var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: własne

Angliku, chwała Ci za football!

Autor: Marcin Łopienski
2019-08-08 19:02:27

Pierwszy raz od blisko pięciu lat byłem na meczu piłkarskim jako kibic i cały czas nie mogę wyjść z podziwu, jak zwykłe wydarzenie piłkarskie może jednoczyć tylu, odmiennych przecież, ludzi. A wszystko przez Anglików, głównych sprawców zamieszania.

W wieku XIX wynaleziono takie cuda jak maszyna parowa, rower, silnik elektryczny, samochód elektryczny, schody ruchome, ręczny aparat fotograficzny i kinematograf, telegraf, telefon, radio i żarówkę. To i wiele innych, być może bardziej istotnych według Was, wynalazków ujrzało światło dzienne. 

Bardzo ważnym dla tego tekstu będzie wynalezienie maszyny parowej, bo ona zapoczątkowała rewolucję przemysłową. To ona doprowadziła do wielkich zmian cywilizacyjnych, skupionych wokół Wielkiej Brytanii (jako centrum wspomnianej rewolucji). To właśnie tam gra w wolnym czasie w piłkę osiągnęła taką skalę, że powstały jej dwie odmiany: piłka nożna i rugby. W północnej Anglii założony został Sheffield Football Club - pierwszy klub piłkarski. 

Nic dziwnego, że Anglia jest do dziś uważana za kolebkę piłki nożnej, skoro tam oficjalnie powstała, również na Wyspach kibice mogli jako pierwsi obejrzeć transmisję telewizyjną z meczu piłkarskiego. W kwietniu 1938 roku BBC nadało przekaz z pojedynku Anglii ze Szkocją. Nawet pierwsza prawdziwa piłka do gry pojawiła się na polskich ziemiach właśnie z Anglii i 30 sierpnia 1903 roku przywiózł ją do Krakowa Henryk Jordan w towarzystwie Edmunda Cenara. Ten pierwszy był znanym krakowskim ginekologiem i położnikiem, od którego zaczęto w Krakowie kopać piłkę już w ostatniej dekadzie XIX wieku. 

Wybaczcie ten historyczny wstęp, ale niedawno byliśmy wspólnie z żoną i teściem na meczu Jagiellonii Białystok. Oni już zaprawieni w bojach, doświadczeni, z niejedną przygodą, ja jako kibic pierwszy raz po blisko pięciu latach przerwy spędzonej na trybunie prasowej. I już po zakończonym spotkaniu, nawet kilka dni od momentu kiedy wyszliśmy z samochodu, wsiedliśmy do przepełnionego ciszą samochodu i odjechaliśmy w swoją stronę, naszło mnie na nostalgiczną podróż w czasie. Przy okazji samej wizyty na stadionie doszedłem natomiast do bardzo ciekawych wniosków. 

Tomasz Organek, od niedawna pisarz-muzyk, kiedyś tylko muzyk, a w czasach bardzo dawnych nauczyciel języka angielskiego, w programie u Kuby Wojewódzkiego i Piotra Kędzierskiego w Newonce.radio (w kwietniowej audycji) wypowiedział się przez moment na temat piłki nożnej. Mówił tam bardzo pozytywnie o swoich emocjach i był pod wrażeniem eksplozji tej stadionowej atawistycznej siły.   

Trafnie Organek zdiagnozował te wychodzące na wierzch podczas meczu pierwotne instynkty. Sam początkowo byłem w szoku, bo oglądanie spotkania na trybunie kibiców to jak obserwowanie programu Ligi Plus Extra, ale w sytuacji, kiedy sytuację sędziowską rozpatruje każdy obecny w studiu telewizyjnym, a nie popularny pan Sławek. I wyobraźcie sobie, że wszyscy mają sporo do powiedzenia w tym temacie, nawet jeśli jest to wyłącznie zlepek inwektyw w kierunku sędziego, piłkarza. 

Przyglądanie się kibicom siedzącym w moim pobliżu byłoby rozkoszą dla psychologów i wszelkiej maści psychiatrów, ale i mnie zaciekawiło to towarzystwo. Nawet tych dwóch panów, którzy wygrażali piłkarzom Rakowa i sędziemu Stefańskiemu. Jak również przysłuchiwanie się dwóm kolejnym fanom, którzy siedząc za mną rozmawiali o problemach polskiej piłki. Serdecznie współczuję pani, która w pewnym momencie już sama nie wiedziała, czy ma wierzyć tym dwóch drącym się facetom (wspomniałem o nich na początku), czy mężowi, który niby pilnował swoje dziecko, ale trochę tak w stylu piłkarzy Jagiellonii, którzy próbowali zdobyć bramkę częstochowianom (Jagiellonia przegrała 0:1). 

Mając te wszystkie obrazki w pamięci dziękowałem Anglikom, bez których bardzo możliwe, że nie dane byłoby mi oglądać tych obrazków. Zresztą wszyscy powinniśmy być im wdzięczni, bo gdyby nie oni, nie mielibyśmy okazji do tworzenia tej wspaniałej mozaiki naszego narodu. Na stadionie bowiem mają okazję spotkać się różni ludzie, z naprawdę odmiennych środowisk. A wszystko to w myśl jednej, wspólnej (na ile słusznej, tym razem nie będę tego roztrząsał) idei.  

A tak już na sam koniec: wyobrażacie sobie, co mężczyźni robiliby w wolnym czasie, gdyby nie mogli chodzić na mecze? Ci dwaj nerwowi panowie, którzy bezgranicznie żyli wydarzeniami boiskowymi, a ich okrzyki nie nadawały się do zacytowania przed 23:00, zapewne całą swoją złość uwolniliby gdzieś indziej. Być może w domu. A tak z pomocą przyszedł im mecz piłki nożnej. To trywialne, ale skoro pomaga, to trzeba do tego podchodzić z szacunkiem. 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się