var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: RTR tv

Śmierć trzymana w tajemnicy. Tragiczna historia Pachtakora Taszkent

Autor: Karol Bochenek
2019-08-11 21:12:19

Dzień był gorący. W sierpniu w Taszkiencie nie ma zresztą innych. Klubowe stroje piłkarzy Pachtakora, których pojawienie się na miejscowym lotnisku jak zwykle wzbudziło małą sensację, ograniczały się do szortów i bluzki z krótkim rękawem. Tylko Władimir Fiodorow, największa gwiazda klubu i reprezentant ZSRR, miał na sobie bluzę.

 Po co ci to? Przecież jest ciepło  rzucił w jego stronę ktoś z drużyny.

 Żona kazała wziąć, mówi, że w Mińsku jest dużo chłodniej…

Ktoś zaśmiał się na głos, ktoś rzucił szyderczy komentarz. Fiodor pozostawał niewzruszony.  Lepsza bluza, niż czarna koszula, którą chciała mi wcisnąć. Tak, czarnej koszuli nie bierze się w podróż, to zły znak  pomyślał i ruszył w stronę bramki.

O 11:30 czternastu piłkarzy Pachtakora i trzech członków sztabu szkoleniowego odleciało na Białoruś na pokładzie Tu-134. Do Mińska latali już wcześniej wielokrotnie, wiedzieli, że nie obędzie się bez turbulencji i wstrząsów, które zawsze występowały na tej trasie. Na szczęście to tylko kilka godzin…

Dwie godziny po starcie samolotu Władimir Sumskoj, doświadczony kontroler lotniczy z Charkowa, spojrzał na radary i poczuł na plecach nieprzyjemny dreszcz. Spanikowany natychmiast rzucił się na radio i zaczął wydawać komendy, byle tylko uniknąć najgorszego. Dla piłkarzy Pachtakora Taszkent, „Dumy Uzbekistanu”, było już jednak za późno. 

11 sierpnia 1979 roku dwa samoloty Tu-134 zderzyły się nad Dnieprodzierżyńskiem. Zginęło 178 osób, w tym czternastu piłkarzy Pachtakora i trzech członków sztabu szkoleniowego.

***

Zna pan początek tej historii? Że korytarze powietrzne były pozamykane, bo Breżniew leciał na południe? Kiedy przeleciał już przez naszą strefę, nagle znalazło się w niej ponad pół tysiąca samolotów! 

Władimir Sumskoj

***

Historia futbolu w Uzbekistanie, którego najważniejszym elementem był i jest Pachtakor, zaczęła się w 1912 roku. Wówczas do życia powołano pierwszy klub w uzbeckiej części Kraju Turkiestańskiego, fragmentu Azji Środkowej, który w drugiej połowie XIX wieku znalazł się pod rządami carskiej Rosji. Do Fergany, gdzie wszystko się zaczęło, piłka przyszła z centrum wielkiego kraju i szybko zaczęła zdobywać popularność. Etap wzmożonego rozwoju dyscypliny przypadł na kolejną dekadę, gdy na terenie dzisiejszego Uzbekistanu, bolszewicy ustanowili władzę socjalistyczną. W połowie lat 20. w wielu miastach organizowano turnieje piłkarskie, w których tłumnie brała udział lokalna młodzież. W 1928 roku reprezentacja Uzbeckiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej zdołała nawet zająć siódme miejsce na odbywającej się w Moskwie Wszechzwiązkowej Spartakiadzie. 

Lata 30. to z kolei początek rywalizacji ligowej na szczeblu centralnym. W 1936 roku Dinamo Taszkent zostało dopuszczone do gry na czwartym poziomie rozgrywkowym, kończąc debiutancki sezon na ósmej pozycji. Wcześniej kluby z Uzbekistanu mierzyły się wyłącznie miedzy sobą w lokalnych rozgrywkach. Przejście do rywalizacji centralnej uznano więc za duży krok naprzód. Podobnie zresztą, jak włączenie trzech taszkenckich zespołów – Dinama, Spartaka i ODO – do trzeciej ligi, co nastąpiło po zakończeniu II Wojny Światowej. Równocześnie władze republiki, zdając sobie sprawę z olbrzymiej popularności futbolu, rozpoczęły umizgi w stronę władz moskiewskich, które miały na celu wydeptanie dla przynajmniej jednego klubu szlaku prowadzącego prosto do Wyższej Ligi. Ich pisma i wnioski długo spychano jednak pod ladę. 

