var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: @FCBarcelona

Desperacja musi drogo kosztować. Bayern ma gwiazdę, ale słono przepłacił

Autor: Maciej Zaremba
2019-08-17 12:30:35

Po kontuzji Leroya Sane sytuacja transferowa Bayernu Monachium była delikatnie pisząc beznadziejna. Nadzieje na nową wielką gwiazdę ofensywy drastycznie spadły, a dodatkowo przygasił je transfer niechcianego w Interze Mediolan Ivana Perisicia. Na chwilę przed otwierającym Bundesligę spotkaniem Bayernu z Herthą BSC w hiszpańskich mediach zaczęły pojawiać się jednak wiarygodne informacje o zbliżającym się wypożyczeniu Philippe’a Coutinho. Te doniesienia chwilę po meczu potwierdził Hasan Salihamidzić.

Nie oszukujmy się. Transfer Philippe’a Coutinho nie był zaplanowanym od wielu miesięcy ruchem Bayernu Monachium, który po odejściu Arjena Robbena, Francka Ribery’ego i Jamesa Rodrigueza był po prostu zmuszony do wzmocnień ofensywy. Nieudolne kilkanaście tygodni w wykonaniu działaczy FCB na rynku transferowym i przede wszystkim fatalna kontuzja Leroya Sane, który był już dosłownie o krok od podpisania umowy w Monachium, spowodowały, że bawarski klub musiał desperacko ratować się przed ogromną falą krytyki i kpin ze strony kibiców i dziennikarzy. Bayern stał się po prostu pośmiewiskiem w całej Europie, a ostatnie błyskawiczne transfery Coutinho i Perisicia są głównie po to, aby ten zawstydzający obraz niemieckiego giganta zamazać.

 

 

Oczywiście sprowadzenie Chorwata i Brazylijczyka ma też swoje duże argumenty sportowe. Perisić to doświadczony zawodnik, który przyszedł do stolicy Bawarii tylko po to, aby móc odciążyć podstawową parę skrzydłowych Comana i Gnabry’ego. Wydaje się, że jeśli Chorwat wróci do swojej topowej dyspozycji, to powinien być naprawdę sensownym uzupełnieniem wąskiej kadry Niko Kovaca. Podobnie wygląda sytuacja z Coutinho, który ma za sobą bardzo trudny okres w Barcelonie, ale nikt nie ma prawa podważać jego klasy sportowej. W Monachium zapewne liczą, że w Brazylijczyku uda się obudzić tego samego piłkarza, który zachwycał całą Premier League. 

Coutinho warto poświęcić jednak osobny akapit. Przy jego transferze pojawia się wiele znaków zapytania. Po pierwsze Bawarczycy szukali przede wszystkich wzmocnień na skrzydłach, a Brazylijczyk zdecydowanie lepiej czuje się w środku pola, gdzie może pokazywać swoje największe atuty. Z drugiej strony Niko Kovac od wielu tygodni narzeka, że w jego drużynie brakuje kreatywności właśnie w środkowej strefie boiska. Wielce prawdopodobne, że Coutinho rozwiąże ten problem. Pamiętajmy jednak, że jeszcze niedawno chorwacki trener Bayernu miał do dyspozycji Jamesa Rodrigueza i kompletnie nie potrafił wykorzystać jego atutów. Czy z „Cou” będzie podobnie? 

Opłaty z kosmosu

Z perspektywy Bayernu transfer Coutinho wygląda absurdalnie pod względem finansowym. Według niemieckiego „Sky” i najbardziej wiarygodnych katalońskich mediów Bawarczycy zgodzili się zapłacić 20 milionów euro za roczne wypożyczenie Brazylijczyka i dodatkowo opłacić jego roczną pensję, która wynosi około 24 milionów euro brutto. To daje łącznie kosmiczną kwotę na poziomie 44 milionów euro za roczne wypożyczenie zawodnika. Dodatkowo Bayern zapewnił sobie również opcję wykupu Coutinho na poziomie 120 milionów euro. W transferowych realiach Bayernu oznacza to, że suma za wypożyczenie i roczną pensję Brazylijczyka znalazłaby się na drugim miejscu pod względem najwyższych transferów w historii rekordowego mistrza Niemiec. Próba odnalezienia się w nowych realiach transferowych? 

Nic z tych rzeczy. Liczby wyżej przedstawione są tylko potwierdzeniem, jak bardzo Bayern był zdesperowany, aby ściągnąć głośne nazwisko do Monachium i odpowiedzieć na krytykę wokół klubu. Desperacja kosztuje, ale jest ona wyłącznie efektem katastrofalnej polityki transferowej bossów z ostatnich kilkunastu tygodni. Bayern jest sam sobie winny, choć można znaleźć dla niego małe usprawiedliwienie.

Kontuzja Sane zburzyła wszystko 

Jak inny byłby odbiór polityki transferowej Bayernu, gdyby Leroy Sane nie doznał kontuzji i zostałby przedstawiony jako nowy nabytek Bayernu. Wtedy wszyscy pisaliby o mądrych, cierpliwych i efektywnych negocjacjach, które ostatecznie zakończyły się transferem wymarzonego piłkarza. Zerwane więzadła krzyżowe Niemca okazały się jednak dramatem nie tylko dla samego piłkarza, ale dla całego Bayernu, który postawił wszystko na jedną kartę i tylko w reprezentancie Niemiec widział swoją nową największą gwiazdę. 

 

 

Bawarczycy ponoć nie porzucili planów zatrudnienia Sane, ale pytaniem pozostaje, kiedy wrócą do negocjacji z Manchesterem City. Zgodnie z informacjami niemieckiego „Sky” przedstawiciele Bayernu są w stałym kontakcie z agentami niemieckiego piłkarza i po jego operacji będą chcieli wznowić rozmowy. Sane to jednak melodia przyszłości, bo jego kontuzja wyłącza go z gry co najmniej do lutego. Bawarczycy potrzebowali wzmocnień na teraz i dwa wypożyczenia jasno pokazują, że docelowym transferem pozostaje najprawdopodobniej Leroy Sane.

Trzeba przyznać, że reakcja Bayernu na fatalną wiadomość z Manchesteru była naprawdę błyskawiczna i przypominająca to, jak sprawnie Bawarczycy poruszali się na rynku transferowym jeszcze przed kilkoma laty. W ciągu tygodnia Karl-Heinz Rummenigge i Uli Hoeness (nie mamy wątpliwości, że to dwaj najważniejsi bossowie wzięli sprawy w swoje ręce, a nie nieudolny Hasan Salihamidzić) przy pomocy swojego zaufanego od lat pośrednika przy wielkich transferach Giovanniego Branchiniego sfinalizowali dwa konkretne wzmocnienia, które mają pomóc tu i teraz. Jeśli chodzi o długofalowy plan transferowy Bayernu to nadal pozostaje on jednak zagadką. Oczywistym jest, że musi być on znacznie lepiej zaplanowany, bo inaczej o Bawarczykach nie będziemy pisać jako o rekordowym mistrzu Niemiec, a rekordowo przepłacającym desperacie. 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się