var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: Własne

Polskie kluby o krok od Europy. Niestety tylko w teorii

Autor: Marcin Łopienski
2019-07-23 16:04:38

Interesujące jest to jak my, piłkarze, trenerzy, dziennikarze i kibice lubimy tkwić we własnym – niezbyt smacznym i dobrze pachnącym – sosie. Dzięki temu nie dostrzegamy, że jako liga cofamy się w rozwoju, a z oddali machają nam coraz bardziej egzotyczne państwa.

 

Nie wiem czy istnieje lepsze podsumowanie początku sezonu polskich drużyn. Jeśli takie jest, dajcie znać. Mi jednak najbardziej do gustu przypadła kultowa scenka, z – a jakże – kultowego polskiego filmu komediowego. 

Po odpadnięciu Piasta Gliwice i Cracovii nasi piłkarscy kibice dzisiaj mogą wykrzyczeć za „Siarą”: „No i w pizdu wylądowaliśmy. I cały misterny plan też w pizdu”. Ligi Mistrzów nie ma, w Lidze Europy jak jest, każdy widział. Można się łudzić, że awansujemy do fazy grupowej, ale to Ekstraklasa jest naszym miejscem, tu czujemy się najlepiej, to jest nasza enklawa. 

A przecież miało być tak pięknie. Przecież miało nie wiać w oczy nam. Problem w tym, że to my sami gotujemy sobie ten los, systematycznie pracując na to przez cały rok. I to od wielu lat.

Piotr Stokowiec, trener Lechii Gdańsk, po sobotnim meczu z ŁKS-em Łódź powiedział przed kamerami Canal+, że polskie kluby dzielą od tej wielkiej europejskiej piłki detale. Skoro tak, to dlaczego zarówno Piast jak i Cracovia w decydującym momencie drugiego meczu zamiast przejąć inicjatywę, utrzymać się przy piłce i dać odetchnąć swoim obrońcom, cofnęły się we własne pole karne i postawiły na sprawdzone lagowanie? To detal, czy jednak poważny problem, który jest pokłosiem naszej archaicznej ligi? Nawet jeśli to drugie, to mało kto mówi o tym głośno, bo najlepiej zwalić wszystko na błąd obcokrajowca, na łut szczęścia, sędziego, dziennikarza.

Ilu dziennikarzy i ekspertów dostrzega jak my się prezentujemy? Zamiast pograć TROCHĘ w piłkę, wybijać przeciwników z rytmu w ten sposób, że muszą oni wysilić się i biegać za piłką, my ją nieustannie im oddawaliśmy górą. W ten sposób nieistniejące w dwumeczu BATE zaskoczyło Piasta. Wydawać by się mogło, że to Frantisek Plach zrobił wszystkim niespodziankę (i po części tak było), ale mistrz Polski sam sobie naważył tego piwa. Niestety, ale w poważnych europejskich rozgrywkach jest jak w boksie: jak przeciwnik atakuje Ciebie całym zespołem, to musisz przyjąć swoje, odskoczyć i wyprowadzić cios kontrujący. My zaś stoimy sobie zadowoleni we własnym polu karnym i modlimy się o jak najniższy wymiar kary. 

Jest wtorek, pisząc ten felieton w dalszym ciągu mam przed oczami obrazy z meczów polskich drużyn w pucharach i weekendowe spotkania w Ekstraklasie. Z niedzielnego pojedynku Legii z Pogonią migają mi obrazki Williama Remy’ego, który pod pressingiem graczy Kostji Runjaicia za każdy razem grą górną piłkę do obrońców przeciwnika. Być może celował w kierunku swoich partnerów, ale bezskutecznie. To jest właśnie przykład tej archaicznej gry, z której szydził Jan Van Daele, 32-letni dyrektor sportowy Dunajskiej Stredy, w rozmowie z portalem sport.tvp.pl. 

Długie piłki, bardzo dużo fizycznej gry. To jest ten nasz sos, w którym tak lubimy się babrać. Bigos do którego z każdym rokiem trafia kiełbasa lepszej wartości, co w teorii ma podnieść wartość produktu, ale w praktyce nie idzie to we właściwym kierunku. I najlepszą tego weryfikacją są puchary, gdzie mamy szansę grać z zespołami lepszymi, budowanymi z pomysłem. 

Nie będę ukrywał, że bardzo ciekawią mnie najbliższe pucharowe mecze Lechii, prowadzonej przez wspomnianego już trenera Stokowca. Jak zaprezentuje się zdobywca Pucharu Polski, który uczynił tak duży postęp na przestrzeni roku, na tle solidnej przecież europejskiej drużyny? Mam nadzieję, że nie będzie mocno odstawał, przecież w teorii od Europy nie dzieli nas tak dużo, prawda? 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się