var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Własne

Gol: Nasza piłka stoi w miejscu. Żubrowski: Mam świadomość, co potrafię. Crnomarković: Z Lechem chcę walczyć o mistrza

Autor: zebrał Paweł Łopienski
2019-08-09 12:21:02

Piątkowa prasa wygląda bardzo dobrze, głównie ze względu na teksty zapowiadające 4. kolejkę PKO Ekstraklasy. Znajdziecie wywiady z Jakubem Żubrowskim, Januszem Golem czy Djordje Crnomarkoviciem, do tego przeczytacie również o inauguracji nowego sezonu Premier League. Wybraliśmy 30 materiałów z czterech źródeł.

"PRZEGLĄD SPORTOWY"

"Żubrowski: Nie jestem kozakiem. Mam świadomość, co potrafię"

"Naprawdę poważne pieniądze zobaczył pan dopiero w Koronie?

Jakub Żubrowski: Gdy rozmawiam z mamą, która jest krawcową, nie mówię jej o zarobkach, premiach. Ona dostaje zwykłą pensję, wiem, że dla niej to abstrakcja, że za 90 minut meczu, niezależnie czy zagrasz dobrze, czy słabo otrzymujesz tyle, na ile ona musi pracować kilka miesięcy. Trudno się więc dziwić ludziom, że są sfrustrowani, patrząc na poziom naszej ligi i słysząc o zarobkach piłkarzy.

Zarabiacie za dużo?

Nie. Dostajemy tyle, ile ktoś za to zapłaci. Poziom ligi to inna kwestia. Ten co roku jest brutalnie weryfikowany przez europejskie puchary, więc patrząc przez ten pryzmat, ludzie mają prawo tak uważać.

Ma pan poczucie, że gra w słabej lidze?

Po prostu nie lubię zakłamywania poziomu ekstraklasy. Jest wielu zawodników, którzy sądzą, że są kozakami, że w niej grają, a prawda jest zupełnie inna. Ja siebie tak nie postrzegam. Kiedy masz 25 czy 27 lat, nie możesz myśleć, że wyjedziesz do wielkiego zespołu z ligi, której mistrz odpada w pierwszej rundzie eliminacji Champions League. Nie lubię zachwycania się średnimi meczami, co u nas jest częste. Ostatni przykład: niektórzy chwalili nas po pierwszej połowie spotkania w Gdyni. Przeprowadziliśmy kilka akcji, ale to przełożyło się tylko na trzy sytuacje w pierwszym kwadransie. Nie zagraliśmy niczego wielkiego. Dobry to był mecz ŁKS z Lechem, świetnie się na to patrzyło, w każdej kolejce się taki znajdzie. Ale już gdy oglądałem spotkanie Rakowa z Cracovią, po pierwszej połowie zastanawiałem się, czy nie położyć się spać, choć finalnie tego nie zrobiłem. Wiem, jestem krytyczny, wkurzam się, gdy na boisku zauważam niechlujstwo. Gdy widzę, że ktoś od niechcenia podchodzi do piłki, kopie w aut. Irytuje mnie to, bo nie wynika z braku umiejętności, a słabej koncentracji".

Więcej TUTAJ

***

"Janusz Gol: Nasza piłka stoi w miejscu"

"Jak widać, nasza piłka stoi w miejscu. Została tylko jedna drużyna, która ma jeszcze szansę powalczyć o fazę grupową Ligi Europy. Na takim poziomie na razie jest nasza liga. Piast i Lechia odpadły po dobrych meczach u siebie. Widać, że trenerów oraz piłkarzy czeka jeszcze sporo pracy, by w przyszłym sezonie wyniki były lepsze. Zabrakło trochę jakości, by zamknąć mecze, gdy była taka możliwość, oraz większego ogrania przed spotkaniami eliminacyjnymi. Dla nas to na pewno był na dzień dobry mały „dzwon”, który spowodował lekkie podłamanie, ale trzeba jak najszybciej wrócić do siebie. Nie chcemy powtórzyć startu z poprzedniego sezonu. Chcemy być cały czas w pierwszej części tabeli, by najpierw awansować do górnej ósemki, a później do europejskich pucharów. Mamy rok, by się poprawić".

