var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: aabgu.org

Jeden mecz, kilka scenariuszy. Co da nam awans na igrzyska, a co obedrze z marzeń?

Autor: Karol Bochenek
2019-06-22 17:30:21

Dwa mecze, sześć punktów i powszechne uwielbienie wszystkich sympatyków futbolu w Polsce. Właśnie tak wygląda bilans kadry U-21 prowadzonej przez Czesława Michniewicza po dwóch kolejkach fazy grupowej młodzieżowych mistrzostw Europy. „Michniewiczówka” jest o krok, może nawet o pół kroku, od historycznego sukcesu – awansu na Igrzyska Olimpijskie, na których polscy piłkarze nie gościli od pamiętnego 1992 roku.

Sęk jednak w tym, że zwycięstwa z Belgią i Włochami na razie niczego nam nie gwarantują i dziś możemy równie dobrze cieszyć się na wyjazd do Tokio, jak i z rozczarowaniem zwiesić głowy. Niemniej, szanse na awans są spore, a scenariusze różnorodne. Warto zatem sprawdzić, co musi się stać w ostatniej kolejce fazy grupowej młodzieżowego Euro, aby wieczorem korki o szampana strzelały właśnie u nas.

Scenariusz I - wszystko w naszych rękach

Tabela grupy A po dwóch seriach gier wygląda tak: 

1. Polska 6 pkt, 4-2
2. Włochy 3 pkt, 3-2
3. Hiszpania 3 pkt, 3-4
4. Belgia 0 pkt, 3-5

W ostatniej kolejce, jak wiadomo, Polacy zagrają z Hiszpanią, a Włochy z Belgią. W wyścigu o awans do półfinału, a co za tym idzie na IO, z pole position startują biało-czerwoni, którym do szczęścia potrzebny jest choćby remis. Z siedmioma (lub dziewięcioma) punktami na koncie będziemy mogli spojrzeć z góry na resztę stawki i zacząć interesować się bazą noclegową w Tokio. Inna sprawa, że Hiszpanie, chcąc pozostać w grze o najwyższe cele, muszą z nami wygrać, a to oznacza, że będą podwójnie niebezpieczni.

Pytanie tylko, czy piłkarze Michniewicza naprawdę mają się czego bać? Jasne, La Furia Roja to rywal na papierze wyraźnie od nas lepszy i naszpikowany gwiazdami, ale jak na razie to Polacy prezentują się na tym turnieju solidniej. Dlatego wcale nie zdziwimy się, jeśli powtórzy się scenariusz z meczu z Włochami i nasz przeciwnik przez 90 minut będzie bez powodzenia bił głową w mur.

Tak naprawdę to nie mamy nic przeciwko. Dziś liczy się cel, a nie środki.

Scenariusz II - minimalnie przegrywamy, ale i tak wychodzimy

Ten scenariusz jest najbardziej skomplikowany i składa się z kilku podpunktów, które kształtuje sytuacja we wszystkich trzech grupach. Zacznijmy jednak od Polaków. Aby przy porażce zachować szansę na zajęcie drugiego miejsca, nie możemy ulec Hiszpanii różnicą więcej niż jednej bramki. Zakładając, że przegramy 1:0, mała tabela będzie wyglądać następująco:

1. Włochy - 3 pkt, bilans bramkowy 3:3 
2. Polska - 3 pkt, bilans bramkowy 1:1
3. Hiszpania - 3 pkt, bilans bramkowy 2:3

Tyle tylko, że to dopiero jedna strona medalu. Na drugiej wygrawerowane jest to, co dzieje się w pozostałych grupach, a tam sprawy przybrały najwyżej średni dla nas obrót. 

W grupie B, którą prawie na pewno wygrają Niemcy, największe zagrożenie stanowią Duńczycy. W ostatniej kolejce nasi starzy znajomi z eliminacji zmierzą się z fatalną do tej pory Serbią, a ponieważ mają lepszy od nas bilans bramkowy i więcej strzelonych goli – musimy liczyć na ich potknięcie. Podobnie rzecz wygląda z Austrią, która jednak ma przed sobą arcytrudne zadanie. Aby pozostać w grze o igrzyska, musi pokonać Niemców. 

Żeby jednak rozstrzygnięcia w grupie B miały dla nas znaczenie, korzystnie  muszą ułożyć się także wyniki w grupie C. Tam wszystkie karty zostały w zasadzie rozdane – po 6 punktów mają Rumuni i Francuzi, którzy w ostatniej kolejce zmierzą się ze sobą. Jeśli przytrafi nam się minimalna porażka z Hiszpanią, to gwarancją awansu do półfinału z drugiego miejsca będzie albo wygrana Rumunii przynajmniej dwoma bramkami, albo wygrana Francji różnicą… sześciu goli. 

Krótko mówiąc, może być trudno. 

Scenariusz III - minimalnie przegrywamy i wracamy do domu

Jak widać, w przypadku porażki jedną bramką, opcja awansu cały czas będzie majaczyła na horyzoncie, choć przybierze mało wyraźne kształty. Wystarczy bowiem, że wspomniani Duńczycy wygrają z Serbią i już nas nie ma. A patrząc na to, jak radzą sobie ekipy, jest to bardzo prawdopodobne. 

Nieco mniej wierzymy za to w Austrię i jej ewentualne zwycięstwo nad Niemcami, choć warto odnotować, że gdyby udało się jej wygrać 1:0, to wówczas mieliby identyczny bilans bramkowy i taką samą liczbę goli na koncie, co kadra trenera Michniewicza. Jeśli tak się stanie, to w ruch pójdą kalkulatory i zacznie się liczenie tzw. punktów karnych przyznawanych za żółte i czerwone kartki, by na tej podstawie ustalić, który zespół będzie sklasyfikowany wyżej. No a gdyby nawet to nie przyniosło rozwiązania, to o kolejności zdecyduje ranking drużyn do lat 21. 

Niewykluczone jednak, że wszystkie analizy wezmą w łeb wraz z ostatnimi rozstrzygnięciami w grupie C. Wystarczy bowiem, że Rumuni i Francuzi dojdą do wniosku, że skoro remis urządza obie strony, to nie ma sensu skakać sobie do gardeł. W końcu zawsze lepiej jest się dogadać, skończyć grupę z 7 punktami i wznieść toast za awans na igrzyska. A ponieważ historia zna podobne przypadki, taki scenariusz wcale nas nie zaskoczy. 

Scenariusz IV - przegrywamy wyraźnie i nas nie ma

Najbardziej bolesna i – patrząc na to co do tej pory zrobili podopieczni Michniewicza – po prostu brutalna opcja. Wystarczy, że wieczorem Hiszpanie, jak zresztą zapowiadają, przejadą się po nas i wbiją dwa, trzy lub więcej goli, a z naszych marzeń o igrzyskach pozostanie wyłącznie niespełniona nadzieja. Czy takie rozstrzygnięcie jest realne? No cóż, z jednej strony Hiszpania na razie gra tak sobie, ale z drugiej to zespół stworzony z naprawdę mocnych nazwisk, do których (na szczęście tylko na papierze) Pestka, Fila czy inny Michalak nie mają podjazdu. Bierzemy więc pod uwagę, że po meczu ten, kto miał być superbohaterem ostatecznie zostanie, za przeproszeniem, frajerem. Ale ponieważ to tylko teoria, jednocześnie pozostajemy dobrej myśli i wierzymy, że jednak wyjdzie na nasze. 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się