var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: Wikimedia

Krakowska Wieża Babel. O kadrze Pasów i jej paradoksach

Autor: Mariusz Bielski
2019-07-11 19:45:58

Gdybyśmy mieli wytypować jedną rzecz, która decyduje, czy w szatni Cracovii jakiś piłkarz dobrze się adaptuje lub nie, wskazalibyśmy znajomość języków obcych. Jakkolwiek spojrzeć bowiem Pasy obrały dość karkołomny model budowy drużyny, oparty głównie na obcokrajowcach.

Wiadomo, jak taka polityka jest przeważnie odbierana wśród kibiców i w sumie trudno im się dziwić. Zawsze łatwiej identyfikować się z miejscowymi, albo chociaż krajanami, bo to po prostu rodzi większe zaufanie w obie strony. Zawodnik zagraniczny idolem oczywiście też się może stać, ale z drugiej strony nie ma się co oszukiwać, w większości przypadków chodzi po prostu o zaliczanie kolejnych przystanków w karierze.

Nie podważamy jednocześnie zaangażowania czy profesjonalizmu poszczególnych graczy, nie zrozumcie nas źle. Zwyczajnie budowanie wyjątkowo międzynarodowej kadry oznacza raczej zwiększanie, niż minimalizowanie ryzyka jeśli chodzi o szeroko rozumiany „team spirit”. A skoro w składzie Cracovii znajduje się obecnie aż 19 obcokrajowców, to wygląda na to, że Michał Probierz pod tym względem stoi przed najtrudniejszym zadaniem – aby z tego zlepku kulturowego uczynić drużynę, a nie tylko grupę gości, których połączyły co najwyżej miejsce oraz czas.

Wspomnieliśmy zresztą o tym poczuciu wspólnoty nie bez powodu, bo akurat Cracovia od pewnego czasu jest ekipą, w której dochodzi do dziwnych tarć. Daleko nie trzeba szukać – wystarczy wspomnieć casus Javiego Hernandeza, który obraził się na klub, ponieważ chciał przedwcześnie rozwiązać kontrakt z Pasami, aby załapać się na znacznie lepszą umowę poza Polską. W nagrodę trafił więc do rezerw. Na twittera wrzucił wymowny wpis: „Koniec”, na który odpowiedział mu inny rodak, Gerard Oliva, niegdyś piłkarz krakowian: „Patrząc na to, jak traktują zawodników, lepiej to skończyć”. Z kolei jeszcze głośniejszym echem odbiła się historia z Miroslavem Covilo w roli głównej. Były kapitan Pasów poprosił o zgodę na odejście za darmo do FC Lugano, lecz kiedy jej nie dostał, jednostronnie rozwiązał umowę i wyjechał właśnie do Szwajcarii, a cała sprawa trafiła do FIFA. Winnych widzimy tu raczej w osobach zawodników, aczkolwiek jednocześnie trudno nam uwierzyć, że takie rzeczy nie mają negatywnego wpływu na poczucie jedności w szatni.

Zwłaszcza, że kulturowy misz-masz w Cracovii jest gigantyczny. Słowacy muszą dogadywać się z Hiszpanami, Hiszpanie z Ukraińcem, Ukrainiec z Brazylijczykami, Brazylijczycy z Rumunami, a Rumuni z piłkarzami pochodzącymi z Bałkanów. Nawet w świecie „globalnej wioski” wzajemne zrozumienie w takim tyglu to nie jest łatwa sprawa. Dlatego też podczas obozu w Słowenii – jak pisał Michał Trela w „Przeglądzie Sportowym” – Probierz wyjątkowo dbał o integrację w zespole, na przykład do ćwiczeń dobierając w pary podopiecznych pochodzących z różnych światów.

Wracając natomiast do samych transferów – z każdym okienkiem trend jest kontynuowany.

Lato 2017:
11 transferów do klubu – 8 obcokrajowców (Mihalik, Fink, Zenjov, Pesković, Siplak, Hernandez, Sowah, Dytiatiev)

Zima 2018:
4 transfery – 4 obcokrajowców (Datković, Rakels, Culina, Brock-Madsen)

Lato 2018:
12 transferów – 6 obcokrajowców (Rapa, Vinicius Ferreira, Elady, Cabrera, Oliva, Serderov)

Zima 2019:
2 transfery – 2 obcokrajowców (Cecaric, Hanca)

Lato 2019:
5 transferów – 5 obcokrajowców (van Amersfoort, Lopes, Hrosso, Jablonsky, Rubio)

Łącznie mamy więc 34 ruchy, ale wśród nich tylko 9 razy do Cracovii dołączali Polacy, z największym przypływem w ubiegłe lato. Czyli widzimy, iż 76% nowych nabytków krakowskiego zespołu to – brzydko mówiąc, wybaczcie – towar z importu. Ilu z tych gości wypaliło, to inna sprawa, chodzi po prostu o pokazanie tendencji. W efekcie w kontekście drużyny Pasów możemy mówić o trochę jak o placu budowy, gdzie działa się wokół określonej instrukcji, lecz każdy jej rozdział został napisany w innym języku.