Więcej TUTAJ

***

"Strategia PZPN: Jakoś to będzie"

"Minął rok i teraz beniaminek z Częstochowy udaje, że jest z Bełchatowa. Były deklaracje, że stadion dla Rakowa, spełniający ekstraklasowe wymogi, powstanie w ciągu kilku miesięcy, najpóźniej na wiosnę 2020 roku i naiwnie uznałem, że chodzi o stadion w Częstochowie. Teraz trener Rakowa z rozbrajającą szczerością przyznaje, że może się zdarzyć, iż jego zespół będzie grał w Bełchatowie do końca sezonu. Jego słów wypowiadanych przed kamerami Canal Plus słucha prezes klubu i skwapliwie potwierdza – no rzeczywiście istnieje taka opcja. Niby nie ujawnili niczego nowego, bo o takim scenariuszu mówi się już od kilku tygodni. To jednak żadna okoliczność łagodząca. Przeraża łatwość, z jaką w naszym futbolu akceptuje się prowizorki i nonszalancki stosunek do reguł, które powinny obowiązywać wszystkich".

Więcej TUTAJ

***

"Familia z rękami pełnymi roboty"

"Kiedy Božidar Stipica pierwszy raz chwycił za cegły lub zaprawę murarską, najpierw musiał zrzucić z barków plecak ze szkolnymi podręcznikami. Miał 16 lat, gdy z ojcem Dantem rozpoczął budowę domu w najstarszej dzielnicy Splitu – Veli Varoš. Do ich ziemi nie prowadziła jezdnia, tylko schody. Za to z dwóch stron, więc dla urozmaicenia mogli sobie wybierać, którędy tym razem będą dźwigać potrzebne materiały. Na wynajęcie robotników nie mieli pieniędzy. Bezcenne okazały się przyjaźnie, bo czasem przyjaciele pomogli. Tyle że to nie mogło znacznie przyspieszyć wzrostu ścian, ojciec z synem ukończyli dom po 10 latach. Za to ciągle stoi, wychowywały się w nim wnuki Dantego, dziś już dorosłe. W związku z tym, czy można się dziwić, że dla tego, który otrzymał imię po dziadku i obecnie broni bramki Pogoni Szczecin, nie ma rzeczy niemożliwych?"

Więcej TUTAJ

***

"Ciarki na La Bombonerze"

"Niewiele jest w świecie futbolu bardziej magicznych miejsc niż stadion La Bombonera w Buenos Aires, na którym na co dzień rozgrywa mecze zespół Boca Juniors. Nawet na piłkarzach, którzy grali już na wielu słynnych arenach, możliwość rozegrania meczu na obiekcie w stolicy Argentyny zwykle robi wrażenie. A co dopiero na 20-latku stawiającym pierwsze kroki w dorosłej piłce. Takim był przed dwoma laty Victor Moya Martinez, znany jako Chuca, którego trener Fran Escriba zaczął wpuszczać na boisko w letnich sparingach pierwszej drużyny Villarrealu. Jednym z pierwszych, w którym wystąpił, był wyjazdowy sparing z Boca Juniors. – Nawet jeśli było to spotkanie towarzyskie, przeżycie było niesamowite. Od pierwszej minuty cały stadion dopingował i żył meczem. Gdy się to słyszało, będąc na murawie, człowiekowi robiło się gorąco – wspomina Hiszpan".

