var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: Mateusz Czarnecki

Ekstraklasa: Imaz otrzymał ofertę z Emiratów. Pogoń chce sprowadzić obrońcę FH Haugesund. Defensor z Bośni na celowniku Korony

Autor: Marcin Łopienski
2019-06-13 03:23:15

W środę również udało nam się wyszperać sporo ciekawych informacji transferowych. Jesus Imaz może odejść z Jagiellonii, Pogoń szuka defensora, podobnie jak Korona Kielce. Jest również kilka ciekawych wywiadów.

„Imaz otrzymał ofertę z Emiratów” 

Wedlug informacji Piotra Koźmińskiego z „Super Expressu”, Jagiellonia Białystok otrzymała bardzo dobrą ofertę finansową za Jesusa Imaza. Na tyle dobrą, że klub z Podlasia może skusić się i sprzedać do Dubaju swojego najlepszego napastnika z zeszłego sezonu. 

 

 

Źródło: Twitter

***

„Pogoń chce sprowadzić obrońcę FH Haugesund”

Mateusz Janiak z „Przeglądu Sportowego” informuje o Pogoni Szczecin, która jest poważnie zainteresowana 23-letnim stoperem FK Haugesund. Fredrik Pallesen Knudsen to były reprezentant Norwegii U-21, za którego „Portowcy” ponoć już złożyli ofertę.

 

 

Źródło: Twitter

***

„Defensor z Bośni i Hercegowiny na celowniku Korony”

Jak udało się dowiedzieć portalowi cksport.pl, Korona Kielce interesuje się defensorem z Bośni i Hercegowiny. Hrvoje Barisic, bo o nim mowa, to 28-letni stoper Zrinjskiego Mostar, który może również grać jako defensywny pomocnik. Piłkarz w minionym sezonie wystąpił w 28 meczach swojego zespołu, ale ma również doświadczenie na arenie międzynarodowe. Razem z klubem występował on w eliminacjach do Ligi Mistrzów i Ligi Europy.

Źródło: cksport.pl

***

„Deja może trafić do Rosji”

Zgodnie z informacjami Grzegorza Rudynka z „Przeglądu Sportowego”, Adam Deja znalazł się na celowniku dwóch rosyjskich klubów i już latem prawdopodobnie opuści Arkę Gdynia. Jak dotąd nie są znane nazwy konkretnych drużyn.

Źródło: Przegląd Sportowy/arkowcy.pl

***

„Badia zostanie w Piaście, mistrz Polski walczy o Jodłowca” 

Leszek Błażyński natomiast zapytał Bogdana Wilka, dyrektora sportowego Piasta, o przyszłość Gerarda Badii i Tomasz Jodłowca. Ten pierwszy zostanie w drużynie mistrza Polski, w kwestii polskiego pomocnika trwają rozmowy z Legią Warszawa, bo były reprezentant naszego kraju chce zostać w Gliwicach.

 

 

 

 

Źródło: Twitter

***

„Bramkarz z trzeciej ligi w Piaście Gliwice”

Jak informuje Janekx89, Piast Gliwice sprowadził do klubu nowego bramkarza. Jest nim Patryk Królczyk z trzecioligowej Warty Gorzów Wielkopolski, który już podpisał umowę z mistrzem Polski. 

 

 

Źródło: Twitter

***

„Burliga prawdopodobnie zostanie w Wiśle”

Według Pawła Hanejki z portalu transfery.info, Łukasz Burliga jest coraz bliżej pozostania w Wiśle Kraków. 

 

 

Źródło: Twitter

***

"Kalinowski na testach w Rakowie"

20-letni bramkarz Krystian Kalinowski ze Stali Stalowa Wola przebywa od dzisiaj na testach w beniaminku ekstraklasy - Rakowie Częstochowa. W poprzednim sezonie występował w trzecioliowym ŁKS-ie Łomża oraz drugoligowej Stali Stalowa Wola.

