var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Deportivo Alaves

Polskie ślady na świecie (4). Christian Santos - czuje się Wenezuelczykiem, dla rodziny jest "niemiecki"

Autor: Maciej Kanczak
2019-06-15 19:00:05

Na swoim koncie ma grę w La Liga, dwa bardzo dobre sezony w Eredivisie i trzynaście występów w reprezentacji Wenezueli. Na pierwszy rzut oka po nazwisku trudno dostrzec jakiekolwiek konotacje z Polską. Gdy jednak zagłębimy się w jego dane personalne trochę głębiej, skojarzenia z naszym krajem będą jednoznaczne.

Christian Santos szczyt swojej formy osiągnął w wieku 27 lat. Wówczas trafił do NEC Nijmegen, grającego w drugiej lidze holenderskiej, po sezonie spędzonym na ławce rezerwowych Waasland-Beveren. Nikt wtedy nie spodziewał się po nim wiele, przychodził jako uzupełnienie składu. Tymczasem nie tylko wygrał rywalizację o miejsce w składzie, a nawet strzelecko zanotował swój najlepszy sezon w karierze - do siatki trafił 23 razy, do tego dorzucił 10 asyst.

Tak dobry bilans bramkowy spowodował, że po edycji 2014/15 zaczęły pytać o niego kluby z innych krajów. Santos postanowił jednak pozostać w NEC, a po kolejnym dobrym sezonie, już w Eredivisie, wypromował się do Hiszpanii. Fani tamtejszego futbolu powinni go kojarzyć. Obecnie występuje w Deportivo La Coruna, dokąd przeniósł się przed ubiegłym sezonem z Deportivo Alaves. Jego statystyki jednak nie zachwycają - najpierw przez dwa sezony tylko pięć goli w La Liga, a po zejściu poziom niżej zaledwie trzy razy wpisał się na listę strzelców.

Niemniej jednak to zawodnik, który jeszcze do niedawna był regularnie powoływany do reprezentacji Wenezueli. W sumie w jej barwach zagrał 13 razy, strzelił jednego gola, i to nie byle komu, bo Brazylii. - Rodzice zawsze wychowywali mnie na patriotę. Kiedy rozwinąłem się jako piłkarz, chciałem reprezentować Wenezuelę. Czuję się Wenezuelczykiem - mówił tuż po pierwszym powołaniu w 2015 roku.

Zapytacie, gdzie w tym wszystkim Polska. Z pozoru konotacji doszukać jest się trudno, ale wystarczy trochę tylko zagłębić się w jego dane personalne. Pełne imię i nazwisko brzmi bowiem: Christian Robert Santos Kwasniewski. Skąd ono się wzięło? Trzeba cofnąć się dwa pokolenia wstecz. Christian urodził się już w wenezuelskim Puerto Ordaz, ale kilkadziesiąt lat przed jego urodzinami, najprawdopodobniej w czasie wojennym lub tuż po niej do Ameryki Południowej wyemigrowali dziadkowie Santosa, państwo Kwaśniewscy. Osiedlili się właśnie w Wenezueli.

Christian nie zna jednak polskiego języka, bo w jego domu zawsze mówiło się po hiszpańsku. Co ciekawe, mimo że ma nasz paszport, w żadnym wywiadzie nie wspominał nawet o powiązaniach z Polską. Najprawdopodobniej nie był nigdy nawet w ojczyźnie swoich dziadków.

Historia Santosa jest zresztą dość zawiła, bo już w wieku sześciu lat jego rodzina wyemigrowała do Niemiec, do ojczyzny jego mamy i tam się szkolił w akademii Arminii Bielefeld. Uzyskał nawet niemieckie obywatelstwo. Do swojej ojczyzny przyjeżdża tylko na mecze kadry, nigdy nie grał w tamtejszej lidze. Do Wenezueli wrócił zresztą w wieku dopiero 20 lat. 

Jego mama mówi, że w swoim podejściu do życia jest niemiecki. - Jest bardzo spokojnym, uczciwym, odpowiedzialnym człowiekiem... Nie ma gorącego charakteru mieszkańców Ameryki Południowej, jest bardziej niemiecki, tak jak ja!

 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się