var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";



Autor zdjęcia: Własne

Wierzę w Aleksandara Vukovicia

Autor: Marcin Łopienski
2019-08-13 22:45:58

Właściwie nie ma dnia, abyśmy nie przeczytali czegoś o obecnym trenerze Legii. Przy całym zamieszaniu i ogromie krytyki spadającej na Serba zapomina się, kto zatrudnił Aleksandara. A Vuković i tak będzie dobrym trenerem. Nie jutro, z pewnością nie za miesiąc, ale za kilka lat na pewno.

W ostatnim czasie bardzo dużo pisało się o Aleksandarze Vukoviciu i to oczywiście tylko w tym najgorszym kontekście. Bo niedoświadczony, bo z niewyparzonym jęzorem, bo ze swoim zdaniem i specyficznym podejściem. 

 

 

Właściwie nie ma dnia, abyśmy nie przeczytali czegoś o obecnym trenerze Legii, chociaż określenie trener może być w tym momencie sporym nadużyciem. Czytałem dziś dwie bardzo ciekawe rozmowy z Jackiem Bednarzem, który jak sam szczerze podkreśla w wywiadzie z „Przeglądem Sportowym” wielokrotnie połamał sobie zęby na futbolu, aby kolejny raz sprawiać sobie nowe uzębienie. I jeśli myślicie, że ten doświadczony gość wypowiada się w tonie człowieka, który pozjadał wszelkie piłkarskie rozumy, to mocno się mylicie. Ot, takie pozytywne przeciwieństwo byłego gwiazdora Romy i Juventusu. Dlatego warto posłuchać, co ma do przekazania.

I ten Bednarz tak prawi o Vukoviciu: - Mam bardzo dobre zdanie o Aco, ale według mnie to jeszcze nie jest trener. Końcówka sezonu pokazała, że mistrzostwo mu się wymknęło. Nie był w stanie go zdobyć, dlatego, że jemu jako trenerowi zabrakło u chłopaków autorytetu. Nie widzieli kogoś, kto tę cytrynę jeszcze ściśnie i doda impulsu. Aco przerzucił winę na część zespołu, wypowiadając te słynne słowa na konferencji. Według mnie Legii nie zabrakło determinacji i zaangażowania, żeby zdobyć mistrzostwo. Zabrakło pomysłu i czysto sportowych aspektów, których trener nie potrafił wydobyć. Samym potencjałem, choćby najlepszym, nie wygrywa się meczów. Trzeba go jeszcze sprzedać na boisku.

I dalej: 

- Teraz w Legii są zawodnicy, którzy jak na nasze warunki dużo potrafią, ale piłka nie sprawia im radości, nie cieszy. Próbują improwizować, czasem zrobić coś, co wytrenowali. Ani jedno, ani drugie nie porywa.

Ciekawą i zarazem śmieszno-smutną ciekawostkę sprzedał też w niedzielę Mateusz Rokuszewski z portalu weszlo.com. 

 

 

Nie mam zamiaru negować tego wszystkiego, co zapisałem i przytoczyłem powyżej, bo zgadzam się z tym. A kwestia taktyki (?) Legii i pomysłu Vukovicia na grę zespołu przemielono już na wszystkie strony, a sami możemy się doskonale o nim przekonać podczas oglądania Legionistów w europejskich pucharach.

Chciałbym w tym tekście tylko na chwilę odwrócić spojrzenie i skierować naszą uwagę nie na Vuko, a jego szefa, czyli Dariusza Mioduskiego. To na jego braki spada odpowiedzialność za nieudane wicemistrzostwo Polski (wybór Vukovicia na pierwszego trenera), brak wizji prowadzenia klubu, nerwowe podejmowanie decyzji. Wiadomo, każdy chce mieć swojego Pepa Guardiolę lub Zinedine’a Zidane’a, problem w tym, że ta dwójka liznęła samodzielnego prowadzenia klubu. A Vuković jedyne co robił w pojedynkę, to prowadził samochód w drodze na egzaminy do Białej Podlaskiej. Owszem, aktualny trener otrzymał od właściciela speca od przygotowania fizycznego i wolną rękę w budowaniu drużyny, ale cały czas Vuko nie był opcją przyszłości (chociaż blisko pierwszej drużyny kręcił się od lat), a teraźniejszości i to myślanej na tu i teraz. 

Dlatego powtórzę raz jeszcze: przy każdym uderzeniu w Vuko pamiętajcie o tym, kto w zaciszu gabinetu na Łazienkowskiej (w dodatku bardzo rzadko) drapie się w owłosioną głowę. 

Ja natomiast szczerze wierzę w to, że Vuković będzie dobrym trenerem. Nie jutro, z pewnością nie za miesiąc, ale za kilka lat na pewno. 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się