var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: pierwszeskokispadochronowe.blogspot.com

Spadochronowe rewolucje spadkowiczów – jak zmieniły się Miedź Legnica i Zagłębie Sosnowiec od ubiegłego sezonu?

Autor: Mariusz Bielski
2019-07-29 18:19:27

Są gracze, który zdają się kolekcjonować spadki z kolejnymi klubami do niższych lig, ale nie oszukujmy się, przyjemności w tym tyle, co – jak mawiał Wojciech Łazarek – przy całowaniu tygrysa w tyłek. Przyjemność żadna, a ryzyko duże, no bo jak to wygląda w CV? Chociaż trzeba przyznać, że w Miedzi i Zagłębiu uświadczyliśmy całkiem sporo wyjątków, a skoro tak, to również możemy mówić o gruntownych przebudowach tych zespołów. Do sezonu 2019/20 obaj „spadochroniarze” przystępują znacznie odmienieni.

W pierwszym z wymienionych nawet nie kryto się za banałami, właściciel Andrzej Dadełło tuż po zakończeniu sezonu zadeklarował gruntowne zmiany w szatni. Czytaliśmy o tym na łamach Weszło:

„Pięciu piłkarzy, jak mówiliśmy, na pewno odchodzi.

Im się kończą kontrakty, więc to była prosta decyzja, że nie rozmawiamy. Co do pozostałych są rozmowy, być może pojawi się też transfer na zewnątrz.

To będzie większa rewolucja, która dojdzie do liczby dwucyfrowej?

To jest bardzo realna liczba. Czeka nas duża rewolucja. Mamy trzy grupy zawodników. Tych, których chcemy dalej, tych, których chcemy dalej, ale oni mają inne opcje i tych, których nie chcemy zostawiać. Proporcje rozkładają się mniej więcej po 1/3. Należy się więc spodziewać liczby dwucyfrowej.”

Tych pięciu to Żyro, Sapela, Monteiro, Garguła oraz Dżanajew. Przebąkiwano zresztą, że jest to grupa rodem z czarnej listy, której zwyczajnie za bardzo się nie chciało i dlatego wytypowano ich jako pierwszych. Nie rozstrzygamy, aczkolwiek poza ostatnim z wymienionych w ogóle trudno będzie tęsknić, nawet biorąc pod uwagę perspektywę występów na zapleczu Esy. Czyli w teorii gdzieś, gdzie mogliby odpalić. W praktyce rozumiemy podejście władz klubu, zwłaszcza że Miedź ma ponoć w planach rychły powrót do najwyższej klasy rozgrywkowej.

Chcemy i będziemy walczyli o awans do ekstraklasy. Na prezentacji drużyny przed sezonem pojawiło się około 1,5 tysiąca kibiców, a to oznacza, że mimo spadku, wierzą oni w Miedź. To jest bardzo budujące i ważne dla zespołu. Potrzeba nam jest jednak trochę cierpliwości i wyrozumiałości, bo początek sezonu po tylu zmianach może nie być łatwy – deklarował, a zarazem ubezpieczał się z kolei Dominik Nowak, szkoleniowiec Miedzi na łamach Polsatu Sport.

Trudno się nie zgodzić z trenerem, ponieważ faktycznie dolnośląską szatnię opuściło aż 16 graczy i to część takich, która rzeczywiście stanowiła o sile (resztkach siły?) drużyny. W tej kategorii możemy wymienić chociażby Rafała Augustyniaka czy Juana Camarę, chociaż taki Dżanajew i Joan Roman również miewali dobre, a nawet bardzo dobre momenty. Ostatnio zaś własną kartę za pomocą klauzuli wykupił Omar Santana, ponieważ nie uśmiechało mu się grać w pierwszej lidze i też nie za bardzo mu się dziwimy. Cudem za to ostał się Petteri Forsell, niekwestionowany przywódca legniczan z ubiegłego sezonu. Z drugiej strony ciągnąca się za Finem łatka obżartucha na pewno atencji wokół niego nie poprawia, więc może nawet nie powinniśmy być zszokowani?