Źródło: Raków Częstochowa

***

"Żamaletdinow pozostanie w Lechu"

Jak podał portal Sportowych Faktów, Timur Żamaletdinow nie odejdzie z Lecha. Klub przeprowadził udane negocjacje z CSKA Moskwa i zatrzymał rosyjskiego napastnika na kolejny sezon. W umowie wypożyczenia piłkarza zawarto klauzulę wykupu za 600 tysięcy euro. Poznaniacy podjęli negocjacje z CSKA Moskwa i obie strony ustaliły, że 22-latek pozostanie przy Bułgarskiej na zasadzie następnego wypożyczenia.

Źródło: WP Sportowe Fakty 

***

"Dejewski piłkarzem Lecha"

Tomasz Dejewski został nowym zawodnikiem Lecha Poznań i podpisał z klubem dwuletni kontrakt. Piłkarz trafił do Lecha po trzech sezonach spędzonych w Warcie Poznań, do której przeszedł właśnie z "Kolejorza". W minionych rozgrywkach na zapleczu Ekstraklasy zagrał w 16 spotkaniach.

Źródło: Lech Poznań

***

"Mak: rodzina podbije frekwencję na Wiśle"

Na stronie TVP Sport ukazała się interesująca rozmowa z nowym nabytkiem Wisły Kraków, Michałem Makiem. Poniżej najciekawsze fragmenty.

"Mateusz Miga: Czy mocno przeżywaliście to co się działo z Wisłą z zimą, gdy nie wiadomo było, czy klub przetrwa? 

Michał Mak: Na pewno obserwowaliśmy, co się stanie z Wisłą. Cała Polska śledziła to zamieszanie z Vanną Ly i tym drugim inwestorem. Było nerwowo dla Wisły, dla nas też, bo sympatyzujemy z tym klubem. Cieszymy się, że znaleźli się ludzie, którzy chcieli pomóc i mieli plan wyciągnięcia klubu z tego kryzysu. Chwała im za to, bo wydaje mi się, że wszystko idzie w dobrą stronę i teraz Wisła jest prowadzona przez kompletnie innych ludzi. 

Wierzyłeś, że to tak się skończy, czy miałeś obawy, że Wisła wyląduje np. w IV lidze? 

Michał Mak: Nie wierzyłem, że tak wielki klub może trafić do IV ligi. Wisła nadal funkcjonuje w dużej mierze dzięki kibicom. Wsparcie było ogromne – poprzez dużą liczbę sprzedanych karnetów, Socios itd. 

Po podpisaniu kontraktu z Wisłą w domu czekało cię głośne powitanie. 

Michał Mak: No tak. Tego dnia mieliśmy zaplanowanego grilla z rodziną i najbliższymi znajomymi, mieliśmy w planie małe świętowanie. Podpisywanie kontraktu się przedłużyło, a ja byłem cały czas na telefonie z najbliższymi. Zrobiła się już 23 i zostałem wkręcony, że wszyscy już śpią, rozeszli się do domów itd. Gdy wróciłem do domu i zapaliłem światło, nagle wszyscy się zlecieli z góry, zaczęli śpiewać piosenkę ”Mak is on fire, on mo z Wisły gajer”. To była super niespodzianka z ich strony i wielka radość, że udało się ten transfer dopiąć. Cały dzień testy medyczne, trochę to trwało.

Miniony sezon był dla braci Mak udany. 

Michał Mak: Śmiejemy się, że mamy już medal w każdym kolorze. Mati jest już wicemistrzem i mistrzem Polski, ja mam trzecie miejsce z Lechią i Puchar Polski. Ten sezon drużynowo był dla nas bardzo udany. Cieszymy się bardzo, bo gra się też dla medali. Dziś mogę się pochwalić, że mam w domu mistrza Polski i to dla mnie duży powód do dumy. 

Będziesz namawiał Mateusza na Wisłę? 

Michał Mak: Jego nie trzeba namawiać, by przyszedł do Wisły. Kończy mu się kontrakt w Piaście, a tymi sprawami zajmuje się jego agent. Jest w stałym kontakcie z władzami Piasta, na razie nie wiadomo, czy przedłuży kontrakt. Nie wiem też, czy jest jakikolwiek temat jego powrotu do Wisły". 

Więcej TUTAJ

***

"Mak: Cieszę się, że znów znalazłem się w tym miejscu"

Na oficjalnej stronie Wisły Kraków pojawiła się rozmowa z Michałem Makiem. 

