var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: Mateusz Czarnecki

Reset piłkarzy i stylu. Lechia ma grać efektownie, ale czy Jagiellonia na to pozwoli?

Autor: Maciej Golec
2019-08-12 15:26:35

Niewiele jest zespołów, z którymi Lechia ma tak korzystny bilans w ostatnich latach. Jagiellonia już po raz n-ty przyjeżdża do Gdańska z nadzieją na zdjęcie przeszło sześcioletniej klątwy. Gdańszczanie z kolei, po krótkim epizodzie w Europie, chcą pokazać swoją najlepszą twarz w lidze.

Meczem z Wisłą Płock zakończyliśmy pewien etap naszej pracy. Teraz rywalizacja nabierze nowego wymiaru, piłkarze nie będą mieli tyle możliwości gry. Dlatego też zastanowimy się, czy kogoś nie wypożyczyć – mówił przed tygodniem trener Lechii Gdańsk, Piotr Stokowiec. 

Trudno nie zgodzić się z tymi słowami, tym bardziej spoglądając na ławkę rezerwowych Lechii. W odróżnieniu od poprzedniego sezonu, gdy możliwości do rotacji było niewiele, a bywały takie mecze, w których z braku alternatywy na lewej stronie obrony musiał grać Tomasz Makowski, teraz w Gdańsku może zrobić się dla niektórych zwyczajnie za ciasno. A wszystko przez nieco rozluźniony terminarz – Lechii przecież odpadają mecze w eliminacjach do Ligi Europy, a Puchar Polski startuje dopiero we wrześniu. Siłą rzeczy więc nie wszyscy będą mieli możliwości, by regularnie grać, w końcu musi w szeregach Lechii panować jakaś hierarchia. Przydałaby się też odrobina stabilizacji.

Choć dobre strony zaistniałej sytuacji też są, a chyba najważniejsza z nich jest taka, że mecze Lechii wreszcie będzie się dało oglądać. Tak przynajmniej sugeruje trener biało-zielonych, mówiąc o efektownej grze, którą gdańszczanie mają prezentować w lidze. Predyspozycje ku temu z pewnością są, co pokazały już spotkania z Broendby. Wysokie tempo, gra kombinacyjna, agresywny pressing – to wszystko Lechii nie jest obce, natomiast zobaczymy, czy sprawdzi się na dłuższą metę. Bo za widowiskową grę punktów nie dają, głównym celem jest oczywiście efektywność.

Utrzymanie (przynajmniej na razie) najlepszych zawodników i sprowadzenie kilku równie klasowych piłkarzy to był jasny sygnał: „Chcemy walczyć w pucharach”. Europejskie wojaże nie zdążyły się jednak na dobre rozpocząć, a już trzeba było przełknąć gorycz porażki. 120 minut wojny w Danii, jak to określał przed meczem Piotr Stokowiec, odcisnęło piętno na zawodnikach. Przynajmniej tak wnioskujemy po tym, że piłkarze dostali w tygodniu kilkudniowy urlop, żeby się zregenerować. Niektórzy spędzali go w rodzinnych stronach, inni zostali w Gdańsku, solidna grupka wybrała się natomiast do Hiszpanii.

Wszystko, co napisane powyżej może stanowić zatem solidną bazę pod zbudowanie silnej Lechii. Jarosław Kubicki poszedł jeszcze o krok dalej i dla oficjalnej strony klubu powiedział, że w najbliższym meczu z Jagiellonią zobaczymy najsilniejszą Lechię. - Mamy więcej zawodników w środku i wszyscy się dobrze rozwijają. Można się spodziewać tego, że nie będziemy grali zawsze bokami, ale środkiem też będziemy wyprowadzać więcej akcji. Można to było zauważyć już w poprzednich spotkaniach.