Więcej TUTAJ

***

"Jorge Felix może zagrać w ataku"

"Od początku sezonu mistrz Polski ma ogromne problemy w ofensywie. Piotr Parzyszek jest bez formy, Dominik Steczyk też nie zachwyca, a Dani Aquino jest kontuzjowany. Trener Waldemar Fornalik ma w składzie gracza, który potrafi radzić sobie jako napastnik. W obecnych rozgrywkach Jorge Felix ustawiany był jako skrzydłowy lub ofensywny pomocnik".

Więcej TUTAJ

***

"Palec nie przeszkodzi kapitanowi"

"Lubomir Guldan jest gotowy na mecz z Arką Gdynia. Kapitan Zagłębia ucierpiał w starciu z Jagiellonią (2:2). W zderzeniu z jednym z rywali zwichnął palec u dłoni, ale bolesny uraz nie przeszkodził mu w przygotowywaniu się do kolejnego spotkania, nie opuścił żadnego treningu".

Więcej TUTAJ

***

"Niezastąpiony rodzynek, Patryk Kun"

"Strach więc pomyśleć, co się stanie jeśli filigranowy gracz (165 centymetrów) dozna kontuzji. Teoretycznie zastąpić może go któryś z prawych wahadłowych. Tam rywalizacja o miejsce w składzie trwa w najlepsze. Ostatnio nieźle na tej pozycji pokazał się nominalny środkowy obrońca Dawid Szymonowicz. W obecnych rozgrywkach ustawiani byli tam również Jakub Apolinarski, Piotr Malinowski i Michał Skóraś. Wszyscy wymienieni są jednak graczami prawonożnymi. Dlatego poszukiwany jest piłkarz operujący lewą nogą. Być może będzie nim Kamil Pestka (Cracovia), którego Raków może wypożyczyć".

Więcej TUTAJ

***

"Będą strzelać dobremu koledze"

"Matuš Putnocky ma za sobą doskonały początek sezonu w barwach Śląska, w trzech meczach puścił tylko jednego gola, ale dziś wieczorem jego dobry nastrój i doskonałe statystyki na starcie rozgrywek będą chcieli popsuć byli klubowi koledzy. Słowak przez trzy lata strzegł bramki Kolejorza i doskonale zna się z najgroźniejszym strzelcem poznańskiego zespołu Christianem Gytkjaerem. Duńczyk zostawił już za sobą problemy zdrowotne i wybiegnie dziś na boisko w wyjściowej jedenastce, by nękać strzałami bramkę Śląska już od pierwszej minuty".

Więcej TUTAJ

***

"Ktoś tę ligę nadal kocha"

"Wydaje się, że jesteśmy w dramatycznym momencie. W połowie sierpnia ekstraklasa ma w eliminacjach europejskich pucharów już tylko jednego przedstawiciela, a zaporami nie do przejścia stają się dla naszych zespołów drużyny z krajów, które jeszcze kilka lat temu przyjeżdżały nad Wisłę z prośbą o najniższy wymiar kary. W takiej sytuacji spadek zainteresowania ligą wydawałby się naturalną koleją rzeczy. A tymczasem na dzisiejszy mecz Lecha ze Śląskiem, żadnych potęg przecież, bo to zaledwie ósma i dwunasta drużyna poprzedniego sezonu, bilety rozchodzą się błyskawicznie. Już w czwartek w południe licznik sprzedanych wejściówek przekroczył 22 tysiące. A jeżeli tempo nabywania biletów przez kibiców się utrzyma, na Bułgarskiej wieczorem może być 30 tysięcy ludzi".

Więcej TUTAJ

***

"Muhar: Nie każdy może być superbohaterem"

"Przed pierwszym meczem z Piastem powiedział pan, że będzie potrzebował trochę czasu, by poznać ekstraklasę i się do niej dostosować. Udało się już?

Karlo Muhar: Wystarczyło mi 45 minut w tamtym spotkaniu i już wiedziałem, że jest zupełnie inna od ligi chorwackiej i będę musiał zrobić sporo, aby się do niej dopasować.

