var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: Wikimedia

Piłka nożna coraz mniej dla kibiców – pomysł absurdalnej uchwały trafił do PZPN

Autor: Mariusz Bielski
2019-07-08 20:59:54

Czasami śmiejemy się z polskiej piłki, że w sumie jej marny poziom to praktycznie element folkloru. A z drugiej strony, kiedy już wymieniamy jej zalety, właśnie na ten folklor się powołujemy. Bez wątpienia bowiem otoczka meczowa to coś, czym polscy kibice potrafią się wyróżnić i to w pozytywny sposób. W ostatnim czasie jednak zrodziła się pewna idea, której zamysłem jest odcięcie się od jej ważnej części, czyli kibicowskich wyjazdów.

Sprawa jest o tyle poważna, że nie mówimy już o po prostu o pomyśle, który dopiero co zakiełkował w czyichś głowach. Wręcz przeciwnie, papiery leżą u najwyższej instancji, czyli w Polskim Związku Piłki Nożnej. W tym tygodniu, podczas obrad, jego oficjele mają pochylić się  nad zmianą uchwały wyjazdowej. Gdyby została ona przyjęta, kluby otrzymałyby możliwość nieprzyjmowania kibiców gości bez żadnych uzasadnień. Od ich strony zatem kultura wyjazdów zostałaby sprowadzona praktycznie do kaprysu poszczególnych przedstawicieli. A jak znamy polski futbol, tak jesteśmy niemal pewni, że na dłuższą metę oznaczałoby to po prostu koniec całej zabawy.

Nic dziwnego zatem, że kibice postanowili błyskawicznie zareagować, publikując list otwarty do Zbigniewa Bonka. Cytujemy za gieksainfo.pl:

„Szanowny Panie Prezesie,

Kibice piłki nożnej w Polsce z olbrzymim niedowierzaniem i szczerym zdumieniem przyjęli informacje płynące z siedziby Polskiego Związku Piłki Nożnej, dotyczące planowanych zmian związanych z przyjmowaniem kibiców gości na stadionach, gdzie rozgrywane są mecze szczebla centralnego.

Gdy zewsząd płyną informacje, że stadiony w naszym kraju są bezpiecznie, z roku na rok coraz rzadziej dochodzi do aktów przemocy, a jedynie zdarzenia, które notują policyjne kroniki to odpalenie pirotechniki – o której legalizację wielokrotnie występowaliśmy i występować będziemy; gdy o obowiązującej Ustawie o Bezpieczeństwie Imprez Masowych pozytywne opinie wydaje nie tylko Ministerstwo Sportu i Turystyki, ale również Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji – zaskakuje nas postawa PZPN, który planuje (?) wprowadzenie zmian pozwalających prezesom klubów na wpuszczanie na stadion kibiców gości na podstawie własnego widzimisię.

Nie jest dla nas ani wielkim zaskoczeniem, ani szczególną tajemnicą, że głównym motorem tych zmian jest wiceprezes Cracovii – Jakub Tabisz. Informacje przekazywane przez kibiców klubów, którym przyszło grać na stadionie przy ul. Kałuży jednoznacznie wskazują, że od wielu lat organizacja meczu przerasta pracowników krakowskiego klubu. Nie są to czcze słowa – ilość zastrzeżeń, wątpliwości widzianych oczami kibiców gości znajdują potwierdzenie w raportach delegatów, którzy są przecież „oczami” i „uszami” Polskiego Związku Piłki Nożnej. Logika i zdrowy każe wyciągnąć wnioski, że skoro kibice gości sprawiają kłopot tylko niektórym i ciągle tym samym klubom – to chyba problem nie leży w kibicach…

Szanowny Panie Prezesie – doskonale zdaje Pan sobie sprawę, że zmiany pozwalające prezesom klubów na samodzielne decydowanie o wpuszczeniu kibiców gości to ewenement na skalę światową. Choć w tym wypadku trudno mówić o kwestiach „wpuszczania”. Zdecydowanie odpowiedniejszą językowo i formalnie formą jest wyrażenie – „niewpuszczanie”. Każdy z nas, kibiców, nie jest w stanie wyobrazić sobie sytuacji, gdy regulacją związkową zostanie pozbawiony możliwości dopingowania swojej ukochanej drużyny. Co więcej – wiele klubów od dawna deklaruje, że to właśnie kibice są tym 12. zawodnikiem, który może przechylić szalę zwycięstwa na korzyść swojej drużyny. Czy takie osłabianie zespołu mieści się w kanonie fair play?

