var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: Mateusz Czarnecki

Koniec marzeń Piasta o dalszej współpracy z Sedlarem. Serb odchodzi, chcąc wykorzystać swoje pięć minut

Autor: Mariusz Bielski
2019-06-12 20:30:01

Pamiętacie Michała Probierza mówiącego o udziale polskich w drużyn w europejskich pucharach jak o pocałunku śmierci? Naszym zdaniem jest jeszcze jedna gorsza rzecz, spotykająca nasze ekipy, które nieoczekiwanie osiągnęły w Ekstraklasie duży sukces – letnia wyprzedaż. Aktualnie rękami i nogami musi się przed nią bronić Piast Gliwice, chociaż wiadomo, że 100% skuteczności miał nie będzie. Dzisiaj ogłoszono bowiem, iż zespół Waldemara Fornalika opuści Aleksandar Sedlar.

 – Może być Turcja czy Izrael, bo stamtąd też mam propozycje, a może być i Majorka. Wszystkie sprawy cały czas są otwarte – stwierdził wczoraj Sedlar na łamach dziennika „Sport”, ale już wiadomo, że wybrał ostatni z kierunków.

– Będzie grał w Hiszpanii. Był bliski przejścia do CD Tenerife, lecz Mallorca okazała się bardziej zdeterminowana, obserwowała Aleksandara przez ostatnie dwa lata. Porozumiał się z klubem w sprawie czteroletniego kontraktu, który wejdzie w życie po przejściu testów medycznych – powiedział Ardian Djokaj, agent piłkarza, na łamach „Przeglądu Sportowego”.

Nie zdziwilibyśmy się zatem, gdyby w Gliwicach osunięto wszystkie flagi do połowy masztów i generalnie zarządzono trzydniową żałobę na cześć obrońcy. Jesteśmy bowiem pewni, że bez niego nie pisaliśmy teraz o Piaście jako o mistrzu Polski. Jasne, ważne role w przeciągu całego sezonu odegrali też Kirkeskov, Hateley, Valencia i jeszcze paru innych, ale to przecież tylko kolejny dowód na fakt, iż z drużyny odejdzie jej absolutnie kluczowy piłkarz.

Przede wszystkim jednak imponująca była współpraca Serba z jego partnerem z obrony. Czerwiński wygrywał główkę, po czym Sedlar zgarniał drugą piłkę. Czerwiński musiał zaryzykować wyjściem „na raz”, a Sedlar go asekurował. Czerwiński odbierał piłkę przeciwnikowi, a za chwilę Sedlar brał się za wyprowadzenie piłki z obrony. Trudno o przykład lepiej uzupełniających się stoperów z ubiegłego sezonu. Może jeszcze Augustyn z Nalepą daliby radę nawiązać walkę, aczkolwiek ostatecznie i tak by ją przegrali.

Naturalne jest więc to, że po bardzo udanym sezonie Aleksandar chce spróbować sił w lidze mocniejszej niż Ekstraklasa, dlatego nie zdecydował się na przedłużenie kontraktu z Piastem. Rozmowy trwały praktycznie od zimy – czyli od chwili, gdy w ramach prawa Bosmana stoper mógł negocjować z innymi klubami – lecz rozbieżności pojawiały się niemal w każdym aspekcie. Po wpadce z trzyletnią umową dla Vassiljeva teraz gliwiczanie proponowali obrońcy krótszy kontrakt. Ponadto Piast nie był też w stanie rywalizować z klubami zagranicznymi pod względem finansowym, nawet jeśli oferty dla obrońcy nie zawsze przychodziły z najwyższych klas rozgrywkowych.