Co to za różnice?

Tempo meczów jest zdecydowanie wyższe, bo polskie zespoły bardzo dużo biegają, a akcje szybko przenoszą się z ofensywy do defensywy i z powrotem. W Chorwacji są drużyny, które właściwie ciągle atakują i o obronę w ogóle się nie martwią. Tutaj tego nie ma, dyscyplina taktyczna jest naprawdę duża. Pod tym względem polskie zespoły są lepiej poukładane niż chorwackie. Ale najbardziej rzuciła mi się w oczy szybkość gry. Kilka razy złapałem się na tym, że nie mogę poczekać na piłkę i stojąc w miejscu zastanowić się, co z nią zrobić. Trzeba myśleć, ale być równocześnie cały czas w ruchu, bo inaczej zaraz ją stracisz.

Zabawnie się składa, bo Joao Amaral po przyjściu do Lecha powiedział, że z kolei dla niego jest tutaj łatwiej niż w Portugalii, bo ma o kilka sekund więcej na decyzję, co zrobić z piłką.

Wychodzi więc na to, że dobrze wybrałem, bo przed transferem do Lecha miałem też propozycje z Portugalii, ale czułem, że styl grania w polskiej lidze zdecydowanie bardziej do mnie pasuje.

O ekstraklasie mówi się, że jest mocno fizyczna i dużo w niej boiskowej walki. Pan w tych warunkach chyba odnajduje się doskonale?

To prawda. Kocham pojedynki, uwielbiam odbierać piłkę i myślę, że jestem w tym dobry. Jestem człowiekiem od brudnej roboty i mi to pasuje, bo tacy też są w drużynie potrzebni. Kiedyś usłyszałem na ten temat doskonałe zdanie, że zespół piłkarski jest trochę jak obsada aktorska w filmie – nie wszyscy mogą grać główne role, bo wtedy okaże się on klapą. Ktoś musi wcielić się w superbohatera, a ktoś w ważną postać drugoplanową. I wszyscy składają się na końcowy sukces. Tak jak w drużynie".

Więcej TUTAJ

***

"Ze zmywaka na stadion"

"Cztery lata temu był bliski zakończenia przygody z piłką. Szefowie Nadwiślana Góra nie kwapili się do robienia przelewów, a za coś trzeba było żyć. Oszczędności z poprzednich lat szybko się kurczyły, a opłaty za mieszkanie, media i codzienne wydatki, trzeba było za coś zrobić. – Żeby pomóc Beacie, zatrudniłem się w barze, w którym pracowała – przyznaje prawy obrońca. 20-letni wtedy zawodnik rano trenował, a popołudniami stawał przy zmywaku, przenosił kegi z piwem lub przed wejściem do pubu sprzedawał bilety na okolicznościowe imprezy. Bywało tak, że w piątek pracował pięć, sześć godzin, po północy kładł się spać, a w sobotę o 13 grał ligowy mecz. – O dodatkowej robocie nie wiedzieli nawet koledzy z drużyny. Nogi były zmęczone, ale nie narzekałem – wspomina. Wielkiego wyboru Grzesik nie miał. Gdyby nie zarobione w ten sposób kilkaset złotych miesięcznie, zabrakłoby środków na życie. – I tak musieliśmy pożyczyć od rodziców, ale zamiast kilkunastu tysięcy, zamknęliśmy się w kilku. Zresztą, ja i tak nie miałem na co narzekać. Beata zasuwała po 12 godzin dzień w dzień. Była wycieńczona, ale wytrzymała. Jestem jej za to do dziś bardzo wdzięczny – mówi".