Szanowny Panie Prezesie, czy to absurdalne zaostrzenie przepisów dotyczyć będzie również sektorów VIP? Bo przecież w czasach równości wobec prawa kibiców można dzielić na lepszych (tych bogatszych) i gorszych (tych, którzy oddają serce i gardło za swoją drużynę)? Czy Pan, Panie Prezesie byłby w stanie zrezygnować z oglądania meczów reprezentacji Polski rozgrywanych poza granicami Rzeczypospolitej i zamienić stadionowe emocje na śledzeniu poczynań podopiecznych trenera Brzęczka w ciszy gabinetu otoczonych monotonnym blaskiem telewizora?

Szanowny Panie Prezesie, wierzymy, że póki stoi Pan na czele Polskiego Związku Piłki Nożnej, inicjatywy, podobne do tej będą torpedowane już w zarodku. Parafrazując klasyka — zaraz może się okazać, że na stadiony będą wpuszczani tylko kibice w krawatach, bo kibic w krawacie jest mniej awanturującym się. A po chwili na nasze stadiony nie będą wpuszczać rudych i łysych, bo przecież łysy mógł być kiedyś rudy…

Wierzymy, że piłka nożna jest dla kibiców. Wiemy, że puste stadiony nie przyciągną ani zawodników, ani sponsorów. Wierzymy w zdrowy rozsądek. Wierzymy w to, że zwycięży atmosfera sportowego święta, a nie pójście na rękę organizacyjnym outsiderom.”

Ostro. Nie ma szczypania się w język, ale może i dobrze? Martwi tylko to, aby czasem prezes Boniek nie odebrał niektórych fragmentów zbyt personalnie. W takiej sytuacji potencjalny dialog zapewne szlag trafi i trudno będzie o dobre rozwiązanie.

Natomiast z samym przesłaniem listu trudno się nie zgodzić, wszak miałoby się ono nijak zarówno do ogólnie przyjętej narracji związku wobec bezpieczeństwa na stadionach, jak i po prostu także względem faktów. Od lat przecież próbujemy odczarować mit polskich aren sportowych wypełnionych po brzegi samymi zabijakami, który przylepił się do niej 30-40 lat temu. Zresztą, to wystarczy po prostu przejść się na mecz lokalnej drużyny, aby przekonać się jak nieprawdziwe są stereotypy. I teraz wyobraźmy sobie, iż PZPN faktycznie przyklepuje zaproponowaną uchwałę. Ten jeden ruch oznaczałby przekreślenie wszystkich argumentów stojących za faktycznym bezpieczeństwem podczas meczów. No bo jak inaczej to odczytywać, skoro za pomocą tej zmiany w przepisach zaczęto by walczyć z problemem, którego w sumie nie ma?

Albo, jeśli taka argumentacja nie trafia, jak wprowadzenie tej zmiany w życie wyglądałoby w kontekście wizerunkowym? Ekstraklasa to już teraz jest niezbyt smaczny cukierek w bardzo ładnym papierku, ale przecież generalnie robienie wokół siebie czarnego PR-u nie ma sensu. A trochę tak by to działało – mało to narzekamy (słusznie zresztą) na kłopoty z frekwencją podczas meczów? W tle poszczególnych starć non stop da się dostrzec puste krzesełka, czasem aż tak bardzo, że aż się echo po nich niesie, dzięki czemu słyszymy wszystkie „kwiaty polskie” jakie padają podczas gry. Weźmy więc tę kwestię aż na łopatologiczną logikę – zakazywanie wyjazdów kibicom gości raczej frekwencji na stadionach nie poprawi, wręcz przeciwnie. Pod kolejnym względem zatem możemy tu mówić o wizerunkowym strzale w stopę.

