Marcin Długosz
2019-06-12 16:00:48

Choć uwaga mediów w kontekście zawodników Milanu w ostatnich miesiącach skupiła się przede wszystkim na Krzysztofie Piątku, to Polak oczywiście nie jest jedyną osobą, która decyduje o obliczu ataku Rossonerich. Przez ostatnie trzy lata jedna z najważniejszych postaci na San Siro to Suso. Teraz jednak hiszpański skrzydłowy może opuścić klub, do którego trafił na początku 2015 roku. Coraz głośniej o tym, że 25-latka lada chwila pozyska Atletico Madryt.

Mediolańska historia piłkarza pochodzącego z Kadyksu jest klasycznym przykładem na to, jak całkowicie od zera zbudować sobie twarde fundamenty w miejscu, w którym na samym początku omal się nie utonęło. Hiszpan dołączył do ekipy Il Diavolo z Liverpoolu za „marnych” kilkaset tysięcy euro, a gdy przyleciał do stolicy Lombardii, na lotnisku nie powitał go ani jeden kibic.

Poniekąd nie ma się co dziwić. Suso był graczem całkowicie anonimowym, a Rossoneri rozgrywali swój najsłabszy sezon w XXI wieku, który ostatecznie zakończyli na fatalnym jak na wielkość tego klubu, 10. miejscu w tabeli. Sam skrzydłowy dostał kilka okazji od trenera Filippo Inzaghiego, aby się wykazać, ale były to raczej nieśmiałe próby wprowadzania młodego, choć jedna z tych szans nadeszła w derbach Mediolanu.

Swoje premierowe bramki w czerwono-czarnych barwach, 21-letni wówczas gracz zdobył w sparingu z trzecioligową Reggianą. Wtedy było to coś nowego, z czasem miało się stać dla kibiców Milanu prawdziwym symbolem.

W sezonie 2015/2016 Suso był na uboczu Milanu. Najpierw stracił całą jesień, podczas której za kadencji Sinisy Mihajlovicia stał się odległym rezerwowym. Prawdziwą karierę we Włoszech zaczął pisać wiosną, gdy trafił na półroczne wypożyczenie do Genoi, z której powrócił na San Siro z bardzo pozytywnym bilansem sześciu bramek w dziewiętnastu spotkaniach.

Odkąd stery na San Siro objął Vincenzo Montella, Hiszpan również stał się nieodłączonym elementem wyjściowej jedenastki. Tak było przez półtorarocze pracy ze wspomnianym szkoleniowcem, tak też pozostało później przez okres za kadencji Gennaro Gattuso. Jeśli zatem skrzydłowy zdecydowałby się na zmianę barw klubowych, śmiało moglibyśmy powiedzieć, że odchodzi jeden z symboli mediolańczyków ostatnich trzech lat.

Jeśli Diego Simeone potrzebuje na Wanda Metropolitano skrzydłowego, Suso z wielu względów wydaje się dobrym kandydatem. To Hiszpan, ograny w klubie o dużej renomie, przyzwyczajony do wielkich widowni, ciągle znajduje się także w gronie zainteresowań selekcjonera kadry, Luisa Enrique, który od czasu do czasu – bo nieregularnie – wysyła mu powołania. No a do tego dochodzi korzystna jak na dzisiejsze realia kwota odstępnego.

Chodzi o 40 mln euro, co na zawodnika ofensywnego z niezłymi liczbami, występującego w topowej lidze, wcale nie wydaje się sumą przesadną. Gdy jesienią 2017 roku piłkarz z Kadyksu odnowił swój kontrakt na San Siro, zastrzeżono w nim właśnie taki zapis. Klauzula jest ważna podczas każdego letniego okna transferowego do 15 lipca, a więc teraz wchodzimy w gorący okres, w którym ktoś może ją zrealizować. Rok temu na taki krok nikt się nie zdecydował, choć… było blisko.

- Latem doszło do kontaktów z Atletico Madryt, ale byłem w sytuacji, w której ja i moja rodzina czuliśmy się dobrze. To prawda, że odnawiając kontrakt z Milanem nie chciałem odejść. Kocham Milan, Mediolan i Włochy. Nie myślałem o powrocie do La Liga – wyjawił w listopadzie skrzydłowy, czym z pewnością jeszcze bardziej zjednał sobie serca fanów Rossonerich.

Bo trzeba powiedzieć, że to relacja szczególna. Sam Suso często podkreśla uczucie, jakim darzy klub, który dał mu w ostatnich latach zaistnieć i zaoferował stabilizację po trudnym okresie w Liverpoolu i krótkim wypożyczeniu do Genoi. Wystarczy przejrzeć media społecznościowe zawodnika, aby stwierdzić, że w wyznawaniu uczuć nie gryzie się w język. A że to, co mówi, nie jest zwyczajną fasadą, pokazuje także czynami. Jak choćby rok temu, gdy mimo zainteresowania Atletico nie naciskał na transfer, choć sytuacja organizacyjna Milanu była bardzo skomplikowana i klubowi groziło wyrzucenie z europejskich pucharów.

- To powołanie chcę świętować na moim San Siro, z moimi ludźmi – napisał Hiszpan na swoim Instagramie przed sierpniowym meczem z Romą, gdy okazało się, że wyjedzie po nim na zgrupowanie kadry Hiszpanii. Takie słowa, takie zjednoczenie Hiszpana z czerwono-czarnym światem, powtarzało się regularnie. A do tego dochodziły liczby.