Mocno obojętna postawa Moskwy nie działała zniechęcająco na uzbeckich dygnitarzy. Sprzyjał temu powojenny skok gospodarczy, który pozwalał inwestować w futbol, sprzyjało rosnące zainteresowanie dyscypliną. W latach 50. mecze rozgrywane w ramach republikańskiej ligi transmitowano w lokalnej telewizji, szybko rozwijała się też prasa sportowa, a na stadionach pojawiały się tysiące kibiców. Ambicje o posiadaniu własnego klubu na poziomie Wyższej Ligi wróciły w połowie dekady. Tym razem postanowiono się jednak odpowiednio przygotować. 

Źródło: Wikimedia Commons

Radziecką piłką rządził prosty mechanizm – jeśli chciałeś odnosić sukcesy, musiałeś mieć wpływowego patrona. Najlepiej kogoś z politycznej wierchuszki, kto ma znajomości, siłę przebicia i nieograniczone możliwości. Najwięcej korzyści gwarantowało podleganie pod któryś z resortów, swoje byli w stanie ugrać również ci, którzy podczepili się pod bogate przedsiębiorstwo państwowe. Kluby z prowincji mogły z kolei liczyć na wsparcie lokalnych kacyków i właśnie pod tę ostatnią kategorię podpadał Pachtakor, powołany do życia w 1956 roku z inicjatywy Szarafa Raszydowa, I sekretarza Komunistycznej Partii Uzbekistanu.

Raszydow był nie tylko wielkim fanem futbolu, ale także wyjątkowo cenił sobie polityczną szermierkę. Właśnie dlatego tak bardzo zależało mu, aby klub z jego kraju mierzył się z najlepszymi. Chciał pokazać, że Uzbecy też potrafią, że wcale nie są gorsi i zwyczajnie zasługują na to, żeby być w elicie. Wiedział też, że wprowadzenie klubu do Wyższej Ligi wyraźnie umocni jego pozycję wśród radzieckich polityków. W ZSRR futbol wychodził bowiem daleko poza sportowe ramy. Dla społeczeństwa był jak druga religia, dla polityków – możliwością pokazania wyższości nad rywalami, z którymi na co dzień mierzyli się w gabinetach. Raszydow nawet bez Wyższej Ligi był ważny, ale wejście tam było równoznaczne z wejściem na polityczny olimp, z czego doskonale zdawał sobie sprawę. 

Swój ambitny plan I Sekretarz KPU zrealizował w 1960 roku. Pachtakor pod wodzą trenera Aleksandra Kellera, mając w składzie niemal wyłącznie Uzbeków, debiutanckie rozgrywki na poziomie Wyższej Ligi skończył na ósmym miejscu, kolejne – na dziesiątym. Najlepszy w  jego wykonaniu był sezon 1962, w którym udało się zająć szóstą pozycję, tocząc po drodze wyrównane boje z najlepszymi. Kellera, który nie bał się eksperymentów taktycznych i grał odważnie na dwóch napastników, uznano za trenerskie odkrycie. Gienadij Krasnicki, najlepszy zawodnik Pachtakora, regularnie otrzymywał powołania do reprezentacji. Na mecze w Taszkencie przychodziło średnio 52 tysiące kibiców. Cały Uzbekistan oddychał futbolem. 

***

Tamtego dnia wszystko było jak zawsze. Obowiązki domowe, wyjście do sklepu, przygotowanie kaszy dla dziecka… Ważąc ją, chodziłam z kąta w kąt. W pewnym momencie moje spojrzenie nieoczekiwanie spojrzało się ze spojrzeniem Siergieja, który patrzył na mnie ze zdjęcia. Przeszła mnie wówczas przerażająca myśl – dlaczego on patrzy na mnie jak nieżywy? Później okazało się, że „patrzył” dokładnie wtedy, gdy umierał.