Więcej TUTAJ

***

"Śląsk zdaje w Poznaniu egzamin dojrzałości"

"Obecny szkoleniowiec WKS nie ma w drużynie takich gwiazd, jak te z początku dekady, którymi kierował jeszcze Levy. Mało tego, jego zespół kadrowo nie różni się radykalnie od tego, który w poprzednim sezonie dopiero w 36. kolejce uratował się przed spadkiem. Obecny szkoleniowiec w większości stawia na piłkarzy, których wypróbował w najtrudniejszych chwilach. Nie bardzo chce cokolwiek zmieniać, mimo że może i ma na kogo. Dobre zmiany daje choćby Jakub Łabojko, który ostatnio z Legią miał w pół godziny aż pięć odbiorów i pali się do gry. – Kuba świetnie pracuje na boisku i poza nim. Robi dodatkowe treningi. Cieszy mnie, że w drużynie jest rywalizacja – mówi Czech pytany o tego zawodnika. Nieprzypadkowo, bo w ofensywie u poznaniaków aż roi się od niebezpiecznych piłkarzy, z którymi bardziej kreatywny od Łabojki, ale słabszy w defensywie Michał Chrapek może mieć problemy".

Więcej TUTAJ

***

"Polubił samotność"

"Popularny serwis internetowy amerykańskiej telewizji ESPN tekst o talentach zatytułował: „Co dalej z Barceloną? La Masia szuka kolejnego Messiego”. Dyrektor sportowy katalońskiego klubu Robert Fernandez zakładał wtedy, że w ciągu najbliższych dwóch, trzech sezonów pięciu młodych graczy wzmocni pierwszą drużynę Barcy. Wśród nich mieli być zawodnicy Juvenil A, zespołu do lat 19, w którym wyróżniał się Manneh".

Więcej TUTAJ

***

"Pokonać gdańską klątwę"

"Gdańsk – morze, plaże – z tym chyba najczęściej kojarzy się to ładne miasto. Można podejrzewać, że byłym i obecnym piłkarzom Jagiellonii Białystok na myśl błyskawicznie przychodzą też trudne przeprawy z miejscową Lechią. W ostatnich latach lechiści zdrowo okładali gości ze stolicy Podlasia. Jaga marzy, by wyprawy na stadion biało-zielonych w końcu znalazły happy end – tak brzmiał wstęp do tekstu zapowiadającego ligowy mecz Lechii i Jagiellonii rundy zasadniczej w poprzednim sezonie".

Więcej TUTAJ

***

"Często oglądana kaseta"

"Sezon 1994/95 był jednym z najlepszych w historii Ajaksu. Zespół nie tylko wywalczył mistrzostwo Holandii, ale również wygrał Ligę Mistrzów, po zwycięstwie 1:0 nad Milanem w finale. Fabian Serrarens miał wtedy cztery lata. Od rodziców dostał kasetę wideo, na której były skróty najważniejszych spotkań Ajaksu w tamtych rozgrywkach.

– Gdy trochę podrosłem, oglądałem ją dzień w dzień. Zostałem wielkim kibicem tego klubu – mówi holenderski napastnik, który kształcił się w szkółce Ajaksu, ale nie przebił się do pierwszej drużyny. Po występach w drugiej lidze w swoim kraju i grze w Eredivisie w barwach De Graafschap kilkanaście dni temu Serrarens został zawodnikiem Arki Gdynia".

Więcej TUTAJ

***

"Najmłodszy z rodu szybkobiegaczy"

"Nazwisko Płacheta pojawiło się w polskim sporcie po raz pierwszy blisko 20 lat temu, kiedy polska sztafeta 4x100 metrów zdobyła złoto na MME w Amsterdamie. W jej składzie był między innymi Marcin Płacheta, który wkrótce zamienił lekkoatletyczne kolce na lodową rynnę i w 2006 wystąpił na zimowych igrzyskach olimpijskich w Turynie jako bobsleista. Dziś, blisko 20 lat po złocie młodzieżowej sztafety sprinterów, nazwisko kojarzy się z głównie z Przemysławem Płachetą. Czy to syn? Nie, brat. Najmłodszy z rodzeństwa. Było ich w sumie trzech: Marcin, Sylwester i Przemysław. Jeden szybszy od drugiego".

