var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: własne

Piast Gliwice, czyli chwilo trwaj

Autor: Bartosz Adamski
2019-07-10 15:43:53

Piast Gliwice za kilka godzin zacznie bój w eliminacjach do Ligi Mistrzów. I mam nadzieję, że to faktycznie będzie bój, a nie kapitulacja po dwóch spotkaniach. Ostatnie chude lata spowodowały, że nie powinniśmy mieć już żadnych oczekiwań względem występów polskich drużyn w europejskich pucharach, ale jeśli jakiś nasz zespół miałby sprawić niespodziankę, to spoglądałbym w kierunku Gliwic.

- Zdajemy sobie sprawę z kim gramy i czekamy na ten mecz. Na pewno mamy na niego swój pomysł. Wiemy, jak chcemy zagrać – rzekł trener Waldemar Fornalik na konferencji przed meczem Piasta z BATE. W większości przypadków pewnie byśmy powiedzieli, że to mowa-trawa, ale... jakoś od byłego selekcjonera reprezentacji Polski biła pewność siebie.

Zresztą trener zespołu z Borysowa,  Alyaksey Baha, twierdzi, że to Fornalik jest najgroźniejszą bronią mistrza Polski. Dopiero w dalszej kolejności wymienił równą, stabilną drużynę.

Trudno się z tym nie zgodzić. W Piaście oczywiście są indywidualności jak Joel Valencia czy Piotr Parzyszek, ale myślę, że na pytanie o największy atut gliwickiego klubu odpowiedzielibyśmy chóralnie: Waldemar Fornalik. Waldek znów jest King, teraz ten przydomek zyskał jeszcze faktyczną moc prawną. Na razie tylko na polskim podwórku, ale pora, byśmy o 56-letnim szkoleniowcu mogli mówić tak też z uwagi na jego dokonania międzynarodowe. Bo te są niewielkie, zwłaszcza jeśli wspomnimy przygodę z Ruchem Chorzów. Udało się wygrać tylko z kazachskim Szachtiorem Karaganda, a po drodze był o krok od blamażu z maltańską Vallettą. Pierwsza poważniejsza przeszkoda? 1:6 w dwumeczu z Austrią Wiedeń.

Jednak teraz to już inny Fornalik, bardziej doświadczony. Ma też do dyspozycji zupełnie odmienny zespół – nie borykający się z ciągłymi kłopotami Ruch, a budowany zgodnie z filozofią, a nie wskutek przymusu Piast Gliwice.

I ten Piast wcale nie musi potknąć się już na pierwszej przeszkodzie, jak to było w dotychczasowej historii ich występów w Europie. Uważam, że teraz paradoksalnie... trafił całkiem nieźle. Oczywiście, w starciu z HJK Helsinki czy Dundalk byłby zapewne nawet faworytem, ale akurat, co udowodnił zeszły sezon Ekstraklasy, gliwiczanom najlepiej się gra, gdy nikt na nich nie stawia. Teraz przyjechali do Borysowa bez żadnej presji. Nie oczekujemy przecież od nich przejścia do kolejnej fazy. Jak się uda, to super. Jak nie, to trudno, zostaje Liga Europy.

Swoją drogą, śmieszy mnie mówienie, że Piast trafił na mocarzy i musi się ich bać. Bez przesady, to tylko BATE Borysów. Jeśli chce się grać chociażby w fazie grupowej Ligi Europy, to takich przeciwników po drodze po prostu trzeba eliminować. Potęgę to wylosowała Wisła Kraków w 2008 roku, gdy musiała się mierzyć w eliminacjach z Barceloną. Wówczas "Biała Gwiazda" oddałaby wszystko, żeby zagrać z Białorusinami. Przez tę reformę europejskich pucharów zatraciliśmy gdzieś odpowiednią skalę i ze średniaków na arenie międzynarodowej robimy hegemonów.