Irena Pokatiłowa, wdowa po Siergieju Pokatiłowie, który zginął w katastrofie

***

Wyjątkowy dla Pachtakora sezon 1962 mógł skończyć się jeszcze lepiej, na przeszkodzie stanęły jednak zakulisowe gierki rywali. O ile na boisku mieli z Uzbekami duże problemy, to na innych frontach radzili sobie dużo sprawniej. Podobne rozstrzygnięcia były zresztą czymś powszechnym w radzieckiej piłce. Siła zespołu i umiejętności trenerów? Tak, to ważny czynnik, ale o drugorzędnym znaczeniu. Ważniejsze było, kto ma większe wpływy i potrafi więcej załatwić. 

Do Pachtakora, którego zaciekle bronił silnie umocowany Szaraf Raszydow, nie było łatwo się dobrać. Wrogo nastawionym przedstawicielom innych klubów udało się jednak obejść ten problem. Zamiast walić bezpośrednio w klub, uderzyli w pojedyncze ogniwo, biorąc na celownik Gienadija Krasnickiego. Plan w swoim założeniu był bardzo prosty – odpowiednie organy miały zobaczyć, że napastnik Pachtakora to patologiczny element, który jak najszybciej powinien zostać zepchnięty na margines piłkarskiej społeczności. Nie było to zresztą przesadnie trudne, bo Krasnickiemu sława ewidentnie uderzyła do głowy. Lubił pojawiać się na salonach, wypić więcej niż wypada profesjonalnemu sportowcowi czy wszcząć awanturę w hotelowym barze. Wystarczyło tylko odpowiednio nakręcić dziennikarzy, by drobne skandaliki z jego udziałem zaczęły żyć własnym życiem. 

Rozdmuchane afery ostatecznie doprowadziły Krasnickiego przed oblicze prezydium uzbeckiego związku piłki nożnej. Podczas posiedzenia odebrano mu opaskę kapitana Pachtakora oraz nałożono na niego roczną dyskwalifikację w zawieszeniu. Teoretycznie Krasnicki mógł więc grać, ale na wszelki wypadek w kilku ostatnich meczach Keller nie korzystał z usług piłkarza, przeciw któremu zwróciła się spora część kibiców i masa wpływowych ludzi. 

Do nieczystych procederów dochodziło również w latach późniejszych. Po szóstym miejscu w sezonie 1962 Pachtakor kolejne rozgrywki skończył na samym dnie tabeli. Tajemnicą poliszynela było, że przedstawiciele kilku drużyn Wyższej Ligi zawiązali spółdzielnię przeciwko Uzbekom. Wałki sędziowskie w meczach z ich udziałem dla wszystkich były oczywiste. Niektórzy, jak Andriej Starostin, jeden z założycieli Spartaka Moskwa, mówili o tym otwarcie, nawołując do uczciwej rywalizacji. Szanse na to, że ktokolwiek wsłucha się w jego apel, były jednak zerowe. 

Pachtakor do Wyższej Ligi wrócił po zaledwie jednym sezonie i przez kilka lat odgrywał rolę typowego średniaka. Ponad przeciętność udało się wybić tylko raz – w 1968 roku Uzbecy dotarli do finału Pucharu ZSRR, w którym zmierzyli się z faworyzowanym Torpedo Moskwa z legendarnym Eduardem Strielcowem w składzie. To właśnie z jego podania piętą padł jedyny gol w tym spotkaniu. Puchar, zamiast pojechać do Taszkentu, został w Moskwie. 

Kolejny raz o Pachtakorze zrobiło się głośno już rok później. Tym razem piłka nożna była jedynie tłem wydarzeniem komentowanych w całym kraju, które Raszydowa niemal kosztowały karierę. Wiosną 1969 roku w Uzbekistanie doszło bowiem do kilku ulicznych starć o podłożu narodowościowym, które zrządzeniem losu swój początek każdorazowo miały bezpośrednio po meczach Pachtakora. Na ulicach Taszkentu lokalsi tłukli się z Rosjanami stanowiącymi wówczas aż 20% populacji miasta, co siłą rzeczy nie mogła podobać się na Kremlu. 

