var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";

Thursday, 7 July 2016, 7:10:14 pm


Autor zdjęcia: Wikipedia

Historia pewnego meczu - dlaczego Rangers F.C. grał z Anży Machaczkała w Pucharze UEFA w Warszawie?

Autor: Maciej Kanczak
2019-08-22 19:03:22

Rangers F.C. po raz pierwszy w historii swoich występów w europejskich pucharach zmierzy się z Legią Warszawa. Nie będzie to jednak pierwszy występ „The Gers” przy ul. Łazienkowskiej.

Na Stadionie Wojska Polskiego im. Józefa Piłsudskiego, 54-krotni mistrzowie Szkocji gościli 18 lat temu, kiedy w sezonie 2001/2002 w I rundzie Pucharu UEFA mierzyli się z Anży Machaczkała. Dla ekipy z Dagestanu, która w 2000 r. w rozgrywkach Wysszij diwizion zajęła 4. miejsce,  był to debiut w europejskich pucharach. Dla Rangersów, którzy najpierw w Scottish Premier League musieli po trzech latach przerwy oddać mistrzowską koronę znienawidzonemu Celtikowi, a później w III rundzie kwalifikacji Ligi Mistrzów, okazali się gorsi od Fenerbahce SK (0:0 i 1:2), był to przykry obowiązek. Nie zamierzali jednak odpuścić kwestii awansu do II rundy. Dlaczego jednak oba zespoły grały ze sobą w Warszawie?

W Rosji w najlepsze trwała bowiem II wojna czeczeńska. I wojna czeczeńska między rosyjskimi wojskami federalnymi, a czeczeńskimi separatystami chcącymi utworzyć niepodległe państwo czeczeńskie, trwała w latach 1994-1996 i zakończyła się podpisaniem rozejmu w Chasawjurcie. W myśl jego postanowień wojska rosyjskie wycofały się z Czeczeni, zaś specjalna komisja dwustronna miała zająć się przygotowaniem umów dwustronnych. Czeczenia z kolei formalnie pozostawała częścią Federacji Rosyjskiej, ale w praktyce stawała się niezależnym terytorium. Nie była jednak w stanie swoim mieszkańcom zapewnić bezpieczeństwa i porządku. Według Rosjan została ona bazą przestępców, przemytników i terrorystów. W sierpniu 1999 r. wojska czeczeńskie dokonały inwazji na Rosję celem zajęcia sąsiedniego Dagestanu, a także przeprowadziły serię zamachów bombowych na budynki mieszkalne w Bujnaksku, Moskwie i Wołgodońsku. Dla Rosji działania te były niczym innym jak casus belli. Wojska rosyjskie weszły do Czeczeni 11 października 1999 r. Tak rozpoczęła się II wojna czeczeńska.

Konflikt, który składał się z dwóch faz: pierwsza z lat 1999-2000, mająca charakter wojny regularnej, oraz druga z lat 2000-2009, kiedy zamieniła się w wojnę partyzancką. I właśnie w czasie II fazy rosyjsko-czeczeńskiego konfliktu, w tamten rejon Europy miał udać się Rangers F.C, którego los w I rundzie Pucharu UEFA złączył z Anży Machaczkała. W zespole Dicka Advocaata roiło się wtedy od zawodników wybitnych: Stefan Klos, Fernando Ricksen, Barry Ferguson, Tore Andre Flo, Claudio Caniggia czy Ronald de Boer. Nic dziwnego, że w Machaczkale przed rywalizacją ze szkockim gigantem wybuchło prawdziwe szaleństwo. Starcie z Rangersami na żywo chciało zobaczyć 400 000 osób, podczas gdy Dynamo Stadium, na którym wówczas swoje mecze rozgrywali „Orly” mogło pomieścić tylko… 15 200 widzów. Władze „The Gers” nie zamierzały jednak dawać radości miejscowym kibicom i od końca sierpnia rozpoczęły negocjacje z UEFA w sprawie przeniesienia spotkania w inne miejsce.

Choć jedną z głównych przyczyn II wojny czeczeńskiej była próba zajęcia Dagestanu przez wojska Szamila Basajewa oraz mudżahedinów Chattaba, wojska rosyjskie dość szybko wyparły przeciwnika poza swoją granicę. We wrześniu 2001 r., gdy miał odbyć się ów dwumecz Pucharu UEFA działania wojenne teoretycznie toczyły się ok. 100 mil od Dagestanu. Nie obyło się jednak w tym czasie bez incydentów. Najpierw na miejscowym targu wybuchła bomba, która zabiła dwie osoby. Kilka dni później w powietrze wysadzono jedną z linii kolejowych. Ale nie tylko strach o życie zawodników i członków sztabu szkoleniowego był głównym motywem niechęci do wyjazdu do Dagestanu. Wizytacja z Ibrox Park udała się do Machaczkały we wrześniu na rekonesans i do Glasgow przywiozła przerażające informacje.

- Atmosfera w czasie naszej wizyty była miła i przyjemna, ale to wszystko. Wiadomo, że jadąc tam na mecz, zmuszeni jesteśmy zabrać ze sobą własne prześcieradła, poduszki, mydło, ręczniki i papier toaletowy. W hotelach bowiem nic nie ma - zrelacjonowali pobyt w Dagestanie swoim przełożonym. Nie wszystkim było jednak dane wyjechać do Machaczkały. Asystent Advocaata, Evan Chester nie otrzymał wizy, zatem nie mógł oglądać na żywo rywala Rangersów. Holenderskiemu szkoleniowcowi pozostała zatem analiza gry Anży na kasetach video, do których dostęp też był utrudniony. W tym samym czasie Brytyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zdecydowanie odradzało swoim obywatelom wyjazdow do tej części Rosji. Swoje trzy grosze dołożyła również firma, która za ubezpieczenie wyprawy Rangersów do Dagestanu życzyły sobie, bagatela, 10 mln funtów. Media w Machaczkale kpiły z tej informacji pisząc, że Szkoci wcale nie boją się o swoje życie, a o nogi w rywalizacji z Anży. W każdym razie w tygodniu, w którym miał odbyć się pierwszy mecz piłkarzy z Glasgow w Dagestanie, właściciel klubu, David Murray ogłosił: - Biorąc pod uwagę wszystkie dostępne porady, zespołu nie można obecnie wysłać do Machaczkały ze względów bezpieczeństwa. Murray zapewnił jednak, że Rangersi nie uchylają się od rywalizacji i mogą zagrać w innym rosyjskim mieście, np. w Moskwie. 

