var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Mateusz Czarnecki

Nie obrazimy się, jeśli w Ekstraklasie będzie więcej takich meczów. Gliwiczanie wreszcie sięgnęli po zwycięstwo. ŁKS - Piast 0:1

Autor: Karol Bochenek
2019-08-11 17:45:14

Wysokie tempo? Było. Sytuacje bramkowe? Również. Przyzwoity poziom i emocje? Jak najbardziej. Dramaturgia? Tak, tej też nie zabrakło. Innymi słowy, mecz ŁKS-u z Piastem był mniej więcej tym czego oczekiwalibyśmy od Ekstraklasy. Trochę otwartej gry, trochę stylu po obu stronach i po prostu odrobina piłki w piłce – niby niedużo, ale wystarczyło, by oglądało się z zainteresowaniem i delikatnymi wypiekami na twarzy.

Gospodarze do podobnej postawy przyzwyczaili nas w poprzednich meczach. Goście, choć może nie prezentowali się najgorzej w lidze, musieli się trochę przyłożyć, by dorównać do tego poziomu. I trzeba im oddać, że do roboty wzięli się już od początku spotkania, przejmując kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami w pierwszych dwudziestu minutach. Swoje okazje mieli Parzyszek i Felix, ale albo zawodziło ich wykończenie, albo ich strzały jakimś cudem blokowali Rozwandowicz z Sobocińskim. ŁKS odpowiedział groźną akcją wyjątkowo aktywnego dziś Pirulo, który wpadł na pełnej szybkości w pole karne i bardzo ładnie wyłożył piłkę Ramirezowi, ale z jego próbą zza dziesiątego metra poradził sobie –uprzedzając nieco fakty – wracający do dobrej formy Plach. Zresztą stojący w bramce ŁKS-u Kołba też mógł się podobać, choć musimy uczciwie przyznać, że Słowak musiał mierzyć się z nieco trudniejszymi uderzeniami. 

Po przerwie odpowiedni rytm szybciej złapali zawodnicy Kazimierza Moskala. Zaczęło się od świetnie rozprowadzonego przez Ramireza kontrataku, po którym Placha z bliska nie zdołał pokonać Pirulo. Chwilę później groźnie po rzucie rożnym strzelał Sobociński, ale podbita przez jednego z obrońców piłka przeleciała minimalnie nad poprzeczką. Najlepszą okazję do zdobycia bramki gospodarze zmarnowali jednak w 70. minucie, gdy sędzia Szczech, po wcześniejszej analizie VAR, przyznał im rzut karny za głupi faul Rymaniaka na Boguszu. Kibicie zgromadzeni na trybunie przy alei Unii wpadli w ekstazę, radość malowała się też na twarzach zawodników ŁKS-u. W końcu trudno sobie wyobrazić lepszą okazję do przypieczętowania osiągniętej przewagi… Chwilę później euforia rozpadła się jednak na miliony drobnych części – z kiepskim strzalem ogólnie bardzo dobrze grającego Rozwandowicza bez trudu poradził sobie Plach. 

Przesadą byłoby napisać, że przestrzelona jedenastka okazała się być punktem zwrotnym tego spotkania. Gospodarze nadal ambitnie dążyli do zdobycia gola, mieli w sobie pasję i chęci. Piast natomiast, jak przez całą drugą połowę, sprawiał wrażenie doświadczonego łowcy, który nie marnuje siły na nieprzemyślane ataki, lecz czeka na najkorzystniejszą okazję. I to właśnie ta cierpliwość popłaciła, choć uczciwie będzie zestawić ją ze sporą dawką szczęścia, które ewidentnie było dziś po stronie mistrzów Polski. 

Decydujący cios Piast wyprowadził na nieco ponad dziesięć minut przed końcem spotkania. Po dośrodkowaniu Hateley’a z rzutu rożnego piłkę przed bramkę Kołby zgrał Kirkeskov, ta trafiła w tłum obrońców ŁKS’u, odbijając się od każdego z nich, i ostatecznie wpadła do siatki. Pechowcem, który ostatni dotknął piłkę był Bogusz i to właśnie ten gol samobójczy, decydujący o końcowym wyniku, znacząco rzutuje na jego końcową notę. 

Gospodarze broni nie składali do ostatniego gwizdka, ze dwa razy udało im się nawet wywołać mały pożar pod bramką Placha, ale to nie wystarczyło do zdobycia choćby jednego punktu. Czego im zabrakło? Po pierwsze, nieco szczęścia i spokoju. Po drugie, Daniego Ramireza w formie z poprzednich spotkań. W pierwszej połowie na widok Hiszpana przecieraliśmy oczy ze zdziwienia. Lider drugiej linii ŁKS-u, wcześniej kreatywny i pełen polotu, popełniał proste błędy, miał problemy z przyjęciem i posłaniem celnego podania na dwa metry. Wyglądał trochę tak, jakby myślami wciąż był przy niedzielnym obiedzie, co mocno odbiło się na postawie jego zespołu. W drugiej połowie było już wprawdzie trochę lepiej, ale ogólnie dziś nawet przez sekundę nie widzieliśmy Ramireza w najlepszej dyspozycji. 

Piast z kolei nie zagrał dużo lepiej niż we wcześniejszych meczach, ale na pewno był bardziej konsekwentny. W postawie mistrzów Polsku mniej było nonszalancji i frywolności, a więcej czystego pragmatyzmu, który przyniósł efekt w postaci punktów. Wreszcie nie zawiedli też liderzy, bo Plach, Czerwiński, Kirkeskov, Felix czy Parzyszek pokazali się z naprawdę dobrej strony. Jak tak dalej pójdzie, to zespół Fornalika powinien szybko wrócić na właściwe tory. Pierwszy krok w tym kierunku udało się już postawić. 

ŁKS Łódź  Piast Gliwice 0:1 (0:0)

1:0 – 78’ Artur Bogusz (samobójcza, po dośrodkowaniu Hateley’a z rzutu wolnego i zgraniu Kirkeskova)

ŁKS: Kolba 5 – Bogusz 3, Rozwandowicz 3, Sobociński 5, Grzesik 5 – Łuczak 5 (80’ Trąbka – bez oceny), Piątek 4, Wolski 5 (63’ Guima  5) – Ramirez 4, Kujawa 3 (60’ Sekulski – 5) , Pirulo 6.

Piast: Plach 7 – Rymaniak 3, Huk 4, Czerwiński 5, Kirkeskov 5 – Sokołowski 4, MIlewski 5, Felix 6, Hateley 5, Konczkowski 5 (60’ Mokwa – 4) – Parzyszek 6 (71’ Steczyk – 4).

Sędzia: Łukasz Szczech.

Nota: 4.

Widzów: 5277.

Żółte kartki: Rozwandowicz, Sobociński, Ramirez – Hateley.

Piłkarz meczu: Frantisek Plach.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się