var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: Jacek Prondzyński legia.com

Legia zaczyna zbrojenia - nie tylko Lewczuk, ale i Gwilia! Transfer Gruzina póki co najciekawszym ruchem okienka

Autor: Bartosz Adamski
2019-06-12 22:01:19

O Igorze Lewczuku negocjującym z Legią Warszawa wiadomo było od kilku dni, ale pozyskanie przez wicemistrzów Polski Waleriana Gwilii jest sporą niespodzianką. Jeszcze niedawno Artur Płatek mówił, że Gruzin w Polsce będzie grał tylko w Górniku Zabrze, a tu proszę - przykra niespodzianka. Bez wątpienia oba ruchy wyglądają bardzo ciekawie, a pozyskanie Gwilii uważać możemy nawet za hit tego okienka.

Wokół przejścia Igora Lewczuka z Legii Warszawa do Girondins Bordeaux przed sezonem 2016/17 sporo było komentarzy. Środkowy obrońca miał do wyboru: albo grać w fazie grupowej Ligi Mistrzów, albo wybrać transfer do jednej z pięciu najlepszych lig w Europie, wiedząc, że taka szansa może się już nie przydarzyć.

Dylemat był to spory, ale teraz z perspektywy czasu raczej nie żałuje, że wybrał Francję, mimo że w dwóch ostatnich sezonach grywał niewiele. Gdy przechodził do Żyrondystów, Jocelyn Gourvennec, czyli jego pierwszy szkoleniowiec w Bordeaux, potrzebował silnego obrońcy, dlatego na ostatnią chwilę pozyskał Igora. - Lewczuk bardzo dobrze odnalazł się w naszej szatni i doskonale rozumie się z kolegami z zespołu. Przyniósł do naszej drużyny dojrzałość. Potrafi także bardzo dobrze prezentować się w rywalizacjach z silnymi zespołami. Jest prawdziwym twardzielem, prawdziwym obrońcą. Mogę nawet powiedzieć, że jest wzorem dla młodych piłkarzy – komplementował wtedy dwukrotnego reprezentanta Polski Gourvennec.

Jego sytuacja skomplikowała się jednak, gdy w 2017 roku do zespołu przybył Jules Kounde, a z wypożyczenia powrócił Pablo. To oni tworzyli w kolejnych miesiącach (aż do teraz) trzon defensywy, na którą często był też przestawiany środkowy pomocnik Jeremy Toulalan. Lewczuk musiał się więc zadowolić rolą rezerwowego, a było to również spowodowane słabymi występami w eliminacjach do Ligi Europy. Polski piłkarz został niejako kozłem ofiarnym odpadnięcia z rozgrywek po dwumeczu z węgierskim Videotonem.

Mimo że jego rola była marginalizowana, to postanowiono przedłużyć umowę do końca czerwca 2019, lecz teraz o prolongacie kontraktu nie było mowy. Z perspektywy czasu postrzegano Lewczuka jako nieudany transfer, ale on sam mówi, że wiele nauczył się, grając w Ligue 1. W ostatnich dwóch latach jednak wielu tych występów nie było - w sumie raptem trzynaście.

Szukać musiał sobie zatem nowego klubu i początkowo spekulowało się o możliwości transferu do Rakowa Częstochowa, który szukał doświadczonego stopera. Podobną optykę obrano w Wiśle Płock, ale tam koniec końców trafił Jakub Rzeźniczak. Nowy nabytek "Nafciarzy" mówił zresztą, że wolałby wrócić do Legii, jednak przy Łazienkowskiej go nie chciano. Najwyraźniej włodarze Legii uznali, że bardziej przyda im się Lewczuk.

Jeśli nie zatracił nic z formy sprzed transferu, powinien być wzmocnieniem, a nie tylko uzupełnieniem składu. Najprawdopodobniej tego lata Warszawę opuści Mateusz Wieteska, niejasna jest także przyszłość Inakiego Astiza, zatem wiele wskazuje na to, że 34-latek o miejsce w składzie rywalizował będzie z Williamem Remym, bo niepodważalną pozycję ma Artur Jędrzejczyk. I Lewczuk wcale nie musi być na straconej pozycji.

 

 

 

Drugim środowym wzmocnieniem wicemistrzów Polski jest Walerian Gwilia, a to już jest spore zaskoczenie. Adam Dawidziuk z legia.net pisał, że Legia negocjowała z Gruzinem w zasadzie od zakończenia sezonu, ale nie spodziewano się, iż uda się go ściągnąć.

Tymczasem cena nie była szczególnie wygórowana, bo kosztował zaledwie 300 tysięcy euro, co jak na 25-latka można traktować wręcz jako okazję. Długo trwały pertraktacje Górnika Zabrze ze szwajcarskim FC Luzern, bo oczywiście zabrzanie nie dysponowali taką gotówką, chcieli ją jeszcze znacznie obniżyć, więc między wódkę a zakąskę weszła Legia i podebrała 22-krotnego reprezentanta Gruzji.

Jest to o tyle ciekawe, że jeszcze niedawno doradca zarządu Górnika, Artur Płatek, był dość pewny pozostania Gwilii. Wprawdzie w ostatnim czasie mówił o ofercie za Vako ze strony Ferencvarosu Budapeszt, ale wcześniej przekonywał, że jeśli gruziński pomocnik zostanie w Polsce, to tylko w Zabrzu. - Walerian nie wzmocni naszych rywali, nie będzie grał w innej drużynie Ekstraklasy, zimą wyciągnęliśmy do niego pomocną dłoń, a to Gruzin, czyli osoba otwarta, przyjazna i lojalna. Jeśli nie wybierze gry za granicą, spędzi u nas kolejne miesiące - jego słowa cytuje Przegląd Sportowy. Krótko mówiąc, rzeczywistość je brutalnie zweryfikowała.

 

 

 

My oczywiście cieszymy się, że Gwilia dłużej będzie grał w naszej lidze, a tym bardziej, że wzmacnia pucharowicza. Dał się poznać jako kreatywny zawodnik, wiele widzący. Ma pewne mankamenty - nie jest na pewno zbyt szybki, ale za to błyskawicznie myśli i podejmuje zazwyczaj dobre decyzje. Wybraliśmy go czwartym najlepszym transferem zimowego okna transferowego, a w naszym rankingu not uplasował się na 12. miejscu. To po prostu bardzo dobry zawodnik.

I w obecnej sytuacji przy Ł3 zdecydowanie się przyda. Odeszli Kasper Hamalainen, Sebastian Szymański i Iuri Medeiros, więc brakowało ofensywnie usposobionego środkowego pomocnika. Wydaje się, że były zawodnik m.in. BATE Borysów posiada wszelkie cechy, by dyrygować ofensywą warszawskiego zespołu.

Pozyskanie przez Legię Lewczuka wygląda ciekawie, ale pokusimy się o stwierdzenie, że Gwilia w Warszawie to póki co hit okienka, minimalnie przed Rzeźniczakiem w Płocku. Przebić go może transfer Marko Vejinovicia do Cracovii (podobno jest blisko), ale na razie nie został on potwierdzony. Choć nie ukrywamy, że na razie kluby Ekstraklasy zbytnio na rynku transferowym nie szarżują.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się