var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Mateusz Czarnecki

Mieć kim zaatakować i zrobić to szybko. Co Legia musi poprawić, żeby awansować?

Autor: Maciej Golec
2019-08-14 15:30:06

Polska piłka została odarta z szat już w II rundzie eliminacji Ligi Europy. Jak co roku, jedyną nadzieją na uniknięcie ogólnokrajowej kompromitacji jest Legia, na której grę może i nie da się patrzeć, ale wciąż tylko ta żenująca Legia może nam uciułać trochę punktów do rankingu UEFA. W porównaniu do pierwszego meczu z Atromitosem musi jednak wprowadzić pewne korekty, żeby myśleć o awansie do kolejnej rundy.

Patrząc na obecną formę Legii, brak awansu do IV rundy eliminacji Ligi Europy nie byłby ogromnym zaskoczeniem. Jednak mając też w pamięci to, co na Łazienkowskiej tydzień temu zaprezentował Atromitos Ateny, musimy zmienić optykę i wymagać od legionistów tego, czego nie byli w stanie zrobić w pierwszym meczu. Czyli zwycięstwa, po prostu. Mimo wielu mankamentów, nieporozumień, mieszaniny w wyjściowym składzie i szeroko pojętego chaosu, tę grecką zbieraninę zwyczajnie trzeba opędzlować. I choć jesteśmy świadomi, że w kotle bałkańskim mecz będzie wyglądać zupełnie inaczej, to nadal uważamy, że Legia, tworząc sobie tyle sytuacji co przed tygodniem, ale dodając do tego odrobinę skuteczności, jest w stanie przebrnąć przez III rundę. Ale no właśnie, bez wyciągnięcia wniosków się nie obejdzie, niektóre rzeczy trzeba poprawić.

Nastawić celowniki

Dobrze by było oceniać formę Legii również przez pryzmat ligi, ale jako że weekendowy mecz z Wisłą Płock został przełożony, to musimy sobie jakoś poradzić bez najświeższej dawki ofensywnej mizerii. Jakoś przeżyjemy. Przez ostatni miesiąc podopieczni Aleksandara Vukovicia zdążyli udowodnić, że strzelanie bramek to nie jest ich najsilniejsza strona. Nie licząc trzech zdobytych z gibraltarskimi pół-amatorami, Legia w siedmiu meczach wpakowała do siatki jedynie cztery gole. Szczególnie nieskuteczność ta została uwidoczniona w meczu ze Śląskiem oraz dwóch potyczkach pucharowych: w Finlandii i przed tygodniem w spotkaniu z Atromitosem.  

Legioniści w tych spotkaniach oddali łącznie 42 strzały, z czego 24 celne. Efekty jak czasem w grze FIFA – na tablicy okrągłe “0”. Obijane poprzeczki, marnowane sytuacji sam na sam, ślizganie się w decydującym momencie i niechlujstwo. Tego było aż nadto w ekipie Aleksandara Vukovicia. Musimy pamiętać, że zero z przodu w Grecji nie będzie wynikiem dobrym, da bowiem co najwyżej dogrywkę, która w tak wysokiej temperaturze zapowiadanej na dzisiaj nikomu służyć nie będzie. Tym razem po prostu trzeba coś ukłuć i liczyć na dobrze do tej pory spisującą się warszawską defensywę.

Oddać broń właściwemu snajperowi

A ukłuć musi mieć kto. Może transfer Sandro Kulenovicia do Anglii byłby sytuacją win-win dla obu stron? Vuković nie miałby wyboru i musiałby wreszcie dać więcej minut Carlitosowi, a młodziutki Chorwat sprawdziłby się za granicą. Gdyby wyjechał na Wyspy Brytyjskie, to zrobiłby to przed domowym meczem z Atromitosem. Niestety tak się nie stało i czwartkowy występ był idealną odpowiedzią na pytanie: “dlaczego?”. Chorwat był najsłabszy na boisku, nie potrafił przyjąć najprostszej piłki i oddać celnego strzału. Wszystko co przechodziło mu przez nogi kończyło się katastrofą, co zresztą dostrzegli kibice na stadionie żegnając 19-latka solidną porcją gwizdów. 

Zmieniający go wspomniany wcześniej Carlitos wniósł dużo więcej jakości. Przede wszystkim od razu konkret – groźny strzał z rzutu wolnego. Potem kilka razy dobrze rozprowadził piłkę po skrzydle, gdzie kolejni piłkarze nie potrafili tego spożytkować. Między innymi ta zmiana pokazała, że Vuko, zamiast wyjechać na plac Ferrari, uparcie jeździ wątpliwej jakości Oplem, do którego ma wyraźną, ale i niewytłumaczalną słabość. Może zatem czas otworzyć garaż i zobaczyć czym się dysponuje w praktyce? A z pewnością jest to Ferrari o podwyższonym standardzie, przynajmniej porównując je do tytułującego się tak jeszcze niedawno Armando Sadiku.

