var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: Flickr / Antoine Dellenbach

Neymar wróci do La Liga, ale jeszcze nie wiemy gdzie zagra. Ostatnie dni okienka w Hiszpanii będą ciekawe

Autor: Krystian Porębski
2019-08-23 21:00:14

Telenowela z powrotem Brazylijczyka na hiszpańskie boiska ciągnie się od dłuższego czasu. Postronni kibice mają już zapewne po dziurki w nosie wysłuchiwania na temat kolejnych doniesień dotyczących gwiazdora z Ameryki Południowej. A fani Barcelony i Realu Madryt zapewne również chcieliby, aby ta saga się wreszcie skończyła. Gdzie w końcu wyląduje Neymar?

Już podczas transferu do Europy, kiedy Brazylijczyk przenosił się z Santosu do Barcelony, dowiedzieliśmy się, że jest twardym negocjatorem... a przynajmniej z takimi współpracuje. Złych warunków skrzydłowy nie otrzymał, ale z biegiem czasu, co normalne, chce otrzymywać coraz lepsze warunki. I jeśli ktoś myślał, że po PSG Neymar wraca do Hiszpanii dla walki o europejskie puchary i chce się mierzyć po prostu w lepszej lidze... no to cóż. Mógł się zawieść.

Zawodnik wraz ze swoimi przedstawicielami miał postawić bardzo twarde warunki. No nic dziwnego, jeżeli mają się o niego bić Real i Barcelona. Według doniesień hiszpańskich mediów, piłkarz oczekuje 5-letniej umowy, w ramach której miałby zarabiać 35 milionów euro rocznie. Jakby tego było mało, to kwota netto. W ramach całego kontraktu Ney miałby zarobić 175 milionów euro, a to tylko wynagrodzenie, nie możemy zapominać przecież o kwocie odstępnego, która również na pewno nie będzie niska. Jak to ładnie określił madrycki AS „zimna wojna” pomiędzy Realem a Barceloną wywindowała kwoty przy tej operacji do astronomicznego poziomu. Nic dziwnego, że w internecie pojawiają się żarty tego typu...

Transakcja jest bardzo skomplikowana. Barcelona i Real wydały już sporą część swoich budżetów. Klub z Katalonii nie może tak po prostu wywalić kolejnych 200 milionów (a jak podaje AS, transakcja miałaby się zamknąć w 350 milionach razem z pensją), musi kombinować. Mało atrakcyjne dla PSG jest wypożyczenie z obowiązkową opcją wykupu, ale pomysł trzeba powiedzieć wybitny. Takiego wypożyczenia jeszcze świat zwyczajnie nie widział. Dobrze, że nikt nie wpadł na pomysł zastawienia stadionu... całe szczęście, w Barcelonie nie grają zbyt często w Monopoly.

Tymczasem Madryt, choć media bardzo nagłaśniają sprawę, ma pozostawać niewzruszony. Według dzisiejszych doniesień, Królewscy nie mają  zamiaru się licytować i chcą poczekać na rozwój wypadków. Sekretariat techniczny klubu ze stolicy ma być przekonany, że Dumy Katalonii zwyczajnie nie stać na taki ruch, a jak transakcja się już wysypie, to Florentino Perez i jego świta wjadą na białym koniu. Barca ma jednak asa w rękawie, z którego może skorzystać...

Bo że w Katalonii nie są do końca zadowoleni z Ousmane Dembele, to żadna tajemnica. Dodatkowo po ostatnim spotkaniu Francuz narzeka na uraz. Mimo problemów skrzydłowy w dzień po meczu odmówił przeprowadzenia badań przez lekarzy, tak jak to miało miejsce w przypadku Luisa Suareza. Taka postawa nie spodobała się w klubie i dziś Eric Abidal odbył 1,5 godzinną pogawędkę na ten temat. Czy rozmawiali jeszcze o czymś innym? O tym katalońskie media nie piszą, ale nie jest tajemnicą, że PSG ma chrapkę na Dembele. Jeśli Barcelonie naprawdę zależy na Neymarze, to to może być znacznie lepszy wabik niż choćby Ivan Rakitić, którego mieli oferować ekipie z Paryża.

Nie samym Neymarem człowiek żyje, czyli kuriozalny transfer Rodrigo

A nie tylko losy Neymara mogą ważyć się do ostatnich dni transferowego okienka. Bo podobnie może być z Rodrigo Moreno. Już miał jechać na testy do Atleti, już pożegnał się ze sztabem i kolegami z drużyny. Wcale nie garnął się do odejścia, ale madrycki zespół zaprezentował ciekawą ofertę, na którą klub i zawodnik wyrazili zgodę. Wszystko super, wszystko fajnie... a tu nagle okazało się, że Los Colchoneros zwyczajnie nie stać. Taki psikus.

W tej sytuacji Rodrigo szybko wrócił do treningów z Valencią, choć jego los nie jest do końca przesądzony. Według informacji, które wcale nie są tajemnicą, transfer może mieć miejsce nawet w ostatniej chwili. Mimo tego, że deadline'u od Atleti i samego właściciela Petera Lima, domagali się Mateu Alemany oraz Marcelino. Cóż z ich próśb, jeżeli Singapurczykowi i najprawdopodobniej również Mendesowi bardzo na tym transferze zależy? Należy pamiętać, że Rodrigo jest ostatnim z trzech zawodników, którzy dołączyli do Valencii na początku rządów Lima. Kupno napastnika w pakiecie z Andre Gomesem i Joao Cancelo, miało nieco udobruchać kibiców i fundację Valencii.

Finalnie sprawa wygląda nieciekawie, bo na każdej konferencji prasowej Marcelino jawnie wyraża swoje niezadowolenie. Rodrigo może odejść, jeżeli Atleti zrobi miejsce w budżecie i będzie mogło zarejestrować hiszpańskiego snajpera. A raczej ma taki zamiar, bo poza Moreno, chce pozyskać jeszcze argentyński talent, Thiago Almadę. Sezon, sezonem, ale za ponad tydzień, w hiszpański deadline day będzie się działo. I choć to zawsze ogromny dreszczyk emocji, to choć raz Hiszpanie mogliby skorzystać z angielskiego wzorca – i zamknąć okienko przed rozpoczęciem rozgrywek. Tak, abyśmy się emocjonowali tym co na boisku, a nie poza nim.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się