Więcej TUTAJ

***

"Pol: Kto nie zna futbolu, a kto życia?"

"Niestety, coraz większej liczbie piłkarskich gwiazd można wypomnieć, że piłka nożna stała się dla nich tylko dodatkiem do aktywności w mediach społecznościowych. Nie wiadomo już, czy jeszcze są zawodnikami, czy raczej instagramerami, mistrzami Snapa albo guru Tik Toka. Czy bardziej ich cieszy gol i zwycięstwo drużyny, czy nowa fryzura i fajna stylizacja na sobotni wieczór".

Więcej TUTAJ

***

"Glik czeka na opaskę"

"To już czwarty sezon Kamila Glika w ekipie z księstwa. Jest jednym z najbardziej doświadczonych zawodników w drużynie. Z mistrzowskiego zespołu z sezonu 2016/17 poza nim ostali się tylko Jemerson, kontuzjowany Danijel Subašić, który nawet w pełni zdrowy pewnie nie będzie grać, i szykujący się do odejścia z klubu Radamel Falcao. Jeżeli Kolumbijczyk faktycznie trafi do Galatasaray, to Polak powinien zastąpić go w roli kapitana. Nie byłoby to nic nowego. W zeszłym sezonie dziewięć razy wychodził na boisko z opaską, gdy latynoski napastnik nie mógł grać".

Więcej TUTAJ

***

"Mogą trafić szóstkę"

"Jürgen Klopp zaprosił do ośrodka treningowego mistrza w pływaniu na desce surfingowej. Niemiec Sebastian Steudtner uczył piłkarzy Liverpoolu odpowiedniego oddychania i wygłosił wykład na temat radzenia sobie ze stresem. Przyda się, bo przed zdobywcą tegorocznej Ligi Mistrzów jeden z najbardziej wymagających sezonów. Pierwszą jego odsłonę The Reds mają już za sobą, a więc przegrane starcie z Manchesterem City o Tarczę Wspólnoty. Ale poważne granie rozpoczną dziś – zainaugurują sezon Premier League".

Więcej TUTAJ

***

"Miliard znowu przekroczony"

"Angielskie kluby nadal wydają bardzo dużo na transfery. Tego lata kluby Premier League kupiły nowych zawodników za łączną kwotę 1,41 miliarda funtów. To nieznacznie mniej niż wynosi rekord ustanowiony w 2017 roku (1,43 mld). Tylko ostatniego dnia zakupy kosztowały 170 milionów funtów, ale tę kwotę przeznaczono na zaledwie 17 piłkarzy. To najmniej od 2009 roku. 8 sierpnia najdroższym zawodnikiem był Alex Iwobi, za którego Arsenal otrzymał od Evertonu 34 miliony funtów".

Więcej TUTAJ

***

"Transfer Sane się oddala"

"Jeszcze kilka dni temu wydawało się, że ściągniecie Sane do Niemiec idzie w jak najlepszym kierunku. Bayern był praktycznie dogadany z The Citizens, którym oferował około 100 mln euro za 23-latka. Wszystko zmieniło się po meczu Manchesteru City z Liverpoolem o Tarczę Wspólnoty. Sane już w 13. minucie musiał zejść po boiska. W miniony czwartek reprezentant Niemiec usłyszał diagnozę. Okazał się, że uszkodził więzadła w prawym kolanie. Konieczna będzie więc operacja, a to wykluczy go z gry na kilka miesięcy".

Więcej TUTAJ

***

"Samowolka numer dwa"

"O tym, że ma talent, wszyscy w Lechii wiedzą. W ostatnich dniach działacze klubu z Gdańska znów przekonali się jednak, że Romario Balde to piłkarz, nad którym trudno zapanować. Gwinejczyk 10 dni temu... zniknął, przestał przychodzić na zajęcia, a do Polski docierają sygnały, ze zamierza podpisać umowę w Portugalii. Co gorsze – Balde wykręca podobny numer już po raz drugi".