Rosjanie w stolicy Uzbekistanu masowo pojawiali się po roku 1966, by pomóc odbudować ją po silnym trzęsieniu ziemi. Niektórym z nich, głównie tym z kryminalną przeszłością, panujący na miejscu klimat tak bardzo przypadł do gustu, że w Taszkencie postanowili osiąść na stałe. W nowych realiach nie zmienili jednak starych nawyków, co dla Uzbeków było nie do zaakceptowania. Pierwszy raz nerwy obu stronom puściły w kwietniu 1969 roku po meczu Pachtakor - Dinamo Mińsk. Tydzień później, po spotkaniu ze Spartakiem Moskwa, doszło do dogrywki. Za każdym razem porządek musiał zaprowadzić przysłany z Moskwy „specbatalion”, a uzbecka opozycja próbowała wykorzystać ten fakt w wewnętrznej walce z Raszydowem. Przez moment wydawało się nawet, że I sekretarz KPU pożegna się z posadą, ale Breżniew nie chciał o tym słyszeć. Raszydow był bezpieczny. Dalej mógł wspierać swój ukochany klub. 

***

12 sierpnia do pensjonatu nieoczekiwanie przyjechał pracownik Państwowego Komitetu Sportu i Kultury Fizycznej Uzbekistanu. Powiedział nam, że stała się przykra rzecz: cała drużyna zatruła się podczas obiadu i trafiła do szpitala (…). Kiedy wylądowaliśmy, wydawało mi się, że pracownicy lotniska patrzą na nas z przejęciem. Zapytałam jednej kobiety, o co chodzi. Dopiero ona wzięła mnie za rękę i powiedziała, że się rozbili…

Ałła Makarowa, wdowa po Władimirze Makarowie, który zginął w katastrofie

***

Intrygi i kombinatorstwo, które rządziły radzieckim futbolem, przybrały na sile w latach 70. Gwarancją sukcesu były przede wszystkim pieniądze. To właśnie dzięki nim w 1972 i 1973 roku z mistrzowskiego tytułu mogli cieszyć się dotychczasowi średniacy – Zoria Woroszyłowgrad (dzisiejszy Ługańsk) oraz Ararat Erewań. Szczególnie absurdalne były okoliczności, w których tytuł mistrzowski zdobył drugi zespół. Przed startem sezonu władze piłkarskie doszły do wniosku, że w meczach zakończonych remisem, zwycięzcę powinien wyłonić konkurs rzutów karnych. Nowatorski projekt zbyt mocno godził jednak w interesy klubów, by przyjął się na stałe. W sezonie 1974 karnymi kończyły się wyłącznie spotkania zakończone bezbramkowym wynikiem, w kolejnym całkowicie z nich zrezygnowano. 

Dlaczego Pachtakor, który w pozasportowej walce spokojnie mógł zagwarantować sobie sukcesu na miarę Zorii i Araratu, nigdy nie wskoczył ponad szóste miejsce na koniec sezonu? Prawdopodobnie wszystko sprowadzało się do Szarafa Raszydowa, który… nie miał takich ambicji. Raszydow z pewnością zaliczał się do grona ważnych sowieckich polityków i miał chody u Breżniewa, ale najlepsze karty trzymali inni. Oczywiście mógł działać na rzecz wzmocnienia własnej pozycji, ale to niekoniecznie było mu potrzebne. Wolał po prostu cieszyć się tym, co już miał – niepodważalną rolą lidera na własnej ziemi, Międzynarodowym Festiwalem Filmowym Krajów Azji i zespołem piłkarskim w najwyższej klasie rozgrywkowej. 

Pachtakor przez całą dekadę kroczył więc tym samym, miarowym krokiem, co w latach wcześniejszych. Czasem udało zakręcić się w środku stawki, a czasem przyszło pogodzić się ze spadkiem do drugiej ligi. Nie zmieniło się też podejście do budowania drużyny. W składzie figurowali przede wszystkim Uzbecy, których miejscowi chętnie przychodzili oglądać na stadion w Taszkencie. Wszystko wyglądało dokładnie tak jak zaplanował sobie Raszydow. 

***

Nie można powiedzieć, że ktoś ewidentnie zawinił. Wszyscy jesteśmy winni po trochę. Do teraz nie uciekam od odpowiedzialności, ale inni też nie powinni. 

