var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: własne

W przerwie: Beata Żurek, Paweł Czado - “Piechniczek. Tego nie wie nikt”, czyli zgrabny portret kontrowersyjnego tren

Autor: Andrzej Cała
2019-08-18 10:00:29

Dożyliśmy czasów, gdy piłka nie tylko jest obecna praktycznie 24 godziny na dobę w telewizji i internecie, ale możemy też czytać świetne pozycje o jej historii. Można pomiędzy meczami, można w drodze do pracy, można tam, gdzie królowie chadzają piechotą. Możliwości jest multum. W każdy weekend będziecie mieli okazję przeczytać nasze polecenia. Pewnie częściej będziemy chwalić niż ganić, bo na słabe książki szkoda nam czasu, więc potraktujcie to jako przewodnik po wartościowej lekturze na czas przerwy. Czasu poświęconego na lekturę pozycji poświęconej jednemu z najważniejszych trenerów w historii polskiego futbolu, na pewno nie uznacie za stracony.

Beata Żurek, Paweł Czado - Piechniczek. Tego nie wie nikt (Wydawnictwo Agora)

Wokół Antoniego Piechniczka w ostatnich dwóch dekadach narosło wiele mitów. Nie będzie wielce kontrowersyjnym stwierdzenie, że o ile opinia o Kazimierzu Górskim jest wszech i wobec nieskazitelna, to drugiego z polskich trenerów, którzy poprowadzili nas do mundialowego medalu, wiele osób zwyczajnie nie poważa. Pamięta mu się bardziej drugie, nieudane podejście do reprezentacji, opinie wygłaszane sprzed kominka w domu w Wiśle i poglądy na futbol często mocno oderwane od jego rzeczywistości lata po hiszpańskim turnieju.

Wydana w 2015 r. książka “Piechniczek. Tego nie wie nikt” bardzo zgrabnie rysuje nam portret tego szkoleniowca. Jej najważniejszym punktem jest oczywiście wspomniany już turniej, który miał miejsce w 1982 r., ale pozycja bardzo rzetelnie opisuje całe życie trenera. Jego wypowiedzi nie dominują, raczej uzupełniają kolejne rozdziały, w których przeczytamy także ogrom opinii i wspomnień byłych piłkarzy, działaczy czy rodziny Pana Antoniego.

“- Niedoróbki organizacyjne podczas hiszpańskiego mundialu? O Matko Boska! - łapie się za głowę Grzegorz Lato. - Boisko treningowe było do niczego, musieliśmy na nim ćwiczyć. W 1974 roku w RFN pod tym względem było perfekcyjnie. Rodzina Bofingerów w Murrhardt dbała tam o nas jak o własne dzieci, nigdy tego nie zapomnę - mówi Lato [Albert Bofinger był właścicielem hotelu Sonne Post, w którym byli zakwaterowani Polacy, a boiska treningowe były w idealnym stanie - przyp. aut.].

Zbigniew Boniek: - W Hiszpanii na widok boiska rzeczywiście można się było załamać. Ale my nie płakaliśmy. Urodziliśmy się przecież w komunistycznej Polsce i byliśmy zahartowani. Człowiek był szczęśliwy, że może grać i trenować... Kiedy byłem dzieckiem, rano dostawałem kromkę chleba, a wracałem do domu wieczorem, po pięciu meczach zagranych przed lekcjami, pięciu po lekcjach i po pięciu bójkach na ulicy. Nie byliśmy chowani pod kloszem, nie byliśmy płaczkami.

Działacze w pośpiechu szukają innych miejsc do treningów. Udaje się znaleźć lepsze murawy w niedalekim Courel, a później jeszcze w Vilaboa. Piłkarze trenują tam dwa razy dziennie. Działacze ustalają, że w zamian za udostępnienie obiektu Polacy rozegrają tam mecz kontrolny. Trener nie ma wyjścia, musi na to przystać”.

Ten długi fragment doskonale ukazuje, z jaką lekturą mamy do czynienia. Wartką, zbliżoną w swojej formie bardziej do zbioru reportaży, aniżeli klasycznej biografii-laurki. No właśnie, mały szkopuł - “Piechniczek. Tego nie wie nikt” to i w istocie długimi fragmentami laurka. Niezwykle mało jest wypowiedzi krytycznych wobec głównego bohatera, on też ma bardzo wysokie mniemanie o swojej pracy, metodach treningowych, decyzjach personalnych.

To odrobinę razi, gdy przypominamy sobie drugi etap pracy Piechniczka w roli selekcjonera reprezentacji Polski, a potem działacza PZPN i senatora. Pan Antoni skonfliktował się wówczas z wieloma osobami, kadra była podzielona, odnosiła fatalne wyniki, a szczególnie grupa młodszych piłkarzy, którzy osiągnęli wielki sukces na Igrzyskach Olimpijskich w 1992 r. w Barcelonie, miała trenera za podstrzałego dziadka, który nie ma już nic ciekawego do przekazania, a przy okazji bardzo nieuczciwie podchodzi do ich selekcji.

O tym, dlaczego negatywnych opinii nie ma, autorzy piszą w posłowiu. Warto do niego dotrzeć, ergo, po prostu przeczytać całą książkę. Napisana jest barwnie, lekko, nie brakuje tutaj anegdot, a wszystko ze śląskocentrycznej perspektywy. To w żadnym wypadku wada, wprost przeciwnie - pozwala czytelnikowi jeszcze lepiej wczuć się w treść, maluje przed naszymi oczami wierne obrazy tamtych lat w tamtym miejscu.

Nasza ocena (1-6): 5


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się