var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: Własne

Ruch w otchłań czy Ruch ku normalności?

Autor: Bartosz Adamski
2019-07-31 21:00:39

Pół roku temu Wisła Kraków, teraz Ruch Chorzów. Na skraju przepaści w krótkim odstępie czasu stanęły dwa zasłużone polskie kluby. I o ile „Białą Gwiazdę” udało się odratować, o tyle wydaje się, że reanimacja „Niebieskich” w obecnym układzie się nie powiedzie. A w dodatku raczej nie ma większego sensu.

Doskonale pamiętamy te wszystkie wydarzenia, które towarzyszyły niewiadomym losom „Białej Gwiazdy”. Dziś takie nazwiska jak Vanna Ly czy Mats Hartling możemy na szczęście wspominać z uśmiechem politowania, a nie wkurwem wyrysowanym na twarzy, bo wszystko udało się doprowadzić do dość szczęśliwego końca. Owszem, Wisła dalej boryka się z problemami finansowymi, lecz ma zapewniony w miarę spokojny byt.

Niestety na tę chwilę niewiele wskazuje na to, by za kolejne pół roku równie szczęśliwi i spokojni mieli być kibice w Chorzowie. Klub w przededniu setnej rocznicy stanął na skraju upadku i sytuacja wydaje się jeszcze bardziej dramatyczna niż wówczas Wisły. Ruch zanotował w ostatnim czasie trzy spadki z rzędu i teraz teoretycznie powinien przystąpić do meczów na czwartym szczeblu rozgrywkowym.

To jednak czysta teoria, bo w Ruchu nie ma pieniędzy na nic. Znaczy w zasadzie są, ale nikt nie chce ich wyłożyć. U szczytu trwają przepychanki pomiędzy akcjonariuszami, które bardziej niż racjonalne negocjacje mające na uwadze dobro klubu przypominają zachowanie rodem z konferencji prasowej przed dowolną walką na FAME MMA. Najlepiej obecną sytuację w klubie obrazują słowa Anny Bargiel, mamy Przemysława, w „Prawdzie Futbolu” Romana Kołtonia: - Doszły nas głosy, że akcjonariusze mówią "ja bym dał, ale wtedy bym pomógł tamtemu, niech on się męczy". To są dzieci w piaskownicy, które się przekomarzają. Wychodzi na to, że mają, tylko nie chcą dać.

Pracownicy Ruchu i osoby związane z klubem nie chcą/nie chcieli nazywać obecnej sytuacji "dramatem", bo wciąż wierzą/wierzyli, że znajdzie się z niej jakieś wyjście. Są jednak pozostawieni sami sobie. Jak wynika ze słów rzecznika prasowego Tomasza Ferensa dla Onetu, zaległości wobec niektórych pracowników sięgają nawet pół roku, po prostu nie mają za co żyć. A nie zarabiają przecież kwot kilkunastotysięcznych, a co najwyżej kilkutysięczne. Doszło do takiej patologii, że zostało im przekazane, iż muszą sami zarobić na swoje zatrudnienie. A to już w zasadzie jest nie tylko patologia, ale, bez przeproszenia, również skurwysyństwo.

Akcjonariusze klubu bezlitośnie wykorzystują fakt, że pracują w nim osoby emocjonalnie związane z 14-krotnym mistrzem Polski. Tacy ludzie, którzy są w stanie zgodzić się na upokorzenia – bo jak inaczej nazwać opisane w powyższym akapicie informacje? Byle tylko przetrwała ich ukochana marka. Dla nich "Niebiescy" to często sens życia, dlatego robią wszystko, by go nie stracić.

W chwili, gdy piszę ten artykuł ukazała się na Twitterze informacja ze strony rzecznika prasowego, że koniec klubu jest blisko, w zasadzie jest przesądzony. Przepadną najprawdopodobniej uczciwie zarobione pieniądze nie tylko pracowników, ale również innych wierzycieli – firmy ochroniarskiej, pogotowia ratunkowego itd. Oni swoich należności już w całości nie odzyskają. I to jest po prostu okrutne.