"Śledziłeś mecze Białej Gwiazdy w poprzednim sezonie? 

Michał Mak: Oczywiście! Zawsze, jak tylko mogłem, to oglądałem mecze w telewizji. Trzymałem mocno kciuki za to, żeby Wisła wyszła na prostą, cieszyłem się bardzo, gdy dowiedziałem się, że wraca Kuba, że dużo dobrych ludzi chce pomóc klubowi i gdy zobaczyłem w jakim kierunku teraz to wszystko idzie. Zainteresowanie kibiców, którzy tak mocno wsparli klub w tym trudnym czasie, kupując tak dużo karnetów - to również nie umknęło mojej uwadze. Śledziłem, jak radził sobie Sławek Peszko, bo to mój dobry kolega. Nie ukrywam, że zwycięstwa z Legią czy Cracovią ucieszyły także mnie, bo to bardzo prestiżowe spotkania. Cały czas byłem na bieżąco z wydarzeniami w klubie z Reymonta.

Zeszły sezon był dla Ciebie i Twojego byłego klubu niezwykle udany. Jakie cele stawiasz przed sobą na nadchodzący rok? Co chciałbyś osiągnąć w Krakowie?

Michał Mak: Nie lubię składać takich deklaracji, bo wiadomo, że życie różnie może się potoczyć. Chciałbym oczywiście, żeby Wisła grała dobrą piłkę, abyśmy wygrywali mecze, dzięki czemu będziemy przyciągać na stadion jak największą liczbę kibiców. Mam nadzieję, że Wisła będzie grała w pierwszej ósemce i walczyła o jak najwyższe lokaty, bo jest to bezapelacyjnie marka i historia polskiej piłki, która zasługuje na to, by być w górnej części tabeli, tam gdzie jej miejsce. Sobie życzę tylko zdrowia, bo wiem, że gdy ono dopisze, to będzie dobrze. Nie zakładam żadnych celów, jeśli chodzi o liczbę bramek czy asyst. Ale wiem, że jeśli będę zdrowy, to i liczby się pojawią.

W Krakowie spotkasz się z Rafałem Janickim, którego również doskonale znasz. Chyba problemów z aklimatyzacją mieć nie powinieneś?

Michał Mak: Tak, z popularnym „Kazkiem”, bo tak na niego mówiliśmy w Lechii, znamy się dobrze i mamy cały czas kontakt. Nawet przed chwilą pisał mi, że będziemy najprawdopodobniej razem w pokoju na obozie. Myślę, że generalnie z aklimatyzacją problemów nie będę miał, jestem normalnym facetem i wierzę, że pomału uda mi się wejść do drużyny. Znam się też z inymi zawodnikami Wisły, chociażby z Łukaszem Burligą, z którym wspólnie przed laty dojeżdżaliśmy do Krakowa, także większych problemów nie powinno być. Damy radę wspólnie z Rafałem.

Oprócz Rafała, można powiedzieć, że znasz także chociażby Kubę Błaszczykowskiego, trenera Stolarczyka czy Arka Głowackiego, którym jako junior Wisły podawałeś piłki w czasie meczów. Była już okazja powspominać te sytuacje?

Michał Mak: To prawda. Jako dzieci podawaliśmy piłki, a w klubie grali wtedy właśnie i trener Stolarczyk, i Arek Głowacki czy Kuba. Zresztą z Arkiem znamy się też z boiska, czasami mnie krył i nawet przypomniałem mu ostatnio, że kiedyś go zgubiłem i strzeliłem Wiśle bramkę, głową! (dop. 20. kolejka sezonu 2015/2016, mecz Lechia Gdańsk - Wisła Kraków 2:0). Trochę się pośmialiśmy. Na razie z trenerem rozmawiałem tylko przez telefon, mamy kontakt, ale jeszcze nie było okazji powspominać. Na pewno będzie jednak na to czas w Myślenicach czy na obozie. Jeśli chodzi o Kubę, to fakt, że będę teraz mógł grać razem z nim to ogromne wyróżnienie i nobilitacja i nie mogę się tego doczekać! Jest to ikona tego klubu, świetny człowiek i zawodnik, więc możliwość występów u jego boku to zaszczyt".