Piszemy jednak o tym dlatego, że to budowanie Wieży Babel przy ul. Kałuży zakrawa o spory paradoks. Nie ulega bowiem wątpliwościom, iż Michał Probierz to jednocześnie jeden z tych szkoleniowców, który wyjątkowo głośno rozprawia o słabościach polskiej piłki. A w tym między innymi o przesadnym sprowadzaniu tabunów zagranicznych zawodników, na czym przeważnie cierpią nasi, zwłaszcza młodzi. Musicie przyznać – jest w tym dość spora sprzeczność.

Z drugiej strony szkoleniowiec i wiceprezes ds. sportowych w jednej osobie często odbija tę piłeczkę w kierunku ukształtowania polskiego rynku transferowego. No i trzeba powiedzieć, że trochę w racji w tym jest, to znaczy konkretnie w fakcie niedoboru klasowych polskich piłkarzy, a także w windowaniu cen za takowych, jeżeli już stają się dostępni na rynku. W teorii graczy o podobnej jakości da się sprowadzić z zagranicy na dużo tańszych warunkach i stąd właśnie te wszystkie dysproporcje w niektórych zespołach Ekstraklasy, z Cracovią na czele.

Z trzeciej strony? Trener Probierz wychodzi ponoć z założenia, że w zasięgu krakowskiego klubu mogą być rodzimi zawodnicy, ale głównie tacy, których Pasy same sobie wychowają. Dlatego równolegle warto pamiętać o dużej aktywności Cracovii na rynku juniorskim, wszak to właśnie na tym poziomie do klubu dołącza ostatnio mnóstwo młodzieży. Czy zdolnej – to już okaże się w ciągu najbliższych lat. Aczkolwiek warto podkreślić ten fakt chociażby ze względu na kontrast, jaki stanowi to dla polityki transferowej dotyczącej seniorskiego zespołu.

Z czwartej zaś… Cholera, trochę też nie dziwimy się krytycznym głosom wobec stawiania na młodzież przez Probierza. Takim chociażby jak Andrzeja Tureckiego, który swego czasu przebył z nią drogę od IV ligi do Ekstraklasy. – Pamiętam jego słowa o polityce stawiania na młodych, wychowanków, o zajęciu się szkoleniem. Tymczasem "przemielił" wielu zawodników, niektórych nie chciał, a potem wziął, jak np. Budzińskiego. Nie dba o wychowanków. Przykładem Kamil Pestka, który wywalczył sobie miejsce w młodzieżowej reprezentacji Polski, a w klubie nie gra... A przecież największa uciecha dla kibica Cracovii jest taka, że przy nieszczególnej grze, pałętaniu się gdzieś w dole tabeli, zagrają chociaż wychowankowie – mówił na łamach „Gazety Krakowskiej”.

Liczbowo rzeczywiście nie jest najlepiej, kiedy weźmiemy pod uwagę minuty spędzone na boisku przez graczy mających 21 lat i młodszych. Chodzi o sezon 2018/19, oczywiście.

Adam Wilk – 0 minut
Filip Majchrowicz – 0 minut
Kamil Pestka – 227 minut + wypożyczenie do Chrobrego Głogów na wiosnę
Radosław Kanach – 20 minut
Sylwester Lusiusz – 0 minut
Michał Rakoczy – 0 minut
Sebastian Strózik – 558 minut
Daniel Pik – 55 minuty

Bardzo delikatnie rzecz ujmując – bez szału, żółtodzioby w Cracovii łatwo nie mają. Akurat w tym wypadku zatem wprowadzenie przepisu o obowiązkowej grze młodzieżowca może im wyraźnie pomóc. Nastukać minut, zebrać niezbędne doświadczenie… Oby przy okazji nie popsuły się ich charaktery, bo jakkolwiek spojrzeć, jest to benefit otrzymywany w zasadzie za darmo.

Pytanie na dziś brzmi, jak szybko Pasom uda się wyjść z tych wszystkich sprzeczności. Wyniki wynikami, tu oczywiście w ubiegłych rozgrywkach ekipa się obroniła, jednakże patrząc na fundamenty, na których zbudowano sukces wzbudzają pewne wątpliwości. O ile bowiem doraźne rezultaty oczywiście są ważne, o tyle nie należy zapominać też o rzeczach takich jak klubowa tożsamość. No a patrząc bardziej pragmatycznie – to nie na obcokrajowcach, tylko młodych talentach da się najlepiej zarobić, co pokazał przykład Krzysztofa Piątka. Ale kolejnych Piątków najpierw trzeba jeszcze mieć.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się