Przedstawiciele UEFA początkowo nie zamierzali jednak przychylić się do prośby Rangersów. - W tej sytuacji musimy wziąć pod uwagę wiele różnych czynników - tłumaczył nieprzejednane stanowisko Europejskiej Unii Piłkarskiej, jej rzecznik Mike Lee. Co więcej, UEFA zaczęła nawet grozić wicemistrzom Szkocji walkowerem, jeżeli ci 13 września nie zjawią się w Dagastanie. W odpowiedzi, Rangersi skierowali skargę na działalność UEFA do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu w Lozannie. Murray zapewnił również swoich pracowników, że w razie porażki przy „zielonym stoliku” żaden z jego podwładnych nie poniesie z tego tytułu konsekwencji. Z dalekiej Rosji tej przepychance szkocko-szwajcarskiej ze smutkiem przyglądali się piłkarze i działacze Anży, nie mogący już doczekać się debiutu na europejskiej arenie. - Ich odmowa wyjazdu ze względów bezpieczeństwa jest absurdalna. Równie dobrze to my moglibyśmy powiedzieć, że nie chcemy jechać do Szkocji, bo boimy się miejscowych chuliganów - narzekał szkoleniowiec żółto-zielonych, Aleksandr Markarov. - Uważam, że zachowali się bardzo źle. Dagestan jest jednym z najbardziej gościnnych regionów w Rosji. Mieszkają u nas przedstawiciele aż 30 narodowości, w tym ośmiu Szkotów. Przywitalibyśmy ich i nie byłoby problemu. Tym postępowaniem stracili nasz cały szacunek - dodał.

11 września jednak miał miejsce zamach na World Trade Center, który dał do myślenia UEFA, że piłkarze występujący w rozgrywkach pod jej kuratelą, w żadnym miejscu nie są praktycznie bezpieczni. Odwołano większość meczów 1. kolejki fazy grupowej Ligi Mistrzów oraz I rundy Pucharu UEFA. Jeszcze raz również pochylono się też nad wnioskiem Rangersów o zmianę miejsca rozgrywania ich potyczki z Anży. - Stało się jasnym, że sytuacja dotycząca bezpieczeństwa na świecie uległa pogorszeniu, stąd też raz jeszcze zdecydowaliśmy się przeanalizować tą sprawę - takie było stanowisko UEFA dzień po zamachu w Nowym Jorku. Spotkanie przełożono na 27 września i postanowiono, że w związku z faktem jego organizacji na neutralnym terenie, o awansie do II rundy Pucharu EUFA zadecyduje tylko jeden mecz. Na gospodarza wybrano Warszawę, gdzie akurat nie odbywał się żaden mecz pucharowy (Legia w tym czasie rywalizowała w Szwecji z Elfsborgiem Boras) - To duży zaszczyt dla naszego klubu. Co prawda to tylko mecz pierwszej rundy Pucharu UEFA, ale zawsze miło jest gościć drużynę takiego formatu, jak Rangers - mówił „Gazecie Wyborczej”, rzecznik prasowy Legii Warszawa, Piotr Strejlau. Poza Warszawą, pod uwagę brane były również trzy inne miasta w Polsce, ale władze „Wojskowych” zachowały dla siebie informacje z kim wygrały rywalizację o organizację, jakby nie było, tego prestiżowego spotkania. W niektórych mediach pojawiły się doniesienia, że pod uwagę brany był również obiekt w Łodzi, ale nigdy nie zostały one potwierdzone.

Szkoci z lokalizacji tej potyczki w stolicy Polski byli zadowoleni. Rosjanie do Warszawy przyjechali z kolei jak za karę. - Dla fanów Rangers, przyzwyczajonych, że ich drużyna gra w Europie, strata jednego meczu nie będzie wielką tragedią. Nasi kibice są rozczarowani, nie wiadomo kiedy znów zagramy w Pucharze UEFA. Na nasze mecze ligowe przyjeżdżają zawsze kibice drużyny przeciwnej. Nikomu nigdy nic się nie stało - mówił na przedmeczowej konferencji prasowej, zasmucony wiceprezes Anży, Ejdin Magomiedov. 

Sam mecz nie cieszył się wielkim zainteresowaniem. Na trybunach stadionu przy ul. Łazienkowskiej zasiadło ok. 4 tys. widzów. Szkotów przyjechało ok. 1000, Rosjan połowę mniej. Najliczniejszą i najgłośniejszą grupę stanowili fani Legii, którzy szczególnie głośno byli w momencie, gdy ich pupile w rewanżowym meczu z Elfsborg Boras w I rundzie PU, strzelali rywalowi gola za golem (ostatecznie wygrywając 6:1, a cały dwumecz 10:2). Tymczasem w starciu Anży z Rangersami, naszpikowani gwiazdami Szkoci długo męczyli się z europejskim kopciuszkiem, bramkę na wagę awansu do II rundy, zdobywając dopiero w 84. minucie (trafienie Berta Kontermana).


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się