Władimir Sumskoj

***

W sezonie 1979 Pachtakor na boisku sprawiał bardzo dobre wrażenie. Czysto sportowo Uzbecy byli naprawdę mocni, kilka razy udało im się ograć teoretycznie mocniejszych rywali i mogli realnie myśleć o poprawieniu szóstego miejsca z 1962 roku, najlepszego w historii klubu. 11 sierpnia, trzy dni po przekonującej wygranej z Zorią, mieli udać się do Mińska, by na miejscu zmierzyć się z miejscowym Dinamem. Lecieli tam w roli faworyta, pewni swoich umiejętności i z dużymi ambicjami. W międzyczasie na Łużnikach CSKA Moskwa i Dinamo Tbilisi walczyły w finale Pucharu ZSRR. 

Samolot z piłkarzami Pachtakora na pokładzie z lotniska w Taszkencie wystartował o 11:30. Dwadzieścia minut wcześniej w Czelabińsku w powietrze wzbiła się maszyna lecąca do Kiszyniowa. Tragedia wydarzyła się około 13:35 nad Dnieprodzierżyńskiem. 

Jak to możliwe, że na wysokości 8400 metrów doszło do czołowego zderzenia dwóch samolotów?  Główną przyczyną był – mówiąc wprost – burdel, jaki tego dnia panował w wieży kontroli lotów na lotnisku w Charkowie. Tego dnia za organizację ruchu powietrznego odpowiadało dwóch kontrolerów: 30-letni Władimir Sumskoj z czteroletnim doświadczeniem oraz dziesięć lat młodszy Nikołaj Żukowski, który na tym stanowisku pracował raptem od dwóch miesięcy. Nie wiedząc czemu ich naczelnik, Siergiej Siergiejew, to właśnie Żukowskiego uczynił liderem duetu, chociaż Sumskoj, widząc, że jego młodszy kolega nie wszystko jeszcze rozumie,  niejednokrotnie prosił o zmianę tej decyzji. Siergiejew pozostawał jednak niewzruszony na te prośby, a po rozdzieleniu roboty zamykał się w swojej kanciapie i kompletnie nie interesował się tym, co działo się na niebie. 

Żukowski, odpowiedzialny za kierowanie pilotów w odpowiednie korytarze powietrzne, 11 sierpnia 1979 roku miał mocno utrudnione zadanie. Część strefy, za którą odpowiadał, została bowiem zamknięta ze względu na przelot ważnej politycznej persony. Początkowo sugerowano, że był to Jumdżaagijn Cedenbal, przywódca mongolskich komunistów, podróżujący do wypoczywającego na Krymie Breżniewa, plotki mówiły też o Wołodymyrze Szczerbickim, I sekretarzu Komunistycznej Partii Ukrainy, którego z Szarafem Raszydowem łączyły prywatne zatargi. Mając mocno ograniczone pole manewru, Żukowski nie zorientował się, że popełnił katastrofalny błąd i w jednym czasie w ten sam korytarz skierował pilotów dwóch samolotów. Co więcej, obie maszyny na kolizyjnym kursie znajdowały się już na godzinę przed zderzeniem, ale po wydaniu dyspozycji kontrolerzy nie sprawdzali juz poprawności swoich działań. 

Około 13:30 Sumskoj poczuł się jednak nieswojo. Najpierw rzucił okiem na uzupełnione przed Żukowskiego grafiki, a gdy dopatrzył się nieścisłości, spojrzał na radar i zdał sobie sprawę z nadciągającej tragedii. Natychmiast rzucił się na radio, próbując nawiązać kontakt z pilotem samolotu lecącego do Mińska. Udało się… a przynajmniej tak myślał, wydając komendę dotyczącą wejścia w inny korytarz. Jego sygnał przechwycił jednak nie lecący z Taszkentu Tupolew, a przelatujący w pobliży Ił-62. Kilkadziesiąt sekund później odłamki samolotów i fragmenty ludzkich ciał spadły na Kuriłowkę, wieś położoną niedaleko Dnieprodzierżyńska, w której akurat odbywało się huczne wesele. 

***

Podróż do Mińska zawsze była koszmarem. My, praktycznie cały zespół, baliśmy się latać! Niektórzy moi koledzy powtarzali nawet, że kiedyś się rozbijemy, to się po prostu czuło. 