I może tym co teraz napiszemy nieco przesadzimy, ale… Spróbujmy. Mamy nadzieję, że przy rozważaniu za i przeciw większość związkowych oficjeli chociaż spróbuje postawić się na miejscu fanów. Czy naprawdę przedstawiciele PZPN-u chcą jeszcze bardziej zdegradować istotę kibica w piłce nożnej? Brzydko mówiąc – czy chcą przyczynić się do zmiany kibiców w klientów? Sorry, ale z perspektywy osób trzecich tak to właśnie wygląda. Jakkolwiek spojrzeć w kibicostwie liczą się takie rzeczy jak identyfikacja z klubem, jakaś wspólna tożsamość pomiędzy nim i ludźmi. Czasem to zahacza o lokalny patriotyzm. No i w pewnym sensie mówilibyśmy teraz o sytuacji, w której uchwała pośrednio odarłaby ich ze sporej części poczucia owej tożsamości.

W końcu wypadałoby też zauważyć, że tak naprawdę propozycja wywodząca się z Cracovii uderzy również w jej fanów. Nikt przecież nie będzie robił dla nich wyjątku. A do tego łatwo wyobrażamy sobie sytuację, w której reszta kibicowskiego środowiska zacznie traktować ich z dużym dystansem. No chyba, że zaraz sami otwarcie zbuntują się przeciwko tej przedziwnej idei, co w sumie byłoby wskazane.

A z drugiej strony, skoro akurat za tym zamieszaniem stoją sternicy Pasów, pojawia się pytanie, czy powinniśmy się temu w ogóle dziwić? Stawiamy ten znak zapytania głównie w kontekście całkiem świeżej sprawy, w której krakowianie byli głównymi bohaterami. Jakoś w lutym mierzyli się bowiem z Jagą i wtedy również nie chcieli wpuścić kibiców gości na trybuny. Powód był tak prozaiczny, że aż głupi – tupnięto nóżką, poneiważ przyjezdni za późno podali informację o dokładnym zapotrzebowaniu na bilety.  I o ile naruszenia deadline’u nie kwestionujemy, o tyle powiedzmy sobie szczerze – nie była to sprawa, której nie dałoby się normalnie rozwiązać, nawet jeżeli jedna strona organizacyjnie nieco zamuliła. A tak to wyglądało, jakby Pasy po prostu znalazły dobrą wymówkę, aby gościom utrudnić życie.

Trochę było w tym ironii losu, bo przecież Jagiellonia pod tym względem również święta nie jest – a właściwie grzeszy jeszcze bardziej. Pamiętamy te wszystkie dziwne historie z kibicami Legii, których w Białymstoku traktowano jak chodzące wcielenie zła, co oczywiście było w absurdalny sposób przesadzone. Nie zmienia to jednak faktu, że w ten sposób nie możemy przecież argumentować chęci wprowadzenia wspomnianej uchwały. Nie chodzi przecież o to, by robić sobie na złość. No, przynajmniej nie powinno, chociaż co do intencji pomysłodawców – cholera, nie jesteśmy pewni. 

Ogólnie rzecz biorąc mamy nadzieję, iż sprawa zakończy się z korzyścią dla piłkarskich fanów, dla których takie wyjazdy to często nie są zwykłe wycieczki, lecz prawdziwa pasja. Nie zapominajmy bowiem o jednej, bardzo ważnej rzeczy – piłka nożna jest dla kibiców. Nie tylko – też, więc trudno sądzić, aby eliminowanie ich z meczowego krajobrazu mogło jakkolwiek pomóc polskiej piłce w szerszej i dłuższej perspektywie.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się