var W2T_AdImage_autostart = false; var W2T_AdImage_startWith = "#mainpic3 img";


Autor zdjęcia: OM.fr

Plac budowy w Marsylii. Drużyna w pierwszych spotkaniach wyglądała gorzej niż ktokolwiek mógł się spodziewać

Autor: Paweł Łopienski
2019-08-25 16:00:17

Andre Villas-Boas latem zastąpił Rudiego Garcię na stanowisku szkoleniowca Olympique’u Marsylia. Portugalczyk przed rozpoczęciem sezonu zapowiedział, że jego celem na sezon 2019/2020 jest wywalczenie miejsca na podium w Ligue 1. I co prawda za nami dopiero dwa mecze w tych rozgrywkach, ale na pierwszy rzut oka widać, że o realizację ambicji może być bardzo trudno.

Letnie okno transferowe bez transferów

Niemal od razu po podpisaniu kontraktu z nowym trenerem, w mediach przewijały się pogłoski, że Portugalczyk nie będzie mógł poszaleć podczas letniego okna transferowego. Ba, kto tu mówi w ogóle o szaleństwie, skoro klub z południowej Francji sprowadził tylko dwóch zawodników: Dario Benedetto z Boca Juniors za 14 milionów euro oraz Alvaro Gonzaleza, którego wypożyczono z Villarrealu.

Brak pieniędzy na transfery wiąże się z nieudanymi poprzednimi okienkami, gdy w ostatnich dwóch latach wydano około 200 milionów tylko po to, aby w poprzednim sezonie zająć dopiero piąte miejsce w ligowych rozgrywkach, co było wielkim rozczarowaniem, przede wszystkim dla kibiców pragnących, aby „Les Phoceens” każdego roku walczyli o najwyższe cele.

 

 

Ricardo Carvalho, który przybył do Marsylii wraz z Villasem-Boasem jako jest asystent, wypowiedział się na łamach "La Provence" na temat transferów: - Klub nie może wydawać dużo pieniędzy. To jest dla nas najtrudniejsze. Polegamy na piłkarzach, którzy występowali tu w poprzednich sezonach. Trener chciałby sprowadzić tu nowych graczy, ale Finansowe Fair Play uniemożliwia to nam. Chcemy więc, żeby wszyscy zawodnicy zostali, w tym również Luiz Gustavo. On jest bardzo ważnym graczem - powiedział były portugalski środkowy obrońca, który o nowych wzmocnieniach myślał przede wszystkim na lewej stronie. Niewiele wskazuje jednak na to, że zobaczymy jeszcze efektowne ruchy „Les Phoceens”.

Klub chce zatrzymać Luiza Gustavo, ale ten prawdopodobnie odejdzie do tureckiego Fenerbahce za ponad pięć milionów euro. Będzie to siódmy zawodnik, który opuści ekipę prowadzoną przez Andre Villasa-Boasa. Poza nim nowe kluby znaleźli Lucas Ocampos (Sevilla), Clinton N’Jie (Dynamo Moskwa) i Yusuf Sari (Trabzonspor). Francuski klub nie zdecydował się na przedłużenie kontraktów Mario Balotellego, Tomasa Hubocana czy Rolando. Z Adilem Ramim pożegnano się bez skrupułów, a cała sprawa, o której pisaliśmy już tutaj, może skończyć się w sądzie, mimo że ten przejdzie prawdopodobnie również do Fenerbahce.

Celem podium

Zakończenie współpracy z Rudim Garcią i zatrudnienie Andre Villasa-Boasa rozpoczęły drugi rozdział w „Champions Project”, którym cechuje się Marsylia po przejęciu klubu przez amerykańskiego biznesmena, Franka McCourta. Bostończyk najpierw zainwestował i zaryzykował sprowadzając zawodników, którzy brali pensję na miarę Ligi Mistrzów. Ale Ligi Mistrzów na południu Francji nie było. Teraz przyszedł czas na oszczędności: transfery będą koncentrować się na mniej doświadczonych graczach, a trener będzie musiał korzystać z młodzieży częściej niż swój poprzednik.