Więcej TUTAJ

***

"Perisić na celowniku Bayernu"

"Perišić pewnością nie jest piłkarzem kalibru, o którym marzyliby kibice Bayernu. Mistrzowie Niemiec potrzebują jednak wzmocnień jak najszybciej, nie mają już wielu możliwości, więc nie powinni wybrzydzać. Chorwat ma doświadczenie w Bundeslidze z gry w Borussii Dortmund i Wolfsburgu. Fanem tego rozwiązania jest Niko Kovač, który obserwował rodaka od dłuższego czasu. Doniesienia Sky potwierdził Christian Falk z dziennika „Sport Bild”, który sugeruje, że Bawarczycy powinni szybko złożyć konkretną ofertę".

Więcej TUTAJ

 

"SPORT"

"Wolniewicz: Mamy bardzo mocną ławkę rezerwowych"

"Cztery punkty w dwóch meczach to wynik bardzo dobry, dobry, czy taki sobie?

Adam WOLNIEWICZ: Wydaje mi się, że to dobry wynik. Przede wszystkim cieszy ostania wygrana z GKS-em Tychy, aczkolwiek przeciwnik miał okazje do zdobycia bramki i w następnym meczu musimy wyciągnąć wnioski z popełnionych błędów i ich nie powielać. Remis z Puszczą też jest cenny, bo to ciężki teren. Na pewno wielu rywali gospodarzy straci tam punkty. Reasumując – cztery punkty zdobyte w dwóch meczach jest wynikiem dobrym, bo bardzo dobry byłby wtedy, gdybyśmy mieli sześć punktów.

Który z tych dwóch meczów – z Puszczą Niepołomice i GKS-em Tychy – z pańskiej perspektywy był trudniejszy?

Mecz z Tychami był trudniejszy, bo przeciwnik był bardziej wymagający. Poza tym godzina meczu, obecność kamer telewizyjnych – to wszystko sprawiło, że wydzielała się większa adrenalina. Na pewno każdy z zawodników dał z siebie dużo więcej niż w pojedynku z Puszczą, gdzie stadion jest o wiele mniejszy, dużo słabsza frekwencja, więc tak „nie czuje się” meczu.

Tyszanie mają w składzie bardziej rozpoznawalnych piłkarzy, z głośniejszymi nazwiskami…

Zgadza się. Wiemy doskonale, jakie Tychy mają aspiracje, jakim dysponują budżetem, jacy zawodnicy tam grają. Na papierze powinni bez problemów zrobić awans do ekstraklasy, ale liga wszystkich bardzo szybko weryfikuje i pokazuje, gdzie jest czyje miejsce, jak się ktoś „wychyla”.

Więcej TUTAJ

***

"Mańka: Obojętnie gdzie, byleby grać"

"Czy pan już wie, na jakiej pozycji zagra w sobotę?

Maciej MAŃKA: Powtarzałem już wiele razy i przed meczem z Odrą też powiem to samo: obojętnie gdzie, byleby grać. Oczywiście wiem, jaki jest podtekst tego pytania i odpowiem, że cała drużyna zdaje sobie sprawę z popełnionych błędów, które kosztowały nas porażki w dwóch pierwszych meczach. Razem chcemy wygrać najbliższe spotkanie.

Czujecie presję?

To nie jest presja. Czujemy raczej mobilizację i chęć pokazania się z jak najlepszej strony. Mamy poczucie, że meczów z Radomiakiem i GKS-em Jastrzębie nie powinniśmy przegrać. Pierwsza połowa w Radomiu i większość spotkania w Jastrzębiu-Zdroju przebiegała pod nasze dyktando. Graliśmy naprawdę dobry futbol i to nam dodaje wiary w to, że jesteśmy dobrze przygotowani do sezonu i możemy wygrywać. Musimy jednak unikać błędów. I to jest ta presja, którą sobie sami narzucamy".