  • 2016/2017: 37 meczów – 7 bramek, 11 asyst.
  • 2017/2018: 50 meczów – 8 bramek, 14 asyst.
  • 2018/2019: 41 meczów – 8 bramek, 9 asyst.

Pewnie, nie są to statystyki na miarę Leo Messiego i Cristiano Ronaldo, ale jak na to, gdzie w ostatnich latach znajduje się Milan – wybijające się ponad przeciętność. A co najważniejsze – regularne. Suso podczas każdego swojego sezonu na San Siro gwarantował określony poziom, który był w stanie przynieść drużynie sporo korzyści. Liczbowo mogło być nawet lepiej, ale jak to zawsze w przypadku statystyk asystentów, nie w każdej sytuacji na wysokości zadania stawali koledzy.

Oczywiście Hiszpan nie jest piłkarzem bez wad, ale trudno by takim był, skoro mówimy o zawodniku klubu borykającego się z takimi problemami, jak Rossoneri w ostatnich latach. Hiszpan często znika, ma okresy, w których przez kilka tygodni irytuje i nie potrafi pokazać jakości, jaką wykazywał się wcześniej. W CV Susi możemy zauważyć nawet pewną zależność – jego statystyki zawsze są lepsze jesienią niż wiosną.

 

 

 

Trudno powiedzieć, z czego to wynika, ale nie zmienia to faktu, że jest on jednym z najważniejszych piłkarzy Milanu ostatnich lat. Rossoneri w ubiegłym sezonie walczyli o awans do Ligi Mistrzów do samego końca i duża w tym była zasługa 25-latka. Jeśli już ktoś ma odejść z San Siro, to z pewnością można wskazać kilkunastu zawodników, którzy powinni to zrobić przed graczem urodzonym w Kadyksie. Brutalne prawidła bilansów finansowowych mówią jednak co innego.

Według włoskich mediów, Milan prawdopodobnie będzie musiał poświęcić jednego ze swoich topowych zawodników, aby ratować fatalne rezultaty finansowe z czasów „chińskiego szaleństwa” w 2017 roku, które ściągnęło na klub problemy z Finansowym Fair Play. Również wcześniej, jeszcze w późnej erze Silvio Berlusconiego, mediolańczycy nie byli zarządzani modelowo, przez co obecny dyrektor generalny, Ivan Gazidis, ma wyjątkowo twardy orzech do zgryzienia, jak wszystko wyprowadzić na prostą i jednocześnie sprawić, aby nie ucierpiała na tym jakość drużyny.

Jeśli więc założymy, że pod młotek musi pójść piłkarz warty minimum 40 mln euro, z obecnej kadry Milanu mamy do wyboru w zasadzie trzech takich graczy – Gianluigiego Donnarummę, Alessio Romagnoliego i właśnie Suso. Ewentualnie można byłoby doliczyć do tego grona jeszcze Francka Kessiego, zwłaszcza gdyby w grę wchodził brytyjski kierunek transferowy.

Spośród wymienionych piłkarzy, stosunkowo najłatwiej Milanowi byłoby się rozstać właśnie z Hiszpanem. Nie trzeba byłoby rozkopywać dobrze zbudowanej już defensywy, na bazie której Rossoneri niejednokrotnie w zeszłym sezonie notowali pozytywne rezultaty, a poza tym niewykluczone, że poświęcenie skrzydłowego i tak byłoby konieczne.

Nowym trenerem mediolańczyków ma zostać bowiem Marco Giampaolo, szkoleniowiec znany z tego, że preferuje taktykę 4-3-1-2. Występujący na lewej flance Hakan Calhanoglu i Fabio Borini bez problemu powinni odnaleźć się odpowiednio w drugiej linii i ataku. Przebudowa składu poprzez zainwestowanie pieniędzy ze sprzedaży dwóch prawoskrzydłowych – Suso i mającego bardzo przeciętny poprzedni sezon Samu Castillejo – wydaje się pomysłem niezbyt inwazyjnym i całkiem przemyślanym.

Odejście byłoby dobrym krokiem najprawdopodobniej również dla samego Suso. Zawodnik ten w listopadzie skończy 26 lat i od jakiegoś czasu pokazuje, że choć może brak mu jeszcze regularności w wydaniu tydzień po tygodniu, to jest gotowy do skoku jakościowego i gry w Lidze Mistrzów. Milan nie jest mu w stanie tego zaoferować, a czas nieubłaganie mija i Hiszpan musi uważać, aby nie przegapić dogodnego momentu do rozwoju swojej kariery.

Najbliższe dni, a maksymalnie tygodnie pokażą, czy skrzydłowy faktycznie zamieni Mediolan na Madryt. Jeśli tak się stanie, na linii Suso – kibice Rossonerich z pewnością pozostaną znakomite, pełne szacunku relacje, a obie strony będą się wspierały i szczerze cieszyły ze swoich sukcesów. Pożegnanie już teraz wydaje się sytuacją win-win, bo swoje zyska zarówno piłkarz, jak i sprzedający go klub.

I trzeba byłoby pokonać tylko tę gorycz w ustach, że mimo wielu świetnych wspomnień w czerwono-czarnych barwach, Hiszpan nigdy nie wysłuchałby na murawie hymnu Ligi Mistrzów walcząc dla drużyny, której dał wiele i od której również bardzo dużo utrzymał. Jak jednak powiedział Ignazio Abate, kolega zawodnika z Półwyspu Iberyjskiego, żegnając się z Milanem: „Pewne marzenia czasami się nie realizują, ale zostają w sercu zamknięte na klucz”.

 

 

 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się