W najbliższym czasie Marsylia może przybliżyć się do filozofii jednego ze swoich rywali, czyli Olympique’u Lyon, którzy nie tylko osiągają dobre rezultaty, ale również sprzedają swoich młodych zawodników za spore kwoty. Ale czy w klubie takim jak OM kibice będą mieli wystarczającą cierpliwość, aby w drużynie mogli ograć się tacy piłkarze? Jacques-Henri Eyraud zaznaczył w jednym z wywiadów, że paradoks polega na tym, że docenia się fakt wystawiania Boubakara Kamary czy Maxime’a Lopeza, ale wylewa się na nich ogromna krytyka, jeśli źle się spisują na boisku.

Pomimo biernej postawy na transferowej karuzeli, Andre Villas-Boas w wywiadzie dla L’Equipe, tuż przed rozpoczęciem sezonu, przyznał, że celem na najbliższe dziesięć miesięcy jest zajęcie miejsca na podium. Brak awansu do europejskich pucharów sprawia, że Marsylia nie potrzebuje szerokiej kadry i może skupić się tylko na udanych występach w lidze. Co prawda, nikt w klubie nie wspominał o celach drużyny w Pucharze Francji oraz Pucharze Ligi Francuskiej, ale wszyscy są świadomi, że oczekiwane są lepsze rezultaty niż porażki z Andrezieux (czwarty poziom rozgrywkowy) i Strasbourgiem odniesione w poprzednim sezonie.

Nowy sezon, stara Marsylia

Kibice, którzy liczyli, że nowy szkoleniowiec przez kilka tygodni przygotowań odmieni drużynę, musieli być bardzo zawiedzeni już po dwóch pierwszych kolejkach sezonu 2019/2020. Terminarz wydawał się nie najtrudniejszy, bowiem na własnym stadionie Marsylia podejmowała Stade Reims, a tydzień później pojechała do Nantes. Villas-Boas w wyjściowym składzie na inauguracyjne spotkanie skorzystał między innymi z Valere Germaina, Nemanji Radonjicia czy Kevina Strootmana, ale zaprezentowali się na tyle słabo, że w kolejnym meczu usiedli na ławce rezerwowych.

Od piątego zespołu poprzedniego sezonu bije przede wszystkim bezradność w ofensywie. Piłkarze nie potrafią znaleźć sposobu na defensywę rywala, z kolei przeciwnicy radzą sobie z przewidywalnymi atakami Dimitriego Payeta i jego kolegów (ach te wrzutki). W rywalizacji z Reims, gospodarze zdecydowanie częściej przebywali przy piłce, ale dwie kontry wystarczyły, aby wybić im z głowy zwycięstwo na inaugurację. W drugim spotkaniu bohaterem „Les Phoceens” okazał się Steve Mandanda, który w odróżnieniu do poprzedniego sezonu, prezentuje się bardzo dobrze. To dzięki niemu Marsylia wywiozła z Nantes jeden punkt, choć nie ma się czym szczycić, bo momentami ligowy średniak zmusił ich do, znanej z polskich boisk, obrony Częstochowy.

A wszystko mogło się inaczej potoczyć, jeśli rzut karny wykorzystałby Dario Benedetto. Najnowszy nabytek Marsylii z jedenastu metrów przestrzelił tak, że jak na razie wygrywa w konkursie największego pudła sezonu. Nie zmienia to jednak faktu, że Marsylia w dwóch pierwszych meczach nie strzeliła jeszcze ani jednego gola. Za chwilę zespół może zostać osłabiony po odejściu Luiza Gustavo, a Andre Villas-Boas będzie musiał rzeźbić z tego, co ma. A ma tyle, że niekoniecznie musi to wystarczyć do wywalczenia podium i awansu do Ligi Mistrzów. Gdyby tak się stało, Portugalczyk zostałby bohaterem i potwierdziłby swoje warsztat trenerski.


KOMENTARZE

Stwórz konto



Zaloguj się na swoje konto




Nie masz konta? Zarejestruj się