Więcej TUTAJ

***

"Zbozień: Czuję się odpowiedzialny za ten zespół"

Portal trójmiasto.pl porozmawiał dłużej z Damianem Zbozieniem z Arki Gdynia. 

"Damian Konwent: Naładował pan baterie przed zbliżającym się sezonem? Urlop w pełni wykorzystany?

Damian Zbozień: W tym roku bardzo spokojnie. Żona jest w ciąży, niedługo będzie rodzić, dlatego nie wyjeżdżaliśmy nigdzie daleko. Lekarz zalecił by zbytnio nie podróżować, odwiedziliśmy jedynie rodzinę w górach. Odpoczywamy i korzystamy z pogody.

Widziałem, że akurat pan jednak nie próżnuje. Uczestniczył pan w Dniu Dziecka z Arką w Gdyni, w weekend przyglądał się pan zmaganiom Runmageddonu.

Damian Zbozień: Zgadza się. Przez większość czasu przebywamy tu w Gdyni, więc mogę zobaczyć to, co dzieje się u nas. Jeśli chodzi o Runmageddon, to bardzo żałuję, że nie wziąłem w nim udziału. Stojąc z boku i oglądając tę determinację ludzi na tych przeszkodach, to sam chętnie spróbowałbym i sprawdził się. To z pewnością pozytywne przeżycie.

Mimo to zauważyłem, że i tak trenuje pan w trakcie urlopu.

Damian Zbozień: Lubię aktywnie spędzać wolny czas. Nienawidzę się nudzić, dlatego w miarę możliwości ćwiczę, by utrzymać formę. Nawet będąc w górach razem z bratem pokonaliśmy niemały dystans. Każdy z nas dostał rozpisany plan od trenerów i musimy się go trzymać. Urlop urlopem, ale do okresu przygotowawczego też musimy podejść z głową. Człowiek w jakiś sposób jest spragniony już tej gry, jednak wyciszenie po ciężkim sezonie było potrzebne.

Wróćmy zatem na chwilę do niego. Obok Pavelsa Steinborsa i Adama Marciniaka jest pan jednym z najpewniejszych punktów Arki Gdynia jeśli spojrzymy na spędzone na boisku minuty. Czuje pan, że po dwóch latach spędzonych przy Olimpijskiej nie tylko na murawie, ale też w szatni staje się pan ważną osobą?

Damian Zbozień: Z pewnością czuję, że jestem zawodnikiem, od którego się wymaga. To, że mam tyle minut też pomaga, bo im dłużej jestem w klubie, tym bardziej czuję się związany z tą drużyną. W kolejnym sezonie będę walczył nie tyle już o pozycję na boisku, ale teraz też w szatni, bo nas, starszych nie zostaje już wielu, a czuję się odpowiedzialny za ten zespół.

To znaczy, że chciałby pan już zostać w Arce do końca kariery? Kontrakt wygasa za rok.

Damian Zbozień: Życie piłkarza pisze takie scenariusze, że najlepiej żyć z tygodnia na tydzień. Nauczyłem się już, że nie ma co snuć planów, bo czasem pewne rzeczy szybko ulegają zmianom. Nie mniej jednak w Gdyni czuję się bardzo dobrze i chciałbym tu grać jak najdłużej".

Więcej TUTAJ

***

"Arak: Puchary mnie omijają, ale wrócę mocniejszy"

Ciekawy wywiad z Jakubem Arakiem pojawił się na portalu trójmiasto.pl

"To była pierwsza tak poważna kontuzja w pańskiej karierze?

Jakub Arak: Tak. Ból był ogromny, bo oberwała też łąkotka. Spotkałem się z określeniem, że to jak wybuch bomby w kolanie i rzeczywiście tak się czułem. Przybiegli po mnie z noszami, ale po 30 sekundach zdołałem wyprostować nogę i dograłem końcówkę spotkania. Modliłem się, żeby to nie był poważny uraz, bo przed oczami miałem to, że ominie mnie finał Pucharu Polski na Stadionie Narodowym. Niestety, wyniki rezonansu magnetycznego nie pozostawiły złudzeń.

