var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: wikimedia.org

Atalanta chce grać w Lidze Mistrzów na San Siro, kibice Milanu protestują. Trudna decyzja włodarzy Rossonerich

Autor: Marcin Długosz
2019-07-10 19:04:10

Atalanta Bergamo od trzech lat czyni prawdziwe cuda. W minionym sezonie już po raz drugi we wspomnianym okresie okazała się najlepszym lombardzkim klubem i w nagrodę po raz pierwszy w historii zagra w Lidze Mistrzów. Jej nowy stadion dopiero jednak powstaje i La Dea musi sobie radzić na swoistym „wygnaniu”. Najnowszy pomysł klubowych włodarzy zakłada grę w Champions League na San Siro. Dyskusje trwają, ale może je zakończyć Milan, nie zgadzając się na taki zabieg.

Sprawa jest złożona. Jeszcze wcześniej, gdy stary stadion Atalanty pozostawał nietknięty, zespół rozgrywał spotkania Ligi Europy na Mapei Stadium w Reggio Emilia, gdyż ten obiekt – w przeciwieństwie do ich własnego – spełniał standardy UEFA. Tak samo było w końcówce minionego sezonu ligowego, gdy na obiekt drużyny z Bergamo wjechały już koparki.

Problem? Niemały, bo jednak wspomniane miejscowości dzieli 150 kilometrów. Fani ekipy Gian Piero Gasperiniego i tak już muszą nastawić się na pokonywanie tej odległości chcąc oglądać swój zespół w meczach Serie A 2019/2020, ale pojawiła się nadzieja, że na historyczną Champions League będą musieli dojeżdżać raptem 50 kilometrów, bo tyle dzieli ich miasto od stolicy regionu, Mediolanu.

Wszystko narodziło się w momencie wykluczenia Milanu z Ligi Europy. Stało się jasne, że jesienią San Siro będzie musiało stać się areną tylko trzech pojedynków w europejskich pucharach – tych Interu w Champions League. Szefowie Atalanty przekalkulowali zatem, że skoro i tak z założenia tych spotkań miało być o trzy więcej (Rossonerich w LE), to dlaczego by nie skorzystać i nie ułatwić życia swoim kibicom.

W tym celu klub musiał uzyskać trzy zgody – miasta Mediolan, jako właściciela obiektu, a także dwóch klubów mających podpisaną umowę na użytkowanie legendarnej budowli – Interu oraz Milanu.

Batalia w ratuszu poszła bardzo sprawnie. Giuseppe Sala, burmistrz stolicy Lombardii, powiedział w rozmowie z mediami: - Patrzę na to bardzo przychylnym okiem, ale muszą zadecydować dwa mediolańskie kluby. Wydaje mi się, że wypracują porozumienie. Sądzę, że to słuszny ruch, również sympatyczny. Atalanta to znakomita drużyna i ma moje wsparcie. Jeśli zagra na San Siro to obiecuję, że pójdę obejrzeć pierwszy mecz.

Stanowisko polityka mamy więc jednoznaczne. Drugi krok – Inter. Według włoskich mediów, Nerazzurri nie mieliby żadnego problemu z tym, aby rywale z Bergamo wpadli do Mediolanu na trzy jesienne wieczory, aby bić się w Lidze Mistrzów. Zwłaszcza, że zespół Antonio Conte i tak spędzałby ten czas poza granicami Włoch, bo wypadałaby mu akurat kolejka Champions League na wyjeździe.

I krok trzeci, ostatni – Milan. Tu zaczęły się schody. Prezes Rossonerich, Paolo Scaroni, wypowiedział się następująco: - Nie rozmawiałem z burmistrzem Salą, ale widziałem jego słowa. To temat, nad którym dokonujemy refleksji i w kwestii którego weźmiemy nieco pod uwagę nastrój naszych fanów. Oni doznali już ciosu z powodu naszego wykluczenia z Ligi Europy. Stadion jest klubu, ale także kibiców. Musimy sobie zdawać sprawę także z tego.

 

 

Była to wypowiedź bardzo wymowna i nawiązująca do istotnego problemu – stanowiska kibiców. Przedstawiciele tworzących zorganizowany doping zarówno na Milanie (Curva Sud), jak i na Interze (Curva Nord), wyrazili się w sprawie jasno – nie dla Atalanty na stadionie w Mediolanie. Dużo bardziej zdeterminowani w tej kwestii są fani czerwono-czarnego klubu, gdyż swoje protesty wyraziły także fankluby spoza stolicy Lombardii.

To sprawa bardzo delikatna. O ile protestów „kumatych” obu klubów mogliśmy się spodziewać, bo nikt z takiego grona nie chciałby widzieć regionalnego rywala na swoim stadionie, o tyle podejście mniej zaangażowanych w zorganizowany doping fanów Rossonerich także dziwić nie może.

Milan rywalizował z Atalantą i Interem do ostatniego gwizdka ostatniej kolejki, aby w tej Lidze Mistrzów się znaleźć – wraz z całą swoją historią, po pięciu latach upokorzeń i nieobecności. Tę walkę 7-krotny mistrz kontynentu przegrał dosłownie o włos, a dodatkowo wymierzył swoim kibicom kolejne upokorzenie na mocy ugody z UEFA w postaci wykluczenia z Ligi Europy.

Możemy się postawić w skórze mediolańskich kibiców Rossonerich, którzy co dwa tygodnie mieliby w swoim mieście starcie Champions League wiedząc, że tak niewiele zabrakło im do szczęścia. Już sam fakt obecności w tych rozgrywkach Interu jest dla fanów Milanu bardzo bolesny, a gdyby połączyć to z drużyną z Bergamo tuż pod nosem, w Mediolanie… Boli.

- Weźmiemy nieco pod uwagę nastrój naszych fanów. Oni doznali już ciosu z powodu naszego wykluczenia z Ligi Europy – stwierdził Scaroni, czym wzbudził uznanie Milanistów. Włodarze klubu z czerwono-czarnej strony stolicy Lombardii mają ogromny orzech do zgryzienia, a ich ostateczna decyzja ma nadejść do piątku.

Oczywiście, Atalanta okazała się lepsza na boisku, pisze swoją bajkową historię i po ludzku najlepiej byłoby jej pójść na rękę, pogratulować i docenić. Sternicy Rossonerich mają jednak świadomość, jak wiele przykrości w ostatnich latach klub co chwilę dostarcza swoim kibicom i nie chce dorzucać do pieca, aby podsycać i tak niemały już ogień.

Wkrótce poznamy stanowisko, z którego na pewno będą niezadowoleni. Pytanie tylko czy w Bergamo, czy w Mediolanie.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się