var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Własne

Polskie drużyny w Europie? Lepiej wzruszać ramionami, niż uprawiać martyrologię

Autor: Mariusz Bielski
2019-07-25 19:30:30

Jakoś tak to idzie, że im starszy jestem, tym coraz mniej ekscytują mnie pojedynki polskich drużyn w europejskich pucharach… Wróć – w repasażach do baraży przed eliminacjami do kwalifikacji europejskich pucharów. I tak wiadomo jak się skończą. Czy wy też tak macie?

My wciąż bijemy rekordy, tylko nie w tę stronę, w którą trzeba. Pamiętam, iż w studiu po spotkaniu  z BATE, Tomasz Skokowski mówił, że żadna polska drużyna w historii nie odpadła tak wcześnie, co Piast w tym roku. Jasne, gliwiczanie zostali spadochroniarzami i w miarę bezpiecznie wylądowali w LE, ale to nadal nie zmienia faktu odniesienia wyjątkowo wczesnej klęski. Nie pociesza mnie w tym temacie nawet marka rywala, wszak akurat teraz Białorusini byli wyjątkowo łatwi do ugryzienia, co zresztą pokazało jakieś 170 minut dwumeczu. Szkoda, że ogółem trwał nieco dłużej.

Cracovia zresztą podobnie. No nie powiecie mi, iż DAC miało po swojej stronie znacząco więcej argumentów. Zupełnie nie, w końcu też Pasy przegrały dzięki zasadzie goli strzelonych na wyjeździe, której nie znoszę, bo jest kompletnie przestarzała. Brakowało tylko, aby jeszcze Legia wpisała się w tę narrację i dostała baty od ekipy z Gibraltaru, śmiechu byłoby co niemiara! Nie wykluczam więc kolejnych męk warszawian z KuPS, wszak powszechnie wiadomo, iż „futbol w Finlandii poczynił w ostatnich latach ogromny progres” i że „w Finlandii nie ma już słabych drużyn”. Tym bardziej więc po Lechii z Brondby nie spodziewam się wiele. Powspominamy jeszcze jej dwumecz z Juventusem, zobaczycie...

Na pewno po części daje tu o sobie znać mój wrodzony pesymizm i mógłbym teraz przekonywać was na zasadzie… Okej, wy macie nadzieję, ja się nastawiam negatywnie, a w razie czego lepiej jest po prostu milej się zaskoczyć. Nie o to mi jednak chodzi, sorry.

Po prostu ogląda się rokrocznie te nasze boje z no name’ami, drużynami pełnymi zawodników podobnych zupełnie do nikogo – oni też tak myślą o nas, jestem świadom – i według mnie trudno na tym wszystkim ćwiczyć coś więcej niż sztukę obojętności. Mamtowdupizm potrzebny o tyle, aby się wreszcie nie frustrować patrząc wiecznie na szklany sufit, który inni mają za podłogę. I to w piwnicy.

Nie ukrywam więc, że przy odrobinie niedosytu podszedłem do zmagań polskich ekip w pucharach głównie w taki sposób. Wzruszenie ramion, ewentualnie sugestywny ruch brwiami. Zaakceptowałem nasze miejsce w szeregu i nie zamierzam w żaden sposób zakłamywać rzeczywistości. A przecież polskie media robią to co sezon, wypisując jaki to tegoroczny mistrz jest mocny, a wicemistrz eklektyczny. Moim zdaniem jeśli ktoś po tych wszystkich latach uważa, iż naturalnym miejscem polskich drużyn jest faza grupowa Ligi Europy, to naprawdę szczerze podziwiam jego optymizm i trochę współczuję naiwności. 

Nie mylcie tego jednak z postawą, jakiej pełno było w ostatnich dniach w social mediach, gdy wydarzały się wyżej przytaczane porażki. My, Polacy, mamy jakąś dziwną, nieco nostalgiczną tendencję do wynoszenia ponad inne różnych smutnych okoliczności, z niektórych robimy nawet święta. I gdzieś w tym kierunku piłkarskiej martyrologii zmierzała kibicowska narracja – och, zobaczcie, jaka piękna tragedia!

Piast przerżnął z BATE po absurdalnym błędzie Placha? No właśnie, przecież tu różnicy nie zrobiła sama jakość piłkarska.

Ewentualnie – Piast przerżnął z BATE po absurdalnej utracie koncentracji w końcówce? No właśnie, przecież tu różnicy nie zrobiła sama jakość piłkarska!

Cracovia przerżnęła z Dunajską Stredą? Oj tam, oj tam, dopiero w dogrywce, powalczyli!

Lub – Cracovia przerżnęła z Dunajską Stredą? No ale przecież stworzyła sobie więcej sytuacji bramkowych, wynik nie odzwierciedla przebiegu spotkania.

Czujecie jakie to głupie? Powiecie pewnie, że to po prostu zwykłe pocieszanie się. Zresztą, co więcej pozostało. Może i jest w tym część racji, chociaż według mnie jednocześnie brzmi to jak szukanie usprawiedliwień dla kolejnych klęsk. A ponadto niczym mydlenie oczu według schematu: przecież byliśmy lepsi, mamy dowody, tylko akurat układ planet nam nie sprzyjał.

Cóż, koniec końców uważam, że jeśli to nie układ planet, lecz kulek podczas losowań wyjątkowo nie będzie nam sprzyjał, powiedzmy a’la Dundalk dla Legii jakiś czas temu, to jakoś nie widzę sukcesów polskich ekip w Europie. Strzelam, że po sierpniu już nas w nich nie będzie, bo przy każdym z zespołów znalazłoby się zbyt dużo „ale”, abym mógł jasno patrzeć w najbliższą przyszłość.

Przyszłość, którą znów przyjmę z dużym dystansem i której – mam nadzieję – nie będziecie skrajnie minimalistycznie chwalić.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się