var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: legnickiepole.pl

Nie spełniali wymogów licencyjnych, bo nie mieli stadionu. W nieco ponad miesiąc wybudowali nowy

Autor: Mateusz Sokołowski
2019-08-19 14:05:05

Co może zrobić klub, który awansuje do wyższej klasy rozgrywkowej, ale nie posiada stadionu spełniającego jej wymogi? Jest kilka możliwości. Pierwsza, najbardziej znana i praktykowana nawet na najwyższym poziomie - gra jako gospodarz na obcym terenie. Druga - rezygnacja z awansu. I trzecia, brzmiąca może nieco abstrakcyjnie - natychmiastowe wybudowanie stadionu, który będzie spełniał wszystkie wymagania. Z ostatniej opcji skorzystał KS Legnickie Pole, który rozpoczął rozgrywki w IV lidze dolnośląskiej (zachód). Rozpoczął je na stadionie, który zupełnie od zera powstał tego lata w… niewiele ponad miesiąc.

W poprzednim sezonie drużyna z liczącej około półtora tysiąca mieszkańców wsi rywalizowała w legnickiej lidze okręgowej. Wygrała ją z zachowaniem ośmiu punktów przewagi nad drugim zespołem. Jako gospodarz grała dziesięć kilometrów dalej, w Legnicy. Klub na każdy “domowy” mecz wynajmował tam boisko ze sztuczną nawierzchnią, z którego na co dzień korzystają młodzieżowe zespoły Miedzi.

Rozwiązanie było jednak krótkoterminowe. Już kilka miesięcy temu władze dolnośląskiego ZPN-u, czyli organizatora rozgrywek, zapowiedziały, że od nowego sezonu nie będzie już pozwolenia na grę w roli gospodarza na obcych obiektach. Mówiąc wprost - klub, który nie będzie posiadał własnego stadionu, nie dostanie licencji. Kiedy drużyna z Legnickiego Pola zapewniła sobie awans, powszechne stało się pytanie: co dalej?

Stadionu w Legnickim Polu nie było. To znaczy, był - w poprzednich sezonach drużyna korzystała ze szkolnego boiska - ale nie było możliwości, by grać na nim ponownie, w IV lidze. W kilku wcześniejszych sezonach (przed przymusową wyprowadzką do Legnicy) obiekt cudem uzyskiwał warunkową licencję. Wszystko przez małe wymiary boiska, którego nie sposób było powiększyć, bo zaraz za linią boczną rosły drzewa. 

Skoro stary obiekt nie nadawał się do gry, a opcja wynajmu nie wchodziła w grę, rozwiązanie było tylko jedno: musi powstać nowy stadion.

I powstał. 15 sierpnia drużyna zainaugurowała rozgrywki IV ligi meczem z Apisem Jędrzychowice, który rozegrany został na nowym obiekcie. Obiekcie, którego budowa rozpoczęła się… w lipcu, a jeszcze dwa miesiące temu był tylko kawałkiem (sporym) ziemi porośniętym trawą i chwastami. Wiadomo, że nie mówimy tutaj o wielkim stadionie z czterema trybunami i całym zapleczem, ale tak czy inaczej powstanie obiektu od zera w niewiele ponad miesiąc robi wrażenie.

Jak to się stało? Okazało się, że na wyrobienie tak świetnej normy wpłynęła… urzędnicza opieszałość. Całą sytuację i przebieg ostatnich miesięcy przybliżył nam Dawid Wasilewski, wiceprezes klubu kibica KS Legnickie Pole.

- W listopadzie odbyły się wybory na wójta. Po wyborach razem z członkami klubu kibica i prezesem klubu poszliśmy do wójta i opowiedzieliśmy mu, jak wygląda sytuacja. Mówiliśmy, że jest szansa na awans do wyższej ligi i trzeba ruszyć z budową. Wybrani zostali projektanci, powstał projekt. Wójta odwiedzaliśmy bardzo często - czy to z zarządem klubu, czy z kibicami, czy ze zwykłymi mieszkańcami, którzy też zaangażowali się w temat - słyszymy.

Według wstępnych planów stadion miał powstać w innym miejscu niż to, w którym ostatecznie został wybudowany. Pierwotna koncepcja lokalizacji legła jednak w gruzach. Powód? Typowy. Pieniądze. Właściciel prywatnej działki, na której miała zostać zaplanowana budowa postawił zbyt wygórowane dla gminnego budżetu wymagania.

- Stanęło na działce, która była terenem rolnym, nieprzeznaczonym na inwestycje. Zwykłe pole, niczego tam wcześniej nie było. To miejsce było odpowiednie pod kątem wymogów odnośnie długości, szerokości i całej infrastruktury. Poza tym teren był położony przy autostradzie, więc dojazd z zewnątrz, na przykład dla gości, stawał się łatwiejszy - mówi Wasilewski.