To tylko pokazuje nasz regres. Doszło do tego, że po ostatnich chudych latach trudno mieć jakiekolwiek oczekiwania względem polskich drużyn w Europie. To po prostu przykre, że staliśmy się zaściankiem na arenie międzynarodowej, spadliśmy do jakiejś trzeciej europejskiej ligi, na równi z zespołami z Macedonii czy Słowenii. Rywalizacja z ekipami z innych krajów jest esencją piłki klubowej, ale zanim zdążyliśmy się choć trochę nią nacieszyć, już czuliśmy obrzydzenie, bo lał nas każdy. Luksemburg, Słowacja, wcześniej Mołdawia. Można było czuć ogromną irytację, ale teraz chyba pora uświadomić sobie, że przejście każdej kolejnej rundy będzie sukcesem. Co roku powtarzamy sobie, że gorzej być nie może, a później polskie kluby udowadniają nam, że jednak się da.

Jeśli jednak ktoś ma nas w tych rozgrywkach pozytywnie zaskoczyć, to uważam, że takim zespołem może być Piast. Często porównujemy nasze ekipy do czeskich – czy nawet nomen omen białoruskiego BATE – stawiając je za wzór rozsądnego zarządzania. Wielokrotnie pojawia się przy tym również wątek Viktorii Pilzno. I o ile w ogóle jakiś polski klub ją chociaż trochę przypomina, to jest nim właśnie Piast. To nie tylko dwa zbliżone pod względem liczby ludności miasta, ale podobieństw można doszukiwać się także w sposobie budowy klubu. Nie ma tutaj skoku na kasę, szaleństw transferowych, ściągania podstarzałych gwiazdek po zdobyciu mistrzostwa. Filozofia się nie zmienia – jest cierpliwe, systematyczne budowanie oparte o krajowych zawodników albo piłkarzy z państw zbliżonych kulturowo. Jest w dodatku wyrazisty, rodzimy trener. Tak jak w Viktorii był (i w sumie znów nim jest) Pavel Vrba, tak w Piaście pozycję wyrobił sobie Waldemar Fornalik.

Oczywiście nie oczekuję, że Piast też nagle po pierwszym mistrzostwie w historii od razu awansuje do Ligi Mistrzów, ale zupełnie nie zdziwi mnie, jeśli w tych eliminacjach namiesza. I pozostawi po sobie nie tylko dobre wspomnienie jak Arka Gdynia w dwumeczu z FC Midtjylland, lecz faktycznie przejdzie mocniejszego przeciwnika.

Bo w Gliwicach jest przede wszystkich normalnie. I to pomimo że większościowym udziałowcem klubu jest miasto. Nikt jednak nie mówi, że to patologia, bo pieniądze są wydawane rozsądnie, czego najlepszym przykładem jest skuteczność transferowa Piasta w ostatnich dwóch oknach transferowych. Nie sposób zapomnieć oczywiście o przypadku wiekowego Konstantina Vassiljeva, który został obdarowany aż trzyletnim kontraktem, ale to był wyjątek, który udało się jakoś naprawić.

Piast na pewno nie jest biednym klubem, ale na tle Legii, Lecha czy nawet Lechii wypada skromnie. W Gliwicach raczej nie da się zarobić takich pieniędzy jak w trójcy na L, za to gracze wiedzą, że mogą sporo podnieść z murawy. Sukces w postaci mistrzostwa Polski został sowicie nagrodzony, kwotą ponad 4 milionów złotych do podziału. Tutaj też mamy podobieństwo do systemu płacowego w Viktorii.

Takie zarządzanie w końcu musiało zostać docenione. Nikt nie spodziewał się, że aż mistrzostwem Polski, lecz skoro już się udało, to nie musi być tylko jedyna piękna przygoda. W tytule widnieje sentencja "chwilo trwaj". Niech to jednak nie będzie tylko chwila, a coś trwałego i kontynuacja obranej drogi.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się