Chętnie się zatem o tym przekonamy. Jeśli zrobią na nas jeszcze większe wrażenie niż po pierwszym spotkaniu z Duńczykami albo chociaż się do niego zbliżą, a do tego dołożą skuteczność, to naprawdę z wielką przyjemnością przyklaśniemy. Inna sprawa, że dzisiejszy rywal może nie być najlepszym wyznacznikiem. Nie od wczoraj bowiem zmaga się on z niewytłumaczalną gdańską klątwą. Nawet mimo kilku przyzwoitych meczów w wykonaniu Jagi, w kluczowych momentach coś szło nie tak, jak powinno. Morska bryza ewidentnie źle działa na piłkarzy z Białegostoku już od dobrych sześciu lat. 

Bo to właśnie wtedy, w kwietniu 2013 roku Jagiellonia odniosła ostatnie zwycięstwo na Stadionie Energa, wówczas jeszcze PGE Arenie. Autorami bramek dla gości byli: Dani Quintana, Maciej Gajos i Euzebiusz Smolarek, co chyba wystarczająco oddaje zamierzchłość tamtego spotkania. Pierwszy z nich strzela sobie obecnie w eliminacjach do Ligi Mistrzów, drugi gra w Lechii, a trzeci... pięć lat temu zawiesił buty na kołku.

Do tamtego momentu Jagiellonia poczynała sobie w Gdańsku nad wyraz śmiało, w końcu w czterech meczach wygrała aż trzykrotnie. Jednak potem coś się popsuło i do teraz nikt w Białymstoku nie ma za bardzo pojęcia jak to naprawić. Bilans jest zatrważający: na 9 rozegranych spotkań 6 wygrała Lechia, 3 razy padł remis, a przy Jagiellonii wciąż widnieje okrągłe “0”. W bramkach też nie jest lepiej, bo 22:8 na korzyść gdańszczan – totalna przepaść. 

We wrześniu 2017 roku wydawało się, że okoliczności ku temu, by tą czarną serię wreszcie przełamać są wyśmienite. Lechia sezon zaczęła katastrofalnie. 9 punktów w ośmiu pierwszych meczach ligowych, tylko dwa zwycięstwa i w międzyczasie odpadnięcie w przedbiegach z Pucharu Polski z Bytovią Bytów. Ogolenie takich dzieci we mgle było wręcz obowiązkiem, zwłaszcza, że Jaga znajdowała się wtedy na przeciwległym biegunie – z 14 oczkami na koncie i punktem straty do lidera. 

I wyglądało na to, że nic złego białostoczanom stać się w tym meczu nie może. W 50. minucie na tablicy widniał bowiem wynik 1:3, ale skończyło się na podziale punktów. Wyrównał, a jakże, Marco Paixao w 93. minucie. To właśnie bracia z Portugalii podczas tego sześcioletniego okresu niemocy wdarli się w pamięć kibiców Jagiellonii najmocniej. Flavio i Marco zdobyli łącznie 12 bramek, czyli ponad połowę dorobku całej Lechii. Więc po meczu w Płocku, kiedy Flavio siedząc na ławce ujrzał czerwoną kartkę, białostoccy fani mogli na chwilę wystrzelić korki od szampana. Dopóki się nie okazało, że była ona konsekwencją dwóch żółtych i Portugalczyk z Jagiellonią będzie mógł zagrać. 

W Jagiellonii nie ma obecnie zawodnika, który w jej barwach strzelił gola w Gdańsku. Odszedł Novikovas, Frankowski, wcześniej też Cernych, a do rezerw zesłany został niedawno Marko Poletanović, autor jednej z piękniejszych bramek na stadionie Lechii w ostatnim czasie. Co nie znaczy, że piłkarze z Podlasia nie mają kim straszyć. Muszą jednak też mieć na uwadze fakt, że rywal jest silniejszy niż w poprzednim sezonie. Czy, tak jak to określił Kubicki, najsilniejszy? Czas pokaże, ale mamy szczerą nadzieję, że na zakończenie kolejki otrzymamy spore emocje, nie za bardzo pasujące do poniedziałkowego dnia z Ekstraklasą. A oba zespoły mają takie możliwości. Jeden musi po prostu uwolnić swój potencjał ofensywny i poprawić skuteczność, a drugi... może przejść się przed meczem do wróżki.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się