 

 

Mimo wszystko ciągle gdzieś tam trwa walka o przetrwanie klubu w obecnej formie. Podobno znaleźli się nawet sponsorzy, którzy dołożyli w sumie kilkaset tysięcy złotych z własnej kieszeni. Mówiąc inaczej: wyrzucili najprawdopodobniej te pieniądze w błoto. Chyba już każdy, może poza wiceprezesem Marcinem Waszczukiem, przestał wierzyć, że uda się to uratować. Spłacenie tych należności jest w zasadzie niemożliwe i mówią to wprost sami pracownicy. 

Takie dofinansowywanie za wszelką cenę to działanie doraźne, jak praktycznie przez cały czas ostatnio w Chorzowie, ale zupełnie nie rozwiązujące problemu. Klubu nie uratuje kilkaset tysięcy złotych, tutaj potrzeba kilkadziesiąt razy więcej, bo zadłużenie spółki wynosi 27 milionów złotych. A nikt o zdrowych zmysłach takiej forsy nie wyłoży, tym bardziej przy farsie, jaka odstawiana jest obecnie we władzach klubu.

Szczytem hańby było „tajemnicze zaginięcie” pieniędzy na organizację obozu dla dzieci. Kasa z akademii UKS Ruch była regularnie wypompowywana przez włodarzy seniorskiej drużyny. Po czasie przestano nawet zwracać te pożyczki, bo przecież „akademia jest bogata”. Ale to, co wydarzyło się w związku z obozem opłaconym przez rodziców... Po prostu nóż się w kieszeni otwiera. To chyba najlepsze potwierdzenie, że w obecnej strukturze właścicielskiej klub nie powinien być ratowany oddolnie. To byłby po prostu Ruch w dalszą otchłań.

W zasadzie jedyną możliwością jest teraz odbudowa Ruchu przez kibiców. Doskonale pamiętamy, czym skończyło się zarządzanie grup kibicowskich Wisłą Kraków, ale obecnie sytuacja jest zupełnie inna. W Ruchu nie ma pieniędzy, więc i nie ma zagrożenia, że ktoś dokona skoku na kasę. To będzie odbudowa klubu od zera, od kompletnych podstaw, pewnie od B klasy. I wydaje się, że przez ludzi, którym na tym najbardziej zależy. I naprawdę zależy.

Takie rozwiązania to zawsze wyjście totalnie ostateczne, lecz teraz chyba nie ma innej drogi. 99 lat tradycji nie zostanie przekreślone, bo to społeczność tworzy tę markę, to jest ich dziedzictwo. Trzeba jednak od nowa tworzyć fundamenty tego klubu. Zyskać wiarygodność, stworzyć racjonalne struktury, postawić po prostu na normalność, bez wiecznego trwania w kredytach i pożyczkach. co wydarzyło się teraz w Chorzowie, prędzej niż później musiało nastąpić. Nie ukrywajmy – zanosiło się na to już od kilku lat, jeszcze w czasach ekstraklasowych, gdy klubowi bez uzyskania transzy z Canal+ groziło bankructwo. Z każdym kolejnym rokiem następowała degrengolada, aż teraz doszło do (chyba) ostatecznego tąpnięcia.

Ja z Chorzowem czy tym bardziej z Ruchem nie jestem związany wcale, przyglądam się temu wszystkiemu z boku. I wciąż nie wierzę, że mając takie zaplecze kibicowskie, tak oddanych ludzi można było doprowadzić do ruiny klub, w dodatku bezczelnie wykorzystując przywiązanie tych osób do barw. Na stulecie kibice dostali „prezent” – muszą wziąć sprawy w swoje ręce i budować wszystko na nowo. I oby w tę setną rocznicę został wykonany Ruch ku normalności.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się