Okazuje się, że rekordowe tempo budowy to w dużej mierze zasługa… urzędniczej machiny. Ale po kolei.

Wasilewski: - Musieliśmy uzyskać pozwolenie na budowę. W marcu w starostwie została złożona pełna dokumentacja. Wójt przekazał nam informację, że wszystko jest złożone, a starostwo mówiło, że żadne papiery nie dotarły. Tak było przez miesiąc, do połowy kwietnia. Później okazało się, że wszystko zostało wysłane, ale brakowało jakiegoś dokumentu. W starostwie nadal twierdzili, że niczego nie dostali. Wyjaśniło się dopiero w czerwcu, kiedy razem z prezesem i klubem kibica pojechaliśmy do starostwa. Okazało się, że papiery były od dwóch miesięcy, ale w urzędzie robili nam pod górkę. Tu trzeba postawić przecinek, tu zmienić szyk zdania. Typowe granie na czas.

- Udało się dopiero pod koniec czerwca, kiedy dolnośląski ZPN jasno powiedział, że nie dostaniemy licencji, bo nie można grać na obcych boiskach - mówi Rafał Plezia, wójt gminy Legnickie Pole.

W rozmowach z lokalną centralą piłkarską wielokrotnie przytaczany był przykład Rakowa Częstochowa, który gra przecież jako gospodarz na obcym obiekcie. I to w Ekstraklasie. - Prezes Padewski (prezes ZPN-u - przyp. red.) słusznie zauważył jednak, że w Częstochowie mają zabezpieczone na koncie 240 milionów, zatwierdzone projekty, wybranych wykonawców, a kwestią jest tylko sama budowa - mówi Wasilewski.

Pozwolenie zostało wydane dopiero 26 czerwca, cztery dni przed ostatecznym terminem. Gdyby sprawa przeciągnęła się jeszcze kilka dni, drużyna z Legnickiego Pola nie znalazłaby się w gronie czwartoligowców. Budowa ruszyła dopiero na początku lipca, niewiele ponad miesiąc przed pierwszym zaplanowanym meczem. Zanim na terenie pojawiły się firmy budowlane, sprawy w swoje ręce - na miarę możliwości - wzięli też mieszkańcy.

Tempo było na tyle szalone, że dopiero we wtorek (dwa dni dni przed pierwszym meczem) zostały zamontowane piłkochwyty za bramkami, a w środę (dzień przed meczem) montowane były trybuny wraz z ich zadaszeniem. - Montaż dachu zakończył się dopiero po 21:30 - słyszymy.

Większość mieszkańców jest zadowolona. Niestety, większość nie znaczy wszyscy. - Dwa dni po sparingu, który zagraliśmy jeszcze w trakcie budowy dostaliśmy pismo, że zakłócaliśmy ciszę i że jeśli jeszcze raz się to powtórzy, pójdzie wniosek do prokuratury. Wcześniej, od razu po rozpoczęciu prac mieliśmy na głowie policję skarbową i kontrole z przeróżnych instytucji - mówi Wasilewski. Doszło nawet do tego, że w poprzek jedynej drożnej drogi prowadzącej na boisko został zaparkowany… duży samochód dostawczy. Tak, aby uniemożliwić wjazd.

 

 

Koniec końców, choć wszystko mogło wydawać się nieco chaotyczne, udało się. Tam, gdzie jeszcze półtora miesiąca temu rosła trawa, stoi stadion w pełni spełniający czwartoligowe wymogi licencyjne. Są miejsca siedzące - równo 300, w tym 50 dla gości. 100 krzesełek jest zadaszonych. Szatnie znajdują się na razie w przenośnych kontenerach, ale w planach jest dalsza rozbudowa obiektu i postawienie murowanego budynku. Mówi się, ze jest również szansa na oświetlenie i powstanie systemu nawodnienia murawy. 

Plezia: - Zamknęliśmy się w trzystu tysiącach złotych. Mam marzenia, by zrobić wokół tego jeszcze więcej, na przykład strefę aktywności sportowej dla mieszkańców. Żeby szatnie nie były kontenerowe, tylko murowane, żeby były pomieszczenia gospodarcze. To wszystko jest możliwe, ale będę się opierał o pozyskiwanie środków zewnętrznych. Nie chcę, żeby wszystko było finansowane z budżetu gminy.

Tuż przed rozpoczęciem inauguracyjnego meczu pocięta została flaga “Ludzie bezdomni”, która symbolizowała “tułaczkę”, jakiej drużyna doświadczyła w ostatnim sezonie. Była oprawa, ceremonia, przemówienia. Jeśli coś nie zagrało, to tylko wynik. Piłkarze przegrali z Apisem Jędrzychowice 1:3. Ale skoro stadion udało się postawić w miesiąc, to z przygotowaniem formy powinno pójść jeszcze szybciej.

 


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się