var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Własne

Dzień weryfikacji. Pora zobaczyć prawdziwe oblicze Legii

Autor: Bartosz Adamski
2019-08-14 16:45:15

Pewien kartofliskowy influencer zwykł mawiać: "to nie będzie zwykły mecz". I w rzeczy samej tak można określić dzisiejsze spotkanie Legii z Atromitosem w Atenach. Bo to nie będzie dzień jak co dzień, czyli kolejna batalia o uniknięcie kompromitacji polskich drużyn w europejskich pucharach, ale o swoją posadę (najprawdopodobniej) zagra także Aleksandar Vuković.

Komfortu pracy u Vukovicia nie stwierdzono, podobnie zresztą jak u prawie każdego trenera zespołu z Łazienkowskiej. Serbski szkoleniowiec musi na każdym kroku udowadniać od początku tego sezonu, że się nadaje. A zdania w tej sprawie są podzielone, lecz jednak póki co z przewagą na "do zwolnienia". Nie dostał od kibiców Legii żadnego kredytu zaufania na starcie rozgrywek. Bo właściwie dlaczego miałby go otrzymać? Nie zdobył mistrzostwa Polski w poprzednim sezonie, nie sprawdził się jako strażak. W zasadzie dobre wyniki i przekonujący styl osiągał tylko w sparingach. Z jakiego powodu kibice mieliby mu zatem zaufać? Nie dał im ku temu wielu podstaw.

Na dobrą sprawę istnieje podejrzenie, że z Vukoviciem będzie taki sam niewypał jak z Ivanem Djurdjeviciem w Lechu Poznań. Obaj byli przygotowywani do tej roli przez długi czas, obaj mieli podjąć się przeprowadzenia rewolucji, obaj otrzymali zadanie tchnięcia nowego życia w szatnię i cały klub, żeby odzyskał on swoje DNA. Tylko że w żadnym momencie nie było jasności, czy są oni odpowiednimi osobami, by dokonać aż takiej reorganizacji.

Nie twierdzę, że Vuković na pewno skończy jak Djurdjević, ale tych analogii póki co można znaleźć więcej niż różnic. Na jego niekorzyść przemawia też fakt, że Dariusz Mioduski nie podjął póki co żadnej dobrej decyzji dotyczącej "stałego" trenera. Dlaczego zatem miałoby mu się udać z "Vuko"? Trudno mi znaleźć jeden sensowny argument.

Vuković układa zespół po swojemu od czterech miesięcy i jedno rzuca się w oczy: ma jaja i nie boi się podejmować niepopularnych decyzji. Nie idzie po linii najmniejszego oporu, a często wręcz przeciwnie – pod prąd. Pożegnał się z Kucharczykiem, zrezygnował z Radovicia, odsunął Medeirosa. W pierwszych meczach tego sezonu również jest wiele wątpliwości wobec jego personalnych przekonań. Dlaczego gra Vesović, a nie Stolarski? Czemu regularnie zawodzący Novikovas ma najwięcej rozegranych minut? No i wreszcie – z jakiego powodu tak uparcie stawia na Kulenovicia, a nie na Carlitosa?

Pod względem zasad wyboru składu Vuković przypomina nieco Gino Lettieriego. Kibice Korony już po kilku miesiącach pracy Niemca zaczęli sobie żartować, że nie wiadomo jaki skład wybierze tym razem maszyna losująca. Tak samo wygląda to teraz na początku rozgrywek u serbskiego trenera.

Personalia, jakimi dysponuje teraz Legia z pewnością nie są gorsze od tych, które potrafiły rozjechać 6:1 Celtic w dwumeczu, a potem wskutek fatalnego błędu Tej, Którą Wszyscy Dobrze Znamy, z powodzeniem rywalizować tylko w fazie grupowej Ligi Europy, a nie Ligi Mistrzów. Tamten zespół był jednak świetnie zorganizowany taktycznie i przede wszystkim zgrany.

Tego o obecnej drużynie nie można powiedzieć, choć drzemie w niej spory potencjał. Obecna Legia też pewnie zaskoczy szybciej niż później, znowu jest głównym faworytem do mistrzostwa Polski, ale teraz pytanie, czy stanie się to jeszcze pod wodzą Vukovicia. Gdy został mianowany "stałym" pierwszym trenerem, wielu życzyło mu wytrwania przynajmniej do października. Teraz jednak ten październik wydaje się bardzo odległy, bo nawet w przypadku wyeliminowania Atromitosu Ateny, przed fazą grupową czeka jeszcze Rangers FC, który pod wodzą Stevena Gerrarda na arenie międzynarodowej nie przegrał meczu. Zadanie awansu do Ligi Europy będzie zatem niesamowicie trudne. W obecnej dyspozycji – wręcz nieosiągalne. A przecież przede wszystkim z występów w Europie rozliczani są trenerzy w Warszawie.

 

 

Dlatego wcale nie dziwi mnie, iż Legia poprosiła o przełożenie meczu z Wisłą Płock, a Ekstraklasa SA na to przystała. Jestem wręcz przekonany, że gdyby na miejscu warszawian był np. Piast Gliwice (i tylko on ostał się z polskich ekip), Spółka podjęłaby taką samą decyzję, więc nie szukałbym żadnego "spisku". Chodzi po prostu o ratowanie twarzy naszych drużyn w pucharach, a to jest również w interesie Ekstraklasy. Tylko że teraz "Vuko" nie będzie miał wymówki. Musi pokazać, że nie zmarnował tego tygodnia.

Wicemistrzowie Polski mieli czas na solidne potrenowanie, zgranie się i nabranie wreszcie odpowiedniego stylu oraz skuteczności pod bramką rywala. Do tej pory Vuković nie przywiązywał do samej gry większej uwagi, bo jego zdaniem "styl to miał Stawowy, który nie pracuje w lidze już od kilku lat". "Wojskowi" potrafią zdominować, zepchnąć rywala do defensywy, ale mam wrażenie, że dalej nie do końca wiedzą, co mają robić na boisku. W ciągu tego tygodnia wreszcie mogli się skoncentrować tylko na tym, co zamierzają prezentować przez resztę sezonu.

Z Atromitosem w pierwszym meczu widać było zalążki dobrej gry, choć daleki jestem od wychwalania stołecznych za to spotkanie. Bardziej powinni być na siebie wściekli, że nie wykorzystali tylu sytuacji podbramkowych, bo w Atenach będzie gorąco, jeśli chodzi o temperaturę, ale również o boiskowe wydarzenia. Legia musi być bezbłędna, jedna pomyłka kosztować ją może stratę bramki, a nie trzeba przecież przypominać, ile goli podopieczni Vukovicia strzelili na wyjeździe w tej edycji eliminacji do Ligi Europy.

Przed Legią zatem próba generalna i najważniejszy mecz, jaki na tę chwilę czeka ją do końca roku. To najpewniej będzie również spotkanie, po którym Vuković albo przekona/zacznie przekonywać do siebie kibiców, albo całkowicie zrazi. Nie będzie stanu pośredniego, bo wszycy chcą wreszcie, w połowie sierpnia zobaczyć, na co stać Legię pod wodzą tego trenera. Pytań jest wiele, pora wreszcie znaleźć na nie odpowiedzi.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się