var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Mateusz Czarnecki

Legia - Tyche 0:0. Zremisowaliśmy z zespołem, który w ogóle nie chciał grać w piłkę

Autor: Maciej Kanczak
2019-08-09 14:03:16

Klasowy zespół zmiażdżyłby ekipę pokroju PAE Atromitos w taki sposób, że nie byłoby nawet potrzeby rozgrywania meczu rewanżowego. Legia Warszawa od dłuższego czasu jednak klasowym zespołem nie jest.

Dziwny doprawdy to był wczorajszy wieczór przy Łazienkowskiej. Po boisku biegały dwie drużyny, z których jedna koniecznie chciała udowodnić swoim kibicom, że jednak potrafi grać w piłkę i stać ją wciąż na wielkie rzeczy. Druga zaś nic nie komu nie chciała udowodnić, nic nikomu nie chciała zrobić, przyjechała po remis i z remisem wróciła do domu. Oczywiście dla Atromitosu lepszym rezultatem byłby remis bramkowy, ale gdy się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Zwłaszcza, że wczoraj Balzas Megyeri nie miał w zasadzie ani chwili spokoju, zatem zamiast narzekać, rywale powinni podziękować Tyche - greckiej bogini szczęścia, przypadku i „ślepego losu“. Czuwała wczoraj w Warszawie, aby Atromitosowi nie stała się krzywda i mimo naporów „Legionistów“, uchroniła swoich rodaków przed porażką.

Gdzieniegdzie dało się wczoraj słyszeć pierwsze pochwały, słowa uznania czy odważne wnioski, że stołeczny zespół zrobił postęp w porównaniu z poprzednimi meczami i z daleka widać już światło w tunelu. Nie, światła nie widać, a postępu nie ma. Walenie głową w mur przez 90 minut to nie jest oznaka progresu, a bardziej masochizmu, wszak przecież nie od dziś wiadomo, że głową muru się nie przebije. Może i Legia nieźle wyglądała do 20. metra, ale zasadniczo nie to jest głównym celem gry w piłkę. Trudno jednak dobrze wyglądać w szesnastce rywali, jeśli nie ma się w składzie napastnika z prawdziwego zdarzenia. 

Sandro Kulenović został w czwartek wystawiony chyba tylko po to, aby podbić cenę za swoją osobę. Doprawdy trudno powiedzieć, w jakim świecie żyją działacze Legii, skoro oczekują za Chorwata więcej, aniżeli 3 mln euro. Do takiego Barnsley FC, oprócz samego Kulenovicia, warszawscy włodarze powinni jeszcze wysłać roczny zapas wybranego przez Anglików alkoholu, w ramach podziękowania za uwolnienie ich od nieporadnego zawodnika. Tymczasem przy ul. Łazienkowskiej są chyba zdania, że chorwacki paszport i Juventus w piłkarskim CV z miejsca muszą zagwarantować wielkie pieniądze. Nie, nie muszą. Męczy się zatem Legia, bo dziś Kulenović nie jest gwarancją goli, męczą się koledzy z zespołu, bo ich podania nie są wykorzystywane i męczą się widzowie, bo na Chorwata dziś po prostu nie da się patrzeć.

Chyba tylko solidarność bałkańska nakazuje Aleksandarowi Vukoviciowi stawiać na 20-latka. Może gdyby Carlitos pochodził z Półwyspu Bałkańskiego, a nie z Hiszpanii, też grałby częściej? Trudno bowiem zrozumieć również awersję „Vuko“ do byłego gracza Wisły Kraków. To wciąż zawodnik o kosmicznych umiejętnościach jak na polską ligę. I chyba zasługuje na nieco więcej, aniżeli wczorajsze 25 minut. Co ciekawe, w spotkaniu ze Śląskiem Wrocław, w wyjściowym składzie nie znalazł się ani Kulenović, ani Carlitos. Wówczas szansę gry od pierwszych minut dostał Jarosław Niezgoda, który w czwartek murawę powąchał jedynie na rozgrzewce. Sezon 2019/2020 trwa już prawie miesiąc, a można odnieść wrażenie, że w głównym faworycie do mistrzostwa Polski wciąż nie wiedzą, kto ma być napastnikiem numer jeden. Jakby powiedział klasyk, to są te detale, które sprawiają, że ciężko dziś poważnie traktować Legię.

Nie pastwmy się jednak tylko nad Kulenoviciem, bo długa jest lista zastrzeżeń również do innych graczy ofensywnych. Arvydas Novikovas wciąż nie może odnaleźć się w stolicy, co wczoraj tylko potwierdził. Domagoj Antolić co prawda zagrał naprawdę dobre spotkanie, ale zastanawiamy się czy na kolejny taki występ będziemy czekać kolejnych kilka miesięcy. Z kolei najlepsi w zespole wicemistrzów Polski wczoraj byli bez wątpienia Valerian Gvilia i Luquinhas. Sami meczu jednak nie wygrają. Poza tym, w przypadku tego drugiego znów jednak efektowność przeważała nad efektywnością.

Czy są jeszcze jakieś plusy starcia z Atromitosem? Ja widzę jeden - „Aco“ wrócił na ziemię i mówi z sensem. Po kuriozalnym wywiadzie z środowego „Przeglądu Sportowego“, w którym podkreślał dobrą grę swoich piłkarzy w zremisowanym meczu ze Śląskiem Wrocław, tym razem słusznie zauważył, że bezbramkowy remis nie może zadowolić takiego zespołu jak Legia. 

Rewanż już w środę. Gdzie szukać nadziei na awans? Skoro Atromitos korzystał w czwartek z pomocy bogini Tyche, może my zwrócimy się do naszej Matki Boskiej? Zwłaszcza, że spotkanie na Stadionie Peristeri odbędzie się 14.08, a więc dzień przed Wniebowzięciem Naświętszej Marii Panny.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się