var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: ottopagine.it

Jaroszyński bohaterem kreatywnej księgowości Chievo i Genoi. Polak ostatecznie zagra w Salernitanie

Autor: Marcin Długosz
2019-08-07 18:00:15

Transfer Pawła Jaroszyńskiego ze zdegradowanego Chiego do Genoi był bardzo niespodziewany. Mało kto oczekiwał, że Polak zdoła utrzymać się na poziomie Serie A po sezonie, w którym nie odgrywał znaczącej roli w najsłabszej ekipie, opuszczającej szeregi elity z hukiem. Minął nieco ponad miesiąc, a lewego obrońcy już w stolicy Ligurii nie ma – zagra na wypożyczeniu w występującej w Serie B Salernitanie. Patrząc na tę sytuację od razu rzuca się na myśl stwierdzenie „kreatywna księgowość”…

Umówmy się – genueńczycy ani nie są biedni, ani nie należą do ligowych krezusów. Od lat jednak borykają się z nierozważnymi rządami ekscentrycznego biznesmena, Enrico Preziosiego. Włoch ma bardzo lekką rękę w zmienianiu kolejnych trenerów, dokonywania dziwnych wyborów i prowadzeniu swoich „Gryfów” daleko od jakiejkolwiek spokojnej przystani.

Stąd też kilka tygodni temu można było tylko wzruszyć ramionami gdy okazało się, że Liguryjczycy zamierzają zapłacić za byłego gracza Cracovii aż 4 mln euro. Owszem, lewą flankę defensywy mieli obsadzoną bardzo mocno, bo przecież to królestwo grającego od deski do deski kapitana Domenico Criscito, ale skoro klub się na to zdecydował, to może widział w tym jakiś plan. Dziś wiemy już, że wszystko najprawdopodobniej sprowadziło się do wyciągnięcia pomocnej dłoni. I to w niezbyt ukryty sposób.

Nie jest tajemnicą, że Chievo po spadku z Serie A musiało się liczyć ze sporym dołkiem finansowym. Nie dość, że przez lata był to klub interesujący w najwyższej lidze włoskiej najprawdopodobniej najmniej osób, to po spadku o poziom niżej musiał porzucić czerpanie zysków z faktu występów w topowych rozgrywkach świata. Nic więc dziwnego, że aby spiąć budżet, werończycy zaczęli poszukiwać środków bardzo intensywnie. Na tyle szybko, żeby nie mieć problemów z wystartowaniem w Serie B.

I tutaj z pomocą przychodzi Genoa – 4 mln euro w sytuacji „Latających Osłów” to jak gwiazdka z nieba. Kwota, która w bardzo duży sposób przyczyni się do płynności finansowej klubu i sprawi, że ten będzie mógł dalej egzystować na określonym poziomie. Oczywiście – i tutaj nie ma najmniejszych wątpliwości, że nic nie jest za darmo. „Gryfy” wyciągnęły pomocną dłoń do ekipy z miasta Romea i Julii, ale bez wątpienia „ciche” porozumienie obu stron doskonale określa, jak drużyna w tym przypadku obdarowana ma się odwdzięczyć swoim sojusznikom.

 

 

Sam zawodnik na pewno zyskał możliwość trenowania przez miesiąc z genueńską ekipą i powalczenia o zdobycie uznania trenera Aurelio Andreazzoliego, ale widocznie nie pokazał aż tak wybitnej formy, by klub chciał go pozostawić jako głębokiego rezerwowego. Dla samego 24-latka zresztą byłaby to pewnie strata czasu, więc postawiono na wypożyczenie.

W Salernitanie polski piłkarz spotka się z trenerem Giampiero Venturą, który prowadził go w Chievo przez kilka jesiennych kolejek poprzedniego sezonu. Zespół z Salerno jako co roku zapewne ograniczy swoje ambicje do wywalczenia utrzymania w Serie B. Nikt nie prognozuje, że nowy zespół Polaka będzie okupował dolne rejony tabeli, ale nikt też nie upatruje w nim faworyta do awansu do Serie A.

Za Jaroszyńskiego pozostaje trzymać kciuki i wierzyć, że na wypożyczeniu udowodni swoją wartość i utrzyma miejsce we włoskiej piłce. A finansistom z Genoi i Chievo „gratulujemy” wyjątkowej księgowości.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się