Więcej TUTAJ

***

"Nie jest łatwo, bo drużyna w budowie"

"Wiele w najbliższym meczu będzie zależało od gry środkowych pomocników. Ostatnio sztab szkoleniowy Górnika stawia na Serba Filipa Bainovicia oraz młodego Gambijczyka Alasana Manneha. – O tyle nie jest im łatwo, że muszą zastąpić dobrych czy bardzo dobrych i ukształtowanych graczy, jakimi są Szymon Żurkowski i „Wako” Gwilia. Dążą do tego, żeby było jak najlepiej, ale nie jest tak łatwo zastąpić takich piłkarzy. W kadrze mamy też wielu innych, jak Kopacz czy młody „Ściślaczek”, którzy depczą po piętach tym którzy grają, a o których jeszcze będziemy mówić. Są też jeszcze inni zawodnicy – mówi szkoleniowiec zabrzańskiego zespołu".

Więcej TUTAJ

 

"WYBORCZA"

"Mladenović na cenzurowanym"

"Serb Filip Mladenović to kluczowa postać Lechii, jedna z największych gwiazd całej ekstraklasy, zdaniem wielu jej najlepszy lewy obrońca. Jednak często nie kontroluje on swoich boiskowych zachowań, przez co łapie głupie kartki. - Nie ma dla niego taryfy ulgowej i już poniósł konsekwencje swojego zachowanie - przyznaje trener gdańskiego zespołu Piotr Stokowiec".

Więcej TUTAJ

***

"Gytkjaer goni wielkiego Rudnevsa"

"Reprezentant Danii rozpoczął swój trzeci sezon w barwach Kolejorza. Odkąd latem 2017 roku trafił tu z TSV 1860 Monachium stał się gwarantem wielu goli dla poznańskiej drużyny. Do tej pory zdobył w barwach Lecha 40 bramek. Już w poprzednim sezonie wyprzedził Peruwiańczyka Hernana Rengifo (35 goli) i Fina Kaspra Hamaleinena (36)".

Więcej TUTAJ

 

 

"SUPER EXPRESS"

"Crnomarković: Z Lechem Poznań chcę walczyć o mistrzostwo Polski"

"Co cię przekonało do Lecha?

Djordje Crnomarković: Zanim podjąłem decyzję, rozmawiałem z kilkoma kolegami grającymi kiedyś w Polsce i wszyscy bardzo polecali mi Lecha. Mówili, że to jeden z największych klubów w Polsce i że ma fenomenalnych kibiców. Czytałem sporo o Lechu w internecie, spodobał mi się też stadion i ta piłkarska atmosfera. To coś dla mnie.

Nasza ekstraklasa jest mocniejsza od serbskiej?

Zdecydowanie. Już po tych pierwszych meczach widzę, że jest szybsza, bardziej wymagająca fizycznie. Jest dużo więcej biegania i agresywnej walki na całym boisku.

Agresywnej? Ty i Chorwat Karlo Muhar gracie w Lechu najostrzej!

Może tak być, że szkolenie w Serbii i Chorwacji kładzie na to większy nacisk. My jesteśmy przyzwyczajeni do trenerów, którzy wymagają agresywnej gry w defensywie na całym boisku, ostrego krycia, bliskiego kontaktu z rywalem. Zawsze byłem uczony takiej gry, w poprzednim klubie także tak graliśmy, stąd dobrze czuję się w grze jeden na jeden.

Jaki cel stawiasz przed sobą w Lechu?

Moje cele związane z Lechem są bardziej zespołowe niż indywidualne, mamy być na szczycie tabeli. Lech to wielki klub, który musi walczyć o tytuł mistrzowski i my o ten tytuł walczymy".

Więcej TUTAJ

 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się