Ominął pan finał Pucharu Polski i mecze rundy finałowej ekstraklasy, w której walczyliście o mistrzostwo Polski. To chyba bolało równie mocno co sam uraz?

Jakub Arak: Bardzo bolało mnie, że nie mogłem pomóc drużynie. Miałem swój udział w końcowym wyniku, ale to jest trochę jak w siatkówce. Każdy set jest ważny, ale największe emocje są w końcówkach, gdy przekroczysz 20 punkt. Tak się właśnie czułem, jakbym zszedł z boiska w tym najważniejszym momencie. Teraz ominą mnie też eliminacje do europejskich pucharów. Ile bym nie ćwiczył, nie mam na to wpływu, więc bez sensu zawracać sobie tym głowę. Wierzę że co się odwlecze to nie uciecze.

Z podobnymi urazami zmagali się Lukas Haraslin i Rafał Wolski. Konsultował pan z kolegami co robić?

Jakub Arak: Kiedy tylko pojawiła się w internecie informacja z diagnozą od razu rozdzwonił mi się telefon. Rozmawiałem chyba z dwudziestoma kolegami tak z byłych jak i z obecnego klubu. Z każdym wymieniłem się doświadczeniami, to było bardzo miłe, że każdy służył wsparciem. 

Jak wygląda pana dzień w trakcie rehabilitacji?

Jakub Arak: Zaczynam dzień o 7 a kończę o 22:30 i w zasadzie cały czas pracuję nad kolanem. Spędzam kilka godzin w klubie, wracam do domu i chłodzę nogę. Kupiłem też urządzenie Game Ready do terapii zimnem i ciepłem, abym mógł się dodatkowo rehabilitować w domu. Popołudniu idę posiedzieć w komorze hiperbarycznej, następnie trening biegowi, basen, a wieczorem ponownie chłodzenie nogi. Całe dni mam więc wypełnione.

"Wrócę silniejszy"?

Jakub Arak: Wiele osób tak mówi po kontuzjach. Tylko ode mnie zależy, aby nie był to pusty frazes. Trzeba mieć w sobie wiele pokory, bo wszyscy znamy przykłady, gdy piłkarze wracali po przerwie, a później znów doznawali urazów. Zrobię co w mojej mocy, aby tego uniknąć, ale koniec końców, nie mamy na to wielkiego wpływu. Liczę, że wrócę mocniejszy przede wszystkim piłkarsko, bardziej zwrotny, a kolano będzie wytrzymywało większe obciążenia. 

Czy trener Piotr Stokowiec rozmawiał z panem i mówił jak widzi pana powrót? Mało prawdopodobne, aby w obecnej sytuacji nie przybył panu konkurent w rywalizacji o miejsce w ataku.

Jakub Arak: Trener jak i klub dali mi ogromne wsparcie. Lechia ustawiła mi zabieg zaledwie dwa dni po diagnozie, a teraz rehabilituję się w klubie. Warunki mam fantastyczne, nikt nie zostawił mnie na lodzie. Jeśli przyjdzie dodatkowy konkurent na moją pozycję, będę musiał się z tym zmierzyć. Teraz skupiam się tylko na tym, aby wrócić do pełni sił. Co będzie dalej, zobaczymy".

Więcej TUTAJ

***

"Dudka będzie pracował w akademii Lecha"

Dariusz Dudka przyczynił się w dużym stopniu do awansu rezerw "Kolejorza" do drugiej ligi. Po ostatnim meczu z Radunią Stężyca ogłosił zawieszenie butów na kołku. Teraz klub z Poznania poinformował, że 65-krotny reprezentant Polski będzie pracował w akademii.

Źródło: Lech Poznań

***

"Kulenović zagrał w reprezentacji Chorwacji"

Sandro Kulenović z warszawskiej Legii wystąpił w młodzieżowej reprezentacji Chorwacji w wygranym 1:0 meczu towarzyskim z Danią. 19-letni napastnik wszedł na boisko w 75. minucie za Marina Jakolisa i asystował przy zwycięskiej bramce.

Źródło: 90minut.pl


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się