O kierunku hiszpańskim w kontekście stopera od dawna mówiło się wiele i w zasadzie menedżer tylko potwierdził informacje o tym, że Mallorca pragnęła pozyskać go jeszcze przed sezonem 2018/19. Drugim zainteresowanym z półwyspu iberyjskiego był ponoć Sporting Gijón, chociaż… Kto wie, czy wcześniej nie było ich więcej? – Słyszałem, że transfer jednego z topowych obrońców Ekstraklasy był mocno rozpatrywany przez hiszpańskie kluby, lecz ze względu na niski wzrost, około 180 cm, ostatecznie został odrzucony – mówił Tomasz Ćwiąkała pod koniec kwietnia w programie „La Liga Loca”. Nie chcemy tworzyć jakichś teorii spiskowych, ale dodajcie sobie 2 do 2, skoro nasz bohater mierzy 178 cm, technicznie nieźle ogarnia i był obserwowany przez tamtejszych skautów.

W końcu nie dziwimy się samemu Sedlarowi, że nie zdecydował się przystać na ofertę gliwiczan. Pomimo tego, iż wielokrotnie powtarzał jak dobrze czuje się w Polsce, zarówno w klubie jak i pod bardziej życiowym względem. Szatnia? Był częścią tej najbardziej zgranej ekipy, która wspólnie jadła większość posiłków, a ostatnio wybrała się też na wspólne wakacje. No ale nawet tego typu argumenty przeważnie należy odstawić na bok, kiedy pojawia się okazja na największy sportowy awans w życiu. Pamiętajmy bowiem, że wspomniana Mallorca jeszcze nie zakończyła sezonu – już jutro zacznie walkę w barażach z Albacete, a potem z Deportivo/Malagą o promocję do Primera División.

Wybaczcie nam coachingowy ton, ale… Tylko wariat nie próbowałby skorzystać z tak doskonałej okazji na grę w topowej lidze. Albo chociaż na jej zapleczu, które poziomem i tak znacznie przerasta Ekstraklasę. W takim momencie, gdy akurat masz 28 lat, po prostu musisz podjąć ryzyko przenosin, zamiast zastanawiać się „czy ten pociąg jeszcze przyjedzie?” Nie, powinieneś wycisnąć maksa ze swoich pięciu minut, łapiąc się praktycznie na ostatnią okazję na najlepszy oraz najwyższy kontrakt w karierze. Jasne, za rok Aleksandar pewnie wciąż mógłby liczyć na ciekawe oferty, choć wiadomo jak to jest w piłce – stabilizacja to fajna sprawa, tylko po co za jej sprawą kusić los? 

Jeśli Sedlar faktycznie wykonał przeskok z Ekstraklasy do La Ligi, satysfakcję mógłby odczuwać również… Artur Płatek, skaut Borussii i obecny koordynator transferowy Górnika. Przed trzema laty to właśnie Piastowi pomagał na podobnych zasadach jak teraz zabrzanom i to głównie dzięki niemu stoper trafił na Okrzei. – Skauting polega na minimalizowaniu ryzyka, eliminowaniu błędów w pozyskiwaniu piłkarzy. Pojechaliśmy go obejrzeć pierwszy raz: ok. Drugi? Słabo. Ale potem kilka razy znowu ok, ok, ok, ok. Do tego potwierdziliśmy kilka rzeczy na jego temat i w końcu go zakontraktowaliśmy. Dzisiaj chyba można powiedzieć, że jest to bardzo solidny obrońca w skali Ekstraklasy, potrafi utrzymać stabilną formę – opowiadał działacz w marcowej rozmowie z nami. A warto pamiętać też, że Płatek przekonał go wówczas do Piasta pomimo zainteresowania ze strony Dinama Mińsk oraz… Crvenej Zvezdy!

Dziś Sedlar musiałby albo zwariować, albo czekać na ostatni dzień okienka transferowego, aby w ogóle rozpatrywać takie propozycje. Trudno więc o lepszy miernik progresu, jaki poczynił w trakcie 3 lat spędzonych w Piaście, a zwłaszcza w sezonie 2018/19. Szkoda tylko, że gliwiczanie nie zarobią na nim ani grosza, ale to szczegół. Po tak dużym sukcesie jak mistrzostwo Polski obie strony, mimo wszystko, latami powinny wspominać się ciepło.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się