var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Patryk Zajega

A jednak to gliwiczanie zebrali BATE’y. Piast 1:2 BATE

Autor: Mariusz Bielski
2019-07-17 22:21:06

Nie chcemy pisać, że w tym dwumeczu Piast miał obowiązek awansować. No nie, znamy klasę Białorusinów, a także pamiętamy, iż 6 z 8 razy po remisie w pierwszym spotkaniu udawało im się przejść dalej. No ale z tak osłabionym przeciwnikiem… Cholera, trudno nie czuć niedosytu po znów zebranych batach.

 

 

A przecież mogło być tak pięknie… I w sumie było przez baaaaardzo długi czas. Co prawda Czerwiński popełnił groźny błąd już na samym początku meczu, lecz niedługo potem, w 21. minucie zrehabilitował się z nawiązką. W zasadzie wcielił się wówczas w rolę dziewiątki, wyręczając Parzyszka. Idealnie wyszedł w powietrze i przed kryjącego go przeciwnika, chociaż oddajmy cesarzowi co cesarskie – bez przepięknej wrzutki Valencii nic by z tego nie było. Białorusini mogli co najwyżej stać i podziwiać.

Uspokoiło to grę znacznie na dłuższy czas oraz pozwoliło podopiecznym Waldemara Fornalika bardziej kontrolować boiskowe wydarzenia. Nie w pełni, wszak BATE to był zbyt klasowy rywal na takie historie, ale przez długi czas przyjezdni nie potrafili ugrać sztycha. Chociaż start mieli dobry. Głupio pisać, że rozpoczęli ten mecz bez kompleksów, no bo z jakiej racji takowe mieliby odczuwać wobec gliwiczan. Po prostu chodzi o to, iż od pierwszego gwizdka rywale Piasta poczynali sobie z dużym luzem nawet w okolicach 20. metra. Dużo w tym było pewności siebie i jeszcze więcej ślepego wybijania przez gospodarzy.

Niestety co Czerwiński swojej drużynie dał, to też prezentem dla rywali w samej końcówce wyrównał. Jakkolwiek spojrzeć to właśnie jemu uciekł Volkov przy rzucie wolnym w 87. minucie, gdy BATE ładowało swoją drugą tego wieczoru sztukę. Ot, uroki krycia strefowego. Z drugiej strony wypadałoby również wspomnieć o Plachu, wszak jako jedyny przy tym rzucie wolnym był ustawiony twarzą do kierunku, z którego leciała futbolówka, a tylko się na nią patrzył. Jeden krok w przód i tragedii by nie było, a tak… Kicha. Wcześniej zaś odwalił jeszcze większa manianę, prokurując rzut karny w totalnie niegroźnej sytuacji, gdy futbolówka zmierzała za linię końcową. Chwilę później nawet nie drgnął przy strzale Moukama. 

Swoją drogą to właśnie ten gość odmienił oblicze meczu i jego rezultat. Oprócz wspomnianej bramki z jedenastki wywalczył bowiem rzut wolny, po którym awans BATE przyklepał Volkov.

Tym bardziej zatem szkoda wszystkich okazji, jakie wcześniej wykreował sobie Piast. Przed oczami mamy przede wszystkim dwie. Obie jeszcze z pierwszej połowy. Indywidualną szarżę przeprowadzał Konczkowski. Wpadł w pole karne, a tam zatrzymał go Simović. Problem w tym, iż Polakowi w dryblingu uciekła piłka. Wpadł co prawda na przeciwnika z wystawioną nogą, ale… No, takie to na dwoje babka wróżyła, pewnie arbiter się wybroni. Szkoda. Druga sytuacja? Żal kontry z końcówki pierwszej połowy. Valencia ją zaczął, aczkolwiek to podanie Hateleya zrobiło zagrożenie. Szkoda, że strzał Parzyszka już nie, bo jakoś dziwnie się napastnik zabrał za całe to przedsięwzięcie. Wyszedł z tego tylko rożny, nie aż rożny.

Cóż, będziemy cholernie żałować tego dwumeczu. Białorusini po prostu byli do ugryzienia, nie da się mieć co do tego wątpliwości. No ale ze gospodarze zignorowali sygnały ostrzegawcze a’la strzał Milicia z dystansu, to trudno dziwić ostatecznym efektom. Gdybyśmy mieli wskazać jeden aspekt, przez który gliwiczanie dziś polegli, byłby to dokładnie brak koncentracji.

Piast Gliwice 1:2 BATE Borysów (1:0)
1:0 Czerwiński 21’
1:1 Moukam 82’
1:2 Volkov 87’

Piast: Plach – Pietrowski, Korun, Czerwiński, Kirkeskov – Hateley, Dziczek – Konczkowski (83’ Badia), Valencia, Felix (87’ Aquino) – Parzyszek

BATE: Chichkan – Rios, Volkov, Simović, Filipović – Baga, Yablonski, Berezkin (75’ Moukam) – Skavytsh, Tuominen (57’ Milić), Stasevich


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się