var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: Bolognafc.IT

Najważniejszy mecz Mihajlovicia. Stawką życie, przeciwnikiem białaczka

Autor: Marcin Długosz
2019-07-14 17:30:27

- Mam białaczkę w ostrym stadium, akceptuję to – powiedział na specjalnie zorganizowanej w sobotę konferencji prasowej trener Bolognii, Sinisa Mihajlović. A z całego świata od razu popłynęły wyrazy wsparcia. Charyzmatyczny Serb rozpoczął najważniejszy mecz w karierze. Starcie, którego stawką jest życie. I nikt nie wyobraża sobie, że nie wyjdzie z niego zwycięsko…

Sportowiec pochodzący z Bałkanów to nieprawdopodobna osobowość. Oczywiście wszyscy znamy go z trenerki, pamiętamy też z boiska jego magiczne rzuty wolne, ale moc tego człowieka wykracza daleko poza futbol. Jego wspomnienia dotyczące wojny w Jugosławii, biedy w której się wychowywał, są cenne dla każdego, nie tylko dla kibiców drużyny, w której aktualnie pracuje.

Zeszły sezon w wykonaniu Sinisy był bardzo… dziwny. Najpierw postanowił się przenieść do Portugalii, mówiąc, że po pobycie w Torino musi odpocząć od Włochów. W Sportingu doszło jednak do zawirowań na szczeblach dyrektorskich, w efekcie czego szkoleniowiec został zwolniony nawet zanim zaczął jakąkolwiek pracę. Wrócił zatem do Italii i czekał na dogodną okazję.

Ta pojawiła się na przełomie stycznia i lutego, choć nazywanie jej korzystną to przekłamanie. Mihajlović zdecydował się wejść w sam środek zupełnie rozbitej Bolognii, która po fatalnym półroczu za kadencji Filippo Inzaghiego obrała kurs na spadek do Serie B. Jak zawsze jednak w swojej karierze wojownik z Bałkanów nie wystraszył się sytuacji, a spokojnie ją poukładał i opanował.

Bolończycy zaczęli punktować na miarę drużyny walczącej o europejskie puchary. Od razu na samym początku pokonali na wyjeździe 1:0 Inter, a potem dołożyli jeszcze wiele dobrych wyników i ich grę po prostu przyjemnie się oglądało. Nie dość, że spokojnie się utrzymali, to rzutem na taśmę zamknęli jeszcze górną połowę tabeli.

Latem fani ekipy ze Stadio Renaro Dall’Ara długo drżeli, czy Mihajlovicia uda się zatrzymać na dłużej. Mówiło się bowiem o zainteresowaniu m.in. ze strony Romy. Ostatecznie jednak Serb postanowił kontynuować swą karierę w stolicy regionu Emilia-Romania i wszyscy związani z klubem zaczęli spoglądać na nowy sezon z ogromną radością.

Do czasu. – Niestety, niektóre badania wykryły anomalie, których nie było cztery miesiące temu. Przeprowadziłem badania w czwartek o 15, a w piątek o 9 przyszły wyniki: białaczka. Kiedy mi to powiedzieli, doznałem ciosu. Zamknąłem się na dwa dni sam w pokoju i myślałem, dokonywałem refleksji – zaczął opisywać Serb na sobotniej konferencji.

I kontynuował: - To nie jest lament ze strachu. Szanuję chorobę i zmierzę się z nią tak jak robiłem to zawsze. Nie mogę się doczekać, ale chcę udać się na zgrupowanie zespołu tak jak miałem w planach wcześniej. W ostatnich dniach pragnąłem być wyłącznie z samym sobą, zdystansować się i być gotowym do zmierzenia się z tym, do czego mnie wezwano.

Wzruszające były słowa szkoleniowca o zawodnikach i ogólnie o bolońskim klubie. – Chcę podziękować całej Bolognii, od prezesa do magazynierów. Sprawili, że poczułem się jak członek rodziny. Płakałem z moimi piłkarzami, moimi chłopakami i oni robili ze mną to samo. Ten pokaz wsparcia da mi ogromną pomoc, aby zmierzyć się z chorobą i ją pokonać – zaznaczył Mihajlović.

Choć początkowo mówiło się, że szkoleniowiec będzie musiał przerwać swoją karierę, aby w pełni poświęcić się walce o zdrowie, obecnie sprawa wygląda inaczej. Pozostanie on na stanowisku trenera Bolognii, a jedynie od czasu do czasu będzie go musiał zastępować sztab w chwilach, gdy Serb podda się terapii. To też pokaz ogromnej siły – z jednej strony walka o życie, z drugiej normalna praca. Bardzo wymagająca, angażująca emocjonalnie, trudna.
Ale taki właśnie jest Mihajlović. Kiedy opowiadał o czasie spędzonym na pogrążonych wojną Bałkanach mówił, że obiecał swojej mamie, że jeśli tylko zostanie profesjonalnym piłkarzem, to kupi całą ciężarówkę bananów tylko dla siebie. Bo tak je lubił, ale w tamtym czasie musiał mierzyć się z ogromną biedą.

Teraz 50-latek otrzymuje od futbolu dużo więcej niż możliwość zakupu tych egzotycznych owoców. Dostaje miłość, wsparcie i wielką siłę, aby rozprawić się z białaczką. Odkąd tylko Serb poinformował o swojej chorobie, cały świat życzy mu powodzenia i zapewnia o tym, że mu kibicuje.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Białaczka to jeszcze jeden rzut wolny, do którego Mihajlović musi podejść i zapakować piłkę prosto w okienko, tak jak to zrobił mnóstwo razy w czasie swojej kariery. Nie mamy wątpliwości, że choroba trafiła najgorzej jak mogła. Bo kto jest w stanie ją pokonać jeśli nie taki wojownik?
 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się