Przy tym exodusie właściwie tylko 3 główne postacie z ubiegłego sezonu utrzymały się w zespole – Bartczak, wspomniany Forsell oraz Zieliński. Całą resztę obsadzi zaciąg świeżaków – przynajmniej na papierze całkiem konkretnych. Co prawda legniczanom nie udało się ostatecznie ściągnąć Marcina Robaka, lecz w jego miejsce pojawił się Valerijs Sabala, król strzelców I ligi 2018/19. Do tego pojawił się Marcin Warcholak ze sporym doświadczeniem w Ekstraklasie i weteran Łukasz Załuska. A z drugiej strony na przykład będący na dorobku Mateusz Hewelt z Evertonu czy przede wszystkim Hubert Antkowiak, który w poprzednim sezonie III ligi nastukał 20 goli w 31 występach. Choć to oczywiście nie koniec listy, wszak poza wymienionymi do Miedzi dołączyło jeszcze 7 innych piłkarzy.

Jak na ironię jedna z ofiar rewolucji w Legnicy została jednocześnie beneficjentem takiego samego działania w Sosnowcu. – Nowa krew jest potrzebna w szatni. Po słabym sezonie w obu klubach, co trzeba jasno powiedzieć, szatnię należało przewietrzyć, wpuścić do niej trochę świeżego powietrza. I to zostało w Zagłębiu zrobione – stwierdził Fabian Piasecki na łamach dziennika „Sport”.

W drugim ze spadkowiczów proporcje zmian kadrowych wyglądają jeszcze mocniej: pozbyto się aż 17 zawodników, a w ich miejsce wzięto 14, a doszło przecież jeszcze do roszady na stołku trenera. Valdasa Ivanauskasa ponoć próbowano zatrzymać w drużynie na dłużej, co de facto brzmiało śmieszno i straszno zarazem, mając w pamięci jakie cyrki odwalał pod koniec ostatnich rozgrywek. Ostatecznie Litwina zastąpił Radosław Mroczkowski i wydaje się, że jest to zdecydowanie bardziej racjonalny wybór.

Wracając jednak do samej kadry – tu na pewno najwięcej oczu będzie zwróconych ku Szymonowi Pawłowskiemu, który niespodziewanie przedłużył kontrakt z Zagłębiem, kiedy niemal oczywisty był jego spadek z Ekstraklasy. W jednym z wywiadów przyznawał, że znalazł tam swoje miejsce na ziemi, chociaż prawda jest taka, iż chętnych ekstraklasowiczów na zatrudnienie go na pewno by nie brakło po bardzo dobrym roku. Na pewno też wiele oczekuje się po Patryku Małeckim, który przyszedł tego lata, za to gorzej jest w tyłach, gdzie liderować obronie ma wciąż Piotr Polczak.

On i Pawłowski to jednak zaledwie dwie osoby z dawnego kręgosłupa drużyny. Naturalnie nie było mowy o pozostaniu Sanogo, Udovicicia, Możdżenia, Hrosso, Kudły czy Milewskiego. Główna różnica w w Zagłębiu polega jednak na tym, że stało się ono dużo bardziej polskie. Aktualnie w zespole z Sosnowca widzimy zaledwie 5 obcokrajowców (Perdijić, Kraczunow, Seedorf, Stewart, Biłenkyj), podczas gdy w samym ostatnim zimowym okienku ściągnięto 6, a przez cały sezon przez pierwszą ekipę przewinęło się ich 18. Głównie takich kasztanów, że ponoć TVP aż zastanawiało się nad wznowieniem bajki „Kasztaniaki” właśnie z ich udziałem. Praktycznie żadnego nie ma już dzisiaj w składzie, za to obecnych jest – bazujemy na skarbie kibica „PS” – aż 11 młodzieżowców. To kolejny, bardzo ważny owoc letniej rewolucji u sosnowiczan.

Co prawda w Zagłębiu odważnych deklaracji a propos rychłego powrotu na najwyższy poziom rozgrywkowy brakuje, ale nie oszukujmy się, sama specyfika zaplecza każe nie skreślać na starcie absolutnie nikogo. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, iż awans do Ekstraklasy od tego sezonu został znacząco ułatwiony, skoro spadną z niej aż 3 drużyny, zaś możliwość promocji dostanie aż 6 ekip za pomocą baraży na wzór tych z Championship. Z takiej okazji aż grzech nie skorzystać, pytanie tylko czy zmiany w koncepcjach transferowych obu klubów okażą się równie dobre na boisku, co na papierze. W teorii bowiem zarówno u Miedzi jak i u Zagłębia te obecne wyglądają na znacznie bardziej racjonalnie niż przed rokiem.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się