Tuljagan Isakow, piłkarz Pachtakota, który 11 sierpnia 1979 r. był kontuzjowany

***

Szaraf Raszydow, otrzymawszy tragiczną wiadomość, długo nie mógł wyjść z szoku. Gdy jednak udało mu się otrząsnąć, zaczął uruchamiać wszystkie kontakty byle tylko ustalić przyczyny tragedii i pociągnąć winnych do odpowiedzialności. Korzystając z informacji uzbeckich służb, szybko dowiedział się o zamknięciu części przestrzeni powietrznej dla politycznego notabla. Od tego momentu liczyło się tylko jedno - nazwisko. 

W międzyczasie informacja o katastrofie i szalejącym Rszydowie dotarła do wypoczywającego pod Moskwą Jurija Andropowa, przewodniczącego KGB. Andropow, znając słabość uzbeckiego polityka do piłki i Pachtakora, doskonale wiedział, że tragiczne wydarzenia mogą szybko przejść w polityczną wojnę. Trzeba było natychmiast działać. Jakikolwiek przejaw buntu czy niesubordynacji Raszydowa był zresztą o tyle niewskazany, że ZSRR szykował się do interwencji w Afganistanie, w czasie której azjatyckie republiki miały odegrać istotną rolę. Rozżalonego polityka należało więc ugłaskać, a przede wszystkim odciąć od faktów, których tak usilnie poszukiwał. 

Źródło: Wikimedia Commons

Andropow błyskawicznie ustalił, że ruch w strefie nad Dnieprodzierżyńskiem został zamknięty ze względu na podróż Konstantina Czernienki, który leciał na spotkanie z Breżniewem. Zgodnie z jego decyzją Raszydow miał się o tym nie dowiedzieć, a do zmiękczenia go szef KGB oddelegował Andrieja Kirilenkę, członka Komitetu Centralnego KPZR. Kirilenko uderzył w wysokie tony, przekonując Raszydowa, że tragedia powinna zostać utajniona. - Szaraf Raszydowicz – mówił – wiecie przecież, że Dnieprodzierżyńsk to miasto Leonida Ilicza, a to oznacza, że jakakolwiek wzmianka o tych przykrych wydarzeniach może go śmiertelnie zranić. Dlatego prasa nie może o tym pisać, nikt nie może się dowiedzieć. Łączymy się z wami w bólu, ale tego, co się stało już nie cofniemy. Musicie zrozumieć, że nawet najmniejsza informacja, wywoła niepożądane rozmowy w kraju i zagranicą. Dlatego też pozwalamy wam pochować umarłych ze wszelkimi honorami, ale na tym koniec. 

Ostatecznie Raszydow ze łzami w oczach przyznał mu rację. 

***

Kiedy dowiedziałem się o wszystkim, przez tydzień piłem jak oszalały. To wszystko było jak najmroczniejszy sen. Czasem dziękuję Bogu za to, że wtedy nie poleciałem. 

Aleksander Janowski, piłkarz Pachtakota, który 11 sierpnia 1979 r. był kontuzjowany

***

Pogrzeb ofiar katastrofy odbył się 18 sierpnia w Taszkencie. Ceremonia przebiegła w całkowitej ciszy, nekrologi zamieściła tylko jedna gazeta, uzbecka „Prawda Wschodu”. Rodzinom zmarłym wypłacono jednorazową zapomogę w wysokości 1000 rubli, dzieciom piłkarzy przyznano też 120 rubli miesięcznej renty. Po pogrzebie wdowy kilkukrotnie jeździły na miejsce tragedii, ani jedna z nich nie wyszła ponownie za mąż. 

Piłkarze Pachtakora, którzy z różnych względów nie znaleźli się na pokładzie samolotu do Mińska, zostali fundamentem, na którym naprędce sklecono nowy zespół. Z pomocą przyszły pozostałe kluby Wyższej Ligi, wypożyczając zawodników. Sezon 1979 „Duma Uzbekistanu” skończyła na dziewiątym miejscu z obowiązującą przez trzy lata gwarancją pozostania w elicie bez względu na wyniki. W 1982 roku powtórzyła swoje najlepsze osiągnięcie, kończąc rozgrywki na szóstej pozycji. Kiedy jednak minął okres amnestii, który dodatkowo zbiegł się w czasie ze śmiercią Szarafa Raszydowa odsuniętego chwilę wcześniej od władzy za fałszowanie wyników dotyczących produkcji bawełny, Pachtakor bezpowrotnie wyleciał z elity. 