Nie zaspać

Wspomnieliśmy, że to będzie inny mecz niż ten w Warszawie? To nic, warto przypomnieć. Grecy w swoim bałkańskim piekarniku na pewno nie będą nastawiali się tak, jak ostatnio – na głęboką defensywę. Atakować też potrafią, w końcu pięciu bramek Dunajskiej Stredzie nie wpakowali przez przypadek. Dlatego pierwsze 15-20 minut będzie bardzo istotne. W czwartek, mimo beznadziejności Atromitosu, Legia nie zrobiła praktycznie nic, by od początku spotkania zaznaczyć swoją dominację. Ot, jeden słabiutki strzał Novikovasa. To za mało. Gol na wyjeździe znaczy więcej, dlatego ważne będzie ustawienie meczu pod siebie tak szybko jak to tylko możliwe. Aspekt psychologiczny, jasne, ale też ambicjonalny. Dopóki Grecy nie zobaczą, że cel im się oddala, będą jeździć na tyłkach, by Legię z pucharów wyrzucić.

Ten błąd wicemistrzowie Polski popełnili już w rewanżu z KuPS Kuopio. Inna sprawa, że to Legia wcieliła się wówczas w Atromitos w warszawskim wydaniu, ale to nie zmienia faktu, że wciąż była faworytem. Utrzymujące się 0:0 tylko potęgowało nerwy, niewykorzystana setka Novikovasa i karny Kulenovivia mogły się odbić czkawką w doliczonym czasie gry. Dzięki spalonemu nie odbiły się. To jest właśnie to, czego powinniśmy uniknąć – niechlujstwo. W taki sposób odpadła Cracovia i Piast, ich los podzielić mogła Legia. Im dłużej w Grecji będzie się utrzymywać bezbramkowy remis, tym bardziej niebezpiecznie dla nas. Historia pokazała, że sami sobie uwielbiamy komplikować życie. 

Niektórych obudzić

Pierwszy mecz z Grekami, powtarzany dziś przez nas jak mantra, stał pod znakiem akcji oskrzydlających. Problem w tym, że do tej pory Arvydas Novikovas nie potrafi odnaleźć formy, którą prezentował w Jagiellonii, zatem trudno było oczekiwać, że w pucharach coś się zmieni. Litwin, gdy decydował się samemu holować piłkę, najczęściej ją tracił. Egoizm w jego grze jest akceptowalny do momentu, w którym wnosi coś pozytywnego. Niestety, w swoich zagraniach był bardzo niedokładny, a w kluczowych momentach zwyczajnie zawodził. Jeden strzał w poprzeczkę i uderzenie głową to za mało – w Warszawie każdy czeka na jakąś błyskotliwą akcję indywidualną, świetną centrę po urwaniu się skrzydłem, czy grę kombinacyjną. A tego jak nie było, tak dalej nie ma.

Nie usypiać

Zresztą, co do tego ostatniego możemy mieć zastrzeżenia do całej drużyny. Legia Vukovicia jest Legią przewidywalną, powolną. Impuls dają przeważnie pojedynczy zawodnicy, jak np. Luquinhas, czy Gwilia, ale jako całość? Żadna drużyna nie boi się już grać z wicemistrzem Polski, bo czym on ją zaskoczy? Co najwyżej składem wystawionym przez trenera, ale tak czy inaczej w każdym wariancie wygląda to podobnie. Brakuje najważniejszego – ruchu bez piłki. Bez tego oraz odpowiedniego tempa i intensywności, czyli elementów, którymi warszawiacy nie grzeszą w tym sezonie, nie ma mowy o grze kombinacyjnej. A co za tym idzie – o jakimkolwiek zaskoczeniu.

Po miesiącu przygotowań i miesiącu grania nadal nie widać w grze Legii wypracowanych schematów. Nie ma popisowych akcji, które mogliśmy zapamiętać z meczów ligowych a jedną z kluczowych broni są stałe fragmenty wykonywane przez Waleriana Gwilię – chyba najlepszego obecnie piłkarza stołecznego klubu. Gruzin jako jeden z nielicznych trzyma poziom, z jakiego kojarzyliśmy go u szczytu formy. W Grecji, będąc głównym dyrygentem środka pola, musi znowu wziąć na siebie odpowiedzialność i kreować grę. Miejsca do rozgrywania z pewnością będzie więcej niż w Warszawie, co przyniesie więcej możliwości w ofensywie, które wypadałoby wykorzystać.

***

Mimo że czwartkowe spotkanie było najlepszym w wykonaniu Legii w tym sezonie, to nadal patrzymy w przyszłość z niepokojem. Nieco ponad 9 lat temu ostatnie starcie polskiego klubu z greckim zakończyło się klęską. Jagiellonia też grająca w Grecji i też w III rundzie, odpadła w Salonikach z miejscowym Arisem po remisie 2:2. I choć obawiamy się najgorszego, wierzymy, że dzisiaj szczęście i wynik będzie po stronie Legii.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się