***

Michaiłowi Anowi, który zginął w katastrofie, w dzieciństwie cyganka wywróżyła, że zginie w przestworzach, dlatego on zawsze niechętnie wsiadał do samolotu. Przed startem zawsze zamykał oczy i kurczowo trzymał się pasów bezpieczeństwa. Żeby w czasie lotu nie myślał o najgorszmy, za każdym razem graliśmy z nim w karty. 

Oleg Bazylewicz, były trener Pachtakora, który 11 sierpnia 1979 r. Miał wolne z powodów rodzinnych

***

Przez lata wokół tragedii, która rozegrała się na niebie nad Dnieprodzierżyńskiem, urosło wiele teorii spiskowych. Sugerowano, że oba samoloty zostały omyłkowo zestrzelone przez ukraińskie wojsko, że w rzeczywistości mógł to być zamach na jednego z uzbeckich polityków, który rzekomo miał podróżować do Mińska albo że interes w zamordowaniu piłkarzy Pachtakora miał Andriej Szczerbicki, szukający odwetu na Raszydowie za dawne nieporozumienia. Żadna z nich nie znajduje jednak twardego potwierdzenia w dowodach.

Z drugiej strony – fakt, że akta sprawy do dziś są objęte klauzulą tajności tylko potęguje domysły. W 2008 roku prywatne śledztwo w związku z katastrofą przeprowadził ukraiński dziennikarz Ewgienij Pankratow, który doszedł do wniosku, że do zderzenia samolotów doprowadził szereg błędów ludzkich i niekorzystnych czynników. Z jego ustaleń wynika chociażby, że korytarz, którym miał poruszać się Czernienko, ponad godzinę po tym, jak opuścił go samolot, wciąż był zamknięty. 

Źródło: Wikimedia Commons

W toku procesu sądowego za głównych odpowiedzialnych uznano Sumskoja i Żukowskiego. W 1980 roku skazano ich na 15 lat więzienia, ale na mocy ogłoszonej w 1986 roku amnestii zwolniono ich już po sześciu latach. Jaką karę poniósł Siergiejew – nie wiadomo. Skoro jednak nie postawiono mu żadnych zarzutów, można się domyślać, że resztę życia spędził, ciesząc się wolnością. 

***

Ból nie mija, choć lata mijają

Mój żal wzlatuje wyżej gór,

W locie ptaki umierają, 

Umarł też w locie Pachtakor

Epitafium autorstwa Eduarda Awansenowa 

***

Po spadku z Wyższej Ligi Pachtakor Taszkent de facto przestał się liczyć w sowieckiej piłce. Czasy świetności wróciły osiem lat później, już w lidze uzbeckiej, której został pierwszym mistrzem. Tytułem musiał się co prawda podzielić z Neftczi Fergana, które zdobyło tyle samo punktów, ale dla klubowej społeczności nawet połówka złotego medalu miała ogromne znaczenie. 

Kolejne lata przynosiły – identycznie jak w czasach radzieckich – wzloty i upadki. Zdarzały się seryjne triumfy w lidze, zdarzały się też sezony, gdy Pachtakor lądował poza podium. Pozycja w ligowej tabeli nie miała jednak żadnego przełożenia na pozycję klubu wśród kibiców. Dla nich, bez względu na to, w której części kraju mieszkają, Pachtakor był i będzie najważniejszy.

Wiele wskazuje na to, że w trwającym sezonie „Duma Uzbekistanu” odzyska utraconą trzy lata temu koronę. Po szesnastu kolejkach zespół prowadzony przez Szotę Arweładze ma aż trzynaście punktów przewagi nad broniącym tytuły Lokomotiwem Taszkent, co wygląda na solidny handicap przed kolejnymi meczami. Od niedawna Pachtakor, kolejny raz w swojej historii, ma też bardzo możnego patrona. W zeszłym roku za finansowanie klubu wziął się rosyjski oligarcha uzbeckiego pochodzenia Aliszer Usmanow. Nie można więc wykluczyć, że klub z Taszkentu najlepsze ma dopiero przed sobą. Ale to i tak nie pozwoli nigdy zapomnieć o tragedii, która wydarzyła się 40 lat temu. 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się